Strona Główna arrow Varia arrow Ukryte głosy nowego Iranu. Walka o władzę po kwestionowanych wyborach
Ukryte głosy nowego Iranu. Walka o władzę po kwestionowanych wyborach Drukuj
Ivonna Nowicka   
wtorek, 30/06/2009

Witam! Znalazłam jeszcze jeden specjał dziennikarza BBC, tym razem redaktora Johna Simpsona. Z niego dopiero wytrawny łowca kluczowych wydarzeń w najnowszej historii Iranu. Kogo on nie poznał! Czego nie widział! Że był świadkiem rewolucji sprzed 30-tu lat, że przeprowadził wywiad z Musawim w latach ’80, że konwersował z Rafsandżanim – to jeszcze nic. Wyboraźcie sobie, iż leciał na pokładzie samolotu, którym 1. lutego 1979 roku ajatollah Chomeini wracał do Iranu! Niech więc mówi redaktor Simpson.

 

John Simpson

BBC World Affairs

25 czerwca 2009 r.

 

przekład z języka angielskiego

Ivonna Nowicka

 

 

Z przyczyn, których wolę tutaj nie wyjawiać, dość dobrze znam pewnego byłego strażnika rewolucji. Robił w swoim życiu straszne rzeczy. Nie tylko atakował na ulicach Iranki za to, że nie miały na sobie wymaganego muzułmańskiego stroju w komplecie, ale walczył też u boku muzułmańskich rewolucjonistów za granicą. Mimo to teraz, w tym zamęciem, jaki zapanował w Iranie po zeszłotygodniowych wyborach, odmieniło mu się. Stał się stronnikiem Mir Hosejna Musawiego, reformatorskiego kandydata, który twierdzi, że w wyborach dopuszczono się oszustw. Do tego zaoszczędził wystarczająco dużo pieniędzy, aby wysłać syna do prywatnej szkoły za granicą i nie cierpi prezydenta Ahmadineżada. Nie on jeden.

 

Musiałem opuścić Iran w ostatnią niedzielę, ponieważ władze nie zgodziły się przedłużyć mi wizy. Nim jednak wyjechałem, inny były strażnik rewolucji wysokiej rangi przyszedł odwiedzić naszą ekipę w hotelu. „Zapamiętaj mnie”, prosił, „pamiętaj, że pomogłem BBC.” Wtedy zrozumiałem, że nawet człowiek tak blisko związany z rewolucją islamską [czy aby autor nie ma tu na myśli Islamskiej Republiki? Dalsze wątpliwe przypadki tłumaczę jako „Islamska Republika” – I. N.] uważa, iż w Iranie wkrótce coś się zmieni.

 

Ten niezwykły jedenastodniowy okres, jaki spędziłem w Iranie, był moją 20. wizytą w tym kraju w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Sprawdzam ponownie nagrany materiał i raz jeszcze analizuję najświeższe wydarzenia.

 

Sądzę, że minione tygodnie mogą okazać się równie brzemienne w skutki, jak rewolucja islamska, której byłem świadkiem przed trzydziestu laty. Ci dwaj pasdarzy pełni dystansu do twardej linii reprezentowanej w przeszłości mogą stanowić przykład pewnych głębszych sił, napędzających kryzys, który w moim przekonaniu może zmienić Iran na zawsze.

 

 

Przedarta tkanina systemu

 

Pierwsza znamienna oznaka zmiany polega na tym, że w dzisiejszym Iranie nawet gdy się ma do czynienia z urzędnikiem, nie wiadomo, kogo on popiera. Odnosi się wrażenie, że tkanina samej Islamskiej Republiki jest przedarta i to do tego stopnia, iż nawet poszczególni ministrowie, urzędnicy państwowi, strażnicy rewolucji, starsi rangą wojskowi i inni ludzie w służbie państwa są po jednej bądź drugiej stronie. Taki stan rzeczy odzwierciedla walkę o władzę, która rozgrywa się na samej górze.

 

Zjawisko to znajduje swoje odzwierciedlenie na ulicach na rozmaite sposoby. Choćby podczas protestów, gdy tłumy zdobywały się na tę odwagę, by chronić naszą ekipę przed tajniakami z policji.

 

Kiedy jeździliśmy po Teheranie i zbieraliśmy materiał dla telewizji, często zdarzało nam się znaleźć w trudnej sytuacji, w samym środku zamieszania, gdy władza nacierała an ciżbę protestujących, wznoszących okrzyki typu: „Chcemy wolności”.

 

W jednym takim niezapomnianym zdarzeniu grupa demonstrantów autentycznie przegoniła tajniaka z budzących grozę służb bezpieczeństwa. Ludzie zdobyli się na podobny czyn, bo wiedzą, że wielu członków aparatu państwowego popiera pana Musawiego oraz obecne protesty.

