Strona Główna
Recenzja filmu: London River Drukuj
Jan Kostrzewa   
niedziela, 11/10/2009

London River, reż. Rachid Bouchareb London River to przykład filmu, którego siła tkwi w prostocie fabuły, przewidywalności akcji i często wykorzystywanych motywach. Schematy koncepcyjne mają zwalczać schematy myślowe. Nie każdemu zatem film ten przypadnie do gustu.

 

7 lipca 2005 roku Oni, muzułmanie organizują serię zamachów terrorystycznych w centrum Londynu. W wyniku trzech eksplozji w metrze i jednej w miejskim autobusie giną 52 osoby. 52 osoby w ponad siedmiomilionowej metropolii.


Ucząca się w Londynie Jane od czasu zamachów nie odbiera telefonu, toteż jej matka – pani Sommers (Brenda Blethyn) – zaniepokojona opuszcza Guernsey, jedną z wysp normandzkich, i udaje się do Londynu, by dowiedzieć się co dzieje się z córką. W tym samym czasie i w tym samym celu w mieście zjawia się przybyły z Francji, a pochodzący z Afryki Ousmane (rewelacyjny Sotigui Kouyaté – Srebrny Niedźwiedź na festiwalu w Berlinie dla najlepszego aktora). Jego syn, Ali, z którym nie widział się on od wielu lat, od 7 lipca nie daje znaku życia. Ousmane, choć nie wie, gdzie Ali mieszka, nie wie nawet, jak wygląda, usiłuje go odnaleźć.


Kiedy pani Sommers spotyka jednego z Nich, muzułmanina Ousmane, początkowo widzi w nim nie współtowarzysza swojej niedoli, a prawdopodobnego winnego zniknięcia Jane. Proste schematy myślowe, pobudzone dodatkowo wszechobecną trwogą i wyzwoloną niedawnymi zamachami nieufnością, zaczynają układać się w logiczną całość. Z czasem jednak, po tym jak pani Sommers odkrywa fakty z życia córki, których nie potrafi zaakceptować, bohaterowie stają się sobie coraz bliżsi.


Ich życia łączy coś więcej niż tylko chęć odnalezienia dzieci. Łączy ich, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało, los współczesnego człowieka – los pełen samotności (pani Sommers, wdowa po mężu poległym w wojnie o Falklandy, mieszka sama na odległej wyspie; Ousmane, z dala od afrykańskiej rodziny, żyje we Francji), zagubienia (bohaterowie nie potrafią odnaleźć się w wielokulturowym, pełnym zgiełku Londynie, choć Ousmane, znajdujący oparcie we wspólnocie muzułmańskiej, radzi sobie nieco lepiej), nadziei na lepsze życie dzieci (wysłane z Afryki, odpowiednio z prowincjonalnej Guernsey na studia do Londynu). Paradoksalnie dzięki swym niewątpliwym wadom – przewidywalnej fabule, kreowaniu schematycznego i lekko naiwnego obrazu rzeczywistości – London River doskonale ten aspekt unaocznia. I w tym tkwi siła tego filmu.


Okazuje się bowiem, że pani Sommers zna swoją córkę niewiele lepiej niż Ousmane syna, którego pamięta tylko z wczesnych lat dziecięcych. Nie wie, gdzie córka się uczy, gdzie pracuje, z kim się spotyka, z kim mieszka. Obydwoje szukają więc bliskich, ale właściwie obcych osób. Czy może zatem dziwić fakt, że nawiązanie kontaktu z Innym przychodzi nam współcześnie z takim trudem, skoro ani nie umiemy podtrzymywać więzi z najbliższymi ani nie zrozumiemy ich potrzeb?


Film Rachida Bouchareba (reżyser znany z nominowanych do Oskara w 2007 roku Dni chwały) to także opowieść o różnicy pomiędzy dramatem masowym, a dramatem jednostkowym. O irracjonalnej logice, która każe wierzyć, że 52 to dużo, ale 52 wśród 7 milionów to za mało, by mogło to dotyczyć właśnie nas. O dziecięcej naiwności człowieka, która wykorzystuje każde strzępy nadziei pozwalające zanegować najboleśniejszą z prawd. Wymiar symboliczny mają sceny, w których kobieta na komisariacie i imam w meczecie pocieszają odpowiednio panią Sommers i Ousmane’a niemal tymi samymi słowami. Zapewniają, że Londyn jest wielkim miastem i szansa, że akurat jej/jego dziecko zginęło w zamachach jest niemal żadne…


London River może irytować nachalną czasami wręcz sztampowością (pani Sommers, która w pierwszej scenie filmu wysłuchuje w kościele słów kazania, wedle którego powinna miłować swego sąsiada, z czasem rozszerza swą definicję sąsiada także o Ousmane’a; uprzedzenia religijne i kulturowe zostają tym samym odrzucone). Film broni się jednak uniwersalnym przesłaniem, że warto otworzyć się na drugiego człowieka i, co najważniejsze, warto pozostać otwartym. W przeciwnym razie zgubimy ludzi szybciej, niż nam się wydaje. A nie zawsze będzie nam dana szansa, by ich ponownie odnaleźć.

 


London River
Algieria/Francja/Wielka Brytania, 2009, 87 min
reż.: Rachid Bouchareb 

 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO