|
To jest opowieść subiektywna o pewnej pani doktor, która stała się moim kobiecym odkryciem tego kraju. Owa pani prowadzi zajęcia m.in. ze wstępu do kultury i sztuki w ramach Zakładu Języka Angielskiego na Uniwersytecie Kuwejckim. Jest specjalistką w literaturze anglojęzycznej. Celami kursu w tym semestrze jest poznanie historii cywilizacji oraz produktów kultury i sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem Zachodu.
Jednak, póki jesteśmy na etapie początków cywilizacji, wszystko co omawiamy na zajęciach, działo się gdzieś tu, w okolicy... w starożytnej Mezopotamii, Egipcie, dalej na terenach współczesnej Grecji, Turcji etc. Zajęcia, na które uczęszczam, są oczywiście tylko do kobiet jako, że na uniwersytecie panuje podział płci, aby zapewnić studentom/studentkom komfort do nauki. Na zajęcia zaprosiła mnie koleżanka Enisa - Bośniaczka, która do Kuwejtu przyjechała na całe studia w tym samym czasie co ja i spędzi tu 4 lata z przerwami. Pani Doktor chętnie zgodziła się na moje nieme (słuchające ... i powiedzmy szczerze - czasem nie potrafię zamknąć paszczy) uczestnictwo w zajęciach. Kurs odbywa się w języku angielskim, główny podręcznik też jest w nim napisany (Zatytułowany Cultures and Values czyli Kultury i Wartości). Naturalnie jako, że jesteśmy w kraju rdzennie arabskojęzycznym zdarza się, nawet często, że tłumaczy się na arabski lub wtrąca coś, głównie w dialekcie kuwejckim. Uczestniczki też zadają w nim pytania. Nasza Pani Doktor z kolei bezbłędnie przemieszcza się pomiędzy angielszczyzną i kuwejtczyzną. Jest właściwie dwujęzyczna. Prowadząca wiele czasu poświęconego swojej edukacji, spędziła za granicą. Swoją pracę magisterską i rozprawę doktorską broniła w USA. Pani Doktor jest niezwykle otwarta i rozmowna. Zadaje precyzyjne pytania i z uwagą wysłuchuje odpowiedzi. Jest prowokująca i zachęca do myślenia. Mówi: same powinnyście się dowiedzieć, same musicie osądzić, ja nie powiem Wam, co macie uważać za słuszne. Mówi, że podczas obcowania ze sztuką z innych kręgów kulturowych, warto się przygotować na zdziwienie i starać się, nie być zbyt oceniającą, bo ona wiele razy życiu była zaskoczona, zniesmaczona i musiała wznieść się ponad swoje emocje, uprzedzenie czy obrzydzenie, ale dzięki temu wiele się nauczyła. Podczas zajęć zawsze chętnie wprowadza wiele anegdotek i odchodzimy od tematu, często na korzyść. Zdarzyła się dyskusja o karze śmierci czy wolności przekonań, kiedy powiedziała tak wiarygodnie, a zarazem szokująco dla uczestniczek, że swoje przekonania i wierzenia poddajesz próbie, jedynie gdy przyjdzie Ci się skonfrontować z najtrudniejszymi sytuacjami życiowymi i z osobami/ organizacjami o skrajnych w stosunku do Twoich opinii. Zatem jeśli jesteś przeciw karze śmierci, jak mówisz, to czy gdybyś miała przed sobą Saddama (w domyśle: który zaatakował Kuwejt swoim wojskiem i zrujnował jego rozwój na dobre kilka lat) i pistolet w ręce, to czy nadal nie chciałabyś go zabić? Bo jeśli masz ochotę nacisnąć spust, to prawdopodobnie jesteś jednak, wbrew poprzedniej deklaracji, zwolenniczką takiej kary. Atmosfera panująca na zajęciach jest ciepła, pełna humoru i sprzyjająca wypowiedziom dziewcząt. Wyobraźcie sobie salę zajęć z krzesłami ustawionymi w półokrąg, prowadzącą, która absolutnie nigdy nie przemawia z katedry, która chwali swoje studentki. Studentki, z których 80% nosi chustę*, a kilka z nich ma na twarzy niqab*. Dziewczyny żyjące w kraju, który w Europie uchodzi za zaścianek, w którym kobiety żyją w opresji przez dziesięciolecia niezależnie od rozwoju społecznego i ekonomicznego, którego ten kraj z pewnością doświadczył od połowy XX wieku. Zarówno w oczach moich znajomych oraz członków rodziny wiele z tutejszych (codziennych) wydarzeń to zaskoczenie, a dla mojej feministycznej duszy, to chęć do wykrzyczenia sprzeciwu. Rzecz jasna chcę mi się również protestować z powodu wielu kwestii, do dziś nierozwiązanych na moim rodzinnym kontynencie! Ona mówi, z głębokim przekonaniem i entuzjazmem, dziewczyny musicie myśleć! Jesteście świetne, zadajecie trafne pytania... idźcie dalej! Życie jest piękne! Tak, dla mnie to mała akademia feministyczna. Szok w postaci oczarowania, że spotkałam, tak podobnie do mnie, myślącą kobietę tutaj! Ja, która również w Polsce uchodzę nieraz za zradykalizowaną feministkę (a tym samym oczywiście niebezpieczną dla porządku społecznego... i słusznie!). Co więcej o moje ulubionej Pani Doktor? Otóż jest to kobieta szykowna, zawsze nienagannie, pięknie ubrana, eksponująca elegancko swoje zgrabne nogi na wysokich (min. 7 cm) szpilkach. Jest przepiękna. Ma czarne, proste włosy sięgające ramion, ciemne oczy i wyraziste brwi, nosi delikatny makijaż. Wydatne kości policzkowe i długie palce u dłoni. Cudo! Nie jest chudą wywłoką, ani przysadzistą postacią o kształcie hamburgera... w czarnym stroju ninja. I ona mówi, w życiu przyjedzie Wam podjąć wiele decyzji, osądzić mnóstwo spraw i powinnyście umieć to zrobić. W tych opowieściach cywilizacyjnych jest dużo świetnych odniesień do historii kobiet i ich sytuacji. Często uczestniczki szalenie się dziwią temu, co doktor mówi... uświadamiają sobie, co to jest patriarchat i jak to rządzi całym światem do dziś, mimo długotrwałych procesów emancypacyjnych w różnych częściach świata, dokonujących się w różnym stopniu. Pamiętajcie to jest kraj, w którym kobiety otrzymały prawa wyborcze w 2005 roku. 5 lat temu! Jednak do napisania tej całej opowieści skłonił mnie jeden z ostatnich wykładów i dygresja o utrzymywaniu domu i rodziny. Zaczęło się od rozwodu... Dyskusja była o tyle gorąca, że tu najogólniej rzecz ujmując i sprowadzając do takiego poziomu przeciętnej normy, której nikt nie kwestionuje, ale też nie wszyscy ją spełniają, oczywistym jest, że to mężczyzna jest odpowiedzialny za utrzymanie całej rodziny, dzieci oraz małżonki. Jest to również uregulowane religią. I choćby nie wiem jak na głowie musiałby stawać, pieniądze ma mieć i byt zapewnić. Jak mu się nie uda, to żony mieć nie będzie. Zatem często panuje tu postawa kobiet - mąż zarobi, mąż da, bo musi, to się wyda. I taka oto jestem świetna, że mam perfumy Dior'a, torebkę Chanel, buty Gucci, bo mój mąż nie mógłby odmówić dania mi pieniędzy na moje wydatki! Ja pracuję tylko z zamiłowania lub mojej chęci rozwoju... albo mam cudowne wręcz warunki, do pełnego zajęcia się gospodarstwem, dziećmi i strzeżeniem domowego ogniska. (Jedna drobna podpowiedź: tu znakomita większość rodzin kuwejckich ma w domu służbę, w tym również opiekunki do dzieci, którzy są do dyspozycji 24 godziny na dobę. Zatem wyobraźcie sobie kobietę pracującą w domu, która wcale nie musi codziennie ugotować, oprać domowników, oprasować, odkurzyć całego domu. Winna np. zawieźć dzieci do szkoły i odebrać, ew. odrobić z nimi lekcje i zrobić zakupy, na które pojedzie swoim samochodem, a panowie pracujący w supermarkecie, zapakują to w siatki i zaniosą do bagażnika, a rozpakuje całość służąca, więc nawet nie trzeba się parać dźwiganiem.) I pewna Pani Doktor mówi tak: dobra to teraz sobie podyskutujemy, spróbujcie na bok odsunąć oczywistości związane z religią i spójrzcie na to tak... Jeśli do życia są potrzebne pieniądze, które nie zawsze jest łatwo zdobyć, jeśli potrzeba ich więcej, a całkowita odpowiedzialność za to spoczywa na mężczyźnie i to on ponosi konsekwencje ew. porażek i problemów, to czy naprawdę uważacie, że możecie oczekiwać pełnego i równouprawnionego udziału w podejmowaniu decyzji?! Skoro to w gruncie rzeczy nie