|
Czy kiedykolwiek będąc w Izraelu, Jerozolimie, bądź na Zachodnim Brzegu, miałaś lub miałeś problemy z przedłużeniem swojego pobytu? Ja owszem i dlatego chciałabym podzielić się swoimi doświadczeniami z osobami które będą starać się o zdobycie wizy wolontariackiej w Izraelu.
Po długiej podróży, docieram wyczerpana na lotnisko imienia Ben Guriona. Ale to jeszcze nie koniec. Najtrudniejsza część dopiero przede mną. Pełna obaw podchodzę do okienka i podaję paszport. Tym razem miałam szczęście-zgodnie z obowiązującą od 2000 roku polsko-izraelską umową o ruchu bezwizowym, dostałam ważną przez trzy miesiące pieczątkę. Resztę będę załatwiać na miejscu-w Jerozolimie. Dwa dni po przylocie, udaję się do ministerstwa spraw wewnętrznych w celu przedłużenia pobytu. Wszystkie dokumenty przygotowane-ubezpieczenie, bilet powrotny, list od polskiej agencji narodowej, opis projektu… Po przeszukaniu torby, ochrona wpuszcza mnie do budynku. W recepcji informują mnie, że dział wiz znajduje się na drugim piętrze, w pokoju 204. W środku-obdrapane ściany i chaos. Przeciskam się przez tłum, potem korytarzem w prawo i jakby za szafą, jest-pokój 204. Na drzwiach informacja po angielsku-„Spotkania indywidualne w sprawie wiz tylko telefonicznie.” Poniżej umieszczono listę, na której widnieją nazwiska i telefony oczekujących. Jest tam jeszcze jeden numer-dzwonię. Po drugiej stronie zgłasza się sekretarka w języku hebrajskim… Wpisuję się, na listę. Ktoś na korytarzu informuje mnie, że w ciągu tygodnia powinni się ze mną skontaktować. Mimo, że od wizyty w ministerstwie mijają niemal dwa tygodnie, nikt nie dzwoni. Udaję się, więc tam ponownie. Wykrywacz metalu, przeszukanie torby, wchodzę. Kieruję się prosto pod pokój 204. Na drzwiach ta sama lista, ale z innymi nazwiskami. Podchodzę do przechodzącej obok pracownicy i pytam: Przepraszam… Mija mnie bez słowa. Podążam za nią. Zirytowana, mówi mi, bym przestała za nią chodzić i siedziała cicho. Próbuję z inną pracownicą. Bezskutecznie. Wracam pod pokój 204. Wykręcam zapisany na drzwiach numer telefonu, po drugiej stronie odzywa się po hebrajsku sekretarka. Trafiam na kolejnego pracownika. Przepraszam… Mężczyzna zatrzymał się. Tłumaczę mu sytuację i pytam, gdzie mogę uzyskać potrzebne informacje. Mówi, że nie wie, ale żebym spróbowała w pokoju 205. Pod pokojem 205 kolejka. Czekam cierpliwie. Po długim czasie, udaje mi się wejść do środka. „Po drugiej stronie” siedzi kobieta. Spoglądając w biurko, mówi do mnie po hebrajsku. Pytam się, czy mówi po angielsku. Odpowiada po hebrajsku, że tak. Siadam naprzeciwko niej i powoli tłumaczę, że umieściłam swoje nazwisko na liście prawie dwa tygodnie temu i że nadal nikt nie oddzwonił w sprawie spotkania. Nie odrywając oczu od biurka, wskazuje mi pokój obok. Wchodzę. Pracownica w środku także zwraca się do mnie po hebrajsku, a ja ponownie nieśmiało pytam, czy mówi po angielsku. Tak, tak-odpowiada po hebrajsku… Siadam przy biurku i jeszcze raz tłumaczę, w czym problem. Pracownica nakazuje podanie danych i bez słowa wpisuje mnie w tabelce: 8 marzec, godzina 10: 15, okienko numer 1. 