|
Irański lekarz opowiada o śmierci Nedy Już wiem. Ten młody mężczyzna, pochylający się nad Nedą, to Arasz Hedżazi. Trał chciał, że lekarz. Traf chciał, że mieszkający chwilowo w Anglii. Traf chciał, że człowiek porządny i niepozbawiony odwagi cywilnej. Jakiś czas temu pojawił się na Iranice artykuł o ostatnich chwilach życia Nedy. Autor napisał w nim, że śmierć dziewczyny urosła do rangi symbolu, że rozniosła się echem po internecie. Chciałam tę informację zweryfikować – i rzeczywiście. Natrafiłam na materiały na youtubie, na numery elektronicznych czasopism perskich jej poświęcone. Tłumaczenia zawartych w nich tekstów później. Tymczasem przygotowałam dla Was relację z prawie 20-minutowego wywiadu, który Arasz Hedżazi udzielił 25 czerwca dziennikarce BBC.
Tylko pięć dni potrzebował ów młody mężczyzna, który uciskał ranę na piersi Nedy, by podjąć decyzję, że nie może milczeć, że musi przemówić. Część z tego czasu spędził w Iranie, ale potem przyleciał do Wielkiej Brytanii, gdzie studiuje na jednym z uniwersytetów południowej Anglii. Arasz Hedżazi to nie tylko doświadczony lekarz, to również wydawca i dziennikarz. Iran odwiedził na krótko. Dlatego w sobotę 20 czerwca w jego biurze było wielu kolegów, którzy chcieli nacieszyć się jego obecnością. „Usłyszeliśmy, że trwają protesty i postanowiliśmy pójść je zobaczyć”, zaczyna. Działo się to w dzielnicy Amirabad. Zbaczył Nedę Agha Soltan z jakimś starszym panem, którego wziął za jej ojca, ale potem dowiedział się, że to był jej nauczyciel muzyki. Dr Hedżazi nie znał jej, była dla niego jedną z wielu osób w tłumie. „Nagle zapanował chaos. Policja rzuciła gaz łzawiący, zaczęła szarżować w stronę tłumu na motorach. Pobiegliśmy do skrzyżowania ulicy Chosrawi, można ją znaleźć na mapie, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Ludzie stali zdezorientowani i nie wiedzieli, co robić. Usłyszeliśmy strzał”, wspomina. „Neda stała dosłownie metr ode mnie. Odwróciłem się i zobaczyłem, że z jej piersi tryska krew. Była w stanie szoku, patrzyła na swoją pierś. Potem się zachwiała. Podbiegliśmy do niej i położyliśmy ją na ziemi. Zobaczyłem ranę po kuli, tuż pod szyją. Biła z niej krew. Nigdy czegoś podobnego nie widziałem. Wydawało się, że kula wybuchła w piersi, po chwili krew zaczęły płynąć z jej ust i nosa. Odniosłem wrażenie, że raniła rówież płuco. Neda się wykrwawiała, więc uciskałem ranę, próbując zatamować upływ. Niestety nie udało mi się i umarła w niespełna minutę.” W pierwszej chwili Hedżazi sądził, iż strzał padł z dachu. Potem jednak zobaczył, jak protestujący chwytają uzbrojonego mężczyznę na motorze. „Ludzie zaczęli krzyczeć »Mamy go! Mamy go!«”, relacjonuje dr Hedżazi. „Rozbroili go i wyciągnęli jego dokument tożsamości, z którego wynikało, że to członek organizacji basidżów. Ludzi ogarnęła furia, a on wołał »Nie chciałem jej zabić! Nie chciałem jej zabić!« Bał się. Nie wiedzieli, co z nim zrobić, więc go puścili. Niektórzy gotowi byli go zabić, ale inni powstrzymali ich, mówiąc: »Nie jesteśmy mordercami«. Nie mogli go też oddać w ręce policji, bo przecież wtedy sami zostaliby aresztowani [za udział w protestach – I. N.]. Ani jedno, ani drugie rozwiązanie nie wchodziło w grę. Więc go puścili. Ale zabrali jego dokument tożsamości. A zatem są takie osoby, które wiedzą, kto to. Niektórzy go fotografowali.” Na pytanie dziennikarki BBC, co wtedy czuł, Hedżazi opowiada, że gdy Neda umarła i gdy stał nad jej ciałem, przebiegło mu przez myśl, że przecież kula mogła równie dobrze trafić jego samego. Wtedy zawstydził się, że on, lekarz, który nie zdołał uratować ludzkiego życia, w takiej chwili martwi się o siebie. W swojej praktyce lekarskiej dr Hedżazi wielokrotnie był świadkiem zgonów. Widział też zastrzelonych ludzi. Ale nie może zapomnieć tego niewinnego wyrazu oczu Nedy, gdy leżała na ziemi i zdawała się pytać: „Dlaczego?” Jak wspomina, jakiś kierowca zatrzymał samochód i zaoferował pomoc w przewiezieniu Nedy do szpitala. Ale ona już nie żyła. Sam lekarz był zdrętwiały i nie brał udziału w tych wydarzeniach. Nie przyłączył się też do ludzi, tłoczących się wokół basidża, ale widział go i wyraźnie słyszał, jak bojówkarz woła „Nie chciałem jej zabić!” Potem lekarz wrócił do biura, które mieści się niedaleko miejsca zdarzenia. Musiał umyć ręce, bo były całe zakrwawione. Robił to długo, jak w transie i sam nie wie, ile mu to zajęło czasu. Następnie udał się do domu swojego 70-letniego ojca. Rodzina zaraz poznała, że coś z Araszem nie tak, ale on nie chciał niepokoić bliskich, więc postanowił nic nie mówić o całym zdarzeniu. Jednak w pewnym momencie w zagranicznej telewizji satelitarnej, już nie pamięta, czy to było CNN, czy może Al-Dżazira, zobaczył scenę śmierci Nedy. Wtedy wyciągnął rękę i wskazując na człowieka, pochylonego nad Nedą, zawołał: „To ja!” Dziennikarka BBC nawiązuje do twierdzeń przeciwników demonstracji, jakoby Nedę mógł zabić ktoś z protestujących i pyta, co dr Hedżazi ma na ten temat do powiedzenia. Irańczykowi najpierw trudno ubrać myśli w słowa, tak niedorzeczne wydaje mu się to stwierdzenie. Mówi, że jako lekarz może zaświadczyć, iż kula raniła Nedę od przodu i została w jej ciele. Z tyłu nie było żadnej rany postrzałowej ani wylotowej. Następnie przywołuje obraz protestów, które odbywały się w Iranie po ogłoszenia wyniku wyborów. Te przemarsze i zgromadzenia były całkowicie pokojowe, ludzie nie mieli przy sobie broni palnej, nie mieli też żadnych noży, uściśla. Jedyną ich bronią był ich głos. „A po kilku dniach nawet tej broni nie mieli, bo protesty odbywały się w milczeniu”, dodaje. Jego zdaniem to po prostu niemożliwe, żeby do Nedy strzelał którykolwiek z protestujących. „To dla wszystkich oczywiste.” Przypomina też, że pochwycony basidż nie wołał „Nie zabiłem jej!”, tylko „Nie chciałem jej zabić!”, przyznając się tym samym do winy. Lekarz słyszał te zapewnienia na własne uszy. Aby przybliżyć widzom wydarzenia w Iranie, dr Hedżazi tłumaczy, że podczas tłumienia niedawnych demonstracji ani funkcjonariusze policji, ani strażnicy rewolucji nie mieli broni palnej. Używali gazów łzawiących i pałek. Co innego basidże. Oni mają broń, mówi, i z niej korzystają. „Niełatwo przyszło mi podjąć decyzję, żeby publicznie opowiedzieć o tym zdarzeniu,” przyznaje dr Hedżazi, „ale ona umarła dla sprawy. Walczyła o fundamentalne prawa (...). Nie chcę, żeby jej krew została przelana na darmo. Umarła na ulicy,” dodał, „by w ten sposób przekazać jakieś przesłanie.” Na pytanie, czy będzie mógł wrócić do Iranu, stwierdza po chwili namysły, że nie sądzi, aby to było możliwe teraz. Widać, że w jego głowie znów kłębią się myśli. „Trzeba być w tym systemie”, wybucha, „żeby wiedzieć, jak on działa. Oni będą negować moje słowa. Będą mnie oczerniać na wszelkie możliwe sposoby. Zaświadczam jednak, że kula padła od przodu.” Zważywszy na to, jak szybko Neda się wykrwawiła, kula musiała według niego trafić w aortę, a najprawdopodobniej także w płuco. Nie przeprowadzono jednak żadnej autopsji, ubolewa lekarz, i Neda została pochowana bardzo szybko. Władze nie pozwoliły nawet jej rodzinie odbyć ceremonii żałobnej. Doszły go słuchy, że gdy grupki zaczęły zbierać się spontanicznie w meczecie położonym niedaleko miejsca zajścia z zamiarem upamiętnienia Nedy, zostały rozpędzone. Co więcej, rozmówca dziennikarki BBC słyszał od kogoś z sąsiedztwa swojego biura, że gdy ludzie jęli składać kwiaty koło miejsca, w którym zginęła, przyjechała śmieciara i na te bukiety zrzuciła śmieci. Trzeba znać ten system... Dr Hedżazi zapewnia, że nie jest politykiem. Ale zawsze walczył o podstawowe prawa i może to udowodnić. Założył wydawnictwo, ma własne publikacje, niektórzy w Iranie znają go z jego książek. W imię tych praw postanowił opowiedzieć publicznie o śmierci Nedy. „Narażam się, ale robię to ze względu na ten niewinny wyraz jej oczu!” Wywiad z Araszem Hedżazim można obejrzeć na: http://news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/811971.stm
|
Maroko
Nad swoimi prawami - to sie dziewczyn...
Maroko
Niestety tak musi być jaka powie wybr...
Nowy numer "Blis...
link:http://www.amandadollar.com/ Th...
Cytat na Nowy Rok
link:http://www.amandadollar.com/ i'...
Irański Nowy Rok w K...
link:http://www.amandachina.com/ i'v...