Książka pt. Kalifat a Anglia (Khilafat and England), autorstwa indyjskiego prawnika Syeda Mahmuda, stanowi omówienie stosunku Anglii do kalifatu (osmańskiego). Tym samym, co znamienne, do jej muzułmańskich poddanych w Indiach. Z pozycji geopolitycznej „teraźniejszości” w jakiej się znajdujemy, powiązanie tych dwóch spraw, może wydawać się zaskakujące. Niemniej jednak era poprzedzająca obalenie kalifatu i powstanie państw narodowych w świecie muzułmańskim, to perspektywa ponadnarodowego, w zachodnim rozumieniu tego pojęcia, fenomenu religijnej ummy muzułmańskiej. Przynajmniej tak to postrzegają elity muzułmańskie.
Rozprawa indyjskich wyznawców islamu, jest wyrazem tego, co nazywa się sentymentem muzułmańskim, którego najważniejszym aspektem jest przywiązanie do kalifatu. Autor, wykształcony muzułmanin, konsekwentnie od początku do końca określa temat rozprawy. Już Ilustracja początkowa, motto i dedykacja książki, wprowadzają czytelnika w istotę poruszanego problemu. Turcy ukazani są jako obrońcy domu islamu. Tureccy sułtanowie, zaś, to prawowierni kalifowie, którzy przejęli tę funkcję od Abbasydów. Syed Mahmud zamienia się w głos muzułmańskiej opinii publicznej. Ostrzega, że naturalnego porządku, struktury świata muzułmańskiego nie wolno zmieniać, by nie wywołać chaosu. Jego zdaniem, kwestia kalifatu, to „palący temat dnia dzisiejszego”. Zarzuca Anglii pogwałcenie wszelkich deklaracji i zobowiązań dotyczących kalifatu. Wymienia je, w tym także oficjalną deklarację przystąpienia rządu Indii (Anglii) do I wojny światowej: Muzułmanie Indii powinni zachować spokój. My (tj. Anglia) i nasi alianci zapewniamy ich, iż w tej wojnie nie zostanie uczynione nic, co by zraniło ich uczucia religijne i sentymenty (!). Nie naruszy się świętych miejsc islamu i odda się im należny im szacunek. Nie przeprowadzi się żadnych działań wymierzonych w święte stanowisko kalifatu. Walczymy jedynie z ministrami tureckimi, którzy znajdują się pod wpływem Niemiec, a nie kalifa islamu. Przedmowa do książki pióra Marmaduke Pickthalla została napisana w podobnym, ostrym tonie. Ten wybitny angielski muzułmanin, konwertyta, zauważa, że gdyby Anglicy znali prawdę o kwestii tureckiej, wówczas z pewnością podzielaliby nastroje indyjskie. Przejawiają, niestety, arogancję w stosunku do Wschodu. Pickthall odnosi się również do różnic dzielących chrześcijaństwo i islam, zachodniej definicji cywilizacji i tego, co nazywa systemem cywilizacji islamu. Jako badacz i muzułmanin odnotowuje fakt, że tam, gdzie jest kalifat, znajduje się centrum kultury muzułmańskiej, nadzieja na postęp ludzkości. Zaświadczają to historyczne modele państwa muzułmańskiego. Czasu trwania kalifatu osmańskiego i pozytywnej zmiany jaką symbolizował. Państwo to wkroczyło na drogę reform. Bodźcem do ich przeprowadzenia, zdaniem autora przedmowy, miała być krytyka europejska, którą potraktowano w Turcji bardzo poważnie. Potęgom europejskim zależało jednak przede wszystkim na utrzymywaniu tego państwa w stanie zacofania. „Chrześcijańskie rządy” tolerowały chorego człowieka, nie dopuszczając do jego uzdrowienia. Rewolucja 1908 roku, zdaniem Pickthalla, stanowiła właśnie taką próbę. Zdaje sobie sprawę z tego, że Europejczycy, w przeciwieństwie do muzułmanów, oddzielają religię od życia, aczkolwiek są w stanie zrozumieć percepcję tychże. To jest bowiem kwestia poczucia przyzwoitości. We wstępie do książki, Mazharul Haque, znany