|
Seksualność, choć towarzyszy nam od początku istnienia człowieka, jest tematem trudnym także dziś. W każdej kulturze jest owiany pewnego rodzaju tajemnicą, nazwany sprawą osobistą, wiecznie zawłaszczany przez dyskursy. Z drugiej strony seks jest tak istotną i wrażliwą sferą życia bowiem wiąże się z pomyślną realizacją ja. Co ważne w kontekście religii dbających o dobrostan ludzi podczas życia ziemskiego, seks służy głównie reprodukcji. Przedłużaniu ludzkiego, rządzącego światem doczesny, gatunku.
Czasami seks właściwie się odczłowiecza, jakby nie chodziło w nim o jedną z najgłębszych relacji międzyludzkich, o dzielenie z kimś najintymniejszych chwil, od zawsze nakłada się nań ograniczenia. Oczywiście w obliczu norm trzech religii monoteistycznych seks pozamałżeński właściwie nie powinien istnieć. Bowiem jeśli chcesz uprawiać seks to wyłącznie z małżonkiem/ ką i dbając o swoją przyszłość i zapewniając sobie dostatnie i pogodne chwile w towarzystwie kolejnych pokoleń. Jest to sprawa jaśniejsza niż słońce i przypominanie o tym wydaje mi się zbędne.... Co więcej traktowanie seksualności, jej interpretowanie, wyznaczanie limitów jest sprawą uwarunkowaną kulturowo i różni się we wszystkich częściach świata. Jednak te rozbieżności mają wspólny mianownik osoby ludzkiej, jej potrzeb i możliwości ich realizacji. Dla wielu społeczności indywidualne kształtowanie własnego życia seksualnego (intensywnego lub nikłego w zależności od potrzeb i woli), nie jest sprawą jednostki... jest sprawą podlegającą regulacji społecznej. To jak, z kim, kiedy i gdzie się kochasz jest określane przez niepisany kod gwarantujący wszystkim spokój społeczny bez nadmiernej obrzydliwości i fantazji. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej gdy chcemy w dyskusji przekroczyć granicę modelu heteroseksualnego. W opinii wielu ludzi wychodzimy wtedy poza normalność. Jest to o tyle śmieszne, że nadal nie wiemy co jednoznacznie powoduje orientację inną niż heteroseksualna, ale możemy być pewni, że ona jest i nie podlega kwestii wyboru osobistego. W skrócie: rodzimy się i dorastamy w swojej orientacji psychoseksualnej jakby ona nie była, możemy się jej opierać i zaprzeczać, lub możemy szukać dla siebie miejsca w zgodzie z własnymi oczekiwaniami. Z wielką przyjemnością zawsze mówię osobom wrogo nastawionym, czy wręcz agresywnym wobec homo/bi-seksualności: co byście nie robili, jakbyście się nie bronili, jakbyście zaprzeczali i karali ... 5-10 % Waszej, oraz każdej innej populacji jest nieheteroseksualna... i Wasza bezsilność leży w tym, że nie jesteście w stanie tego zmienić! Kilkukrotnie miałam ochotę to powiedzieć jednemu z prowadzących zajęcia w Centrum Językowym Uniwersytetu Kuwejckiego, podczas lekcji arabskiego dla obcokrajowców... kiedy to mówił o moralnym pustynnieniu kontynentu europejskiego czy Ameryki Pólnocnej, ponieważ wyprawia się tam rzeczy niepojęte, takie jak zawieranie związków partnerskich pomiędzy osobami tej samej płci. A to wszystko to jest przecież haraam (zakazane!). W Kuwejcie nie mówi się za dużo o orientacji psychoseksualnej jako, że jest jedna uznawana za prawdziwą i słuszną, zgodna z linią religijną i rządową, która jest coraz silniej sunnicka. Na Uniwersytecie Kuwejckim rozmawianie o homoseksualizmie podczas zajęć jest ponoć zabronione, a niektóre strony tematyczne są przez sieć uczelnianą blokowane (rzeczywiście tak jest - sprawdziłam). Powiedział nam to nauczyciel odradzając poruszanie tego problemu w ankietach do mini projektu skierowanego do lokalnej społeczności studenckiej. Nie jestem w stanie powiedzieć czy polskie sieci uniwersyteckie cenzurują takie zawartości, nigdy nie korzystałam z internetu zapewnianego np. przez UAM. Przypominam sobie jednak dyskusję z prowadzącym zajęcia o tytule doktora w Zakładzie Arabistyki i Islamistyki na moim rodzimym UAM. Człowiek się czasem łudzi, żyjąc jak w bańce... skoro to uczelnia wyższa w europejskim mieście, uniwersytet z tradycjami, miejsce do swobodnego, twórczego myślenia oraz jego wyrażania, to może nie będzie dochodziło do tak absurdalnych konfliktów jak dyskusja pt. homo/biseksualizm jako choroba. Niestety... Kiedy nie zgodziłam się na nazwanie zachowań nieheteroseksualnych dolegliwością zdrowotną zaczęto mnie przekonywać, że Światowa Organizacja Zdrowia została przekupiona przez pewne grupy ludzi o zawodzie psychologa/żki do zmiany stanowiska w sprawie 17 maja 1990 roku. To niezawodne lobby... Przemoc wobec osób nieheteroseksualnych zdarza się niestety wszędzie. Ze strony społeczeństwa nie jest tylko przezywaniem czy jawną mową nienawiści, może być również dotkliwą przemocą fizyczną i seksualną w szczytnym celu przywrócenia do normalności gwałtem. Jednak do poruszenia tego tematu w moim skromny tekście z Kuwejtu zainspirował mnie film dokumentalny opublikowany na stronie internetowej BBC Arabic po Światowym Dniu Milczenia odbywający się w różnych krajach w połowie kwietnia lub maja. Film jest poruszający! Wypowiadają się osoby ukrywające swoją tożsamość o tym jak odkryły swoją inność, zinterpretowały ją jako błędną, naganną i jak stawiały czoła otoczeniu. O wewnętrznej walce... O tym jak doznały przemocy lub wiedzą, że ich znajomych/e to spotkało. O grze z biologią i społeczeństwem. O ukrywaniu swojej orientacji. O rzadkim coming out'ie* w gronie rodziny. O próbach życia w związku, w ukryciu przed innymi. Realizatorzy filmu wybrali się do Egiptu, Maroka (przedstawiając Marrakesz jako miasto wyjątkowo przyjazne gejom), Autonomii Palestyńskiej/ Izraela, Bahrajnu i opowiedzieli historie, które mnie ścięły z nóg. Olśnienie... jak zawsze... o tym się nie mówi... ale to jest! Zaczęłam szukać i znalazłam blogi pisane przez osoby homoseksualne... z Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Omanu!
Po raz kolejny ukłon należy się sferze blogów! W świecie cenzury na co dzień są one niezastąpionym źródłem myśli alternatywnych i swobodnej wymiany opinii oraz informacji. Ja dziecko Polski wychowane w dobie wolności słowa, znająca opowieści o powielaczach jedynie od zdecydowanie starszych pokoleń, dopiero w spotkaniu z lokalną/ kuwejcką rzeczywistością jeszcze bardzie doceniłam wartość internetu. Środka masowego przekazu, zawiłej platformie wyrażania i poszukiwania siebie oraz ludzi sobie bliskich światopoglądowo czy życiowo. Tutaj blogi o tematyce społecznej, politycznej, religijnej to centrum życia intelektualnego na równi z prasą.
Jednak po zapoznaniu się z zasobami internetowymi razi częste wyrażanie się osób nieheteroseksualnych w języku angielskim, bądź przeplatanie słów obcych w mowie dialektalnej. Choć jestem wielką zwolenniczką akronimu LGBT* to pozostawia on wiele do życzenia gdy przychodzi do używania nazw w języku ojczystym/ matczynym. Bo dlaczego gej i lesbijka, jeśli jest to odpowiednie, pozytywnie nacechowane lub neutralne określenie nie ma dobrego, użytkowego odpowiednika w języku polskim... rdzennie słowiańskiego. Przez to nazewnictwo wielu ludziom się wydaje, że ta nienormalność, zboczenie przyszła do nas (do nich) z tego zdziczałego i pozbawionego moralności oraz pobożności Zachodu. Zachodu jako Szatana... Tak jakby został skądś zaimportowany i jakby można było się go pozbyć. Nowotwór społeczny atakujący naszą ludność, rozprzestrzeniający się w ramach częstszych kontaktów międzykulturowych.
W języku arabskim słowem rdzennym oddającym znaczenie jest mithli dla mężczyzny lub mithliyya dla kobiety (مثليٌّ, مثليّةٌ). Istnieje też określenie nacechowane oddające znaczenie dewiacji/ zboczenia/ dziwactwa to "szadh dżinsiyyan" (شاذ, شذوذ) w powszechny użyciu. Od grzesznego zachowania ludu Lota wzięło się określenie luti (لوطي) również o negatywnym zabarwieniu. Dla lesbijek o domniemanym wyglądzie męskim mamy też bajeczny efekt przenikania się języków czyli stworzone od angielskiego słowa na chłopca boy (بوي) przeobrażone w boya przez dołożenie sufiksu -a nadającego w języku arabskim najczęściej wartość rodzaju żeńskiego (بويه. بويات), w liczbie mnogiej boyat. Wydaje mi się, że w euroatlantyckim nazewnictwie to odpowiednik <butch> czyli androginicznej kobiety, przesadnie męskiej. Zjawisko boya jest obecne od Bahrajnu, po Emiraty przez Kuwejt i Arabię Saudyjską. Nazwa boya ma być stosowana do dwóch sytuacji: -zgodnie z orientacją, ukierunkowaniem pożądania w stosunku do kobiet i rzeczywistym byciem lesbijką, uprawianiem seksu z przedstawicielkami swojej płci -jako zespół zachowań, dla przyciągnięcia uwagi rówieśniczek, styl bycia za tym określeniem idzie sposób ubierania się, bardziej męski, pozbawiony tradycyjnych elementów nakrycia na włosy/ czarnego płaszcza, np. dżinsy w połączeniu z prostą koszulką, krótka fryzura, ale również długoletnie przyjaźnie, związki kontakty seksualne. Wśród dziewcząt w wielu nastoletnim boya ma grać bardziej męską rolę w związku, ojca rodziny - w słowach jeden z bohaterek wspomnianego wyżej dokumentu.
To wszystko mieści się w pojęciu al-fataiyyat al-mustardżilat (الفتيات المسترجلات) czyli zmaskulinizowane kobiety dość często powracającym w dyskusjach publicystycznych, również w kontekście agresji dziewcząt w szkołach. Zupełnie puszczając wodze myśli... boyat to coś zupełnie przeciwne głównemu nurtowi - kobietom z przesadnym makijażem, obsesyjnie o siebie dbających, wiecznie dobierających pasujący lakier do paznokci czy odpowiedni perfum. Kampania przeciw boyat w szkołach średnich w krajach zatoki przybierała nawet formę przemocy fizycznej lub wydalenia ze szkoły jak deklarowała bohaterka dokumentu BBC. Jedna z lokalnych, kuwejckich specjalistek od kondycji życia społecznego Dr Wadad Al-'Aysi (وداد العيسى) ubolewa nad niepokojącym zjawiskiem boyat, w swoim wystąpieniu dostępnym w serwisie You Tube. Jako przyczynę wysuwa na pierwsze miejsce osłabienie wpływu religii na życie puliczne, bowiem wszystkie problemy są tego właśnie efektem, następnie złe wychowywanie w okresie dzieciństwa, a ostatecznie w niektórych przypadkach negatywne doświadczenia napastowania/ molestowania na tle seksualnym ze strony męskich członków rodziny lub np. kierowców (w domyśle kierowcy, służącego w gospodarstwie domowym). Według Dr Wadad Al-'Aysi w wyniku tych doświadczeń nastolatki mają szukać sobie ofiar spośród swoich rówieśniczek i dokonywać tych nieznanych naturalnemu porządkowi świata czynności seksualnych. Zwraca się również z otwartym apelem do rodziców (matek!) oraz ciała pedagogicznego o wspólne dbanie o uzdrowienie tej drażliwej kwestii.
