Strona Główna arrow Wywiady arrow Internetowy napój chłodzący z artystami - z Rawani Pur na pustyni w Newadzie
Internetowy napój chłodzący z artystami - z Rawani Pur na pustyni w Newadzie Drukuj
tłum. Ivonna Nowicka   
czwartek, 13/11/2008

 Literatura nie jest niegroźną zapałką

wywiad z irańską pisarką Moniru Rawani Pur

 

przeprowadził: Elias Ahmadi (29.01.2008)

z perskiego przełożyła: Ivonna Nowicka

 

Moniru Rawani Pur (ur. 1954 w Buszehrze) przebiła się jako pisarka w zdominowanej przez mężczyzn dziedzinie pod koniec lat ’80 utworami, pokazującymi tradycyjne życie na południu Iranu.

Trzy opowiadania ukazały się po polsku w tłumaczeniu piszącej te słowa.(1) Długi czas Rawani Pur prowadziła kursy kreatywnego pisania. Rok temu wyemigrowała do USA.

                                                                                                                                 I. N.

 

♣ Pani Moniru, już od dłuższego czasu miłośnicy pani twórczości nie mieli okazji czytać żadnego nowego pani tekstu poza blogiem i paroma utworami, które ukazują się sporadycznie tu czy tam. Mniej pani pisze, czy też nie drukuje? W każdym razie, kiedy ukaże się jakaś nowa pani książka?

 

Rawani Pur: Nie jestem zwolenniczką zasady, że pisarz musi publikować za wszelką cenę i nie uważam, by ktokolwiek był uprawniony do tego, by wytyczać mi jakieś normy czy granice. Rzecz w tym, że nie zabiegam o drukowanie swoich książek, bo nie chcę przechodzić przez cenzurę. Po długich latach tworzenia w pozbawionej swobód atmosferze znam tak siebie, jak i tych urzędasów za biurkami. Nawet te drobne z pozoru ustępstwa, wykreślenie jednego słowa, jednego paragrafu, wycięcie zdjęcia i podobne retusze obniżają walor artystyczny tekstu, a co za tym idzie także poziom pisarza i czytelnika. Nie wiem, jakim pisarzem może być ktoś, kto żyje i pracuje według tego, co inni mu zagrają.

            Mój zbiór opowiadań „Diabelskie skałki” (Sangha-je szejtan) od siedemnastu lat jest na indeksie, ale szczęściem ani wydawca nie był gotowy iść na żadne kompromisy, ani ja nie zgodziłam się zastąpić jednego opowiadania innym czy czegoś wykasować.

            Niech pan nie lekceważy roli blogu. W sytuacji, z jaką my się borykamy, ten dar ludzkiej inteligencji i ludzkiego geniuszu – internet – jest jak laska, na której możemy się oprzeć. Nie mamy wyjścia, zamknęli przed nami bramy niebios i stanęli między nami a Bogiem jako pośrednicy – nie chcę dopuścić do tego, żeby stworzyli jeszcze przegrodę między mną a moimi czytelnikami. Mam całkiem sporo gotowych rzeczy... powieści, zbiorki opowiadań i muszę coś zadecydować w kwestii wydania ich za granicą.

 

♣ Jak sobie pani radzi z byciem daleko od Iranu? Jaki wpływ wywiera to na pani twórczość? Czy fakt, że tak mało pani pisze czy też tak mało nowych rzeczy publikuje, to skutek bycia na emigracji?

 

Rawani Pur: Nie chcę, aby bycie daleko od ojczyzny dawało mi pretekst do leniuchowania. Żyłam w kraju, gdzie w żadnym okresie historycznym jedzenie czelou kebabu i pilawu nie było zakazane, ale od stuleci pisanie, myślenie i czytanie pozostaje pod presją.

            Losy Szeherezady z „Księgi tysiąca i jednej nocy” to symbol życia irańskich pisarzy. Zawsze mieliśmy miecz nad głową, tylko że Szeherezada znalazła drogę ratunku w opowiadaniu historii, tymczasem dla nas sposobem na przeżycie w naszym kraju jest ich nieopowiadanie. [Tutaj; przypisy w nawiasach kwadratowych – I. N.] perski nie jest językiem panującym, ale też nikt nie próbuje przycinać mojej wyobraźni. Jasne, że tęsknię za miejscem urodzenia, za przyjaciółmi, ale tu perski nabrał dla mnie szczególnego znaczenia, głębiej się w niego wgryzam.

            Zdaję sobie sprawę, że pomostem, łączącym mnie ze światem, jest ten właśnie język i nasze piękne obyczaje, takie jak Szab-e jalda [starożytne święto w dzień przesilenia zimowego], Nouruz [nowy rok perski wypadający w dzień równonocy wiosennej], jak chajjamchani w Buszehrze(2), nie to rządowe, cenzurowanie chajjamchani. Tak naprawdę moja ojczyzna jest tu ze mną w postaci mojej mowy ojczystej.

            Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że pracuję, zaczął się nowy rozdział w moim życiu. Tkwienie w jednym miejscu mnie dobija. Moim zdaniem człowiek powinien jechać tam, gdzie może pracować. Nie ważne, gdzie to konkretnie jest, jakiś czas Buszehr, trochę Sziraz, następnego dnia Teheran, a teraz pustynia w Newadzie.

 

♣ Co z tłumaczeniami pani utworów na inne języki?

 

Rawani Pur: Dwa zbiorki obowiadań, „Kanizu” i „Diabelskie skałki” przetłumaczył profesor Qanunparwar z Austin University w Teksasie. Czytają je głównieWiem, że tłumaczenie nie jest łatwe, przeniesienie jednej kultury do drugiej czy przybliżenie jednego świata innemu światu, posługującemu się odrębnym językiem, ale mimo to nie jest to zadanie niewykonalne. studenci, którzy interesują się literaturą perską albo zamierzają napisać pracę licencjacką czy magisterską na temat Iranu bądź współczesnej beletrystyki irańskiej. Moje opowiadania zostały przełożone na różne języki: na angielski, francuski, turecki, kurdyjski, arabski, chiński, niemiecki, szwedzki i inne [w tym także polski]. Teraz zajmuję się przekładem swoich opowiadań oraz wierszy.

            Oczywiście w wypadku tych z moich opowiadań, które pokazują lokalny folklor, trudności się podwajają, bo nawet perskojęzycznym czytelnikom rodzi się podczas lektury sporo pytań. W każdym razie nie przyjechałam tu ślęczeć w domu i ubolewać nad straconym czasem, nie wiadomo zresztą jakim. Przyjechałam pracować.

 

♣ Kiedyś obiecała pani opisać swoje podróże po świecie, czy wciąż zamierza dotrzymać danego słowa?

 

Rawani Pur: Wiele z tych opowiadań już napisałam, kilka powiesiłam na swoim blogu i piszę dalej. Wie pan, mam zwyczaj prowadzenia dziennika. Zaczęłam już w liceum, zachowałam nawet jeszcze kilka kartek pamiętnika z młodości. Ten zwyczaj pomaga mi stworzyć w opowiadaniach pożądany klimat. Z podróży też mam sporo notatek, z tych moich wypraw do różnych zakątków globu.

 

♣ Pierwsze pani utwory miały bardziej etniczny charakter, czerpała pani z życia wsi, opowiadała o morzu i o legendach znad Zatoki Perskiej, natomiast w kilku nowszych opowiadaniach panuje nastrój bardziej intelektualistyczny. Innymi słowy, czy posłuchała pani rady świętej pamięci Golsziriego, który powiedział: „Dziewczyno, chodź do miasta, zostaw ty tę wieś.” Nie sądzi pani, że ta zmiana spowolniła trochę pani pracę literacką i odkąd pani „przyszła do miasta”, mniej pisze?

