|
W ostatnich latach na naszym rynku księgarskim pojawiło się wiele książek, których akcja rozgrywa się na Bliskim Wschodzie lub np. w USA, zaś czarnymi charakterami są tzw. muzułmańscy fanatycy i terroryści. Ta tania sensacja nie wywołuje właściwie, i dobrze, jakichś szczególnych emocji czytelników.
Od pewnego czasu mamy też do czynienia z literaturą innego typu: opisującą najnormalniejsze codzienne życie w krajach Orientu, z wątkami romantycznymi i obyczajowymi. Często są to tłumaczenia powieści mniej lub bardziej znanych pisarek arabskich, wielokrotnie przedstawiane chociażby na stronie Arabia.pl. W sporej części należą one do literatury popularnej, kupić je można nie tylko w księgarniach, ale np. i w sieci hipermarketów. Przyznaję, że nie wzbudzają mego zbytniego zainteresowania, choć zdarzyło mi się przeczytać z przyjemnością kilka książek z pokrewnego gatunku, opublikowanych przez ambitne sopockie wydawnictwo Smak Słowa. Ostatnio zaciekawił mnie Klejnot Medyny, przeczytany właśnie przez Melikę. Bohaterką powieści amerykańskiej pisarki Sherry Jones jest Aisza, żona Proroka Muhammada, Matka Wiernych, ale również, może nawet przede wszystkim w tej książce, Aisza-dziecko, dziewczyna, kobieta – obserwująca otaczający ją świat, zbierająca doświadczenia, dojrzewająca, pragnąca, momentami błądząca i cierpiąca – wszelako pewna wiarą i silna uczuciem. Kobieta-muzułmanka. Książka zainteresowała nie tylko mnie: dowiedziałem się, że w nowym numerze As-Salam napisał o niej niejaki Krzysztof Sula Baranowski. Przeczytałem… Niestety, obawiam się, iż Sula niepotrzebnie trudził się i czytaniem Klejnotu Medyny, i pisaniem recenzji (jeśli to jest w ogóle recenzja). Powieści bowiem, nawet jeżeli ją przeczytał, to nie zrozumiał, a jego tekst w rezultacie pojąć ciężko.
Pomijam zaskakujące stwierdzenie, jakoby pisarz robił cokolwiek za czytelnika. Przecież autor zawsze pisze na własny rachunek, czytelnicy zaś odbierają treść książki tak, jak pozwala im na to osobista świadomość. Baranowski uważa, iż autorka (…) buduje świat wszechwiedzącego narratora, który jest złudny i zgubny jeśli uświadomimy sobie, że trafne postrzeganie świata zależne jest od doświadczenia, którego żadne dziecko mieć nie może. Dlatego książka z gruntu jest niewiarygodna (…) – co w połączeniu z wyznaniem, że unika on (…) utożsamiania biografii autora z tym co pisze, ale jeśli powieść osadzona w realizmie epickim przez pracownika Biura Spraw Zagranicznych w Waszyngtonie (…), dowodzi niezbicie, że Świadomie wybrano postać Aiszy (PzN), by po raz kolejny podzielić Nas sunnitów i Nas szyitów. W następnym akapicie recenzent pisze z ufnością: Wnikliwy czytelnik bardzo szybko rozszyfruje dlaczego ta książka została napisana – wszelako, aby czytelnicy nie pobłądzili bez jego pomocy, wyjaśnia: Oczywiście pretekstem było zainteresowanie losem islamskich kobiet. Tak, tak, Drogie Siostry! I odkrywa podstępną perfidię pisarki: Dlaczego uderza się w islam poprzez kobietę? Dlatego, że jest to wdzięczny bohater!
O ile zgadzam się z tym, że kobieta jest wdzięcznym bohaterem literackim, to dalsze słowa Baranowskiego wprawiają mnie w stan osłupienia: W czasie, kiedy wyznawcy islamu martwią się o sprawy łazienki i łóżka zamiast walczyć o istotę wiary, takie książki jak ta będą miały swoich czytelników. To główny powód, który sprawia, że umniejsza się rolę Proroka (SAAŁ), a przez to rolę Filarów Islamu! Dyskusje trwają na temat, czy najpierw czysta ma być prawa ręka czy lewa, czy da się zaspokoić potrzeby wszystkich żon, zamiast poszerzać wiedzę na przykład o meczecie Al-Aqsa, dbać o edukację muzułmańską w krajach islamskich i zabierać głos w sprawach moralności muzułmanina i jego etyki. W połączeniu z kolejnym akapitem ten upajający słowotok staje się mocno niestrawny: Nie zapominajmy, iż jest ona (Sherry Jones, znaczy się) autorką-kobietą uzurpującą sobie prawo do pisania o kobietach. Takie prawo może sobie uzurpować, ale jeśli pisze o kobietach muzułmańskich powinna wykazać się takim samym obiektywizmem, jak my zrozumieniem i stanąć z pozycji muzułmanki, a nie tylko kobiety.
