|
Z wykładowcą? Od początku mojej bytności w Kuwejcie wielokrotnie byłam przekonywana, że narodowym sportem kraju i jego mieszkańców jest oczywiście piłka nożna! I choć krótka historia tego sportu w regionie za tym nie przemawia... miałam gorzko przekonać się, że niektórzy bardzo wzięli sobie tę prawdę do serca. Przy okazji ujawniłam jak jestem wielką ignorantką futbolową! I jak niewiele z tego sportu rozumiem oraz jak nie podążam za aktualnymi wydarzeniami.
Co gorsza moja 80 letnia babcia ogląda właściwie każdy mecz w telewizji i mimo podeszłego wieku często pamięta nazwy różnych drużyn. Zatem... jak to się stało?! Pewnego pięknego, słonecznego dnia - a to tutaj aktualnie raczej codzienność - zebraliśmy się w przemrożonej klimatyzacją, powodującej notorycznie przeziębienia z dreszczami, sali w celu przeprowadzenia zajęć. Tego dnia Doktor Chalid, wykładowca, z którym moja grupa ma najwięcej lekcji w tygodniu, postanowił rozerwać nas tekstem dotyczącym piłki nożnej. Jak to ostatnio ktoś z kimś grał, jakie były faule i dlaczego nie rozumiecie o co chodzi w organizacji drużyny?! Czyli kto jak gra, na którym skrzydle, w obronie, ataku itd. Wysłuchałam bez szczególnego zainteresowania. Następnie Dr Chalid bajecznie odpłynął w czas swojego dzieciństwa i snuł opowieści o tym jak to chłopaki z podwórka grały w piłę bez butów, bo nikt sportowych, specjalnych nie miał. Gdzie grali... bo tu niedaleko jest taki kawałek pola, pierwsze boisko, tam też w latach 60, 70 (?) postawiono dwie bramki i było zabawy co nie miara. A potem powstała drużyna narodowa, reprezentująca Państwo Kuwejt w mistrzostwach i rozgrywkach międzynarodowych... I z dumą Dr Chalid pyta: a czy wiecie, nasza drużyna jest taka świetna, że zagrała raz w mistrzostwach świata w piłce nożnej?! I tutaj wśród męskiej części grupy zapanowała konsternacja. Jak?! Ja również przyłączyłam się do tych wypowiedzi, że to raczej niemożliwe i z całym szacunkiem... ale to różne drużyny grają w różnych rozgrywkach i sąsiednich krajach... ale żeby Kuwejt w mistrzostwach?! Zaczęłam sobie ledwo przypominać jak, gdzie i z kim graliśmy, ponieważ Polska z reguły odpada po początkowych eliminacjach i ten etap w grupach jako tako śledzę. Potem już tylko finały... ani słowa nie było o Kuwejcie. Nie da się nie śledzić, bo jeśli chce się uczestniczyć w rozmowach dotyczących bieżących wydarzeń z reguły warto się wykazać, iż coś tam się obejrzało i którego pięknego gola widziało. Poza tym czasem z Babcią, a czasem z męskim członkiem rodziny, spędzam wieczór przed telewizorem przypatrując się meczowi i wydając okrzyki w odpowiednich momentach. Jeszcze do tego ponarzekać i połączyć się we współczuciu i bólu z przegranymi... ale z honorem! I główka pracuje... myślę sobie ostatnie mistrzostwa w Niemczech, Japonii i Koreii Płd., Francji... jeśli idzie o wcześniejsze to już gorzej. Chyba grała gdzieś Arabia Saudyjska, Algieria, ale żeby Kuwejt?! Nie... Dr Chalid był zaskoczony naszemu niedowierzaniu i powiedział: dobrze to załóżmy się czy mam rację. Ja Wam mówię: Kuwejt grał z Anglia, Francją i z Czechami. Z Anglią i Francją oczywiście przegrał... ale (!) z Czechami zremisował. I wyrecytował to wszystko z pamięci łącznie z liczbą goli... zapomniał tylko o podaniu minuty meczu, w której padły. I kolega Azer z Uniwersytetu Moskiewskiego powiedział, że wchodzi w to. Przegrywający przynosi posiłek dla całej naszej grupy na zajęcia. Jednak Dr Chalid zastrzegł, iż wymaga poręczyciela dla zakładu, gwarantującego, że kolega wywiąże się z danego słowa. Zapadła cisza. Ochoczo powiedziałam, że mogę zaręczyć! Wychodząc z centrum językowego nawzajem upewnialiśmy się, że to niemożliwe i Dr Chalid blefował. Jak mi zrzedła mina, kiedy wróciłam do domu, uruchomiłam komputer i na Wikipedii znalazłam rozpiskę rozgrywek z mistrzostw świata w 1982 roku. I wszystko okazało się faktem, z wyjątkiem drużyny... nie czeskiej, ale czechosłowackiej. Taki niuans. Było dawno, jeszcze mnie na świecie nie było, ale pamiętajcie o przestrodze: nie bądźcie słabej wiary jeśli idzie o narodową dryżynę piłki nożnej Państwa Kuwejt. Zapamiętam to na całe życie. Co do zakładu skończyło się na słodkościach czyli torcie i babeczkach, którymi z kolegą Azerem poczęstowaliśmy grupę kilka dni później. Zatem rozpamiętywanie jaką to świetną drużyną kiedyś byliśmy (tęsknimy... za tą chwałą polskiej piłki, świetnej, polskiej piłki i profesjonalnej polskiej piłki, nieskorumpowanej...) i jak to doprowadza nas do łez ten wyjątkowy, jedyny, wzruszający do łez, gol piłkarza X w roku 197... jest słabością nie tylko polską!!! Ewidentnie każdy/a ma jakieś marzenie, które pozostaje niespełnione, zatem zgaduję, że Dr Chalid właśnie piłkarzem bardzo chciał zostać, ale coś nie wyszło. Został nauczycielem akademickim, naukowcem, komentatorem i intelektualistą i to w bardzo dobrym wydaniu, jednak do futbolu niezmiennie powraca i gada, gada, gada... Takie hobby! Gdy w Europie (i nie tylko) wszyscy związani z transportem lotniczym pogrążali się smutku i liczyli straty, dla Dra Chalida największym zmartwieniem było jak Madryt (coś tam Real?!) dojedzie na mecz do innego kraju (czyżby Włochy?!). Ale pociągiem dojechali... i życie toczy się dalej.
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...