|
Po prawie trzech latach wróciłam do Egiptu. Już przed wyjazdem zastanawiałam się, jak będzie wyglądać ten kraj po wielkich zmianach, jakie tu zaszły od mojego ostatniego pobytu. Jednym z moich głównych zajęć w Kairze jest więc szukanie śladów rewolucji. Jak na razie nie idzie mi to najlepiej.
Gdy pierwszego ranka po powrocie wyszłam na ulicę mojej ulubionej dzielnicy - Heliopolis, zstanawiałam się, czy moim oczom ukaże się krajobraz kompletnie różny od tego, do którego przyzwyczaiłam się przy moim ostatnim pobycie w Egipcie. Od razu zauważyłam, że nie. Sklepy i stragany wyglądały tak samo i tylko moja umiejętność przechodzenia prze ulicę w strumieniu samochodów uległa osłabieniu, przez długi okres nieużywania jej w Polsce. Przyzwyczajenie się do sygnalizacji świetlnej zabija instynkt samozachowawczy niezbędny w takim mieście jak Kair. Zauważyłam, że w Heliopolis pojawiło się jeszcze więcej sklepów z butami, ale trudno uznać to za skutek rewolucji. Pierwszym znakiem wydarzeń zeszłego stycznia jaki zauważyłam, był wileki plakat ze zdjęciami męczenników rewolucji, który wisiał za jednym ze straganów.
Metro wygląda tak samo jak wygladało kiedyś- tłocznie. Nadal wejście do wagonu, w moim przypadku jest to przeważnie wagon dla kobiet, wymaga umiejetności taranowania innych. Co ciekawe, w każdym wagonie wporwadzono nowość - środkowe drzwi służą do wchodzenia, a dwoje bocznych do wychodzenia. Nie muszę chyba dodawać, że nikt się do tych zaleceń nie stosuje. Kolejną próbą wprowadzenia jakiegokolwiek porządku jest też sygnalizajca świetlna działająca w centrum (na razie zauważyłam ją w jednym miejscu, ale nie tracę nadziei na dalsze tego typu odkrycia). Co ciekawe, samochody zatrzymują się na czerwonym świetle, zachęcone do tego przez policjanta, który dodatkowo kieruje ruchem. Zatrzymuje je gdy światło jest czerwone, a puszcza gdy zmienia się na zielone. Przechodnie zaś przechodzą jak zawsze to robią, czyli kiedy tylko się da.
Myślałam więc, że nie mam szans na zauważenie jakichkolwiek śladów rewolucji. Tu jednak też się myliłam. Po pierwsze w telewizji egipskiej leciały spoty pokazujące sceny z placu Tahrir, gdzie wszyscy Egipcjanie walczyli ramię w ramię o wolność swojego kraju. W metrze wiszą też plakaty ze zdjeciami ludzi w barwach narodowych Egiptu i hasłem - Zbudujmy nasz kraj. Zniknęły też oczywiście wizerunki Mubaraka, które kiedyś widoczne były na każdym kroku, a zamiast nich mnóstwo jest plakatów wyborczych różnych kandydatów. Ludzie okazują też swe niezadowolenie - w ciągu zeszłych trzech dni kilkakrotnie widziałam już wszelkiego typu protestujących, pod sądem, na głównych placach miasta etc. 
W pełni zdałam sobie sprawę z tego co wydarzyło się w Egipcie, i co w pewnym stopniu nadal ma miejsce, zbliżając się do Placu Tahrir. Nie planowałam żadnych wycieczek w tamtym kierunku, jako że miejsce to nadal jest głównym ośrodkiem niepokojów w mieście. Jednak otwarcie na nowo położonej nieopodal Placu księgarni amerykańskiej, świetnie zaopatrzonej w publikacje na temat Egiptu i kultury arabskiej, sprawiło, że ruszyłam w tamtą stronę. Zbliżając się do Placu mijałam zasieki z drutu kolczastego i mury blokujące poszczególne ulice. Na ścianach widoczne były napisy nawołujące do upadku reżimu i nastania wolności. Zbliżając się do gmachu uniwersytetu amerykańśkiego, zauważyłam, że jego okna są powybijane, a na ścianach widoczne są ślady ognia. Mimo tych zmian w 'scenografii' miejsca, ludzie zachowywali się zwyczajnie i nawet nie zwracali większej uwagi na moją osobę. Co warto jednak dodać, od poprzedniego mojego pobytu w Kairze, liczba turystów widocznych na ulicach znacznie się zmniejszyła. Teraz spotkanie jakiegoś nie-Egipcjanina jest bardzo rzadkie. Doszłam do Placu Tahrir, na środku którego stali jacyś demonstranci, a na obrzeżach, przedsiębiorczy jak zawsze Egipcjanie, sprzedawali flagi Egiptu i maski z 'Krzyku'. Jeden rzut oka na Plac z jednej z odchodzących od niego ulic mi starczył i jak na klasyczną hawagę (egipskie określenie osoby z zagranicy) przystało, wstąpiłam do znajdującego się nieopodal McDonalda. Bo rewolucja rewolucją, ale McDonald w ogóle się nie zmienił.
|
Małżeństwa Polek z A...
poznałam muzułmamina - Hej wszystkim!...
Małżeństwa Polek z A...
facet muzulman - Wlasnie ja tez mam f...
Małżeństwo z Egipcja...
to jeszcze raz ja prosze piszcie na m...
Małżeństwo z Egipcja...
ludzie pomozcie mi...mieszkam w londy...
Niesamowicie szybko ...
Jeszcze bedzie lepiej - Fajny felieto...