biharski polityk, skupia się natomiast na naturze historii i cywilizacji. Powołuje się na Antychrysta Nietzschego, w tej części, kiedy omawia zagadnienie niszczenia kultury muzułmańskiej. Pisze o Europie; jej religijnej nietolerancji średniowiecza i rasizmie XX wieku oraz żądzy złota, srebra, a także węgla i ropy. Sądzi, iż natura człowieka, która wykształciła się w toku niczym niepohamowanego rozwoju, ukierunkowanie na materializm, musi zostać poddane głębokiej refleksji i zmienione, ponieważ nieuchronnie prowadzi do zagłady. Takie przekonanie o postępowości swojej natury najlepiej ilustruje, „ostatnia” europejska wojna. W tym miejscu Haque nawiązuje do sytuacji w Anglii. Konflikt światowy wymagał od niej zajęcia określonego stanowiska. Tak wielkie imperium, dążące do samozachowania, zmuszone było do porzucenia postawy neutralnej. Musiało bronić Indii, swojego stanu posiadania, które czyniło z niej mocarstwo. Haque oskarża Anglię o prowadzenie realpolitik, atakowanie instytucji kalifatu, tworzenie z niego farsy, bez istotnego politycznego znaczenia. Twierdzi, że Afgańczycy, Egipcjanie, Turcy i Arabowie z tego właśnie powodu zaczęli postrzegać Anglię jako wroga i niszczyciela islamu. Ubolewa nad tym, że potęgi europejskie zwodziły muzułmanów zapewnieniami o powstaniu mitycznych niepodległych państw i wcielały ich do swoich armii. Wysyłały do walki przeciwko współwyznawcom. Tworzona na potrzeby wojny propaganda głosiła, iż miejsca islamu nie zostaną naruszone. Koniec wielkiej wojny i zniesienie ścisłej cenzury, odblokowanie przepływu informacji, sprawiło, że świat muzułmański „zapłonął”. To, czego się dowiadywał, wywoływało gniew. Jedynie działalność Mahatmy Gandhiego, którego Haque nazywa „wielkim synem Indii” i jego ruchu biernego oporu pozwoliła indyjskim muzułmanom zmienić furię w aktywność polityczną. Haque dochodzi do wniosku, że świat muzułmański stracił najwięcej w czasie I wojny światowej. Wszelkie próby wzmocnienia kalifatu potęgi kolonialne definiowały jako reinterpretację historii (!). Haque uważa to za jawne kłamstwo. Przywiązanie do kalifatu określono jako ideologię panislamską, wymysł sułtana Abdul Hamida. Tak tłumaczyli to pracownicy rządowi w Indiach oraz niektórzy politycy angielscy. Mazharul Haque na koniec odnosi się do książki Syeda Mahmuda. Tłumaczy, że powstała właśnie po to, by ukazać prawdziwy stosunek Anglii do kalifatu i stanowisko muzułmanów w tej materii.
Książka pt. Kalifat a Anglia, zdaniem jej autora, Syeda Mahmuda jest odpowiedzią na broszurę opublikowaną przez Biuro Propagandy rządu Indii, która dotyczyła kwestii kalifatu. Zakładała, że uznanie prawa do kalifatu sułtana Turcji przez indyjskich muzułmanów jest czymś nowym, intelektualnym wytworem ruchu panislamskiego, a więc ostatnich pięćdziesięciu lat. Nie ma zatem, uzasadnienia historycznego. Mahmud interpretuje ten dokument jako zmaganie się Anglii z problemem lojalności indyjskich muzułmanów, którzy emocjonalnie związani są z kalifem-sułtanem urzędującym daleko, bo w Stambule. Syed Mahmud omawia dzieje kalifatu, powołując się na źródła, m.in. na prace prawników muzułmańskich, orientalistów i historyków. Dzieli je na cztery okresy, zaczynając od państwa medyneńskiego. Nazywa islam religią o ciele politycznym. Pisze o skromnym życiu pierwszych kalifów, sukcesji kalifatu i prawach domu Osmanów do państwa muzułmańskiego. Wynikało ono z: nominacji dokonanej przez kalifa abbasydzkiego, uznania przez ahl al-aqd, tych, którzy wybierają kalifa oraz uczonych Al-Azhar i meczetu Ajjuba - odbyło się to zgodnie z prawem muzułmańskim, otoczenia opieką miejsc „świętych” islamu, istnienia suwerennego państwa, posiadania relikwii (płaszcz Proroka, miecz i flaga Aliego i inne), uznania zwierzchności przez ogół muzułmanów (idżaamal umma) [Syed Mahmud odnotowuje, że nigdy nie uznano zwierzchności karmatów i wahhabitów nad światem muzułmańskim; Szarif Mekki podporządkował się sułtanowi osmańskiemu], prawa miecza tj. bycia największą potęgą militarną świata muzułmańskiego Władcy osmańskiemu wolno było modyfikować legis non scripta islamu. Sułtanowie osmańscy byli urzędnikami państwowymi, wydawali dekrety prawne, administracyjne, które niekiedy stały w sprzeczności z wykładnią szkoły hanafickiej, niemniej jednak jej uczeni akceptowali je, bo taka była rola kalifa. Uwagi Mahmuda dotyczących politycznych funkcji władcy muzułmańskiego to wyraźna aluzja do statusu ostatnich kalifów osmańskich, których pozbawiono kontroli nad państwem i oczywiście o wpływie na świat muzułmański. Autor książki nie zapomina również o problemie Kurajszytów jako jednych upoważnionych do sprawowania roli kalifa. Taki argument wysuwali ci spośród angielskich dziennikarzy, historyków i polityków, którzy kwestionowali prerogatywy Osmanów. Mahmud odpiera ich ataki. Przytacza słowa Proroka i kalifa Umara, Ajszy, żony Proroka, historyka Ibn Chalduna oraz opinie prawników muzułmańskich. Podkreśla, że muzułmanie zobowiązani są być lojalnymi kalifowi, a nie – w domyśle – Imperium Brytyjskiemu. Każdy pomniejszy panujący w ogromnym świecie muzułmańskim, przynajmniej teoretycznie, uzyskuje władzę od kalifa. Dlatego też w celu legalizacji swojej pozycji, przeważnie uznawali jego autorytet. Bili monety z jego imieniem. Dozwalali na to, by wspominano go przed nimi w czasie modlitwy piątkowej. Mahmud wymienia konkretne przykłady takich panujących, głównie muzułmańskich królów Indii (np. Szams-ud-din Altamasza, który sprawował rządy z ramienia kalifa abbasydzkiego (!), Muhammada bin Tughlaka i Firuza Szacha), bo o Indiach jest mowa. Odnotowuje, że jedynie Akbar miał większe ambicje polityczne i sam usiłował przyjąć tytuł władcy wiernych, ale nie uznano go w świecie muzułmańskim. Inni władcy z dynastii Mogołów ignorowali sułtanów osmańskich, ale ich poddani uznawali ich za kalifów. Osmanie zjednali sobie muzułmanów. Oni ich podziwiali. Kalifat osmański został uznany przez władców Gudżaratu, muzułmanów Chin, Kolumbo, wysp Sumatry i Jawy oraz Półwyspu Malajskiego. Informacje o tym, jak zauważa Mahmud, znajdujemy w dziele wielkiego mudżtahida Indii z XII wieku hidżry Szach Waliullaha. Pisze on również o władcy Gudżaratu, który zagrożony przez wojska Humajuna, wysłał posłańca do Sulejmana Wielkiego z prośbą o protekcję. Sułtan spełnił ją, wysyłając osiemdziesiąt okrętów wojennych przeciwko Portugalczykom. Mahmud omawia starania sułtanów osmańskich w umacnianiu swoich wpływów na całym obszarze dominium islamu. Osmanie wysyłali emisariuszy z orzeczeniami prawnymi uczonych Mekki. Zabiegali o poparcie lokalnych muzułmańskich populacji. Mahmud opisuje w swojej książce misję jednego z nich, mianowicie Sidi Ali Reisa, dowódcy floty osmańskiej. Przytacza ustępy z jego relacji z podróży, mówiące o entuzjastycznym przyjęciu przez muzułmanów Indii i ich władców przedstawicieli