|
Minęło właśnie 10 lat od tamtej chwili. Od wielkiej tragedii, która choć miała miejsce w USA, tak naprawdę była tragedią i klęską całego świata. Teraz, słuchając relacji i komentarzy w radiu, zastanawiam się, co takiego robiłam, o czym myślałam wtedy, 11 września 2001 roku.
Oczywiście pamiętam, że wróciłam z pracy i zjadłam obiad. Była ładna pogoda, a ja przygotowywałam się do następnej pracy, bo miałam dyżur. Jeszcze przed wyjściem usłyszałam informację podaną w Radiu Zet. Nie pamiętam tylko, czy z tego powodu przerwano program, czy znalazła się w normalnym, nadawanym co pół godziny serwisie. Wtedy myślano jeszcze, że to wypadek. Gdy byłam już w drzwiach, usłyszałam, że następny samolot uderzył w drugą, południową wieżę WTC. I wtedy stało się jasne, że to nie przypadek, że pilot nie stracił panowania nad sterami samolotu, ale ktoś zrealizował szatański plan. Jakaś nieczysta siła, niewyobrażalne zło doszło do głosu, aby dać w taki właśnie sposób o swoim istnieniu. Z pewnością nikt nigdy nie jest na coś takiego przygotowany, więc i ja nie potrafiłam uświadomić sobie w pełni tego, co się stało. Pamiętam, że jechałam do pracy bardzo szybko, na szczęście miałam niedaleko. Nie mogłam słuchać relacji w domu, gdyż nie mogłam się spóźnić, ale rzadko przedtem i potem tak bardzo chciałam znaleźć się blisko radia lub telewizora. Dotarłam do pracy i jak każdy chyba w Polsce i na świecie śledziłam wypadki na ekranie. Robiło mi się na przemian zimno i gorąco. Nie pamiętam co wtedy myślałam, poza tym co myślał chyba każdy. Czy docierał do mnie w pełni rozmiar tragedii? Czy powtarzałam jedynie dobiegające zewsząd slogany?
Wiem, że natychmiast zaczęto pokazywać migawki z ulic arabskich miast. Bez daty nagrania, bez informacji, czy jest to materiał kręcony na żywo. Widać było manifestujących Arabów, głównie mężczyzn, choć były również kobiety. Niesiono transparenty z napisami, oczywiście arabskimi. I padały komentarze, że oto arabska ulica cieszy się z zamachów, że piloci-porywacze ogłaszani są tam męczennikami za wiarę.
Prawdopodobnie wówczas zdałam sobie sprawę, że współczucie po tragedii należy się nie tylko tym, którzy zginęli i ich rodzinom. Że godni tego współczucia są również wszyscy prawowierni muzułmanie na całym świecie. Bo oto otworzyły się dla nich wrota, za którymi czeka nieustanna walka o islam. Ale nie taka, jaką wyobrażają sobie ci, którzy mówią, że w tę religię wpisane jest zbrojne zwalczanie niewiernych, tylko mająca na celu odzyskanie przez islam dobrego imienia.. Bo imię to, 11.09.2001 zostało zbrukane w najbardziej haniebny sposób, nie dając wyboru tym, którym zależało na normalnym świecie, w którym wychowują dla przyszłości swoje własne dzieci.
Czy było to działanie celowe? Czy jedynie skutek uboczny działań mających całkiem inny cel? Tego nie dowiemy się tak szybko, a być może nigdy nie będziemy mieć w tej sprawie pewności. Ważne jednak jest to, że niestety miałam rację. Bo zdjęcia manifestacji mogły być wszystkim. Ludzie krzyczeli cośkolwiek w niezrozumiałym języku, a tak łatwo o manipulację gdy nie wiemy, co słyszymy. Zwłaszcza, kiedy podczas gry na tak silnych emocjach, jakie wtedy odzywały się we wszystkich bez wyjątku. W jednej chwili dla bardzo wielu ludzi islam stał się zbrodniczą doktryną i mało kogo dało się przekonać, że w istocie wcale tak nie jest.
Ja sama, siedząc wtedy w pracy, komentowałam i tłumaczyłam, czym jest ta religia i miałam nadzieję, że kogoś przekonam. Zwracałam uwagę na brak dat, nieznajomość słów wykrzykiwanych przez demonstrantów, ale czułam się niczym wołająca na pustyni... Jeszcze wiele lat potem media robiły wrogą robotę na całym świecie, również i w Polsce. Choć zazwyczaj nie wierzymy mediom tak bez zastrzeżeń, to jednak w tym przypadku ziarno padło i wciąż pada na podatny grunt.
Bo jeśli ktoś nieznający islamu chce być o czymś przekonywany, to da się przekonać nawet słabymi argumentami. A tu argumenty wcale nie są takie słabe, gdy wspiera się je śmiercią tysięcy ludzi.
O dziesiątej rocznicy zamachu w Nowym Jorku myślałam, jako muzułmanka, już od kilku dni. Jak uczci ją świat? Czy w ogóle jesteśmy w stanie oddać hołd ofiarom tej tragedii? I przyszła mi do głowy refleksja. Wtedy świat zamarł tylko pozornie. W chwili, gdy ludzie w Nowym Jorku ginęli w niewyobrażalny sposób - paląc się, skacząc desperacko z okien, przywaleni przez gruzy - na całym świecie życie toczyło się nadal, jak co dzień. Rodziły się dzieci, zawierano małżeństwa, umierali ludzie z innych przyczyn i pewnie ktoś w kimś się zakochał i został z nim na dobre i na złe. Świat wstrzymał oddech, ale do życia potrzebne jest powietrze, więc ludzkość musiała nabrać ponownie tlenu w płuca, żeby nie zginąć. Jedyną pociechą dla tych, którym przyszło żyć w dzisiejszej rzeczywistości jest to, że świat od zarania dziejów pozostaje w równowadze, a człowiek, nawet gdy upadnie na kolana, potrafi się z nich podnieść, choć czasem jest to trudniejsze niż zwykle. Więc uparcie wierzę, może nawet trochę naiwnie, że jako ludzkość nie straciliśmy instynktu samozachowawczego i będziemy mogli zrobić rachunek sumienia, rozliczyć wszystko co złe i stanąć do jednej, wspólnej modlitwy w intencji nas samych. Jednocześnie trudno nie zdawać sobie sprawy z tego, że ci, którzy modlić się nie chcą, bo mają inny pomysł na życie, będą stać za naszymi plecami i bacznie obserwować. I oby mieli puste ręce...
Iza Melika Czechowska
|
Małżeństwa Polek z A...
poznałam muzułmamina - Hej wszystkim!...
Małżeństwa Polek z A...
facet muzulman - Wlasnie ja tez mam f...
Małżeństwo z Egipcja...
to jeszcze raz ja prosze piszcie na m...
Małżeństwo z Egipcja...
ludzie pomozcie mi...mieszkam w londy...
Niesamowicie szybko ...
Jeszcze bedzie lepiej - Fajny felieto...