Strona Główna arrow Blog Magdy Pinker arrow Ciężko jest nie być turystą...
Ciężko jest nie być turystą... Drukuj
Magdalena Pinker   
niedziela, 08/03/2009

Na południu (fot. M. Pinker) Niedawno wybrałam się na południe Egiptu. To wstyd być w tym kraju i nie obejrzeć niezwykłych zabytków Asuanu i Luksoru. Zachwyciły mnie świątynie, krajobrazy, pustynia, ale poczułam też na własnej skórze jak ciężko jest być już nie tylko hawagą – cudzoziemcem, ale też turystą.

 

Wycieczkę zaczęłam od Asuanu. Po całonocnej podróży pociągiem z Kairu dotarłam na południe. Nadal chwalę sobie ten środek lokomocji – wygodne, lotnicze fotele, umiarkowana cena (57LE w drugiej klasie, czyli ok. 40zł), dwanaście godzin i byłam na miejscu. Jako, że mieszkałam w hotelu w centrum miasta tuż przy suqu (bazarze), od razu stałam się ofiarą wszelkiego typu naganiaczy. Jest to specyficzny typ człowieka. Umie zachwalać swój sklep w kilkunastu językach, nie zawsze poprawnie gramatycznie, nie zawsze z dobrą wymową, ale zawsze wytrwale. Gdy tylko pojawi się jakikolwiek cudzoziemiec w zasięgu wzroku naganiacza, ten niczym myśliwy rzuca się  na niego z krzykiem You can see my shop! (trochę bez sensu), albo tekstem dopasowanym do narodowości ofiary, czyli dobra cena, come my friend lub wydaje dziwne dźwięki, które mają być japońskim. Nie zawsze rozpoznanie skąd ktoś pochodzi się udaje i do mnie na przykład wszyscy mówili po francusku.  Na południu (fot. M. Pinker)


Przejście około kilometra środkiem suqu jest próbą dla każdego człowieka, którego życiową pasją nie jest użeranie się ze sprzedawcami. Są różne sposoby na przetrwanie. Mój ulubiony to na głuchego. Należy udawać, że się nie słyszy i nie rozumie wszystkich zachęt do kupna chustek, papirusów i świecących w ciemności faraonów. Można także starać się odpowiadać nie, dziękuję lub jego arabski odpowiednik la, szukran, ale jest to zawsze jakaś odpowiedź i chcąc nie chcąc wchodzi się ze sprzedawcą w rozmowę, którą on za wszelką cenę będzie chciał kontynuować.


Kolejnym olbrzymim problemem, z którym muszą zetknąć się turyści i nie-do-końca-turyści tacy jak ja, jest targowanie. Niestety ku memu ogromnemu zdziwieniu w Asuanie dotyczyło ono również cen jedzenia, z czym nigdy nie spotkałam się w Kairze. W sklepach nie było np. cen napojów, a pytając się o nie słyszało się ceny z kosmosu. Próbując kupić wodę musiałam wykłócać się po arabsku, tłumacząc, że mieszkam w Egipcie, że znam ceny więc niech mi nie wmawia, że ta Cola kosztuje 10 funtów, skoro w Kairze płacę za nią 3,5. Niestety mimo mych starań nie udawało mi się kupić jej za normalną cenę i zmuszona byłam płacić 5LE. Było to dość upokarzające, bo jako cudzoziemka, więc automatycznie turystka, byłam traktowana inaczej i nic nie było w stanie tego zmienić.

 

Na południu (fot. M. Pinker) Najbardziej dotkliwie poczułam to w restauracji, do której udałam się ze znajomymi na obiad. Była to zwykła pizzeria, ze stolikami na ulicy. Nauczeni doświadczeniem życia w Egipcie, nie siadaliśmy zanim nie poznaliśmy cen. Koledzy wzięli w dłoń menu w języku angielskim, a ja dostrzegłam tablicę po arabsku z wypisanymi na niej daniami wraz z ich cenami i z uwagą zaczęłam je studiować. Po chwili koleżanka powiedziała, że jest tu dość drogo, 25 funtów za Margaritę, więc może lepiej poszukajmy czegoś innego. Zdziwiłam się, bo na mojej tablicy cena za tę pizzę wynosiła 15LE. Okazało się, że ceny angielskie są znacznie wyższe od tych w menu napisanym po arabsku. Zwróciłam na to uwagę kelnerowi i powiedziałam, że będziemy zamawiać po arabsku i tak chcemy być podliczani. Od tego czasu idąc do restauracji prosiliśmy o menu po arabsku, a ja tłumaczyłam je znajomym. Żal mi tylko podróżujących, wśród których nie ma osoby czytającej w tym języku, bo będą musieli przepłacać…


Po powrocie z południa doszłam do wniosku, że bycie turystą jest naprawdę męczące. Jeżeli jednak chce się obejrzeć świątynie w Abu Simbel, Karnak i pojeździć na wielbłądzie w Asuanie, to się turystą, chcąc nie chcąc, staje. Nie pozostaje więc nic innego jak tylko zaakceptować taki stan rzeczy i stać się turystą-stoikiem.

