Strona Główna arrow Czytelnia arrow W Stanach Zjednoczonych konflikt w Gazie wygląda inaczej
W Stanach Zjednoczonych konflikt w Gazie wygląda inaczej Drukuj
Habib Battah, tłum. Piotr Chmielarz   
środa, 14/01/2009

Amerykańskie media głównego nurtu były tak ostrożne w równoważeniu obrazów cierpienia Gazańczyków z tymi Izraelczyków, że zaczęto je oskarżać o to, że w swoich artykułach nie przedstawiają nierównej liczby zabitych. Obrazy dwóch kobiety na głównej stronie wydania Washington Post z ubiegłego tygodnia są dobrym przykładem ukazującym, w jaki sposób amerykańskie media głównego nurtu przekazują informacje o wojnie Izraela w Gazie.

 

Po lewej stronie pokazano palestyńską matkę, która utraciła pięcioro dzieci. Po prawej był prawie równej wielkości obraz izraelskiej kobiety zestresowanej przez walki według informacji pod zdjęcie. Na zdjęciu za palestyńską kobietą trzymającą martwe ciało jednego z swoich dzieci stoi jej kolejne dziecko z czarną twarzą pokrytą bliznami, które płacze. Na zdjęciu przedstawiającym izraelską kobietę, która także płacze nie widać, żeby odniosła ona jakiekolwiek rany.

 

Frustracja Arabów

Żeby zrozumieć frustrację tak często odczuwaną w świecie arabskim w związku z przekazem przez amerykańskie media wydarzeń z świata arabskiego każdy powinien wyobrazić sobie tę samą stronę, ale z odwrotną sytuacją. Gdyby to izraelska kobieta straciła pięć córek w czasie palestyńskiego ataku czy Washington Post opublikowałby takiego samego rozmiaru fotografię palestyńskiej kobiety, która nie została nawet ranna a tylko była wystraszona wskutek izraelskiego ostrzału.

 

Kiedy opublikowaną te fotografie tych dwóch kobiet 30 grudnia ponad 350 Palestyńczyków zostało zabitych w porównaniu z zaledwie 4 Izraelczykami. Czy gazeta opublikowałaby te fotografie w równym rozmiarze i zamieściłaby artykuły im poświęcone, gdyby to 350 Izraelczyków zostało zabitych a tylko czterech Palestyńczyków?

 

Jak wiele innych głównych sieci informacyjnych w USA Washington Post zdecydował się przedstawić przebieg konfliktu z perspektywy, który odzwierciedla stosunki amerykańskiego rządu z Izraelem. To oznacza priorytet na przekazywanie izraelskiej wersji wydarzeń a równocześnie pomniejszanie opinii palestyńskich organizacji.

 

Weźmy na przykład główny artykuł gazety z wtorku, który został opublikowany powyżej fotografii matek, zanim zacytowano pojedyncze źródło palestyńskie zacytowano dziewięć razy izraelskie źródła wojskowe i cywilne. Pierwsze siedem akapitów wyjaśnia wojskową strategię Izraela. W dziewiątym opisano obawy wśród Izraelczyków spędzających wieczory w schronach bombowych. Zwykli Palestyńczycy, którzy ogólnie nie mają dostępu do schronów pojawiają się dopiero w 23 akapicie

 

Dla zrównoważenia tego głównego artykułu Washington Post opublikował inny artykuł poniżej na połowie głównej strony o palestyńskiej matce i jej dzieciach. Ale czy gazeta kiedykolwiek rozważyłaby zrównoważenie w ten sposób artykułu o zmasowanym ataku na Izraelczyków, w którym opisałaby szczegółowo strategię palestyńskich bojowników?

 

Pozbawione kontekstu

Główne amerykańskie telewizje także zaadoptowały strategię przyznawania równego czasu, pomimo że w rzeczywistości ofiary palestyńskie przewyższają izraelskie stosunkiem 1:100. Jednakże takie porównanie rzadko wychodzi na jaw, ponieważ w zapiskach odczytywanych przez amerykańskich korespondentów często nie podaje się całości liczby zabitych Palestyńczyków. Ale poprzez pozbawienie tego kontekstu amerykańscy widzowie mogą łatwo założyć, że to nie jest przypadek nieproporcjonalnego użycia siły, ale że obie strony ponoszą równe straty jak w czasie meczu piłki nożnej.

