Strona Główna
 
feed image
Cem - modlitwa pod ratuszem. Drukuj
Mateusz Chudziak (Instytut Wschodni UAM)   
poniedziałek, 12/07/2010

Cem (czyt. Dżem) to uroczystość owiana tajemnicą. Niegdyś oponenci opowiadali o kazirodczych orgiach, jakie miały odbywać się w miejscach zamkniętych dla osób spoza grupy. Sami alewici jeszcze do niedawna byli hermetyczną społecznością, która z wielką niechęcią odnosiła się do obcych, którzy liczyli na uchylenie rąbka tajemnicy. W ostatnich latach jednak, w Turcji zaszły pozytywne zmiany w kwestiach wolności wyznaniowej, czego efektem zdają się być okoliczności, w jakich opisywana przeze mnie społeczność odprawia modły. 

 

Uroczystość odbywa się w Centrum Kultury Okręgu Seyhan w Adanie (Seyhan Kültür Merkezi), które znajduje się w samym centrum miasta, tuż obok ratusza (tur. Seyhan Belediyesi). Miasto podzielone jest na trzy wielkie okręgi municypalne: Balcalı, Yüreğir i właśnie Seyhan. Każdy z okręgów posiada własne władze z ratuszem, nad którymi góruje ratusz wielkomiejski (Büyükşehir Belediyesi) z merem miasta na czele. Cem organizowany jest przez Związek Kultury Alewickiej im. Pira Sułtana Abdala (Pir Sultan Abdal Alevi Kültür Derneği. Adana Şubesi). Jest to pierwsza tego typu uroczystość organizowana poza cemevi należącym do związku i odbywająca się w Centrum Kultury, pod okiem władz municypalnych. Można zatem stwierdzić, że alewici stają się mniejszością, która z wolna zyskuje społeczne znaczenie i nie musi obawiać się poważniejszych represji. Stąd opisywana uroczystość jest poniekąd wydarzeniem nie mającym precedensu w dotychczasowej historii Republiki Tureckiej. Zadziwiać może fakt, że wszystko odbywa się bardzo spokojnie, a większość sunnicka zdaje się nie oponować. Uwagę przykuwa również miejsce, w którym ceremonia się odbywa – jest to , jak już wspomniałem, miejski dom kultury, wynajęty przez Związek. Widać, że władze podchodzą do kwestii alewitów z większym dystansem i wyrozumiałością, aniżeli kilka lat temu.
 
Organizatorem tego kulturalno – religijno – społecznego wydarzenia jest wspomniany wcześniej Związek im. Pira Sułtana Abdala. Watro przybliżyć tutaj sylwetkę patrona. Pir Sułtan Abdal był żyjącym na przełomie XV i XVI stulecia sufickim poetą z okolic środkowo – anatolijskiego miasta Sivas. Pisze o nim min. polski podróżnik i reporter Max Cegielski w swojej książce Oko Świata. Od Konstantynopola do Stambułu. Abdal w swojej poezji ośmielał się krytykować ówczesne władze osmańskie. Jego wystąpienia porywały lokalną ludność. Stąd też stał się Pir postacią niebezpieczną dla namiestników sułtana, za co został skazany na śmierć i powieszony.Cegielski w swojej książce wspomina rozmowę z alewickim dede, jaką udało mu się przeprowadzić w jednej ze stambulskich herbaciarni.

 

Mężczyzna relacjonuje, że w dzień po po egzekucji na szubienicy pozostało tylko ubranie. To wydarzenie miało dowodzić mistycznego zespolenia z Bogiem, jakie było udziałem Pira, którego osmańskie dowództwo było władne unicestwić jedynie fizycznie. Skazany pozostawił po sobie poezję i życiorys, w których dzisiejsi alewici dopatrują się ponadczasowej symboliki. Prześladowana przez wieki mniejszość znalazła w Abdalu bohatera, który mimo zejścia z tego świata, wciąż pozostał żywy. Jest on zatem, zaraz po Dżallaluddinie Rumim i Hadżim Bektaszu, kolejną postacią wokół której alewici rozwijają swoją świadomośd, kulturę i obrzędowość. Obraz przedstawiający jego sylwetkę, trzymającą uniesioną w powietrze guślę, góruje nad sceną Centrum Kultury, gdzie odprawiane są modły.
 
Opisywana uroczystość jest drugą w czasie mojego pobytu w Turcji tego typu ceremonią, w jakiej mam okazję wziąć udział, ale pierwszą, w jakiej mogę uczestniczyć w pełnym wymiarze czasowym. Wnętrze budynku przypomina salę teatralną, z tym że za sceną, po drugiej stronie znajduje się kolejne kilkanaście rzędów siedzeń. Sam zajmuję miejsce na balkonie, gdyż dół jest już szczelnie wypełniony. Z góry jednak, doskonale widzę nie tylko scenę, na której prowadzona jest ceremonia, ale również zgromadzonych po obu stronach wiernych, których w sumie zebrało się około półtora tysiąca. Mam zatem okazję przyjrzeć się temu, w jaki sposób przeżywają oni swoje uczestnictwo w cemie.
 
