|
Chociaż między Katarem a Indiami panują coraz lepsze stosunki, to i tak dla tego emiratu najważniejsze są stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, jedyną siłą zdolną zapewnić mu bezpieczeństwo.
W Doha wielokrotnie gościły indyjskie okręty wojenne oraz najwyżsi przedstawiciele. W 2007 roku w porcie zakotwiczyły trzy okręty – fregata INS Beas, tankowiec floty INS Jyoti oraz niszczyciel INS Delhi. Pod koniec 2008 roku podpisano umowę o bliskiej współpracy w zakresie bezpieczeństwa. Oba kraje coraz intensywniej współpracują, organizując wspólne ćwiczenia, szkolenia oraz wymieniają informacje. Zapowiedziano m.in. cykliczne ćwiczenia obu flot. Na drugim planie Bliskie stosunki z Indiami są dla Kataru nadal sprawą drugorzędną – najważniejsze pozostają związki ze Stanami Zjednoczonymi, jedyną siłą zdolną zapewnić emiratowi bezpieczeństwo. Jako małe państwo (często określane mianem mikropaństwa), Katar szuka strategicznego partnera, a właściwie protektora, który będzie gotów bronić go nie z dobrego serca, ale z obawy o własne interesy w regionie. Choć przedstawiciele dyplomatyczni Stanów Zjednoczonych w Katarze niechętnie mówią o zbrojnej pomocy w przypadku agresji na ten kraj, to już sama obecność amerykańskich żołnierzy działa odstraszająco na sąsiadów – Arabię Saudyjską i Iran. Amerykanie już w 1992 roku zawarli z Katarem umowę o współpracy w zakresie obronności. Był to krok dość zaskakujący, bo kilka lat wcześniej relacje dwustronne były chłodne. W 1988 roku na paradzie w Doha dostrzeżono wśród katarskiego sprzętu wojskowego amerykańskie ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze Stinger, których Katar nigdy nie kupił. Zagrożono także przerwaniem współpracy ekonomicznej i wojskowej. Istniały bowiem podejrzenia, że rakiety trafiły do Kataru z Iranu lub Afganistanu, gdzie CIA masowo zaopatrywała w broń mudżahedinów walczących z Sowietami. Poddany presji Katar w 1990 roku ostatecznie zniszczył nielegalnie zdobytą broń.
Dzięki poprawie relacji dwustronnych podczas I wojny irackiej, Amerykanie uzyskali dostęp do ważnych baz w tym kraju. Obecnie amerykański personel wojskowy korzysta z Al Udeid, mogącej pomieścić do 10,000 osób i 120 samolotów oraz z As Sayliyah, wykorzystywanej przede wszystkim jako magazyn wyposażenia, a w czasie irackiej wojny centrum dowodzenia Centralnego Dowództwa (CENTCOM – Central Command).
Milczący sojusz Obserwując politykę Kataru, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że władze w Doha starają się utrzymać stosunki z Amerykanami bez zbędnego rozgłosu. Paradoks polega na tym, że im bliżej kraje Zatoki Perskiej współpracują ze Stanami Zjednoczonymi w zwalczaniu zagrożeń zewnętrznych, tym bardziej stają się podatne na zagrożenia wewnętrzna – uważa znawczyni regionu prof. Lenore G. Martin z Emmanuel College. Niechęć części katarskiego społeczeństwa, w tym także wojskowych, do amerykańskiej obecności nie jest tajemnicą. W 2003 roku aresztowano grupę oficerów rzekomo planujących działania mające uniemożliwić Amerykanom przygotowania do wojny z Irakiem. Oficjalne spotkania przedstawicieli obu rządów nie są nagłaśniane, a telewizja zdaje się udawać, że w kraju nie ma sił amerykańskich. Gdy w 2002 roku odbyły się wielkie ćwiczenia dowodzenia, kontroli i komunikacji (Internal Look), katarskie media praktycznie milczały na ten temat. Podobnie nie nagłaśniano sprawy wpłynięcia do portu w Doha amerykańskiego okrętu podwodnego USS Underwood w maju 2007 roku. Natomiast wspomniana wizyta okrętów indyjskich była szeroko omawiana na pierwszych stronach katarskich gazet.
Można odnieść wrażenie, że Amerykanie nieco lekceważą kraj mniejszy od większości swoich stanów. Mimo zabiegów strony katarskiej przez długi czas nie udawało się uruchomić bezpośrednich połączeń lotniczych do Stanów Zjednoczonych. Amerykanom z kolei nie podobało się przedstawianie w niekorzystnym świetle ich działań w Iraku, które w telewizji katarskiej otwarcie nazywano wojną z Irakiem. Być może jest to również przyczyną, dla której w tym małym kraju nieczęsto goszczą najważniejsi członkowie waszyngtońskiej administracji. W Doha pojawiają się przedstawiciele Kongresu, Białego Domu, ważni wojskowi. Sekretarz obrony Robert Gates gościł tam w styczniu 2007 roku. Gdy jednak sekretarz stanu Condoleeza Rice była w sąsiedniej Arabii Saudyjskiej i Kuwejcie w lipcu 2007 roku, nie odwiedziła Kataru. Brak dyplomatycznych wizyt najwyższego szczebla dowodzi, że Amerykanie są zainteresowani utrzymywaniem dobrych kontaktów wojskowych, a nie politycznych.
Konieczność współpracy Nawet pomimo licznych problemów i niepewności związanych z amerykańską obecności w Katarze, można z dużą dozą pewności stwierdzić, że bliska współpraca militarna będzie utrzymywana, a uzależnienie Kataru od Stanów Zjednoczonych jeszcze się zwiększy i to pomimo polepszenia stosunków z Arabią Saudyjską. Katarski przyczółek jest dla Amerykanów zbyt cenny, podobnie jak amerykańska ochrona jest kluczowa dla Kataru. Nawet rozbieżności w ocenie różnych zagadnień (głównie metody rozwiązania problemu Iranu) nie są w stanie tego zmienić. Jeśli wierzyć pułkownikowi Brianowi R. Kerinsowi z ambasady Stanów Zjednoczonych w Doha, Katarczycy chcieliby jeszcze większej obecności Amerykanów w kraju oraz zwiększonych kontaktów z lokalną społecznością. W 2002 roku minister spraw zagranicznych Kataru, szejk Hamad ben Jassem al Thani przyznał otwarcie, że katarskie siły zbrojne nie są w stanie obronić kraju przed atakiem. Potrzebujemy Amerykanów, a oni potrzebują nas – stwierdził.
Amerykańska obecność w Katarze jest zgodna z zasadą poszerzania stref wpływu przez tak zwaną politykę wysuniętej obecności (forward presence). Działania Białego Domu zdają się to potwierdzać, bo w czerwcu 2007 roku Pentagon podpisał wartą 50 milionów dolarów umowę z firmą ITT Federal Services International Corp dotyczącą rozbudowy bazy As Sayliyah. Oznacza to w praktyce, że Amerykanie pozostaną w Katarze co najmniej do grudnia 2012 roku.
Pierwotna wersja tekstu pochodzi z: R. Czulda, Małżeństwo z rozsądku, Polska Zbrojna, nr 43 (561) 21 października 2007. Autor jest asystentem w Katedrze Historii Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Łódzkiego oraz dziennikarzem Redakcji Wojskowej i tygodnika Polska Zbrojna. W 2007 roku odbył staż dyplomatyczny w Ambasadzie RP w Katarze jako asystent szefa misji.
|
Znowu straszą... kob...
Mieszkam w Anglii i siłą rzeczy mam w...
Katar
Szukam - Szukam pracy(Katar ), przy ...
Aniołowie w islamie
Katar
O swoja wydajnosc sie nie martw-marze...
Odpowiedź na recenzj...