 

Weźmy na przykład pierwsze linijki informacji przekazywanej przez korespondenta NBC Martina Fletchera z 30 grudnia. „W Gazie dwie zabite małe dziewczynki zostały wydobyte z gruzów z domu trafionego przez izraelską rakietę- podczas, gdy w Izraelu kobieta która jechała do domu została zabita przez rakietę Hamasu. Dzisiaj czwartego dnia bitwy ostrzał nie zmniejszył się po żadnej z stron”

 

To co pominięto w informacji to całkowita liczba zabitych Palestyńczyków to się ciągle powtarzało w następnych raportach przekazywanych w ciągu kolejnych kilkunastu dni przez korespondentów NBC. Kiedy liczby ofiar pojawiają się się- czasami w formie wykresu graficznego u dołu ekranu- zawsze jest on opisany jako liczba „zabitych ludzi” zamiast dokładnie liczba zabitych Palestyńczyków. Nic dziwnego że ogromnie asymetryczne bombardowanie Gazy zostało przedstawione niejasno jako „rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie” przez prowadzących wiadomości.

 

Wraz z brakiem tego kontekstu siła dynamiki wydarzeń staje się niejasna. Na przykład wiadomości ABC regularnie przedstawiają wydarzenia w Gazie jako „Ataki na Bliskim Wschodzie” a podobnie jak NBC reporterzy również nie podają całości ofiar Palestyńczyków.

 

31 grudnia kiedy liczba Palestyńczyków sięgnęła prawie 400, korespondent Simon Mc Gregor-Wood rozpoczął swoją relację opisując uszkodzenia izraelskiej szkoły wskutek ostrzału rakietami Hamasu.

 

Relację tych dziennikarzy można w skrócie przekazać w następujący sposób: Izrael chciał stałego rozejmu, Izrael chciał uniemożliwić odnowienie arsenału Hamasu, Izrael uderzał w cele Hamasu, Izrael wysyłał pomoc i pozwalał na wyjazd rannych, Izrael zrobi „wszystko, żeby uniknąć humanitarnego kryzysu” I pod tym wszystkim Mc Gregor-Wood może się podpisać.

 

Brak perspektywy palestyńskiej

W relacjach korespondentów nie przedstawiono wydarzeń z palestyńskiej perspektywy ani nie wspomniano o szkodach jakie ponieśli Palestyńczycy, chociaż agencje wiadomości przekazały informacje, że pięciu Palestyńczyków zginęło. Wydaje się, że dla korespondenta ABC śmierć Palestyńczyków jest mniej wartościową informacją niż uszkodzenia izraelskich budynków. Jego narracja wydarzenie szczerze mówiąc nie jest niczym innym niż papugowaniem oficjalnego stanowiska izraelskiego.

 

Faktycznie opinia izraelskiego rządu nie jest kwestionowana w głównych amerykańskich sieciach informacyjnych. Wywiadom z izraelskimi rzecznikami i ambasadorami nie są przeciwstawiane głosy palestyńskich przywódców. Znani amerykańscy prezenterzy wiadomości często przyjmują izraelski punkt widzenia. W czasie dyskusji w programach publicystycznych zamiast udziału w debacie na temat wydarzeń eksperci często wzmacniają poglądy innych. Taki epizod miał miejsce w czasie nadawania 30 grudnia programu MSNBC „Morning Joe” w czasie którego gospodarz Joe Scarborough ciągle twierdził, że Izrael nie powinien być osądzany. Izrael broni się podobnie jak USA robiło to w swojej historii. „Jak wielu ludzi zabiliśmy w Niemczech?” Zadawał pytanie Scarborough

 

Cała odpowiedzialność spoczywa na Palestyńczykach, on podsumował, łącząc ataki na Gazę z negocjacjami Camp David z 2000 roku. „Oni dali Palestyńczykom wszystko, co oni prosili, i oni odeszli od stołu rokowań” on ciągle powtarzał. Chociaż ten pogląd został zakwestionowany raz przez Zbigniewa Brzezińskiego byłego członka amerykańskiego rządu, który na krótko pokazał się w programie, następni goście nieustannie zgadzali się z charakterystyką Palestyńczyków Scarborougha jako niedorozwiniętych umysłowo jeżeli nie skłonnych z natury do popełniania zbrodni.