8 marzec, Międzynarodowy Dzień Kobiet i wizyta w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Mimo, że wszystkie dokumenty mam przygotowane, czuję, że uzyskanie wizy wolontariackiej nie będzie łatwe. Pani pyta o cel pobytu. Tłumaczę, że przyjechałam na wolontariat w ramach jednego z programów Unii Europejskiej i że wszystkie koszty związane z moim pobytem pokryte są także z budżetu UE. Następnie, pokazuję dokumenty. Pani z ministerstwa, nie wykazuje, jednak wielkiego zainteresowania prawie żadnym z pism, prócz tego, na którym widnieje po arabsku nazwa organizacji goszczącej. Następnie pyta o miejsce zakwaterowania. Na słowa: „mieszkam w pokoju, znajdującym się w budynku mojej organizacji, na starym mieście”, wychodzi… Po kilku minutach wraca z informacją, że nie może mi pomóc i że z powodu miejsca zamieszkania (Wschodnia Jerozolima), muszę udać się do ministerstwa, także we Wschodniej części miasta. Na pytanie, gdzie jest Wschodnie Ministerstwo, odpowiada, że nie wie… Na moje oburzenie, radzi, bym poszła do bramy damasceńskiej, i zapytała „jakiś Palestyńczyków”. Do Wschodniego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, udaję się taksówką. Po dotarciu na miejsce, dołączam do, ciągnącej się pod wejściem do budynku, kolejki. Po dwóch godzinach, udaje mi się przejść przez wykrywacz metalu i wejść do środka. Tam, następna kolejka… Po długim czasie, podchodzę pod wskazane okienko. Na miejscu, pani powtarza pytania z Jerozolimy Zachodniej, po czym, słysząc nazwę „Stare Miasto”, uśmiecha się porozumiewawczo do koleżanki obok. Pyta się, dlaczego nie ubiegałam się o wizę w ambasadzie Izraela w Polsce. Odpowiadam, że ambasada nie wydaje wiz wolontariackich i że kazano mi się o nią ubiegać po przyjeździe. Pracownica oznajmia, że o moją wizę może ubiegać się tylko organizacja goszcząca. Ale tylko wtedy, gdy będę w Polsce. Bezsilnie usiłuję wytłumaczyć jej, że nie mogę wracać do Polski po wizę, gdyż projekt posiada określony budżet i że w ambasadzie powiedzieli, że wizę mam uzyskać na miejscu. Pracownica odpowiada krótko, że informacja, którą posiadam jest nieprawdziwa. Po powrocie z ministerstwa, dzwonię do ambasady Polski w Tel Avivie. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, pan Zbigniew R. oznajmiają, że informacja, którą udzielili mi w ministerstwie Wschodnim jest prawdziwa, i nie rozumie, dlaczego ambasada Izraela w Polsce, poinstruowała mnie inaczej. W międzyczasie, poinformowałam o wszystkim, moją koordynatorkę w Polsce. Zdziwiona reakcją ministerstwa i nie wydaniem wizy, kontaktuje się ponownie z ambasadą Izraela. W Warszawie, informują, że o wizy wolontariackie, można ubiegać się tylko w Izraelu i że: „oni w ministerstwie powinni to wiedzieć.” Na prośbę o wydanie pisemnego oświadczenia ambasady na temat wiz wolontariackich, pracownica odpowiada, że już „mówiła tysiąc razy, że o wizy wolontariackie można ubiegać się tylko na miejscu i że na pisemne oświadczenia nie ma czasu”…Ponownie kontaktuję się a ambasadą Polski w Tel Avivie. Niestety, i tym razem, pan Zbigniew R. twierdzi, że decyzja ministerstwa w Jerozolimie Wschodniej, o nieprzyjęciu wniosku o wizę była słuszna i że o wizę wolontariacką powinnam się była ubiegać w Polsce. Po długim dniu zmagań wizowych, postanawiam poszukać rozwiązania w internecie. Niestety, jedyne, co znajduję, to strzępki informacji, które usiłuję poskładać w jedną całość… Na stronie jednego z kibuców czytam: „przybyli wolontariusze, o wizę wolontariacką ubiegają się na miejscu.” Zdaję sobie, jednak sprawę, że to nie wystarczy. W Izraelu, każdy przypadek, rozpatrywany jest indywidualnie. A już na pewno, inne są kryteria wobec ludzi przyjeżdżających do kibuców, a inne dla ludzi, którzy mieli by współpracować z jakimikolwiek organizacjami, kategoryzowanym w Izraelu, jako: „palestyńskie”. Nie poddaję się i szukam dalej.W międzyczasie, moja koordynatorka, porusza wszelkie możliwe instytucje i delegacje europejskie, stacjonujące w Tel Avivie i Ramallah. Wszyscy, oferują pisma popierające moje starania o wizę i projekt w Jerozolimie. Natomiast, ja próbuję zasięgnąć informacji wśród innych międzynarodowych wolontariuszy. Niestety, niemal każdy z nich, zmaga się z podobnym problemem wizowym. A ci, którzy takiego problemu nie mają, posiadają albo „właściwe pochodzenie” albo znajomości. I tak, po zebranych wywiadach, egzekwo-„wycieczką” za najbliższą granicę lub-małżeństwem z autochtonem… Po wielu dniach, docieram, do młodego niemieckiego wolontariusza, którego tak organizacja goszcząca, jak i miejsce zamieszkania, również znajdują się we Jerozolimie Wschodniej. Informuje mnie, że przed wizytą w Zachodnim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, powinnam udać się do Ministerstwa Spraw Socjalnych, gdzie należy uzyskać list rekomendacyjny. Nazwisko pracownika, poleconego przez Tobiasza, okazuje się być „w śledztwie” przełomowe. Tobiasz, podkreśla też, że miejsce zamieszkania, nie ma nic wspólnego z tym, w którym ministerstwie mam aplikować o wizę i radzi bym kontynuowała starania w Jerozolimie Zachodniej. Udaję się, więc do ministerstwa spraw socjalnych. Na miejscu, życzliwie wita mnie polecony pracownik; po wysłuchaniu mojej historii, zgadza się pomóc. Następnie, przygotowuje list, zapraszający mnie na wolontariat, po czym informuje, że powinnam była skontaktować się z nim przed przyjazdem… Nie było to łatwe, ale uzyskałam pisemne poparcie z ministerstwa spraw socjalnych. To jeszcze jednak nie koniec historii. Czeka mnie kolejna wizyta w ministerstwie-mam nadzieję, że ostatnia… Datę spotkania, ministerstwo zachodnie, wytyczyło na 23 kwietnia, godzina 10: 00, biurko numer 3 (tydzień przed wygaśnięciem mojej pieczątki turystycznej). Pełna obaw, udaję się do ministerstwa. Po wywołaniu mojego imienia (nie nazwiska), podchodzę do biurka. Jeszcze raz tłumaczę, że przyjechałam na wolontariat, pokazując jednocześnie list z ministerstwa spraw socjalnych. Sięgam po kolejne dokumenty, ale pracownica nie wykazuje już nimi zainteresowania. Ku mojemu zaskoczeniu, wypełnienie do końca formularza wizowego, okazuje się zbędne. Pracownica, wyrywa dokumenty i dolepia na nich moje zdjęcie. „Jaką chcę Pani wizę-zwykłą, czy wielokrotnego wjazdu?”. Płace 80 szekli, a pani wkleja do paszportu wizę na kolejne 6 miesięcy. Uradowana, opuszczam ministerstwo spraw wewnętrznych w Jerozolimie Zachodniej i wracam do miejsca zamieszkania-w Jerozolimie Wschodniej…
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...