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
maestro Woland   |2009-03-08 12:13:50
ot cenna róznica między turystą, a włóczykijem

A w Asuanie z 3 km na
połduniowy zachód od tej aleji targowej jest prawdziwy bazar. Ale w
przewdonikach o nim sie nie dowiemy, bo przewdoniki są dla turystów.

pozdraw
iam
mikolajf  - chcialem tam pojechac...   |2009-03-08 17:27:18
i ogladnac te wspaniale zabytki, ale mnie wyleczylas. Juz nie chce....a do tego
te zamachy na turystow...sa inne ciekawsze i bezpieczniejsze kraje. Dziekuje za
obiektywny reportaz.
Piotr Chmielarz   |2009-03-08 18:58:06
Cóż jak widać pomimo różnicy położenia geograficznego Egipcjanie nie różnią się
w niczym od górali także obrabiają ceprów. Jedyna różnica w tym, że w Zakopane a
w Egipcie Rysów nie ma piramid oraz, że powoli Słowacy i Czesi ulepszają swoją
infrastrukturę tak, że niedługo ceprów będzie coraz mniej w Zakopane.
Piotr Chmielarz  - uzupełnienie   |2009-03-08 18:59:06
W zakopane nie ma piramid a w Egipcie rysów
Dominik Wach   |2009-03-08 19:16:30
Nie trzeba jechać do Egiptu, żeby spotkać się ze "specyficznym 4;
traktowaniem obcokrajowców. Jeszcze nie tak dawno u naszych sąsiadów z południa
bez obciachu wisiały 3 ceny za postój na parkingu, wstęp gdziekolwiek itd. (dla
swoich, dla Europy Wsch. i dla Euro Zach.). Tak to już jest i w sumie temu się
nie dziwię, uważam nawet że to dobry system, bo $1 dla Egipcjanina to nie to
samo co $1 dla Brytyjczyka czy Amerykanina.
Co zaś do menu po arabsku...
niestety nie władam tym językiem, ale po krótkiej rozmowie i wyjaśnieniu, że to
mój kolejny pobyt w tym kraju ceny od razu stawały się znośniejsze (przyznajmy
też szczerze, że 5LE, a czasami nawet mniej za litr Pepsi to i tak śmieszna
cena, choć zawyżona jak na tamte warunki).
W Kairze, a właściwie w Gizie
spotkała mnie też zadziwiająca (przynajmniej dla mnie) sytuacja w jednym ze
sklepów, gdzie raczej turyści nie trafiali. Otóż jeden ze sprzedających, mówiący
troszkę po angielsku pomagał mi jak mógł, mówił ile co kosztuje i co bardziej
się opłaca kupić itd. Jak na warunki egipskie było to dla mnie lekkim
szokiem.
Dziwi mnie opis pociągu, bo jechałem sypialnym, a czekając na stacji (2
godz...) widziałem inne i wyglądały raczej kiepsko, żeby nie powiedzieć
tragicznie.
Co zaś do bezpieczeństwa i zamachów... Egipt wg. mnie jest bardzo
bezpiecznym krajem i bez obaw można tam jechać. Wydaje mi się, że prędzej
dostaniemy przysłowiową "kosę pod żebro" spacerując wieczorem po Paryżu
niż po Kairze czy Asuanie.
Harnaś  - Takie klimaty Egiptu   |2009-03-09 07:16:12
Trzeba być świadomym, że tak tam jest.
Uliczką handlową należy iść najlepiej
środkiem z wzrokiem wbitym przed siebie i bez jakiejkolwiek reakcji na zaczepki.
Można próbować spoglądać na wystawione towary, ale bez zatrzymywania wzroku i z
obojętnością.
Pamiąt ki polecam kupować na lotnisku, można bez targowania kupić
za ceny, który ciężko wytargować w turystycznych centrach.
adam  - re:   |2009-03-10 01:14:55
maestro Woland napisał:


A w Asuanie z 3 km na połduniowy zachód od tej aleji targowej
jest prawdziwy bazar. Ale w przewdonikach o nim sie nie
dowiemy, bo przewdoniki są dla turystów.

pozdraw iam


Coś się chyba nie zgadza lokalizacja. W podanym
kierunku będzie pierwsza katarakta i wioska nubijska
na zachodnim brzegu. Napisz proszę gdzie dokładnie jest
ten bazar bo jestem mocno zainteresowany.
Poz drawiam!
mediola   |2009-03-12 13:28:42
Moim zd. arabowie zawsze są mili kiedy człowiek tak jak on chce (w tym
przypadku) kupuje często bezużyteczne rzeczy na sugu, jednak coś nie po jego
myśli bo klient marudzi, bo mu coś nie odpowiada, bo odchodzi - potrafią być
strasznie upierdliwi ;p czasami bywa to irytujące, a czasami aż traci się głowe
co zrobić żeby odejść i mieć spokój. Hmmm... taka ich mentalność?
Kamil  - re:   |2009-03-18 08:57:06
Dominik Wach napisał:
Nie trzeba jechać do Egiptu, żeby spotkać się
ze "specyficznym 4;
traktowaniem obcokrajowców. Jeszcze nie tak dawno u
naszych sąsiadów z południa bez obciachu wisiały 3 ceny za postój
na parkingu, wstęp gdziekolwiek itd. (dla swoich, dla Europy
Wsch. i dla Euro Zach.). Tak to już jest i w sumie temu się nie
dziwię, uważam nawet że to dobry system, bo $1 dla Egipcjanina
to nie to samo co $1 dla Brytyjczyka czy Amerykanina.


To fakt, że w moim kraju jeden dolar ma mniejszą
wartość nabywczą, niż w Egipcie. Mogę,
jako nie-Egipcjanin, zapłacić więcej, bo mnie stać,
...jeśli mnie stać. Jednak problem jest gdzie indziej. A na
jakiej podstawie egipski sprzedawca ocenia mnie
jako cudzoziemca, nie-Egipcjanina? Na tzw. pierwszy
rzut oka, na podstawie koloru skóry, a nie obywatelstwa,
które przecież mogę mieć egipskie, prawda? To się nazywa
rasizm. Ten aspekt obyczajów w Egipcie nie podoba mi się.
Kasia   |2009-03-18 17:48:36
Jest bardzo wielu Egipcjan ktorzy zarabiaja wiecej niz przecietnie w Polsce- np.
pracownicy miedzynarodowych hoteli czy pracownicy miedzynarodowych firm, ale oni
poniewaz sa Egipcjanami placa ceny egipskie...wiec dlaczego turysci dla ktorych
czasem jest to wycieczka zycia na ktora oszczedzali caly rok maja placic 10 razy
tyle?to jest rasizm
ordonija   |2009-03-20 19:37:55
Nie ma BARDZO Wielu Egipcjan, którzy zarabiają więcej niż przeciętnie w Polsce.
Przeciętnie w Egipcie jest ciężko, żony siedzą w domu z dziećmi i jest w domu
tylko jedna pensja/zarobek i to ciężko wywalczony - wiec trwa w pewnym sensie
walka o byt codzienny, a turyści są naturalnymi ofiarami tej walki. Znam dobrze
biedę arabską i każdemu, kto przepłacił tych parę złotych za colę powiem, że jak
go boli w serduchu, to niech to sobie zapisze jako dobry uczynek. A nagabywanie
turystów to żadna radocha dla Araba, tylko konieczność. Zżymacie się na bycie
turystą, ale jadacie w pizzeriach i tego typu turystycznych jadłodajniach, gdzie
ceny sa naturalnie wyższe. Chcecie taniej jadać w Egipcie, popatrzcie, gdzie
jadają Arabowie, tam jest taniej i nie ma dwóch cenników, ale trzeba wybrać
nieco inny standard. Dopiero dokonanie takiego wyboru i przystosowanie się
warunków miejscowych (także pod względem stroju i zachowania) zrobi z nas już
nie-turystę.
Anna   |2009-07-10 21:20:04
Kasiu,

zapomnij o "wycieczkach zycia", Arabowie sa rasistami i nic tego
nie zmieni, w egipcie czy gdziekolwiek indziej. Nie licz na to, ze potraktuja
cie jak czlowieka, cokolwiek robicz i kimkolwiek jestes, bo to ich w ogole nie
interesuje. Nie wiem,c zemu sami chca byc traktoani jak ludzie.
Anna   |2009-07-11 16:04:59
Ordonija,

oni i tak rozpoznaja, ze nie jestes miejscowa, chocbys nosila
czador... Bieda to jedno, a szacunek dla siebie samego i dla innych to druga
rzecz, tego arabowie nie maja w ogole. Troche bajki wciskasz dla ludzi, ktorzy
ich nie znaja. W ich wypadku naprawde jesli sa biedni, to z glupoty. A jesli nie
sa, to i tak zachowuja sie jak scierwo.

Pozdrawiam z Syrii, na szczescie
niedlugo wyjezdzam.

