|
Po ośmiu miesiącach spędzonych w Egipcie wróciłam do Polski. Nie jest mi łatwo przyzwyczaić się do nowych (a w zasadzie starych) warunków, ale bardzo się staram.
Od kiedy wróciłam do Polski zachwycam się zielenią drzew i ciszą (mimo, że jestem w Warszawie, nie zaś w jakiejś puszczy). W porównaniu do Kairu, stolica Polski jest spokojna i czysta. Szczególnym szokiem jest dla mnie ruch uliczny. Dużo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do przechodzenia przez egipskie ulice - do tego, że nie ma świateł, że trzeba liczyć na dobry wzrok nadjeżdżającego kierowcy i nie wahając się ruszać przez jezdnię. Teraz w Polsce muszę powstrzymywać się od przechodzenia na czerwonym świetle (w Kairze światła były tylko dla ozdoby) i chodzenia między samochodami w korku (wszak w Egipcie to standard). Za czym tęsknię w Kairze? Za krajobrazem – za minaretami wznoszącymi się wysoko w chmurach, za wąskimi uliczkami pełnymi kramów z owocami i ubraniami oraz oczywiście pustynią. Piękna tego płaskiego bezkresu, skalnych form lub klasycznego morza piachu nie da oddać się na zdjęciach. Tak samo jak atmosfery gwarnych, wąskich uliczek i ciszy panującej w meczetach.
Mimo to cieszyłam się z powrotu do Polski. Bardzo polubiłam Egipt, ale nigdy nie czułam się tam jak u siebie. Welcome! słyszane za każdym razem gdy wychodziłam z domu przypominało mi, że jestem jedynie gościem. Chodząc po polskich ulicach cieszy mnie bycie niezauważalną. Nikt mnie nie pozdrawia, nie zaczepia, nie zwraca na mnie większej uwagi. Po powrocie z Kairu, gdzie nieustannie byłam atrakcją na ulicy, bycie niewidzialną w Polsce jest dla mnie bardzo miłą odmianą.
To jak na razie mój ostatni felieton na temat Egiptu. W tym co pisałam, starałam się pokazać jak wygląda życie w tym kraju, nie z punktu widzenia plaży w Hurghadzie ale metra w Kairze i straganu z rybami w Aleksandrii. Gdybym mieszkała tam przez następne dwadzieścia lat, nie byłabym w stanie powiedzieć, że naprawdę znam Egipt więc tym bardziej po, w sumie, krótkim pobycie nie roszczę sobie praw do twierdzenia, że poznałam go choć trochę. Mimo to, mam nadzieję, że moje impresje i przemyślenia na temat Egiptu były dla Was interesujące. Jestem pewna, że wrócę do krainy faraonów i mej ukochanej pustyni. Na razie pozostaje mi piaskownica...
|
Maroko
Anonimowy - Swoje dzieci też nazywasz...
Maroko
do Nadii - to jest moja ofiara "d...
Maroko
Nad swoimi prawami - to sie dziewczyn...
Maroko
Niestety tak musi być jaka powie wybr...
Nowy numer "Blis...
link:http://www.amandadollar.com/ Th...