Chwilę później odniosłem wrażenie, że Sula zaczął już omawiać jakąś całkowicie inną książkę. Zaniepokoiły mnie jego pełne determinacji słowa : Tak odpowiadam autorom, którzy atakują muzułmańską kobietę pod pretekstem jej obrony. Przecież pisząc o podpaleniach czy obrzezaniach kobiet, doklejaniu im brody czy zakładaniu klatek na twarz nie zmienia się ich sytuacji prawnej, społecznej, moralnej, tylko tworzy się taką wymiarowość religii islamskiej na tle zlaicyzowanego świata, która zbudowana jest jak scena w cyrku: widzowi przedstawia się iluzję, a ukrywa kulisy. Nie znalazłem, na szczęście, w książce Sherry Jones żadnych wzmianek o obrzezaniu, podpaleniach czy doklejaniu muzułmankom bród. Nie było nawet ani słowa o klatkach na twarzach. Myślę wszakże, że właśnie jednym z obowiązków pisarzy jest odkrywanie światu takich zjawisk, natomiast nasze wielkie muzułmańskie zadanie to bezwzględne zwalczanie tego typu odrażających praktyk, niemających nic wspólnego z zasadami islamu i uwolnienie muzułmańskich kobiet. Jeśli nie będzie już czegoś podobnego, wtedy też nie będzie o czymś pisać, prawda, panie Baranowski? Poza tym, zasadniczo rzecz biorąc, autorka-kobieta może sobie pisać i o kobietach, i o mężczyznach, nawet o wszelkich innych stworzeniach Bożych.
Dalej Baranowski przeszedł zgrabnie do filozoficznych dywagacji o ludzkiej moralności i wolności. Uważa, że (…) bycie moralnym oznacza człowieka wolnego. Według niego Jones zapomniała pisząc o Żonie Muhammada (SAAŁ), że była Ona człowiekiem wolnym, a przez to moralnym. To główny zarzut dla tej książki! Z niego wyrasta fundamentalny błąd autorki. Brak zrozumienia czym jest wolność w życiu muzułmanina i jak ona wpływa na postawę człowieka moralnego, czyni bezzasadny argument powtarzany przez miliony ludzi, że kobieta-muzułmanka jest wyłączona z życia. Jak można żyć wewnątrz islamu i zarazem być z niego wyłączonym?! Ludzkość opiera swoje istnienie na kobiecie, a islam nie występuje przeciw temu co naturalne! Jakież natchnione stwierdzenia! Trzeba sporo wyobraźni (i zadęcia), aby wysnuć to wszystko z książki Sherry Jones. Tę szeroką płaszczyznę pojmowania zjawisk przez Baranowskiego widać zwłaszcza w ostatnich akapitach jego tekstu. Zatem logika Jones zadziwia – napisał – kiedy z jednej strony pokazuje silną kobietę muzułmańską, a z drugiej, tę samą kobietę jako ofiarę i to głównie własnej słabości. To tak jakby pokazywało się wschodzące Słońce doskonale wiedząc, że odsłania je Ziemia… Prawda to ci, prawda, i tu mnie masz, panie Sula, zadziwionego całego…
Miałem zamiar wspomnieć jeszcze o kilku sprawach, jednak nie jestem ani kobietą, ani muzułmanką (chociaż muzułmaninem), więc nie chcę za wiele rozprawiać o książce napisanej przez kobietę dla kobiet. Melika zrobiła to lepiej ode mnie.
Musa Çaxarxan
Szlif ze skazą Czy w czasach twego dzieciństwa zdarzyło się coś, co potem wspominałeś jako ważne, mające wpływ na dalsze życie, nawet jeśli wtedy świat miał przed tobą jeszcze zbyt dużo tajemnic i nie zdawałeś sobie w pełni sprawy z wagi tego wydarzenia? Czy przeczytałeś kiedyś książkę z przekonaniem, że ją zrozumiałeś, bo treść była jasnym przekazem, a która podobała ci się właśnie dlatego jak traktowała omawiany problem? Jeśli tak, to wiedz, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie próbował wmówić ci, że jedno i drugie jest tylko iluzją, ty zaś mylisz się, bo monopol na prawdę ma tylko on sam...