kalifa. Zadaje pytanie: Jak to, zatem, możliwe że nie znano w Indiach kalifa ze Stambułu, jak twierdziła to propaganda angielska, kiedy indyjscy pielgrzymi mieli z nim „kontakt” odwiedzając Półwysep Arabski. Konkluduje, stwierdzeniem, że wspominana powyżej broszura Biura Propagandy rządu Indii to daremna próba zmiany uznanej przez indyjskich muzułmanów historii. W rozdziale zatytułowanym Anglia a Kalifat, Mahmud Syed zarzuca Imperium Brytyjskiemu, że podczas gdy „obecnie” podważa zwierzchność kalifa osmańskiego nad muzułmanami, jeszcze nie tak dawno czerpało z tej więzi wymierne korzyści. Przytacza tekst korespondencji sułtana Tipu z gubernatorem generałem Lordem Mornington, w której to określa sułtana Turcji jako uznanego zwierzchnika islamu (Mohammedan Church). Anglii zależało wówczas, by władca Tipu nie układał się z Francuzami, co też uczynił, bo taka była wola kalifa. Potem jednak wysłał do niego list, w którym informował, że musi wypowiedzieć dżihad Anglikom, ponieważ ci gromadzili siły i przygotowywali przeciwko niemu ofensywę. Syed pisze także o firmanie (rozporządzeniu) sułtana Abdul Madżida, według którego Anglicy byli „przyjaciółmi” kalifa (!). Wykorzystano go w Indiach w 1857 roku, by oddalić wizję muzułmańskiej rebelii. Indyjscy muzułmanie, jak tłumaczy autor książki, byli przekonani, że Imperium Brytyjskie stoi po stronie kalifatu. Świadczył o tym chociażby przebieg wojny krymskiej oraz innych wojen osmańsko-rosyjskich. Wydarzenia z 1897 roku – wojna grecko-osmańska i opowiedzenie się Anglii po stronie Grecji, zmieniły nastroje muzułmanów w Indiach (!). Wzbudziły wrogość do Anglików. Niedługo potem, w 1906 roku, kiedy pojawił się problem Akaby, muzułmanie Indii protestowali przeciwko niesprawiedliwości wymierzonej w kalifat przez Lorda Landsdowne’a. Syed poświęca nieco miejsca na omówienie rzeczywistych powodów, dla których Anglia opowiedziała się po stronie Turcji przeciwko Rosji. Rzeczą oczywistą jest, że integralność Turcji zabezpieczała przecież interesy Anglii. Następnie przechodzi do naszkicowania sytuacji poprzedzającej I wojnę światową. Porusza zagadnienie tzw. „kwestii wschodniej”, jaka nurtowała potęgi kolonialne oraz rozważa plany premiera Disraeliego, dotyczące stworzenia azjatyckiego imperium pod zwierzchnictwem monarchii angielskiej. Widać, że dobrze orientuje się w sytuacji na świecie. Lektura prasy angielskiej nie jest mu obca. Pisze o Kongresie Berlińskim i europejskich projektach podziału świata muzułmańskiego. Stopniowym rozbiorze posiadłości osmańskich, wojnie bałkańskiej i trypolitańskiej „intrydze cypryjskiej”. Nie zapomina również o angielskiej okupacji Egiptu i stłumieniu przez wojsko Jej Królewskiej Mości powstania Mahdystów w Sudanie i stworzeniu Republiki Azerbejdżanu. Oskarża Anglię o przekupienie Szarifa Husajna. Podburzenie go do walki przeciwko prawowitemu kalifowi. Jego zdaniem stosunek Anglii do kalifatu nie był tak przejrzysty, jak się to przyjmuje. To samo tyczy się Partii Młodoturków. To Anglia jest odpowiedzialna za to, że ulegli wpływom Niemiec. Potraktowała ich zbyt chłodno, co natychmiast wykorzystała niemiecka propaganda. Syed Mahmud uważa, że największym błędem Turcji, było przystąpienie do wojny. Powinna zachować neutralność, o co zresztą zabiegali muzułmanie Indii. Jeden z ich przywódców, Muhammad Ali, wysłał telegram do pewnego ministra Kalifa z prośbą o nie przystępowanie do walki, która