Strona Główna arrow Literatura arrow Recenzja: Zakazana żona
Recenzja: Zakazana żona Drukuj
Marta Minakowska   
piątek, 21/11/2008

V. Wermuth, Zakazana żonaNie ma co ukrywać, zabierając się za czytanie książki Zakazana żona byłam do niej z gruntu źle nastawiona. Już na pierwszy rzut oka spełnia ona bowiem wszystkie wymagania ogłupiającej lektury dla kobiet, która opiewając trudny los zakochanych w Arabach Europejek, czyni czytelniczkom więcej szkody niż pożytku. Tytuł Zakazana żona czy zdjęcia dobierane na jej okładkę, tak w polskiej wersji językowej jak i innych, mówią naprawdę sporo o jej zawartości. Ale, ale...

 

Tym razem zostałam trochę zaskoczona. Spodziewałam się jakichś kolejnych wydumanych, podkoloryzowanych historii, w których Arabowie jawią się jako okrutni, prymitywni ludzie, których jedynym marzeniem jest znęcanie się nad kobietami wokół, a których kultura pozostawia wiele do życzenia. Tak źle w Zakazanej żonie nie jest. Mimo całego mojego najeżenia i zwiększonej czujności, jakoś nie wyłapałam żadnego większego przekłamania, jeśli chodzi o kwestie arabskie czy islam. Co więcej, autorka i jednocześnie główna bohaterka opowieści, Verena, często wspomina o swoim dużym szacunku dla cywilizacji islamu. Dość samokrytycznie przyznaje również, iż jej zadziwienie przy zetknięciu ze światem arabskim wynikało głównie z niewiedzy na jego temat. Dość naiwne nastawienie Vereny przebija choćby w takim oto zdaniu: Widok pierwszego Araba w białej szacie wydał mi się dziwnie obcy, a jednocześnie działał na mnie podniecająco (str. 77). Bohaterka przez całą książkę dopatruje się we wszystkim specyfiki Orientu, a czyniąc to, czerpie jakąś dziwną przyjemność z obcowania z nieznanym. W jej opowieści gdy jakiś Arab się zamyśla, to koniecznie zamyśla się tak,  jak to czynią synowie  pustyni.

 

Książce mogę ogółem zarzucić jedną, dość poważną wadę. Jest ona przeraźliwie nudna. Mimo swojej objętości, nie obfituje zbytnio w akcję. O ile jednak np. w filmie irańskim brak akcji bywa zaletą, o tyle tutaj jej brak został wypełniony niemiłosiernie nużącymi, powtarzającymi się sekwencjami bardzo podobnych do siebie scen. Verena poznaje swojego ukochanego Chalida na studiach w Anglii, potem każde rozjeżdża się w swoją stronę – ona do Szwajcarii, on do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ale oczywiście nie mogą o sobie zapomnieć, piszą listy, rozmawiają przez telefon itd., itp. – do dnia aż Verena wpada na pomysł wybrania się z przyjaciółką do Emiratów. Wtedy sprawa trochę się komplikuje.

 

I tak zaczynają się opisy spojrzeń cudnego Chalida, zagubienia Vereny, ich mało treściwych rozmów i przemyśleń głównej bohaterki, prowadzących donikąd. Żadne z zakochanych nie ma bowiem jasnego planu, co zrobić z łączącym ich uczuciem. Obawiam się, że zapis tak mało w gruncie rzeczy interesujących wydarzeń jak kolejne kolacje głównych bohaterów, mogą wzbudzić jakieś silniejsze emocje jedynie u samej autorki książki, która najwyraźniej bardzo mocno przeżyła miłość do Chalida. Nazwałabym to uczucie wręcz swoistego rodzaju obsesją – warto bowiem wziąć pod uwagę, iż opisane wydarzenia (a właściwie opisywany brak znaczących wydarzeń) rozgrywają się na przestrzeni ponad dziesięciu lat (!).

 

Cóż, może jestem z natury zbyt mało romantyczna by należycie wczuć się w treść tej książki. Niemniej szczerze wątpię, iż jest ona w stanie kogokolwiek głębiej zainteresować. Ale cóż, przy nadciągających zimowych wieczorach nieraz i taka lektura bywa bardzo przyjemna.

 

Verena Wermuth, Zakazana żona, Hachette Livre Polska, Warszawa 2008.

Komentarze
Szukaj
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
 
 

Komentowane

no comments
CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej