|
Mój towarzysz stwierdził po seansie, że Granaty i mirra to opowieść o niczym, do tego mało odkrywcza. Bo rzeczywiście, nie trzeba się cechować wybitną bystrością, by przewidzieć, iż film palestyński będzie poruszał kwestię konfliktu bliskowschodniego. Co zatem przekonało do tego filmu mnie?
Rzeczywiście, Granaty i mirra raczej nie porażają wybitną fabułą. Oto młode małżeństwo Palestyńczyków zostaje rozdzielone – on trafia do izraelskiego więzienia. Ciekawe jest jednak to, iż tym razem akcja skupia się na kobiecie. To rozterki pozostawionej Kamar są głównym tematem filmu, o czym być może zadecydował fakt, iż reżyserem Granatów i mirry jest także kobieta, Najwa Najjar. I niewykluczone, że to z tego powodu film ten mogą odebrać gorzej mężczyźni, choć zaliczenie go do kina kobiecego i dla kobiet byłoby znacznym nadużyciem (zakładając, iż takie w ogóle istnieje). Film dotyka pewnego typowego społecznego tabu. Oto młoda Palestynka, której mąż został zaaresztowany przez Izraelczyków, jest teraz postrzegana jako żona bohatera. Musi zatem odpowiednio się zachowywać, gdyż oczy otaczającej ją społeczności bacznie ją obserwują. Mimo tego, iż wcześniej chodziła na kurs tańca, teraz musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nadal wypada jej to robić (a namawia ją do tego nowoprzybyły, przystojny instruktor ...). Zagadnienie to jest o tyle ważne w przypadku palestyńskich kobiet, gdyż dotyka bardzo wielu z nich. Inaczej niż np. w Polsce, ich mężowie czy bracia trafiają bowiem do więzień nie tylko w przypadku, gdy dokonają zbrodni, ale i na skutek różnych zbiegów okoliczności czy nadużyć prawnych. Wypełnianie roli dostojnej, oczekującej powrotu męża żony, jakby swoiste zawieszenie w próżni, nie zawsze zaś współgra z temperamentem młodych dziewcząt. W filmie przemycono również miejscowy folklor: ważnym tematem są tu tradycyjne palestyńskie tańce, kobiety w filmie noszą tradycyjne ubrania czy biżuterię. Pokazane zostało także współczesne Ramallah. Co ważne, główni bohaterowie to chrześcijanie, co może zdziwić niektórych widzów, przyzwyczajonych do postrzegania wszystkich Arabów jako muzułmanów, a konfliktu izraelsko-palestyńskiego jako sporu między judaizmem i islamem. Izraelczycy jawią się tu jako wchodzący w cudze życie z buciorami obcy. Daleko im do nieskazitelnych maszynek do zabijania, jak często zwykli figurować na wielkim ekranie. Miewają nadwagę, bywają niezbyt urodziwi. Bardzo ciekawa jest scena rozmowy Umm Habib z izraelskimi żołnierzami (w roli Umm Habib wystąpiła Hiam Abbass, znana z takich obrazów jak choćby Monachium Stevena Spielberga, Paradise Now, Czerwony jedwab, Syrian Bride, Raj na ziemi). Ale Izraelczycy bywają również pomocni – w filmie przedstawiono wątek izraelskich prawników, którzy starają się bronić Palestyńczyków. Film Granaty i mirra, skupiając się głównie na emocjach Kamar, charakteryzuje się pewną subtelną estetyką. Szum drzewek oliwkowych, misterny welon panny młodej, surowe piękno domu młodej pary zachęcają do myśli, że to mógłby być jeden z najprzyjemniejszych zakątków świata. Niestety, wciąż tylko mógłby. Film pokazywany był w ramach 25. Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Granaty i mirra (Mor wa al-rumman) Dramat, Palestyna, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, 2008, 95 min. reż. Najwa Najjar
|
Znowu straszą... kob...
Mieszkam w Anglii i siłą rzeczy mam w...
Katar
Szukam - Szukam pracy(Katar ), przy ...
Aniołowie w islamie
Katar
O swoja wydajnosc sie nie martw-marze...
Odpowiedź na recenzj...