 

 

Przepraszające gesty

 

Kiedy nakazano nam opuścić Iran, udaliśmy się do Erszadu, do Ministerstwa [Kultury i – I. N.] Przewodnictwa Islamskiego, które nadzoruje sprawy zagranicznych dziennikarzy. Spodziewaliśmy się, że będziemy łajani, zastraszani. Nic z tych rzeczy. Pracownik, który nas przyjął, w swoich gestach był dziwnie przepraszający. Powiedział, że możemy zostać w Iranie trochę dłużej i „porobić zakupy” – zaszyfrowane określenie na naszą pracę. Słowa te uzupełnił tylko jedną uwagą: żeby nie zaaresztowała nas policja.

 

To wymowny przykład rozłamu, który przebiega przez całe społeczeństwo irańskie. I głównymi postaciami nie są tu wcale prezydent Ahmadineżad i podważający jego ponowną wygraną Mir Hosejn Musawi. Głównymi graczami są dwie znacznie potężniejsze figury zwarte w walce, której odzwierciedleniem są wszystkie pozostałe aspekty kryzysu.

 

Po jednej stronie stoi w niej ajatollah Chamenei, ultrakonserwatysta i zarazem klamra, spinająca całą Islamską Republikę. Po drugiej – cyniczna postać, która od czasów rewolucji zbiła fortunę, były prezydent Ali Akbar [Haszemi – I. N.] Rafsandżani.

 

 

Urok osobisty

 

Pan Rafsandżani to jedna z niewielu osób w Iranie, mogących pozwolić sobie na otwartą opozycję wobec najwyższego przywódcy, ponieważ, jak lubią twierdzić jego przyjaciele, sam ajatollaha Chameneiego na tym stanowisku osadził, a Chamenei nie zaliczał się wówczas do szczególnie wybitnych teologów.

 

Przez prawie dziesięć lat [powinno być: „przez ponad dziesięć lat” – Chamenei objął urząd najwyższego przywódcy w roku 1979 zaraz po śmierci Chomeiniego – I. N.] taki układ był dla nich obu korzystny. Ale potem, w 2005 roku, pan Rafsandżani popełnił ów fatalny błąd, że po raz trzeci ubiegał się o fotel prezydencki. Jego niegdysiejszy protegowany był teraz wystarczająco potężny, by zwrócić się przeciw niemu.

 

Społeczeństwo irańskie miało już po dziurki w nosie korupcji, z którą wiązali pana Rafsandżaniego. Ludzie gromadnie wstrzymali się z pójściem do urn, dzięki czemu zwycięstwo przypadło nowemu kandydatowi popieranemu przez najwyższego przywódcę, Mahmudowi Ahmadineżadowi.

 

Pana Rafsandżaniego spotkałem po raz pierwszy podczas wojny irańsko-irackiej i muszę przyznać, że go polubiłem. Jest bardzo dowcipny i pełen uroku osobistego, ale nie chciałbym mieć go za wroga.

 

Pamiętam konferencję prasową z połowy lat ’80-tych, podczas której kobiety i mężczyźni jak zwykle siedzieli osobno. W tamtych czasach dziennikarki wywodziły się prawie wyłącznie z obozu zaciętych dogmatyków, miały posępne miny i były ubrane w najczarniejszą czerń. Pan Rafsandżani podszedł do mikrofonu, patrzył na nie przez parę chwil z wyraźnym rozdrażnieniem, po czym spytał: „Czy ktoś może mi powiedzieć, gdzie w świętym Koranie jest napisane, że kobiety mają robić z siebie brzydactwa?”

 

 

Walka

 

Co jednak nie czyni z niego liberała. W rzeczywistości pan Rafsandżani jest w każdym calu człowiekiem Islamskiej Rewolucji. Dziś rozgrywa swoją partię z cienia, wykorzystując do tego zgromadzone bogactwo, trochę na podobieństwo rosyjskiego oligarchy.

 

Jednak podczas gdy młodych idealistów przyciąga na demonstracje hasło „Śmierć dyktatorowi”, to nie jestem do końca pewien, czy Iran Rafsandżaniego aby na pewno przyniósłby ową władzę większych swobód obywatelskich, dla której ryzykują oni życiem. Obie strony uwikłane w walkę głęboko wierzą w Islamską Republikę.

 

Ta walka może przybrać inną formę, lecz końca nie dobiegła. I za jakiś czas okaże się jeszcze, że te przeogromne masy ludzi, które uczestniczyły w demonstracjach, przyglądają jej się z zewnątrz, tak jak przedtem.

 

 

Źródło: http://news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/8116825.stm

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004,2005,2006,2007,2008 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO