|
Żyjąc w Kairze musiałam przyjąć do wiadomości i przyzwyczaić się do faktu, że oprócz piramid, świątyń i meczetów istnieje także inna atrakcja turystyczna – ja.
Do wielu rzeczy w Kairze się przyzwyczaiłam – do hałasu, do braku zasad na drogach, do śmieci i do wagonów dla kobiet w metrze. Jednak nie jestem się w stanie przyzwyczaić do tego, że nie jestem ani przez moment niewidoczna i wtapiająca się w tłum. Idąc ulicą ubrana, jak mi się przynajmniej wydaje, zupełnie przeciętnie – w bluzę i spodnie, i tak zwracam powszechną uwagę. W większości wypadków nie jest to nieprzyjemne. Czasami gdy widzę jak rodzice pokazują mnie palcem dzieciom, przypomina mi się scena z Misia Barei, kiedy to ojciec pokazuje dziecku aktora z wędliną i mówi Widzisz synku? Tak wygląda baleron. Ostatnio wybrałam się na zwiedzanie muzułmańskiego Kairu i wraz z koleżanką chodziłyśmy po Beyt as-Suhaymi – odrestaurowanym domu kupca. Kluczyłyśmy po pokojach prawie pustego budynku i rzadko trafialiśmy na jakichś innych turystów. W pewnym momencie siedziałyśmy sobie na werandzie domu, z którego roztaczał się przepiękny widok na patio. Nagle do pomieszczenia weszła arabska kobieta z dwójka dzieci i jak nas tylko zobaczyła zapytała Mumkin foto?, czyli czy można prosić o zdjęcie. Pomyślałam, że chodzi o to, żeby zrobić jej zdjęcia z dziećmi, bo jak wiadomo ciężko jest sfotografować siebie, o ile akurat nie posiada się dwumetrowej ręki. Powiedziałam więc oczywiście, na co kobieta pchnęła dzieci w naszym kierunku i zaczęła robić zdjęcia. Zrozumiałam, że dla niej dwie Europejki są znacznie bardziej atrakcyjne, niż osmańska architektura i piękny ogród.
Innym razem, siedząc w kawiarni w centrum miasta, w której jednak rzadko pojawiają się turyści, podszedł do mnie straszy kelner, który zawsze, a nie byłam tam pierwszy raz, podawał mi herbatę. Przyprowadził ze sobą innego kelnera, młodego mężczyznę, i zapytał czy jego kolega nie mógłby mi zrobić zdjęcia. Tym razem kategorycznie odmówiłam, bo nie chcę być pokazywana kolegom tego chłopaka, jako moja dziewczyna z Europy. Chłopak, widząc me mordercze spojrzenie, uciekł co prędzej, a znajomy kelner kajał się i dopytywał czy nie jestem obrażona.
Te historie to jednak nic, w porównaniu z relacją moich znajomych z wizyty w zoo w Gizie. Mówili, że tłum Egipcjan, dla których jest to miejsce spędzania weekendów z rodziną, próbował zamiast robić zdjęcia zwierzętom, sfotografować ich. Rodzice mówili do dzieci zamiast synku stań koło żyrafy, kochanie stań koło tych państwa to zrobię ci zdjęcie. Moi znajomi opowiadali, że uciekali stamtąd jak najszybciej gonieni przez grupę dzieciaków. Cieszyli się jedynie, że nikt ich nie próbował dokarmiać...
Obawiam się, że do bycia atrakcją należy przywyknąć. Może gdy wrócę do Polski i będę chodzić po ulicach wtapiając się w tłum i niezauważona przez nikogo, będzie mi tego brakować.
|
Maroko
Niestety tak musi być jaka powie wybr...
Nowy numer "Blis...
link:http://www.amandadollar.com/ Th...
Cytat na Nowy Rok
link:http://www.amandadollar.com/ i'...
Irański Nowy Rok w K...
link:http://www.amandachina.com/ i'v...
Nowy film: "Półk...
link:http://www.amandadollar.com/ Th...