Anna
Sue  - Jestem w lekkim szoku   |2009-09-24 12:54:58
Przeczytałam Wasze wypowiedzi i jestem w szoku.
Targowanie się na suku w krajach
arabskich to rytuał, część Ich kultury.
Oczywiście ceny są wywindowane, ale po
negocjacjach szybują w dól, a ile przy tym śmiechu, zabawy, wypitej herbaty czy
kawy. Mówienie o Arabach,że są rasistami w aspekcie zawyżonych cen dla turystów
to nadinterpretacja. Jeśli komuś nie odpowiada taki sposób kupowanie, niech
zakupy robi w supermarketach lub na lotnisku. Serdecznie pozdrawiam Sue
Anna   |2009-09-24 16:31:17
Sue,

ja jestem w szoku po wszystkich moich wizytach w swiecie arabskm. Chodzi
mi o to glownie, jak sa traktowani ludzie z zewnatrz, zwlaszcza kobiety.
Zawyzone ceny dla turystow sa dla mnie mniej wazne, bo nie jezdzilam tam w
celach turystycznych i pamiatek nie kupowalam.

Assalamu alleykum mowia ci w
twarz na przywitanie, ale za plecami slyszysz: szarmuta, nawet, jesli nosisz
hijab (nosilam przez jakis czas, bo ludzilam sie, ze bede sie lepiej czula,
wychodzac z domu.)

W Palestynie myslalam sobie: biedni, uciskani Palestynczycy,
nie ich wina swiata poza murem nie znaja. Tyle, ze gdzie indziej jest dokladnie
to samo. Scierwo.

Pozdrawiam ,
Anna Wajda
Kamil Zachert   |2009-11-21 20:15:42
Na rzekomą nieprzychylność Egipcjan dla obcokrajowców jest jedna skuteczna rada:
być im życzliwym, nie uważać się za kogoś od nich lepszego, zwłaszcza gdy o
byciu "lepszym" ma świadczyć tylko grubszy portfel turysty. Empatia i
uśmiech potrafią zdziałać cuda, także na suku.
Pozdrowienia dla wszystkich
miłośników kraju nad Nilem!
Anka   |2009-11-22 11:41:33
Kamilu, nic z tych rzeczy nie pomaga, jesli chodzi o Arabow. Na usmiech moze ci
odpowiedza usmiechem (jesli jestes facetem, jako kobieta mozesz zostac
potraktowana inaczej. W Palestynie na poczatku usmiechalam sie do wsyzstkich, bo
myslalam, ze to normalni ludzie, ale szybko przestalam.), ale i tak wbija ci noz
w plecy...

Pozdrawiam ,
Anna Wajda
Agnieszka  - arabowie   |2009-12-27 05:40:02
mi się wydaje że generalnie to wszyscy ludzie są w jakimś stopniu rasistami i
nie ma znaczenia czy to jest Polak czy Arab czy Amerykanin. W stanach jest i był
bardzo duży rasizm, małżeństwa biało-czarne były nielegalne, a wiązało się to z
poziomem zamożności, bo czarny czy tam inny kolor był na ogół biedniejszy od
białego
olala   |2010-05-29 22:30:38
Do Anki W.Działasz na rzecz Palestyny i śmiesz nazywać ich mieszkańców
ścierwem?Zastanów się do kogo bardziej pasuje ten epitet....
madzia  - Jestescie manipulowani - nawet nie wiecie,   |2010-05-30 06:40:52
ze tak naprawde to 80% bylego Mandatu Palestyny lezy dzis w Jordanii. Tam jest
panstwo palestynskie. Nie na terytorium Samarii i Judei, bo to sa ziemie
rdzennie zydowskie. Tkzw. arabowie palestynscy uparcie nie chca o tym pamietac.
Marti   |2011-09-21 12:16:24
Czytam kolejne Pani artykuły,jeden za drugim, bo nie mogę uwierzyć, że mieszka
Pani w Egipcie, mówi Pani po arabsku i jednocześnie, chcą nie chcąc (wygląda na
to, że nie chcąc)będąc częścią tej wspaniałej egipskiej rodziny, pisze Pani z
taką ironią, niechęcią i złością.
Myślę, że w rzeczywistości targowanie się i
zaczepianie turystów w różnych językach bez poprawnej składni gramatycznej
składa się na urok Egiptu.
A zawyżone ceny egipskie wciąż nie oszukujmy się są
cenami niskimi dla przecietnego portfela turysty.
A   |2011-12-22 08:37:17
Marti nie chodzi o to, że zawyżone ceny są niskie jak na portfel turysty ale o
zwykłą uczciwość ludzką, o to, że jakiś arab zaraz przez tobą kupuje coś za 15 a
ty, tylko z racji koloru skóry za 25. I może cena jest niska ale jeśli zostajesz
w danym kraju przez dłuższy czas to jest to uciążliwe i bardzo męczące. Ja
jestem teraz w Indiach i spotykam się z tym na każdym kroku. Biały człowiek to
chodzący worek pieniędzy. Ceny są 2 razy wyższe niż normalnie. I nie uważam, że
ten precedens może być usprawiedliwiony.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO