Nie ma większej hipokryzji niż sposób, w jaki arabskie państwa takie jak Egipt i Arabia Saudyjska oraz wspierane przez USA władze Autonomii Palestyńskiej zajmują się trwającym koszmarem Strefy Gazy. Po bliskim przyjrzeniu się ostatnich oświadczeń egipskich i saudyjskich urzędników można stwierdzić, że przywódcy tych krajów skutecznie zaadoptowali izraelskie stanowisko w stosunku go Gazy.
Na przykład, egipski minister spraw zagranicznych, Ahmed Abu Gheit ostatnio obwinił Hamas za załamanie mediowanego przez Egipcjan porozumienia rozejmowego w Gazie, pomijając oczywisty fakt, że to Izrael nie Hamas naruszył rozejm, gdy izraelskie siły dokonały wypadu do Gazy w połowie listopada zabijając palestyńskich bojowników ruchu oporu. Abu Gheit także pomija fakt, że w czasie całego rozejmu (19 czerwca-19 grudnia 2008) Izrael utrzymał a nawet zwiększył okrutną blokadę Strefy Gazy, pchając zdesperowanych Gazańczyków na skraj fizycznej zagłady. Egipt również nie zapominajmy o tym świadomie, lub nie świadomie wspomagał Izrael poprzez upewnienie, że przejście graniczne w Rafah pozostanie prawie całkowicie hermetycznie zamknięte, wskutek czego 1,5 Gazańczyków będzie cierpiało i umierało śmiercią zadaną przez izraelskich nazistów i kochających ich i solidaryzujących się z nimi arabskich braci. Nie jestem w stanie rzeczywiście zrozumieć, dlaczego Egipt, największe i najpotężniejsze arabskie państwo zachowuje się w ten sposób. Urzędnicy egipscy przedstawiają mnóstwo kłopotliwych i niekonsekwentnych argumentów, żeby usprawiedliwić skandaliczne stanowisko ich rządu. Oni twierdzą, że ciągłe zamknięcie przejścia w Rafah służy palestyńskim interesom narodowym, gdyż otwarcie go uwolniłoby Izrael z jego odpowiedzialności jako okupanta. To jest złowieszczy argument, ponieważ cała żywność i produkty do konsumpcji, jakie Gazańczycy kupują dla przetrwania pochodzą z Egiptu. Od czasu do czasu, egipscy urzędnicy bronią swego okrutnego traktowania Gazańczyków chcących przedostać się do lub z Gazy w celu uzyskania medycznego leczenia przywołując „międzynarodowe porozumienie” dotyczące zarządzania działaniem przejścia granicznego. Według tego niesławnego porozumienia przejście graniczne w Rafah mogło działać tylko za zgodą izraelską. Cóż tego skandalicznego porozumienia nie należy utrzymywać po pierwsze, dlatego, że daje Izraelowi prawo do oblężenia i duszenia i zagłodzenia mieszkańców Gazy na śmierć podobnie jak to robili Naziści z gettem warszawskim. Nie wiem, dlaczego egipskie władze tak wielką wagę przywiązują do honorowania tak otwarcie haniebnego porozumienia niż do przetrwania 1,5 miliona Palestyńczyków, którzy są poddawani powolnemu genocidowi, ponieważ oni ośmielili się wybrać rząd, który nie spodobał się administracji Busha i Izraelowi. Czy te porozumienia faktycznie oddające mieszkańców Gazy na łaskę izraelskich katów, okrucieństwa i żądzy krwi warte są utrzymania? To jest pytanie, na które przywódcy Egiptu powinni odpowiedzieć sobie z całą wiarą i uczciwością. W ubiegłym roku, Abul Gheit oznajmił, że Egipt nie otwiera przejścia w Rafah na żądanie przewodniczącego Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa. Cóż, ale egipski rząd powinien zdawać sobie lepiej sprawę, do czego zmierza słuchanie poleceń „przywódcy”, który jest gotowy zrobić wszystko, żeby ułagodzić okupantów swojego własnego kraju i wrogów jego narodu kosztem swego cierpiącego narodu i jego sprawiedliwej sprawy. Ponadto Izrael mówi światu, że skończył swoją okupację Strefy Gazy ponad trzy lata temu. Więc w takim razie, dlaczego Egipt jest tak niechętny boi się powiedzieć syjonistycznemu reżimowi i jego amerykańskiemu aniołowi stróżowi, że Izrael nie może mieć dwóch rzeczy na raz, utrzymywanie Gazy pod ścisłą kontrolą izraelską i w tym samym czasie twierdzić, że zakończył okupację tej nadbrzeżnej enklawy? Inaczej Egipt będzie odpowiedzialny pod pretekstem utrzymania przy życiu martwego procesu pokojowego za realizację izraelskich zamiarów unicestwienia ludu Gazy. O wiele bardziej niepokojące jest milczenie egipskich polityków łącznie z Abul Gheitem, w czasie wypowiadania uwag nie do pogodzenia przez odwiedzającą Egipt izraelską minister spraw zagranicznych Cipi Livni w czwartek 25 grudnia. Rasistka Livni, która na początku tego miesiąca wezwała do wypędzenia izraelskich nie żydowskich obywateli na obszar perspektywicznego państwa palestyńskiego na Zachodnim Brzegu, wygłosiła serię aroganckich gróźb, że zniszczy Hamas i zakończy jego rządy w Strefie Gazy. Cóż, co można więcej powiedzieć o egipskich przywódcach i ich rzeczniku pozwalających nazistom żydowskim na wypowiadania się takim tonem w stolicy największego arabskiego państwa w domu al-Azhar? Czy Egipt jest całkowicie impotentem, wysterylizowanym martwym państwem? A teraz o rządzącej Arabią Saudyjską dynastią? Jest rzeczywiście bezwstydne, że, podczas, gdy władcy pustynnego królestwa zabiegają o łaski syjonistycznych Żydów zwłaszcza organizując „między religijne konferencje” w Europie i Ameryce Północnej oni są tak surowi dla Palestyńczyków żądając, żeby oni wyrzekli się większości ich wiarygodnych prawnie praw do wolności i wyzwolenia z pazurów izraelskiego nazizmu. Cóż należałoby doradzić władcom Arabii Saudyjskiej, to żeby milczeli. Jeżeli oni w dalszym ciągu chcą kontynuować swoje różnorodne stosunki z Izraelem i jego syjonistycznymi agentami to bóg z nimi to jest ich sprawa. Ale oni muszą przestać mówić nam, żebyśmy się wyrzekli prawa do powrotu. Dla nas Palestyńczyków prawo do powrotu jest równie święte jak Mekka i Medyna. Jeżeli Saudyjczycy są zainteresowani uzyskanie świadectwa dobrego zachowania od syjonistycznych Żydów to w takim razie to nie powinno być robione kosztem palestyńskiego narodu i ich nienaruszalnych praw. Strona, palestinian information center Autor Khalid Amayreh, Tytuł With brothers like these, who needs enemies? Data 27 grudnia 2008
|
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...