|
...jeśli chcesz uniknąć krępujących sytuacji publicznych... Otóż siedzę sobie na parkingu uniwersyteckim numer 4 w kampusie Szuwaijch. Pogoda dziś deszczowa, jest czym oddychać, toteż przysiadłam sobie na ławeczce na zewnątrz. Czekam na busik* uniwersytecki, zbliża się do mojego miejsca spoczynku koleżanka nieznana, miejscowa, w abaji* i hidżabie z uśmiechem na twarzy. Zatem mówię: proszę usiądź sobie!
Koleżankę trochę przytkało, że powiedziałam to w jej języku i zaczyna mnie, już po angielsku, standardowo przesłuchiwać. A co ja tu? Jak ja tu? Ale po co? I tak dalej... Ja staram się uprzejmie odpowiadać. A bo studia, i arabski, i na kilka miesięcy tutaj, a w Polsce to... a czy wiesz gdzie leży Polska?! Moja towarzyszka w rozmowie wykazywała się dużym zainteresowaniem. A ja po raz kolejny opowiadam skróconą historię swojego życia... I nagle podjechał bus, został wręcz obstawiony koleżankami w stroju ninja (nindża?) w wersji ze spódnicą. Tu wynikł drobny problem, w pojeździe było dużo pasażerów, mężczyzn i koleżanki różne i nieznajome rozpoczęły tę całą swoją, dziwną grę, z której rozumieniem mam czasem jednak problem, jak by tu usiąść, aby nie za blisko płci przeciwnej... że do przodu może, a nie jednak do tyłu. To wyjdziemy z busa, to mężczyźni pójdą na przód, a kobiety do tyłu.. i tak w kółko. Do tego należy dodać, że przejście w busiku jest wąskie i wszystko zajmuje koszmarnie dużo czasu dla osoby tak skrajnie niecierpliwej jak ja! Co więcej bardzo często kończy się na tym, że pomiędzy mężczyznami a kobietami kilka miejsc jest pustych... i możliwych do wykorzystania. Wtedy mnie krew zalewa... Dla mnie i mojej rozmówczyni nie starczyło miejsca! Jednak już trochę zirytowana wskakuje do pojazdu, głośno pytam czy naprawdę nie ma miejsca i badam dokładnie wzrokiem wnętrze. Wszystkie oczy skierowane na mnie, prawdopodobnie wyrażające pewną formę dezaprobaty... i nagle znajduję miejsce! Oczywiście, że wolne! Ale tylko jedno... zatem moja rozmówczyni nakazała mi jechać... ja niezdecydowana i z wątpliwościami zaczynam się pakować do środka i widzę kolejne miejsce... wołam do koleżanki, żeby jednak łaskawie się przecisnęła przez tłum. Ostatecznie usiadłam obok rozdzielając ją i pewnego pana. Jedziemy sobie wesoło do drugiego kampusu w Kaifanie i poznawanie się trwa. A czy jeździsz do naszych centrów handlowych?! Byłaś w Marina Mall, The Avenues?! Tak, tak byłam, a wewnątrz zadaję sobie pytanie, gdzie młodzież spędzała czas wolny przed erą sklepów wielkopowierzchniowych... Uff! Konsumpcjonizm to trend światowy, należy więc odpuścić tłumaczenie, że to nie jest moje główne zainteresowanie podczas pobytu tutaj. Proszę sobie wyobrazić, że byłam jedyną blondynką w autobusie, kłapiącą paszczą po arabsku, zatem każde wypowiedziane przez mnie zdanie było uważnie słuchane przez wszystkich/e pasażerów/ki autobusu. Pani siedząca przede mną nagle obraca się i pyta czy ja naprawdę mówię to co mówię i jak. Ta sama historia od początku... że studia, że Kuwejt, że Centrum Językowe... A ile masz lat?! Na to ja mówię, że nie chcę powiedzieć, bo wszyscy usłyszą i na co to komu. Ale rozmówczynie nie dawały za wygraną. To szeptem mówię: prawie 25... a one podniesionym głosem: ale ty wcale nie wyglądasz na tyle, nie, nie, nie! Ha, ha, ha... A masz męża?! Eeee... nie! Aaaa to też nie szkodzi! Spokojnie... Ha, ha, ha... Ktoś za mną podszeptuje: ej słyszeliście ona mówi po arabsku?! I nawet trochę rozumie kuwejcki (dialekt)! Nagle dzwoni czyjś telefon, koleżanka siedząca z przodu odbiera, wita się i mówi: a cześć ciocia! wiesz co jadę właśnie autobusem do Kaifanu i wiesz co?! Jedzie tu taka eee... eee... jak to było?! Polka, ona studiuje na naszym uniwersytecie i mówi po arabsku. Naprawdę, no mówię Ci, mówi po arabsku, a chcesz z nią porozmawiać?!
I obraca się koleżanka z siedzenia przedniego, wciska mi telefon w dłoń i mówi: moja ciocia chce z Tobą porozmawiać. Wyduszam z siebie: ale ja nie chcę z Twoją ciocią porozmawiać... -Ale słuchaj to nic nie szkodzi, weź telefon do ucha, powiedz jej cześć i w porządku! Starczy...
W tym momencie dziewczyna siedząca przy mnie znacząco się uśmiecha i mówi: ale się zarumieniłaś! Piekły mnie policzki okropnie i czułam, że wyglądać muszę jednoznacznie... na zawstydzoną. Na szczęście z Szuwaichu do Kaifanu jedzie się jedynie 15 min jeśli nie ma korków i moja przygoda rychło się skończyła, gdy poprosiłam kierowcę o zatrzymanie autobusu przy żeńskim akademiku. Pożegnałam się z współrozmówczyniami i zawinęłam jak najszybciej... Ponieważ to jest tak, że człowiek bardzo chce sobie pogadać i poznać kogoś nowego... ale jak wbrew swojej woli zostaje cyrkową małpką.... to nie jest łatwo! I jak tu być miłym, wyrozumiałym i dążyć do zaznajomienia się?! Lepiej jednak trzymać buzię zamknięta na kłódkę. Nie wychylać się.
*nie znoszę zdrobnień używanych zbyt często i sama się sobie dziwię, że cały czas używam tego słowa, lecz w rzeczy samej autobusy/ pojazdy, które są środkiem transportu pomiędzy kampusami Uniwersytetu Kuwejckiego są mniejsze aniżeli to co rozwozi pasażerów na ulicach wielu polskich miast. W busiku są około 22 miejsca, a sam pojazd marki Nissan jest podobny do mikrobusa. *abaja to czarny długi płaszcz zakrywający całe ciało kobiece
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...