toczy się pomiędzy „tytanami”. Gdyby Turcja dołączyła do którejś ze stron, wówczas Indyjscy muzułmanie znaleźliby się w trudnym położeniu. Niestety, tak tez się stało. Autor książki zauważa, że deklaracje mówiące o prowadzeniu krucjat niektórych angielskich polityków, wynikały z niskich pobudek; chrześcijańskiego uprzedzenia jakie żywili do islamu. Wypowiedzi o Turkach, nazywanie ich okrutnymi azjatyckimi barbarzyńcami niezdolnymi do kultywowania cywilizacji europejskiej, miały charakter wyłącznie polityczny. Syed powołuje się na serbskiego ministra, który publicznie to przyznał. Stawia pytanie: Jak to możliwe, że Turcy według propagandy wojennej prześladują chrześcijan, kiedy papież na spotkaniu z przedstawicielami delegacji kalifackiej z Indii, stwierdził, że jest wręcz przeciwnie. Turcy według niego są tolerancyjni względem swoich chrześcijańskich poddanych. Syed Mahmud sądzi, że przyznanie suwerreności według klucza religijnego, tj. chrześcijańskim narodom w Europie, przy jednoczesnym stworzeniu mandatów dla arabskich muzułmanów, to wielka niesprawiedliwość. Mówi o współczesnej cywilizacji „węgla i ropy”. Przywołuje postać premiera Anglii, który utożsamiał prawo do samostanowienia z zasobami ropy w Mosulu. Przeciwstawia mu Amanullaha, władcę Afganistanu oraz Nizama panującego w Hydrabadzie, którzy zapewniali o swoim oddaniu sprawie kalifatu. Przewiduje wybuch II wojny światowej, zbrojenie Niemiec, nieuchronny konflikt Japonii ze Stanami Zjednoczonymi. Wyraża troskę o los świata muzułmańskiego, islamu i Azji. Jest przekonany, że Turcja i Indie, w tym indyjscy muzułmanie, mogą okazać się cennym sojusznikiem Anglii. Ubolewa nad tym, iż rząd angielski tego nie dostrzega. Przytacza anegdotę, jakoby Napoleon skarżył się kiedyś, że nie jest w stanie inspirować swoich europejskich żołnierzy tylko wzniosłymi ideami. Dlatego wielokrotnie wyrażał pragnienie, by udać się na Wschód. Najechał na Egipt, tam włożył turban i ogłosił stworzenie nowego imperium. Anglia nie liczyła się z muzułmańskim Wschodem i nie postrzegała jego ogromnego potencjału, który tkwił we wspomnianym sentymencie i wyobraźni. Wolała go upodlić. Autor książki, indyjski muzułmanin, żywi nadzieję, że nie będzie rozdarty pomiędzy Anglią a kalifatem. Jest jednak realistą i wie, że Turcja znajduje się na straconej pozycji. Anglia nie dokona bowiem rewizji traktatu z Sevres. Materializm jest zbyt głęboko zakorzeniony w Europie. Twórcy cywilizacji „ropy i węgla” nie potrafią, niestety, docenić istoty duchowości Wschodu. Cóż jednak znaczy „niebezpieczeństwo panislamskie” w obliczu polityki „ropy i węgla”, które zagraża Azji – pyta retorycznie Syed. <!--[if !supportFootnotes]-->
<!--[endif]--> przedmowę do niej napisał Marmaduke Pickthall, a wstęp Mazharul Haque; wydał ją Mohemed Imtyaz, Sidaqat Ashram w Patnie, w 1921 roku; książka dostępna jest w zbiorach University of California Libraries (Internet Archive book scanning center at the Southern Regional Library Facility on campus at UCLA); zob. również Khwaja Kamal-ud-Din (imam meczetu Woking), India in the balance: British rule and the caliphate, Meczet Woking, Przegląd Muzułmański (Islamic Review), 1922 (również dostępna ww. zbiorach)
|
Znowu straszą... kob...
Mieszkam w Anglii i siłą rzeczy mam w...
Katar
Szukam - Szukam pracy(Katar ), przy ...
Aniołowie w islamie
Katar
O swoja wydajnosc sie nie martw-marze...
Odpowiedź na recenzj...