Na scenie centralne miejsce zajmuje siedzisko dla dede , któremu asystuje dwóch mężczyzn. Cała trójka gra na guślach i odśpiewuje religijne pieśni. Prowadzący są ustawieni bokami do obu części widowni. Przed nimi znajduje sie wyłożona dywanami wolna przestrzeń, na której odbywają się poszczególne elementy liturgii oraz rytualny taniec semah. Przestrzeń ta otoczona jest materacami, na których spoczywają tańczący, oraz dostojni panowie, asystujący przy odprawianiu modłów. Ponad sceną wznoszą się portrety szczególnie czczonych przez alewitów osobistości. Są to Ali ibn Abu Talib, Hadżi Bektesz Weli, wspominany Pir Sułtan Abdal, Mustafa Kemal Atatürk oraz rzecz szczególnie godna uwagi – zbiorowy portret ze zdjęć trzydziestu sześciu uczestników kongresu, jaki odbył się w 1993 roku, w Sivas – nota bene w rodzinnych stronach Pira Sułtana Abdala. Wszyscy przedstawieni padli ofiarą zamachu zorganizowanego przez sunnickich ekstremistów, którzy podłożyli ogień pod hotel Madmak, gdzie odbywał się kongres. Pod twarzami znajduje się napis : Unutmadık. Unutturmayacağız , czyli Nie zapomnieliśmy. Nie pozwolimy zapomnieć. Jest to wyraz męczeństwa i pamięci dla ofiar ataku jaki miał miejsce tam, gdzie żył i tworzył pierwszy wielki męczennik alewizmu.
 
Uroczystość rozpoczyna się od odczytu poezji patrona lokalnego związku, po którym następuje przemówienie przewodniczącego. Należy tutaj wyjaśnić, że alewickie gminy wyznaniowe, prócz przywódców duchowych, jakimi są wywodzący swoje pochodzenie od Proroka bądź dwunastu imamów dede, mają także przywódców świeckich, wyznaczanych w drodze wyborów. Duchowe przywództwo dede jest niepodważalne. Jest on najwyższym autorytetem w kwestiach religijnych i moralnych, godność ta uprawnia do pełnienia funkcji liturgicznych i arbitrażowych. Obieralni dyrektorzy natomiast, pełnią funkcje organizacyjne i poprzez reprezentowanie wspólnoty na zewnątrz – również polityczne. W takim właśnie duchu wypowiada się przewodniczący Związku Pira Sułtana Abdala. Wyraża zadowolenie z faktu, iż spotkanie może odbywać się w państwowym domu kultury. Głosi hasła jedności między narodami zamieszkującymi Republikę Turecką oraz przypomina, że urzędujące władze otworzyły drzwi do pojednania z ludnością kurdyjską. „ Nadszedł więc czas, aby te same drzwi otworzyć przed alewitami! Wiele przecież nie oczekujemy” – postuluje. Przemówienie zostaje nagrodzone gromkimi brawami. 


Po tym wystąpieniu głos zabiera dede, który rozpoczyna od śpiewania religijnych pieśni wychwalających dwunastu imamów i Hadżiego Bektasza.  Potem rozpoczyna mowę wprowadzającą do właściwej modlitwy. Przypomina to wygłaszaną przez chrześcijańskich kaznodziejów homilię. Dede opowiada o duchowej powadze obrzędu. Mowa trwa mniej więcej godzinę. Po niej następuje kilkunastominutowa przerwa, po której ma się rozpocząć właściwa ceremonia. Ta z kolei, rozpoczyna się od kilkunastominutowego wprowadzenia artykułowanego przez duchownego, który nie ma przed sobą żadnej księgi, z której odczytuje się tekst modlitwy, ani śpiewnika. W tym momencie ceremonia trwa już około półtorej godziny i ci z zebranych, którzy przyprowadzili małe dzieci, zaczynają mieć z nimi problemy. Prowadzący nie kryje swojej irytacji i prosi aby w tym podniosłym momencie wyprowadzić lub uspokoić niesforne maluchy. Również ci spośród zebranych, którzy są sunnitami, a na ceremonię przyszli z ciekawości, zaczynają okazywać znużenie. Tym niemniej, ceremonia trwa nadal, a przed obliczem kapłana pojawiają się dostojni panowie w kwiecie wieku w liczbie dwunastu, którzy odtąd asystują przy odprawianiu modlitwy, a także tancerze – w takiej samej ilości. Tancerzom daleko jednak do derwiszów znanych z opisów zekru w sufickich tarikatach, czy wdzięcznie wirujących mężów z mauzoleum Rumiego w Konyi. Bardziej pasuje do nich określenie semahci – czyli odprawiający rytualny taniec semah.