 

Według zaproszonego gościa Dana Bartletta byłego doradcy Białego Domu palestyńskie kierownictwo „wyraźnie” dało do zrozumienia, że oni nie są zainteresowani rozmowami pokojowymi. Kolejny z zaproszonych gości prowadzący wiadomości w NBC David Gregory rozpoczął swoją wypowiedź zauważając, że według Billa Clintona byłego amerykańskiego prezydenta Jaserowi Arafatowi zmarłemu palestyńskiemu prezydentowi „nie można ufać”. Gregory wtedy dodał, że Hamas „podciął proces pokojowy” i w rzeczywistości chciał ataków. „To jest rzeczywistość jakiej chciał Hamas, oni nie chcieli rozejmu” on oświadczył.

 

Felietonistka Margaret Carlson także wzięła udział w programie, zgadzając się z prowadzącym, że Hamas powinien zostać „zniszczony” ale wyraziła obawy o koszt tego rodzaju działań. Tematem tej debaty nie była kwestia czy działania Izraela były usprawiedliwione ale raczej co Izrael powinien następnie zrobić. Nie poświęcono uwagi tragedii Palestyńczyków.

 

Perspektywa ofiary

Arabska widownia widzi odmienny obraz. Zamiast dręczącego Izraelczyków dylematów, arabskie sieci informacyjne uchwyciły naloty w ich mrożących szczegółach z perspektywy ofiary. Ten podział w przekazywaniu informacji jest szokujący.

 

Dla amerykańskich sieci bombardowanie Gazy w większości ograniczyło się do dwuminutowego przekazu video i pięciu minut omówienia w programach publicystycznych. To zwykle oznacza kilka skrawków nieładu z taśmy video: odległe eksplozje i rzut oka na ofiary, ledwo wystarczający czas na zapamiętanie ofiar nie mówiąc o osobowości. Z ofiarami rzadko przeprowadzane są wywiady.

 

Amerykańscy nadawcy przekonują, że dostępność czasu i miejsca są głównymi czynnikami, które powstrzymują przed większymi relacjami. Na MSNBC na przykład Gaza rywalizowała o czas antenowy w ubiegłym tygodniu tak ważnym informacjami z gospodarki jak wzrost sprzedaży alkoholu, lub wiadomościami o gwiazdach, oraz tak ważną informacją jak spekulacje, czy zostanie opublikowane zdjęcie nowego wnuka Sary Palin.

 

Większość amerykańskich sieci przekazuje informacje wyłącznie z Izraela. Jednakże w arabskiej telewizji Gaza jest jedyną historią. Przez wiele godzin żywe obrazy z ulic Gazy przekazywano do arabskich domów. W przeciwieństwie do korespondentów z ABC i NBC którzy nadają wyłącznie z izraelskich miast, członkowie ekip telewizji arabskich są w Gazie, co więcej wielu z nich to rodowici Gazańczycy. Obrazy, które oni uchwycili są często nadawane bez edycji i przez ostatni tydzień stworzono cykl zbierania poruszających wiadomości.

 

Cykl rozpoczyna się z zamontowaną na dachu kamerę chwytująca ataki lotnicze na żywo. Po chwili ciszy słychać piorunujące odgłosy wybuchów i smugi dymu wznoszące się nad horyzont. Później popłoch na ulicach. Spanikowani cywile szukają ochrony podczas, gdy karetki pogotowia jadą poprzez wąskie ulice. Pracownicy pogotowia pośpiesznie przekopują się przez gruzy często wydobywając poszarpane zwłoki. Ojcowie z łzami i wściekłością trzymają swoje martwe dzieci przed kamerami przysięgając zemstę. Ranni są noszeni na noszach przesiąkniętych krwią.

 

Później lokalni dziennikarze odwiedzają szpital i bardziej ponure obrazy, więcej martwych dzieci są nadawane. Doktorzy trzymają mała ciała i niosą je do przeciążonych kostnic. Ocaleli mówią o swoich przeżyciach dziennikarzom. Ich oszalałe głosy słychać w regionie podobnie jak stale widać ubóstwo i zniszczenia.

 

Palestyńskie głosy

W przeciwieństwie do amerykańskich sieci, które często ograniczają się do jednego, lub dwóch korespondentów w Izraelu, główne arabskie kanały telewizyjne utrzymują korespondentów i biura w całym regionie. Kiedy gniewne protesty miały miejsce prawie codziennie, reporterzy byli na miejscu, żeby przekazać o nich informacje na żywo.

 

Nawet w Izraelu arabscy reporterzy są zatrudniani a izraelscy politycy są proszeni regularnie o udzielenie wywiadu podobnie jak członkowie Hamasu i innych palestyńskich frakcji.

 

Uwzględnienie palestyńskich głosów nie jest czymś unikalnym dla arabskich mediów. W wielu innych międzynarodowych stacjach nadawczych wśród nich BBC World i CNN International można usłyszeć regularnie wypowiedzi palestyńskich przywódców i Gazańczyków. Liczba zabitych Palestyńczyków jest regularnie przekazywania każdego dnia przez większość nadawców i większość ich korespondentów, którzy są na miejscu. Informacje są także dostarczane z stolic państw arabskich.

 

Do pewnego stopnia relatywnie małą część amerykańskiej sieci nadawczej można przypisać do ogólnego trendu redukowania personelu zajmującego się informowaniem o wydarzeniach z zagranicy. Ale czy gdyby taka krwawa łaźnia miała miejsce w Izraelu czy te sieci nie wysłałyby posiłków?

 

W chwili obecnej izraelski punkt widzenia wydaje się w dalszym ciągu dominować w przekazie wydarzeń z Gazy. Ostatnia narracja przyszła z Białego Domu, który wezwał do „trwałego” rozejmu uniemożliwiającego wystrzeliwanie terrorystom z Hamasu więcej rakiet.

 

Naturalnie ta wypowiedź była powtarzana przez amerykańskich nadawców przez cały dzień a później wzmocniona przez ekspertów obawiającego się niebezpiecznego Hamasu. Arabskie kanały, jednakże widzą to inaczej. Wiele z nich zaczęło określać Hamas kiedyś kontrowersyjną organizację, po prostu jako „palestyński ruch oporu”

 

Podczas, gdy amerykańscy analitycy nie są w stanie wyzwolić się z izraelskiej strategii. Arabscy nadawcy wyciągają własne wnioski i spostrzeżenia, mówią o rozszerzonym zasięgu rakiet Hamasu i przewidują raczej wzmocnienie opozycji w stosunku do Izraela niż jej osłabienie.

 

Habib Battah jest wolnym strzelcem i analitykiem mediów mieszkającym w Bejrucie i Nowym Jorku.

 

Strona al-Manar za al-Dżazirą

Autor Habib Battah

Tytuł In the US, Gaza is A Different War

Data 5 stycznia 2009

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
przemek   |2009-01-15 14:49:23
Dwa lata temu miałem okazję obserwować konflikt w Libanie z perspektywy
amerykańskich mediów. Wyglądało to dość podobnie do obecnej wojny. Największy
szok przeżyłem, gdy po informacjach o ruchach izraelskich wojsk pojawiły się
sceny chaosu, uciekający cywile itd. Pomoc dla Libanu? Nic z tych rzeczy, na
koniec reklamy pojawił się napis: pomóż Izraelowi, wyślij pieniądze na konto...
Anonimowy   |2009-01-16 20:26:25
Bardzo dobry artykuł
ella   |2009-01-19 03:55:27
Hmm, moze dlatego w Stanach nie wyrzuca sie dzieci zydowskie ze szkol pod
pretekstem ze nie mozna im zapewnic bezpieczenstwa. Zreszta moze to nie jest
pretekst, moze faktycznie nie mozna im zapewnic bezpieczenstwa w szkolach
niektorych panstw europejskich - tylko dlaczego tak sie dzieje?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
 
 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO