W dniu 20 września 2011 r. planowane jest głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych, w wyniku którego Palestyna może zostać uznana przez społeczność międzynarodową za niepodległe państwo i uzyskać status pełnego członka w ONZ. Co Palestyńczycy mogą zyskać, a co stracić w przypadku pozytywnego wyniku głosowania? Im bliżej do tego wydarzenia, tym więcej pojawia się koncepcji na ten temat.
Jednym z najbardziej ulubionych i najczęściej powtarzanych argumentów skrajnych przeciwników utworzenia państwa palestyńskiego jest to, że w historii nigdy nie było w pełni suwerennego i niepodległego państwa zwanego Palestyną. Jest to oczywiście bezdyskusyjne i trudno polemizować w tej kwestii. Nie wydaje się jednak by był to wystarczający powód na odmawianie Palestyńczykom prawa do własnego państwa. Co więcej, prawo do samostanowienia mają, jak wszystkie narody, zagwarantowane w Karcie Narodów Zjednoczonych. Mimo iż prawo międzynarodowe zakłada pokojowe powstawanie państw i pokojowe rozwiązywanie ewentualnych sporów wynikających z takich dążeń, konflikt izraelsko-palestyński dowodzi, że właśnie dążenia niepodległościowe są jednym z najtrudniejszych do rozwiązania waśni między narodami. Prawo nie jest również w stanie szybko i bezboleśnie zmienić faktycznej sytuacji. Nikt z komentatorów i ekspertów zajmujących się konfliktem bliskowschodnim nie ma bowiem wątpliwości, że obecnie nie ma szans na szybkie powstanie niepodległej Palestyny, a ewentualne uznanie takiego państwa przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych (ZO) nic w tej kwestii nie zmieni.
Jaki zatem przyświeca cel Mahmudowi Abbasowi i jego stronnikom w dążeniach do postawienia sprawy pod głosowanie ONZ? Jakie może to pociągnąć za sobą konsekwencje i jakie już pociągnęło?
Początkowo na informacje o takich planach dość nerwowo zareagował Izrael, który na dużą skalę rozpoczął działania dyplomatyczne mające na celu odwiedzenie Abbasa od tych planów, jak i stworzenie koalicji państw zachodnich przeciwnych uznaniu niepodległego państwa palestyńskiego. Liczne spotkania i wizyty izraelskich polityków, oficjalne prośby i ostrzeżenia nie zdołały oczywiście zmienić postawy strony palestyńskiej, lecz, jak się można było spodziewać, spotkały się ze zrozumieniem w Waszyngtonie. Na USA, największego swojego sojusznika, Izrael może bowiem liczyć w każdej sytuacji. Już dziś wiadomo, że Stany Zjednoczone, stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ zawetuje rekomendację dla Zgromadzenia Ogólnego w sprawie pełnego członkostwa Palestyny w ONZ. Pewne jest zatem, że nawet jeśli rezolucja zostanie przyjęta to nie będzie ona wiążąca.
Reakcja i starania Izraela nie dziwią, wszakże mimo wszystkich gestów i deklaracji w interesie tego państwa nie leży powstanie niepodległej Palestyny na terenach, które Izrael obecnie kontroluje, a przynajmniej nie w kształcie w jakim widzieliby to Palestyńczycy. Zastanawiające okazują się jednak motywy i potencjalne konsekwencje działania samych Palestyńczyków. Choć pozornie postawienie sprawy uznania państwa palestyńskiego przed ONZ wydaje się zasadne i logiczne, w końcu od początku konfliktu to właśnie uzyskanie niepodległości jest celem Palestyńczyków, to w ostatnim czasie pojawiło się wiele komentarzy dotyczących tej kwestii.
Jak się okazuje, eksperci w dziedzinie prawa międzynarodowego, kwestii uchodźczych czy znawcy konfliktu bliskowschodniego mają wiele wątpliwości co do zasadności i sposobu ubiegania się przez władze palestyńskie o uznanie ich państwa.
W licznych opiniach spotkać się możemy z argumentem, iż głównym inicjatorem całych działań są władze Autonomii Palestyńskiej, które nie reprezentują Palestyńczyków z diaspory oraz nie mają faktycznego mandatu ludności zamieszkującej Strefę Gazy i Zachodni Brzeg Jordanu, gdyż kadencje zarówno prezydenta jak i rządów [1] dawno się skończyły.