Mam tu na myśli książkę amerykańskiej autorki Sherry Jones pt. Klejnot Medyny, której recenzję zamieścił w muzułmańskim czasopiśmie społeczno-kulturalnym As-Salam (3/2009) Krzysztof Sula Baranowski. Przeczytałam tę książkę jednym tchem. Jakiś czas potem przeczytałam ową recenzję i zaparło mi dech. Bynajmniej nie z podziwu dla autora tego dziwnego tekstu, w stosunku do którego określenie stek bzdur samo ciśnie się na usta. W bardzo górnolotnych słowach, budując tasiemcowe zdania, których sens pozostanie na zawsze jego tajemnicą, kreśli on swe imaginacje o powieści, którą rzekomo przeczytał. Rzecz jednak w tym, że albo przeczytał - ale nie zrozumiał, albo – co bardziej prawdopodobne - przeczytał jedynie informację znajdującą się na ostatniej stronie obwoluty. Tam bowiem znajdują się słowa, które wzbudziły największe oburzenie recenzenta: kim jest i gdzie pracuje autorka powieści oraz sformułowanie, które pozwolę sobie zacytować: W świecie, w którym kobiety uważano za własność mężczyzn... To zdanie, nad którym się pan Baranowski ani przez chwilę nie zastanowił, stało się powodem do swoistego bełkotu, który miał być prawdopodobnie pomyślany jako obrona kobiet-muzułmanek, ale... wyszedł całkowicie chybiony. Nie ma bowiem czego bronić, jeśli zważymy na historyczne odniesienia powieści, czyli krótko mówiąc osadzenie akcji w czasach pierwszej ummy, gdy kształtujący się światopogląd islamski walczył o pierwszeństwo z obyczajami okresu dżahilijji. Wówczas to kobieta nie znaczyła zupełnie nic, nie miała praw i stanowiła część majątku mężczyzny - najpierw ojca, potem męża. Islam zmienił tę sytuację, ale ktoś kto nie zdaje sobie sprawy, że taka przemiana nie mogła nastąpić w ciągu jednej chwili, że potrzeba na nią czasu, bo nie można gwałtownie zmienić mentalności ludzkiej, jest po prostu naiwny. Taka myśl była podstawą do zamieszczenia tego zdania jako zasygnalizowania kanwy działania Aiszy, czyli głównej bohaterki powieści.
Sama forma narracji - wszystkie wypadki relacjonuje sama Aisza, od czasów gdy była dzieckiem, do śmierci Proroka - również nie podoba się panu Baranowskiemu. Według niego, dziecko nie ma zdolności trafnego postrzegania świata, bo potrzebny do tego jest bagaż doświadczeń. Tyle tylko, że narratorka w chwili rozpoczęcia swej relacji jest już dorosłą kobietą, choć rzeczywiście mówi o swoim dzieciństwie. Umie zatem ubrać w słowa to, co chce powiedzieć, co czuje lub czuła będąc dzieckiem. Niewątpliwie w okresie dzieciństwa używałaby innych zwrotów, nie umiałaby w taki sposób zinterpretować ówczesnych doznań, ale z biegiem lat nabrała doświadczenia i potrafi już odnieść się do tego wystarczająco szeroko.
Myślę, że każdy z nas ma wspomnienia z dzieciństwa, które dzisiaj postrzega inaczej, niż wtedy gdy się działy. I nie ma żadnego powodu uważać, że dziecko nie może niczego pamiętać. Otóż może, i pamięta tym lepiej, im bardziej brzemienne były to wydarzenie. A niewątpliwie ważnym przeżyciem dla sześcioletniej dziewczynki była izolacja od rówieśników, nagłe przerwanie codziennych beztroskich zabaw oraz zaręczyny z dużo starszym mężczyzną, którego dotąd uwielbiało się jako przyjaciela rodziny. Aby wszystko było jasne: nie oceniam tego, bowiem było to postępowanie zgodne z obowiązującym obyczajem i trudno z nim dzisiaj dyskutować.
Następną ciekawostką przyrodniczą jest zdanie: bohaterka okazuje się nieatrakcyjną kobietą, która ma problemy z akceptacją swojej płci i jest obarczona życiową rolą, z którą nie potrafi sobie dać rady.... Tu właśnie powzięłam podejrzenie, że recenzent nie czytał książki. Autorka kreśli bowiem sylwetkę Aiszy, początkowo jako dziecka bawiącego się z rówieśnikami, przypadkiem również z chłopcami, więc nierzadko w wojnę i walkę na miecze, (któż z nas nie pamięta takich zabaw z własnego podwórka), potem młodej dojrzewającej dziewczyny, która czuje się żoną i pragnie stać się nią w pełnym tego słowa znaczeniu, a następnie kobiety ogarniętej pragnieniem urodzenia dziecka. Gdzie tu jest miejsce na brak akceptacji własnej kobiecości?