Wasze ryzyko, gdyby coś się stało. Jeśli wybieracie utrzymanie w pełni przez męża, to najprawdopodobniej musicie się również podporządkować. I nie będziecie miały pełnego wpływu na to, co się dzieje. Nie będziecie miały władzy czy współuczestnictwa, ale poddanie... W sali zapanował popłoch. Oczy studentek otworzyły się szerzej! Dodała: jeśli jednak dzielicie utrzymanie między te Wasze dwie prace... to co z pracami domowymi?! Też winny być dzielone! I jak słyszę to gadanie, że mąż/ on tak pomaga w domu... jak on pomaga?! On nie pomaga... Czy jego ubrania nie muszą być prane? Czy on nie je? Nie jest ojcem swoich dzieci i nie ma wobec nich zobowiązań?! Miód na moje uszy! O! Pani Doktor rzecze tak: widzicie jak ten świat jest skonstruowany?! Tak męsko, że nawet przekonali nas, że lekarze - mężczyźni są lepsi, politycy - mężczyźni są skuteczniejsi, nauczyciele - mężczyźni bardziej efektywni... a my (z podkreśleniem: ja nie!) - kobiety w to wszystko uwierzyłyśmy... że gorzej prowadzimy samochody, gorzej funkcjonujemy w sferze publicznej. Widzicie jak daleko to zaszło? Uwierzyłyśmy, że jesteśmy mnie warte... że mniej możemy. A tak być nie może! Świat taki nie jest! Nie jest nas mniej... Na sam koniec tej płomiennej mowy, która na twarzy wielu studentek wywołała pewną konsternację (która zapewne zagościłaby również na twarzach ew. Polek czy innych Europejek w reakcji na taki monolog feministyczny!) i burzę myśli, pani podsumowała: I proszę, jak rozmawiamy o kobietach, nie używać słowa "hurma" (حُرمة جحُرَم أو حريم ج حُرُم), bo ono pochodzi od rdzenia Ha-Ra-Ma czyli zakazywać i funkcjonowało na terenach arabskich już w czasach imperium osmańskiego odnośnie mieszkanek haremu, czyli kobiecej części domu. Jest to związane z zabranianiem dostępu oraz przedmiotową przynależnością kobiety do mężczyzny. Świętością i nienaruszalnością. Kobieta, która była własnością, częścią majątku, dowolnie przemieszczaną i ... dopasowywaną do wnętrz. A dziewczyny tego nie wiedziały... I najmilsze było uczucie, że ja znam tę konotację, bo już kiedyś mi to powiedziano i mam świadomość etymologii tego słowa. Tydzień temu nawet tłumaczyłam to kolegom z Centrum Językowego, gdy egipski nauczyciel od gramatyki użył go mówiąc, że mamy się rozsiąść na prawo - panowie, na lewo - panie, czego oczywiście nie uczyniliśmy w akcie sprzeciwu! Podsumowując: podróże kształcą! *hidżab - nakrycie głowy, zgodne z nakazem religijnym i lokalną oraz rodzinnymi tradycjami *lub burga/burka materiał zasłaniający usta, policzki i częściowo czoło, widoczne są jedynie oczy PS W ramach dostarczenia zabawnych informacji podręcznik, wyżej wspomniany, do przedmiotu ma ocenzurowane zdjęcia rzeźb, obrazów czy fresków przedstawiających nagie ciała. Ocenzurowana została także Wenus z Willendorf, która wzbudziła niemałe zainteresowanie gdy przyszło do oddania pracy pisemnej. Jednostronicowego raportu (reader response) dot. wybranego elementu w odpowiednim rozdziale książki. Po poprawieniu zadań Pani Doktor powiedziała: Dziewczyny, z tego co przeczytałam wynika, że wy naprawdę nie znosicie tej nieszczęsnej Wenus z Willendorf! Nie za bardzo rozumiem komu się jeszcze chce takie cenzurki na goliznę naklejać w dobie internetu, Googla i Wikipedii. Dobra wiadomość jest taka, że większość dziewczyn nie ma ocenzurowanych tych cudnych obrazków?! To znaczy, że zakupując podręcznik w księgarni uniwersyteckiej nie wyraziły chęci otrzymania ocenzurowanej kopi. To się robi na życzenie. Zatem mogą w pełnej krasie obejrzeć rzeźbę Dawida autorstwa Michała Anioła. Mimo to, niektóre studentki same przyklejają na tych fotografiach/ reprodukcjach karteczki typu post-it... Eh! Żeby się nie gorszyć?!
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...