Jednak również w przypadku gdyby faktycznym inicjatorem takich działań była Organizacja Wyzwolenia Palestyny [2], która uznana jest za przedstawiciela narodu palestyńskiego, pojawiałyby się pytania o legalność stawiania kwestii uznania Palestyny za państwo przed ONZ. OWP jest bowiem organizacją niedemokratyczną, a niezmieniony od lat jej kształt i zasady działania budzą wiele wątpliwości wśród palestyńskiej diaspory, którą ma reprezentować. Także implikacje polityczno-prawne uznania Palestyny za państwo budzą wiele kontrowersji. Z jednej strony podnoszone są kwestie związane z późniejszą reprezentacją uchodźców palestyńskich na scenie międzynarodowej oraz możliwość dochodzenia ich praw (m. in. prawa do powrotu). Jak uważa profesor Guy Goodwin-Gill – specjalista w dziedzinie prawa międzynarodowego, praw człowieka i kwestii uchodźczych na Uniwersytecie Oksfordzkim – pełne członkostwo Palestyny w ONZ pociągnie za sobą konieczność zmiany reprezentacji z OWP na taką, która będzie reprezentowała de facto nieistniejące państwo palestyńskie. Taka sytuacja – zdaniem Goodwyn-Gilla – może doprowadzić do pogorszenia sytuacji Palestyńczyków żyjących na uchodźctwie, gdyż stracą oni swojego reprezentanta w ONZ. Przedstawiciel Palestyny będzie mógł bowiem reprezentować jedynie obywateli swego kraju, a większość uchodźców palestyńskich jest bezpaństwowcami lub posiada obywatelstwa państw trzecich.
Z opinią tą nie zgadza się wielu polityków czy naukowców, w tym profesor John B. Quigley – specjalista w dziedzinie prawa międzynarodowego i praw człowieka na Uniwersytecie Stanowym Ohio. Zdaniem Quigley’a pełne członkostwo Palestyny w ONZ wzmocni jej pozycję w negocjacjach z Izraelem, choć nie precyzuje czy ta silniejsza pozycja pozwoliłaby na jakiekolwiek postępy w od wielu lat, jedynie pozornym procesie pokojowym. Ma on również wątpliwości co do sposobu w jaki sprawa została postawiona na forum międzynarodowym i podnosi wspominaną powyżej kwestię reprezentacji wszystkich Palestyńczyków, a nie jedynie tych mieszkających na terenach okupowanych.
Znaczący wydaje się również fakt, że ONZ już w 1988 roku przyjął Rezolucję 43/177 uznającą proklamowanie państwa palestyńskiego w obliczu Deklaracji Algierskiej [3], co jednak nie wiązało się z faktycznym uznaniem niepodległości Palestyny. W świetle zapowiedzi USA co do weta wobec rezolucji i niepewnego wyniku głosowania, tegoroczne próby mogą odnieść podobny skutek i nie mieć najmniejszego znaczenia w dążeniach Palestyńczyków.
Bezsprzeczny jest zatem fakt, że cała sprawa budzi wiele kontrowersji i obaw, co gorsza także po stronie palestyńskiej. Taka sytuacja może doprowadzić do poważnych konsekwencji, z których najmniej drastyczną byłoby niezadowolenie części Palestyńczyków i krytyka podjętych na forum międzynarodowym kroków. Jednak na Bliskim Wschodzie łatwo podgrzać i tak gorącą atmosferę i doprowadzić do buntu przeciw nowej/starej reprezentacji czy nawet pchnąć ludzi do kolejnej intifady. Nie sposób jednak przewidzieć faktycznych konsekwencji jakie przyniesie wynik głosowania Zgromadzenia Ogólnego z 20 września 2011 r. – pozostaje nam jedynie czekać i przyglądać się kolejnym wydarzeniom. Dominik Wach
[1] W Autonomii Palestyńskiej funkcjonują dwa ośrodki rządowe – Hamasu w Gazie i Fatahu na Zachodnim Brzegu Jordanu. Po nawiązaniu rozmów między obiema frakcjami ma powstać gabinet, który doprowadzi do przeprowadzenia nowych wyborów parlamentarnych jak i prezydenckich.
[2] Mahmud Abbas pełni rolę prezydenta Autonomii Palestyńskiej jak i przewodniczącego OWP, a Fatah, którego jest liderem, jest największą frakcją tak w rządzie na Zachodnim Brzegu jak i w OWP.
[3] 15 listopada 1988 roku Palestyńska Rada Narodowa proklamowała powstanie niepodległego państwa palestyńskiego podczas spotkania w Algierze.
Artykuł ukazał się również na łamach portalu psz.pl w dniu 6.09.2011.
|
Milion Tatarów
W mojej rodzinie co jakiś czas rodzi ...
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...