Z każdej strony, z każdego zdania przebija miłość, a wręcz uwielbienie dla męża. Bohaterka-narratorka na naszych oczach dojrzewa, również do obowiązków, które postawiło przed nią życie. Jest pokazana jako silna, inteligentna kobieta, ucząca się swojej roli. Nie ma potrzeby zwracać uwagi na fakt, że była doskonała, bo znamy ją jako Matkę Wiernych. Nie urodziła się jako Matka Wiernych, nie wyszła za mąż jako Matka Wiernych, nie stała się nią od razu będąc dzieckiem. Przydomek taki otrzymała znacznie później i musiała na niego zasłużyć, a pracowała na to długo. Na tym właśnie polega głęboko ludzkie przedstawienie Aiszy - kobiety z krwi i kości, nie zaś posągu zimnego w swej doskonałości. Tylko w ciasnym umyśle może zrodzić się opinia, że uznanie pełni kobiecości Aiszy jest świętokradztwem. Bo jeśli tak, to należałoby skreślić piękny hadis mówiący o pierwszym objawieniu Proroka, o jego strachu i rozterkach, gdy został wybrany spośród wielu, aby przekazać innym głos Boga. Dla rozsądnego człowieka oznacza to przecież uznanie, że człowiek jest silny, gdy kierują nim wiara i chęć wyjścia naprzeciw wymaganiom, jakie stawia przed nim rzeczywistość.
Śmieszne jest określenie, że autorka powieści jako kobieta uzurpuje sobie prawo pisania o kobietach. Że powinna stanąć z pozycji muzułmanki, a nie tylko kobiety. I tu szanowny recenzent czuje się w obowiązku wygłosić tyradę na temat krytykowania przez świat zachodni kobiet i ich pozycji w islamie. A kim, wobec tego, jest w opinii autora muzułmanka, jeśli nie kobietą: mężczyzną? I przed czym, przed kim jej broni, skoro powieść nie odnosi się zupełnie do czasów współczesnych? Osadzona jest w realiach pierwszej ummy, kiedy to społeczność wiernych dopiero uczy się islamu, wypierane są zwyczaje i prawa przedmuzułmańskie. Islam na tle ówczesnych warunków pokazany jest jako system postępowy, bez jakiegokolwiek ograniczania wolności kobiety. Oczywiście, natychmiast pojawia się problem wolności i moralności, tyle tylko, że w powieści takie kwestie w ogóle nie są poruszane. Bohaterka jest głęboko wierząca, nie ulega zwątpieniu, nie ma moralnych dylematów. Nie jest to jakaś powieść filozoficzna, a tylko prosta relacja, fabularyzowany zapis pierwszych lat islamu.
I ostatnia rzecz - rzekoma chęć autorki do poróżnienia szyitów i sunnitów, o której naraz pisze recenzent. Bardzo mnie zdziwiło owe zdanie. Mam wrażenie, że poszukiwał on obojętnie jakiej wzmianki o islamie, by znaleźć powód do szczerzenia kłów i mącenia. Dlaczego? Ano dlatego, że książka nie ma żadnych konotacji religijnych. Przedstawia jedynie w formie sfabularyzowanej, na podstawie znanych, dostępnych powszechnie hadisów, postaci Proroka i jego żon oraz towarzyszy. Pokazuje ich w sposób, który w nikim nie powinien budzić sprzeciwu. Jakie są te postaci? Niech każdy, kto chce znać odpowiedź, po prostu przeczyta książkę. I ty sam, drogi recenzencie, usiądź wygodnie na kanapie, zaświeć lampę i uważnie czytaj. Wysil się i spróbuj zrozumieć, o czym traktuje powieść. Czytaj jednocześnie jako człowiek i muzułmanin, bez rozdwajania jaźni. Zastanów się, co chciała powiedzieć autorka, niezależnie od tego kim jest i gdzie pracuje. I nie denerwuj się moją krytyką. Ostatecznie, jeśli w szkole uczeń nie przeczyta lektury, to nie wyrywa się do odpowiedzi, tylko siedzi cichutko w kącie i ma nadzieję, że mu się uda. Kiedy jednak zostanie przyłapany na niewiedzy, dostaje jedynkę.
Gdy zbyt długo ostrzy się miecz, można rzeczywiście zepsuć ostrze, a wtedy szlif klejnotu łatwo uczynić mniej szlachetnym... Pozwoliłam sobie zacytować zgrabne zdanie z recenzji pana Suli, bo przyszło mi na myśl, że ostrze nie jest klejnotem, a klejnotu nie szlifuje się mieczem. Ponieważ jednak autor ogromnie chciał użyć miecza, mimo że nie bardzo miał do czego, więc po prostu zaczął nim machać na oślep... Iza Melika Czechowska ----------------------------------------------------------------------------
Sherry Jones, Klejnot Medyny, tłum. Maria Smulewska, Wydawnictwo Otwarte, 2009, ISBN 978-83-7515-073-5.
|
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...