|
Film Shouf, shouf habibi w reżyserii Alberta Ter Heerdta to słodko-gorzka opowieść o tym, o czym zwykle się mówi w kontekście muzułmańskich imigrantów w Europie: o kultywowaniu dawnych tradycji w nowym kraju, o braku porozumienia między pokoleniami, o próbach wpasowania się w inną rzeczywistość, a wreszcie i o barierze językowej.
Mamy więc marokańską rodzinę, która jakiś czas temu osiedliła się w Holandii i, w porównaniu z pozostałymi w rodzinnej wiosce krewnymi, żyje w komfortowych warunkach. Jakby w zamian za nowy standard życia państwo Bentarik i ich dzieci na co dzień zmagają się z problemami, o których ich marokańskim wujom, ciotkom i kuzynom nawet się nie śniło. Jedyna córka- Laila, właśnie skończyła szkołę krawiectwa i projektowania ubrań i marzy o samodzielnym życiu z dala od rodziców. Średni syn, Ap, narrator w filmie, to leniwy narcyz o nieco zbyt wygórowanych ambicjach, który wraz ze swymi marokańskimi przyjaciółmi tworzy szajkę złodziei-nieudaczników. Jak na złość, każda próba zrabowania czegokolwiek kończy się fiaskiem, ale to nie przeszkadza im w planowaniu coraz to śmielszych napadów. Najmłodszy syn, kilkunastoletni Driss, podpatruje swoje muzułmańskie koleżanki i fotografuje je w szkolnej toalecie, aby potem szantażować je zdjęciami, na których dziewczyny są bez chust, ale za to w pełnym makijażu. Wydaje się, że jedynie najstarszy syn, Samir, ułożył sobie życie: jest szanowanym przez kolegów policjantem, a na dodatek ożenił się ze śliczną dziewczyną z Maroka. Wszystko się komplikuje, kiedy wdaje się w romans z koleżanką z pracy. Nad tym chaosem nie potrafią zapanować niemłodzi już rodzice, zupełnie niepasujący do nowej rzeczywistości, w której przyszło im żyć na stare lata. Żadne z nich nie mówi po niderlandzku, więc w pewnym sensie sami są uzależnieni od swoich dzieci, które tym językiem władają biegle. Mimo to pan Ali Bentarik nadal stara się sprawiać wrażenie silnego ojca rodziny. Co z tego, skoro córka uparcie odrzuca wszystkich przedstawianych przez niego kandydatów na męża, a nieznajomość języka uniemożliwia mu normalną rozmowę z dyrektorem szkoły, do której chodzi jego najmłodszy syn. Tę językową nieporadność Alego Bentarika dobrze ilustruje scena, w której Driss, po tym, jak zostaje przyłapany na fotografowaniu malujących się w toalecie koleżanek, stawia się wraz z ojcem u dyrektora szkoły. Oczywiście podczas rozmowy Driss pełni funkcję tłumacza, wobec czego wpada na genialny w swej prostocie pomysł, aby liczne skargi wygłaszane przez dyrektora, tłumaczyć ojcu jako pochwały. Wszystko idzie zgodnie z planem aż do momentu, w którym do gabinetu dyrektora niepostrzeżenie wchodzi pracujący w szkole marokański sprzątacz: mężczyzna podsłuchuje fragment rozmowy i demaskuje Drissa.
Z kolei nieco zwariowana pani Bentarik ma własne pomysły na rozwiązanie rodzinnych problemów i pomocy szuka albo u wróżki, od której kupuje zioła mające poprawić „witalność” jej męża, albo podczas rozmów z księżycem, zanosząc do niego prośby o pomoc. Księżyc jednak nie wysłuchuje jej błagań i pozostaje niemym obserwatorem wydarzeń, które nieuchronnie prowadzą do rodzinnej katastrofy. Każda z czterech części filmu (zatytułowanych: Pierwsza kwadra, Nów, Pełnia i Ostatnia kwadra) przynosi coraz to nowe kłopoty: Laila ucieka z domu i zamieszkuje u swego holenderskiego przyjaciela, co w obojętnym do tej pory Apie wzbudza nagłą potrzebę obrony honoru rodziny, romans Samira wychodzi na jaw, a pan Bentarik podupada na zdrowiu i jego jedynym marzeniem staje się pochówek w rodzinnej wiosce...
Muszę przyznać, że oglądałam ten film z mieszanymi uczuciami: chwilami był naprawdę zabawny, ale w pewnym momencie stracił swoje początkowe tempo, a humor zaczął się rozmywać w chaosie, który ogarnął rodzinę państwa Bentarik. I chociaż ze względu na dosyć schematyczne postaci i łatwy do przewidzenia rozwój wypadków nie zaliczam Shouf, shouf, habibi do szczególnie oryginalnych filmów, to jednak uważam, że może on stanowić ciekawą pozycję dla osób zainteresowanych tematyką muzułmańskich imigrantów w Europie.
Film, pod polskim tytułem Cicho, maleńka, można obejrzeć w najbliższy piątek o 12:15 na kanale Ale Kino!.
|
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...