 

Ich liczba nie jest jednak przypadkowa. Symbolizuje ona, jak powiada dede, dwunastu imamów, czy też dwanaście miesięcy w roku. Pokazuje to zatem pewnego rodzaju harmonię Świata. Zespół składa sie zarówno z tancerzy, jak i z tancerek, przy czym dziesięcioro z nich nie ma więcej niż dwadzieścia lat. Jeden z nich ma około trzydziestu kilku lat, a najstarszy z nich, w średnim wieku, stoi z boku dzierżąc drewnianą laskę i sprawuje niejako pieczę nad prawidłowym przebiegiem całego obrzędu. Mężczyźni ubrani są w białe koszule, dziewczęta w czarne. Wszyscy mają biodra przewiązane czerwoną wstążką. Brakuje im natomiast charakterystycznych czerwonych nakryć głowy, którym alewici zawdzięczają jeden ze swoich przydomków – kyzyłbasze ( tur. kızılbaş – czerwono głowy), we współczesnej Turcji ponoć pogardliwy. Tancerze, oprócz odprawiania semah, pełnią funkcję podobną do ministrantów w kościele katolickim, to znaczy pomagają przy odprawianiu liturgii. Nie dokonuje się rytualnej ablucji, ale zamiast tego obmywa się ręce na znak oczyszczenia. Dwójka tancerzy przynosi dzban z wodą oraz miskę. Pierwszy obmycia dokonuje dede, po nim asystujący mu mężczyźni. Potem sprawuje się poszczególne elementy nabożeństwa, które dla nie – alewity mogą wydawać się kompletnie niezrozumiałe. Zapala się stojące przed prowadzącym świece. Przy zapalaniu każdej z nich wykrzykuje sie kolejno: Ya Allah! Ya Muhammed! Ya Ali! Prowadzona liturgia przeplata ze sobą elementy aktywnej modlitwy i kazania.


Zebrani wokół prowadzącego raz przyklękają i kłaniają się, raz siadają wygodnie na rozłożonych materacach i uważnie słuchają mowy swojego mistrza. W modlitwę włączone są pieśni śpiewane przy akompaniamencie guśli i niosące zawołanie La ilaha illa Allah! – Nie ma Boga, jak tylko Bóg! Pozostali uczestnicy tego religijnego spotkania obserwują i słuchają w skupieniu, a niektórzy z nich, znajdujący się w stanie najwyższego przebóstwienia kołyszą się i wykrzykują spontanicznie Imię Boże. Końcowym elementem cemu jest semah. Tancerze niesieni śpiewem i muzyką schodzą się w krąg, a potem biegają w koło obracając sie wokół własnej osi. Potem łączą sie w pary wykonując pełen rytmicznej gestykulacji, zsynchronizowany taniec. Po odprawieniu tego końcowego rytuału dede odmawia modlitwę zakończenia. Po tej modlitwie, dwójka spośród wcześniej tańczących wychodzi na środek ze słomianą miotłą i wykonuje trzy ruchy symbolizujące zamiatanie i zakończenie modłów. Kolejno : w imię Najwyższego, jego posłańca oraz prawowitego sukcesora po Proroku. Na sam już koniec wszyscy uczestnicy zostają pokropieni wodą z kielicha zwaną dem , czasami używa się do tego również wina. Przy wyjściu każdy otrzymuje Lokmę – symboliczny posiłek, tym razem złożony z tureckich słodyczy zwanych bezalye. Przed jego otrzymaniem, jak mówi dede, należy wyrazić swą radość z otrzymanego podarunku. W ten sposób każdy, kto udaje się w drogę powrotną zostaje pokrzepiony zarówno duchowo, jak i fizycznie.
 
