|
Taka gratka zdarza się w polskim kinie naprawdę rzadko – oto w serii z angielskimi podpisami warszawskie Kino Luna wyświetliło film z Bahrajnu. Przyznać muszę, iż był to dla mnie pierwszy w życiu film z tej części arabskiego świata.
Szybko jednak okazało się, iż Hakaya Bahrainya (A Bahran Tale, Opowieść z Bahrajnu) dzieli pewne cechy charakterystyczne choćby z kinem egipskim. Mam tu na myśli głównie pewną szczególną estetykę, dla polskiego widza ocierającą się zapewne momentami o kicz – zwłaszcza sceny pełne napięcia oraz te o podłożu romantycznym są przeciągane, spowalnianie, opatrzone specyficzną melodią i ujęciami – zbliżeniami na twarz bohaterów itp.
Tło dla filmu stanowią wydarzenia roku 1967 – a więc czasu trzeciej wojny arabsko-izraelskiej, tak zwanej wojny sześciodniowej, w której prezydent Egiptu, Naser, poprowadzić miał Arabów do zwycięstwa, a która skończyła się dla nich wielką klęską. Ten punkt historii miał dla Arabów kolosalne znaczenie, w tym psychologiczne – tragedia ta do dziś wyznacza pewną granicę w dziejach arabskiej strefy kulturowej, np. w dziedzinie literatury. W filmie ukazano nadzieje, jakie wiązano z postacią Nasera, wielkiego arabskiego przywódcy, który bohaterem został obwołany po poprzedniej wojnie arabsko-izraelskiej, z 1956 roku. Nadzieje, które żywił cały świat arabski, wpatrzony w niego jak w prawdziwy symbol – w filmie pokazano, jak kobiety arabskie wzdychały do jego zdjęć, jak zareagowano na jego chęć dymisji, a w końcu na jego śmierć. Widza zdumieć może poczucie wspólnoty, jakie przy tej okazji połączyło tak oddalone miejsca na świecie, jak choćby Egipt, Palestyna i Bahrajn – jak silna jest ta nić, która potrafi zjednoczyć Arabów z różnych zakątków świata. W cieniu wielkiej polityki międzynarodowej ukazano także bunt młodych mężczyzn, którzy zostali zwolnieni ze swoich stanowisk i postanowili wzniecić demonstrację. Inną płaszczyzną filmu jest życie rodzinne jednej z wielu rodzin, zamieszkujących Bahrajn. Oto mieszają się tu znane od dawien dawna dla tej części świata wątki: kobieta przymuszona do ślubu, romans prowadzony poprzez kratę okienną, a zakończony dość śmiałym krokiem zakochanych, solidarność kobieca w obliczu okrucieństwa mężczyzn. Bohaterem Opowieści z Bahrajnu jest także młody chłopiec, Chalifa, który obserwuje dantejskie sceny odbywające się w jego domu, schronienia szukając w klatce z hodowanymi przez siebie gołębiami. Ma tu on zapewne służyć upomnieniu widzów, iż jeśli nadal część mężczyzn będzie wobec swoich kobiet tak nieustępliwa, doprowadzi to do destrukcji wartości rodziny i wykolejenia psychiki młodych. Film garściami czerpie także z miejscowego folkloru – są i wesołe okrzyki kobiet zwane zagharid, depilacja pastą cukrową, kobiety w czarnych niqabach, zasłaniających całe twarze, biżuteria panny młodej, charakterystyczne dla Zatoki Perskiej łodzie dhow, typowy dom o dziedzińcu ze źródłem wody, stanowiącym centrum życia rodzinnego. Prócz wątków politycznych i rodzinno-obyczajowych, zdarzają się także te o zabarwieniu komicznym (scena w kinie). Czy rozbawią także polskiego widza, to już kwestia gustu. Ogółem film przedstawia niewątpliwie spore walory poznawcze. Dla mnie był nie lada gratką i już nie mogę się doczekać kolejnego obrazu z Bahrajnu – już w grudniu. A Bahraini Tale dramat, Bahrajn, 2006 reż. Bassam Al-Thawadi
|
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...