|
Babczenko nie oszczędza czytelnika. Na froncie walczysz nie tylko z wrogiem. Dźwigasz na sobie 70 kilo ekwipunku, każdy kolejny krok wydaje się twoim ostatnim. Pijesz wodę, która śmierdzi padliną, bo w rzece pełno trupów. Zjadasz mięso z psa. Polane keczupem smakuje wybornie. W koszarach maltretują cię przełożeni. Biją nieustannie, bez żadnego powodu, czym popadnie. Wypadają ci zęby, z bólu ledwo możesz oddychać. Marzysz, by w końcu wysłano cię na front. To wojna. A na wojnie masz przesrane. Szczególnie, jeśli służysz w rosyjskiej armii w Czeczenii.
Arkadij Babczenko napisał Dziesięć kawałków o wojnie z potrzeby wygadania się, wyrzucenia z siebie okropności wojny. Jak sam twierdzi, nie myślał o tym, co pisze, nie zamierzał swoich tekstów publikować. Musiał po prostu przelać na papier to, co zobaczył i czego doświadczył. Może dlatego jest w tekstach Babczenki jakaś prostota, naturalność, naiwność wręcz, które każą całkowicie wierzyć w jego opis wojny w Czeczenii. Choć chyba lepiej byłoby zdobyć przekonanie, że to wszystko nieprawda, że to tylko wytwór chorej wyobraźni autora. Bo prawda Babczenki jest okrutna. Okazuje się, że na wojnie w Czeczenii największym wrogiem młodego, osiemnastoletniego żołnierza są jego przełożeni. W przyfrontowym rosyjskim Mozdoku wszyscy biją wszystkich. Rezerwiści, oficerowie, podoficerowie. (…) Nikt z nikim nie rozmawia po ludzku tylko od raz wali. Bo tak jest prościej. Wali taboretem, ramą od łóżka, łopatą. Babczenkę bili wszyscy oprócz generałów. Bo tych w jego pułku po prostu nie było. W totalnym bałaganie absurdalnej wojny, gdzie nie wiadomo, kto komu rozkazuje, dowództwu wolno wszystko. Nikt nikogo nie kontroluje, wyżsi rangą i stażem chleją na umór i niemiłosiernie tłuką młodszych. Młodsi uciekają w step, wyskakują z okien, popełniają samobójstwa.
Wojna odczłowiecza. Tę oczywistą prawdę Babczenko pokazuje w taki sposób, że aż boli czytać. Kto szuka lektury przyjemnej, kojącej i krzepiącej, niech sobie Dziesięć kawałków daruje. Na wojnie przekonasz się, że śmierć, dopóki nie dotyczy ciebie, wcale nie jest straszna. Martwi ludzie leżą na zielonej trawie, obok nich można się śmiać, rozmawiać, śpiewają ptaki i rosną drzewa. Ludzkość nie zamiera i nie wariuje na widok trupów. Śmierć tutaj to stan równie rzeczywisty, jak głód czy pragnienie. Pierwszego dnia martwe ciało może cię przerazić, ale już po tygodniu będziesz jeść mielonkę, opierając się na oderwanej głowie, żeby było wygodniej. Bo na wojnie człowiek zmienia się bardzo szybko. To tu dowiesz się, że ciała puchną w upale, że mięso oderwanej nogi ma kolor czarny, że człowiek może spłonąć w benzynie całkowicie, zostaną tylko kości.
Dziesięć kawałków bardziej niż o samym konflikcie w Czeczenii jest książką o wojnie w ogóle. I uniwersalizm ten jest jej olbrzymim plusem, wiele tu przemyśleń, wyznań i refleksji.
Remarque kłamał. Nie ma braterstwa broni. Na wojnie jesteś sam, nie masz przyjaciół. Jedyne co łączy cię z innymi to zabijanie ludzi i śmierć towarzyszy. W przyszłości nie będziesz chciał ich oglądać. Trudno spotkać się z człowiekiem, który znał cię wtedy, kiedy byłeś zwierzęciem. Na wojnie jest tylko nadzieja, że przeżyjesz i zachowasz swoje ja. Tu nie ma honoru, zasad, górnolotnych frazesów. Żyć – to najważniejsze. Nawet gdyby zostało ze mnie pół człowieka i resztę dni przyszło mi spędzić jako sinawy kadłubek bez rąk i bez nóg na wózku, i tak wolę żyć – wyznaje Babczenko.
Tyle tylko, że wojna nie pozwala być ponownie człowiekiem. Nie ma powrotu, nie ma przyszłości; nic nas nie czeka w tym życiu, do którego tak dążymy. Wszyscy zginęliśmy na tej wojnie. Z wojny wraca tylko ciało, umysł zostaje. Dlatego Arkadij też wraca. Przeżywszy pierwszą wojnę czeczeńską, w 1999 roku zgłasza się na ochotnika na drugą. Dlaczego? Po prostu nie może nie pojechać. Bo wojna to najsilniejszy narkotyk na świecie.
Na zawsze pozostaniesz we mnie. Ja i ty to jedno. Nie ma mnie i ciebie, jesteśmy my. Widzę świat twoimi oczyma, mierzę ludzi twoją miarą. Nie ma już dla mnie pokoju. Dla mnie na zawsze będzie wojna.
Arkadij Babczenko, Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii., Wydawnictwo WAB, Warszawa 2009 (przeł. Karolina Romanowska)
|
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...