Przeglądając niektóre programy publicystyczne można odnieść wrażenie, że wszyscy są kwestią zwaną boyat przerażeni i twierdzą, że zagrożenie dotyczy coraz większej grupy młodych kobiet.
Ciekawe jak to się dalej potoczy...
Jestem oczywiście daleka od optymizmu odnośnie akceptacji zachowań nieheteroseksualnych w Polsce, zatem ten tekst nie ma być jednoznacznym potępieniem postaw reprezentowanych m.in. w krajach arabskich/ muzułmańskich. To nie był mój cel... Piszę swobodnie te słowa w rejonie, w którym wiele państw karze stosunki homoseksualne więzieniem lub śmiercią. Z drugiej strony w wielu krajach europejskich dopiero w XX wieku odstąpiono od ich penalizacji... Bez wątpienia zachowania przyjęte i odrzucane w stosunkach w ramach jeden płci są bardzo różne w kulturze (bardzo rozlegle rozumianej) europejskiej a bliskowschodniej (nie tylko arabskiej, bowiem i tureckiej czy nawet indyjskiej). Kwestia dotyku, trzymania się za ręce, tak szokujące dla polskich turystów. I tak w większości krajów Zatoki zobaczymy mnóstwo mężczyzn spacerujących i przyjacielsko trzymających się za ręce. W Europie takie postawy są jawnie stygmatyzujące. Podobna bliskość panuje tutaj wśród kobiet, przyjaciółek/ członkiń rodziny, podczas gdy dotyk międz płciami będzie obarczony dość surowymi restrykcjami. Choć nie jest to żelazną regułą w przypadku związków sformalizowanych, można spotkać małżeństwa idące pod rękę, tulące się. I to wszystko, ta zaplątana rzeczywistość wyłania się przede mną, trudna do ogarnięcia w atmosferze plotek/ głosów z wielu stron dotyczących podejmowanych przez mężczyzn o pochodzeniu muzułmańskim kontaktów homoseksualnych w celu rozładowania napięcia, wbrew nakazom religii. Ale kogo by tu zapytać, aby dowiedzieć się więcej, jakoś się przekonać, dotrzeć do źródła, ustosunkować się?! Kiedy o tym się nie mówi... A może to po raz kolejny głęboko orientalistyczne, przekłamujące podejście do Bliskiego Wschodu kierowało nami/Innymi/ Europejczykami w tworzeniu mitów o związkach homoseksualnych opierając się na banalnych obserwacjach różnic w sferze przyzwolenia na dotyk w obrębie jednej płci... i czytając poezję zachwycającą się męskimi kształtami, zakrapianą zakazanym winem. Trudno poznać innego/inną! ________________________________________________________________________________ *pochodzi od wyrażenia Coming out of the closet czyli wyjście z szafy, metaforyczne określenie publicznego ujawnienia swojej orientacji *LGBT to skrótowiec powstały ze złożenia słów: lesbian, gay, bisexual, and transgender people; co w języku polskim jest odpowiednikiem lesbijki, geje, osoby biseksualne i transgenderyczne (w tym transseksualne) Polecam obejrzenie wspomnianego filmu w wolnej chwili: http://www.bbc.co.uk/arabic/multimedia/2010/05/100506_unsaid_gay_long.shtml Oraz tegoroczny artykuł, przedruk w Polityce: http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikforum/1502385,1,homoseksualisci-na-celowniku-islamistow.read
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...