W ten oto sposób kończy się pierwszy cem odprawiany w Adanie pod okiem merostwa. Sama ceremonia, pod wieloma względami różni się od namazu w sunnickim meczecie. Właściwie, poza kilkoma symbolicznymi pokłonami, modlitwy alewitów i ortodoksyjnych muzułmanów w niczym nie są do siebie podobne. Zarówno dla tradycyjnego sunnity, jak i nieobeznanego z obrzędowością nie –muzułmanina, cem jest rzeczą szokującą. Dla pierwszego, ze względu na odstępstwa od przyjętego kanonu, alewicka ceremonia będzie jawić się jako heretyckie pacierze, dla drugiego zaś będzie obrzędem nijak mającym się do obrazu wytworzonego przez ogólnie dostępne środki przekazu. Fakt, że uroczystość odbywa się w państwowym domu kultury, ma natomiast dwojaki wymiar. Z jednej strony jest to uznanie przez władze prawa alewitów do wyrażania swojej odrębności i wolności kultu religijnego, z drugiej zaś, wierni nie uczestniczą w ceremonii w pełni. Siedzą w fotelach i nie mogą przyklękać i kłaniać się przed Najwyższym. W tym wypadku cem wygląda zatem jak wydarzenie bardziej kulturalne niż religijne, gdzie wierni są w większym stopniu widownią, aniżeli aktywnymi uczestnikami. Na ile zatem jest to techniczna niemożność pełnego uczestnictwa, a na ile traktowanie ceremonii jako wydarzenia kulturalnego, ciężko stwierdzić. Niemniej jednak, mając w świadomości klimat jaki towarzyszył przedstawicielom tej konfesji jeszcze kilka lat temu, możliwośćzorganizowania uroczystości pod okiem państwa należy uznać za wielki sukces dający uzasadnione nadzieje na przyjście lepszych czasów.
 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
krakowianka  - modły   |2010-09-12 10:02:24
Tak łatwo przychodzi krytyka innych...co robią, jak żyją, jak się modlą,
śpiewają itp.itd. A przecięż my Polacy nie jesteśmy kosmitami bez osobowości.
Gdy przypomnę sobie moje wizyty w kosciele i te wszystkie obrzędy wraz z
kobiecym zawodzeniem zwanym śpiewaniem i te klękania, wstawania, kadzenie to w
oczach innych też to zakrawa na sekciarskie rytuały.
Od dawna nie biorę w tym
udziału....najpierw rodzina mnie wyklęła a potem sama odpuściła.Moim zdaniem
człowiek swoim życiem (tym co robi i jak żyje) oddaje cześć Bogu i to wystarczy
a nie rytuałami.Chociaż tolerancja nakazuje szacunek innym.Tradycja też bywa
piękna o ile nie wykracza poza wolność człowieka.
Anonimowy  - A kto ci kazal   |2010-09-12 10:40:59
modlic sie i zawodzic?
W przeciwienstwie do mahometanizmu w chrzescijanstwie
nikt nikogo do niczego nie zmusza. A jezeli juz to nie karze smiercia za
odstapienie od wiary. Teraz tak ci sie islam spodobal, bo prawdopodobnie jakis
bezowy namieszal ci w kurzym mozdzku a moze nawet zmusza cie do konwersji. A
jezeli cie nie zmusza to sama dostalas "olsnienia" mahometanskim
zabobonem. Czyzby az tak ci sie podobalo traktowanie kobiet w mahometanizmie? A
kamieniowanie i obcinanie konczyn to tez twoj faworyt? A wiesz cos n.t. prawa
spadkowego dla kobiet w mahometanizmie? Tez to akceptujesz? Tak bardzo
nienawidzisz chrzescijanstwa ze zamieniasz je na zabobon mahometanski?
Wspolczuje!
j. bocheńska   |2010-10-28 22:23:14
Dzięki za ciekawy opis, nie ma ich wiele w polskich źródłach.

Warto pamiętać że mniejszości religijne w Turcji to nie
tylko chrześcijanie ale i alewici (w Europie jakoś nikomu się
nie chce o tym pamiętać, a jest ich tam sporo według
niektórych źródeł 10-30 milionów). Choć nie wszyscy
alewici klasyfikują się sami jako muzułmanie.
W internecie
można też znaleźć niejeden filmik z cem-u, warto obejrzeć, nawet jeśli nie w całości.
Polityczni e to
alewici jak na razie twardo głosują przeciw AKP (przykładem
ostatnie referendum), ale może to zmobilizuje partię rządzącą
do większych ustępstw na ich rzecz. Insallah.
Mateusz Chudziak   |2010-10-30 11:21:27
Zgadza się. Większość alewitów jest wrogo nastawiona do AKP, choć dotarły do
mnie informacje, że część z nich w ostatnich wyborach poparła rządzącą partię.
Pisałem z resztą o tym w moim pierwszym tekście - "Miasteczko
alewickie". Niemniej jednak, alewici popierają CHP. Trzeba jednak przyznać,
że AKP jest pierwszą partią, która w ogóle poruszyła problem mniejszości
alewickiej i Kurdów. Na ile są to jednak populistyczne zabiegi, a na ile
faktyczna chęć pojednania - ciężko w tej chwili stwierdzić. Ja również mam
nadzieję, że AKP faktycznie zacznie iść na ustępstwa. Inszallah.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO