Tunezja, znana przede wszystkim z rozległych turystycznych kurortów i piaszczystych plaż – jest krajem wielu tajemnic. Tajemnice te pozwalają się odkryć z reguły tym, którzy nie zadowalają się oglądaniem zabytków z okien wycieczkowego autobusu, nie odcinają grubą taflą szkła od ulicznego hałasu, zapachów, uśmiechów mijanych ludzi – jak niewidzialną granicą i nie zamykają w hotelowych enklawach. By ich doświadczyć niezbędna jest pasja poszukiwawcza, dążenie do poznania tego, co składa się na życie wewnętrzne odwiedzanych miejsc i decyduje o ich niepowtarzalności.
Tajemnicą może być usłyszane gdzieś nazwisko, fragment rozmowy, słowo w książce lub codziennej gazecie, coś, co objawia się w najmniej spodziewanym momencie i motywuje do dalszych poszukiwań. W tym przypadku wstępem do odkrycia jednej z tunezyjskich tajemnic stała się wizyta w pewnej kawiarni nieopodal mediny Tunisu, gdzie pewien człowiek w mocno podeszłym już wieku, snuł przy fajce wodnej opowieść dla skupionej wokół niego grupki słuchaczy. W ten sposób zobaczyłam pierwszego w życiu opowiadacza bajek, postać na tyle niezwykłą, by zechcieć bliżej przyjrzeć się jej historii. „Instytucja” opowiadacza mocno zakorzeniona w tradycji krajów Północnej Afryki, do dziś pozostaje integralną częścią tunezyjskiego folkloru i jedną z form twórczości ludowej. To właśnie w kawiarniach, centrach życia towarzyskiego, miejscach spotkań i odpoczynku po ciężkiej pracy – rezydowała ta barwna postać, znająca nie tylko baśnie, ale również miejscowe legendy, sąsiedzkie anegdoty czy sagi rodzinne. Określano je mianem kusas – historii. Dużą popularnością cieszyły się opowiastki z czasów Dżahiliji, mające pełnić rolę dydaktyczną i ukazywać kontrast między okresem „niewiedzy” a wartościami opartymi na mądrości Koranu. Z uwagi na etniczne zróżnicowanie Tunezji nie zabrakło również bajek greckich, żydowskich, tureckich, perskich a nawet indyjskich.
Zarówno sceneria przedstawianych wydarzeń, jak i uczestniczący w nich ludzie kojarzą się jednoznacznie z kulturą arabską, choć nie brakuje również nawiązań do kultur ościennych. Postawy bohaterów, sprawowane przez nich urzędy, odwiedzane miejsca – byłyby czymś kompletnie obcym przeciętnemu Europejczykowi, gdyby nie punkt odniesienia w postaci arcydzieła literatury światowej czyli „Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy”.
Ulubieńcem opowiadaczy bajek był niejaki Dżuha, przebiegły żartowniś bez najmniejszych skrupułów wykorzystujący ludzkie słabości i mający swój pierwowzór w osobie tureckiego imama Hodży Nasreddina. Autorka słowa wstępnego do jedynego jak dotąd polskiego wydania bajek tunezyjskich pt. „Przy kawie i nargilach” – Anna Miodońska-Susułowa, skłonna była widzieć w nim analogię do rodzimej literatury sowizdrzalskiej i przynależnych jej postaci. Z powodzeniem można zaryzykować stwierdzenie, że również w chwili obecnej nie ma chyba w Tunezji ani jednego bajarza, któremu obcy by był ten bohater i który nie znałby przynajmniej kilkunastu anegdot z jego udziałem.
Większość historii na temat Dżuhy, Bu Nuwasa, Hasana z Basry i im podobnych, przekazywana była z pokolenia na pokolenie w formie ustnej, rodząc liczne rozwinięcia i modyfikacje. Wiele opowieści zginęło bezpowrotnie wraz ze śmiercią ostatniej znającej je osoby lub odpłynęło w niepamięć z innych przyczyn. Nie bez znaczenia pozostawał tu analfabetyzm opowiadaczy, którzy, w przeciwieństwie do twórców literatury, byli ludźmi słabo wykształconymi, stroniącymi od elit intelektualnych czy życia akademickiego.
Idąc tropem twórczości tunezyjskich bajarzy znalazł się jednak ktoś, kto podjął się spisania i tym samym ocalenia ustnych przekazów. Tym kimś był niemiecki językoznawca z Uniwersytetu w Tybindzie, badający w I połowie XX wieku dialekty Tunisu - Hans Stumme, wychowanek arabisty – pasjonata Alberta Socina. Za sprawą jego naukowej działalności możemy poznać opowiadaczy bajek sprzed ponad 60 lat i skonfrontować ich ówczesny wizerunek z obecnym, jak również czytać o dziejach Dżuhy czy innych bohaterów w licznych przekładach.
W dzisiejszych czasach trudno zrozumieć nam, że w kawiarni, w miejskim gwarze i tłoku może siedzieć człowiek żyjący w kręgu baśni. Równie nieprawdopodobne wydaje się, że znajduje on słuchaczy i nie zostaje z miejsca uznany za kogoś niespełna rozumu, co zapewne miałoby miejsce w europejskiej rzeczywistości. Na tym właśnie polega specyfika tej jednej z tunezyjskich tajemnic, że to, co gdzie indziej zniszczyła cywilizacja oparło się próbie czasu ocalając jakże cenną wartość kulturową.
|
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...