 

Rawani Pur: Pisanie jest dla pisarza koniecznością, bez względu na to, gdzie przebywa, na wsi, w mieście, na pustyni. Niezniewolony pisarz nie ma prawa kłamać. Nie ma na przykład prawa rozwodzić się na temat spokoju i sprawiedliwości tam, gdzie baba jaga rozszarpuje dzieci na kawałki. Pisarz mówi kłamstwa prawdziwe. Świat, który stwarza, jest jego specyficznym światem. Ale w gruncie rzeczy buduje on swoje utwory z ludzkich doświadczeń, faktycznych bądź wymyślonych doświadczeń człowieka.

            Nie muszę koniecznie pisać o wsi. Uważam, że pisać o źrebcu Masz Qasema jest równie trudno, jak o aucie Kambiz Chana, które złapało gumę. Zmęczyło mnie to ciągłe gadanie o wsi i o mieście. A tak w ogóle to kto powiedział, że Teheran jest miastem? Czy sam fakt, że gdzieś jest parę ulic, drapaczy chmur i samochodów czyni z tego miejsca miasto? Jeszcze do tego miasto dwudziestego pierwszego wieku? Niech pan zamknie oczy i przypomni sobie te teherańskie place, na których sterczy młodzież. Naprawdę nazwie pan Teheran miastem?

            Co się zaś tyczy słowa „intelektualista” i opowiadań intelektualistycznych. Jeżeli uda mi się napisać intelektualistyczne opowiadanie, wszędzie będę o tym piała; nigdy nie zapomnę, że nas uratowała właśnie ta intelektualistyczna atmosfera. Myślę, że pora już odłożyć do lamusa poglądy panów Al-e Ahmada i Szariatiego, to było coś dobrego dla ich czasów.

 

♣ Styl pierwszych pani utworów przypominał realizm magiczny pisarzy południowoamerykańskich. W owym czasie Iran przeżywał gorączkę Marqueza i ta fascynacja wywierała wpływ na pisarzy. Jednak w porównaniu z innymi autorami, wzorującymi się na realizmie magicznym, pani stworzyła dzieła głębokie i czyste, ponieważ dysponowała doświadczeniami z pierwszej ręki z podobnego ludowego życia i te dzieła wciąż zaliczają się do wartościowej literatury owego okresu. Po pierwsze, co takiego szczególnego było w atmosferze kulturowej Iranu tamtych lat, że ludzie tak życzliwie przyjęli twórczość pisarzy latynoamerykańskich i dlaczego to zbliżenie nie okazało się trwałe?

 

Rawani Pur: W mojej pierwszej książce „Kanizu” znajdzie pan trzy rodzaje opowiadań, realistyczne, surrealistyczne oraz utrzymane w konwencji realizmu magicznego. W swojej karierze pisarskiej sięgałam do każdego z nich. Spośród moich trzech niewydanych książek „Feresztei ru-je zamin” (Anioł na ziemi) jest w stylu realizmu magicznego, „Aszeqan-e ahd-e atiq” (Zakochani dawnej epoki bądź: Starotestamentowi zakochani) jest surrealistyczna, zaś „Szabha-je szurangiz” (Namiętne noce) – realistyczna.

            Prawdę mówiąc czasem jakieś opowiadanie da się napisać wyłącznie w realizmie magicznym. Na przykład – widział pan te szczury na ulicy Enqelab [w Teheranie]? Odważnie i bez lęku pożerają opowiadania. Zjedzą każdą książkę, jaką pan chce. Przed rokiem każdego ranka w drodze na plac Enqelab widziałam, jak w rowach, w których zamiast wody pełno było papieru(3), żują sobie w najlepsze kartkę za kartką. Zajadają opowiadania pańskie i moje. Im Ministerstwo Przewodnictwa Islamskiego pozwala jeść każdą nowelkę, jaką tylko zapragną, za to nam nie daje prawa pisać ani czytać opowiadań.

            Widzi pan, w Teheranie jest więcej szczurów niż mieszkańców. Jeżeli któregoś pięknego ranka ludzie obudzą się i stwierdzą, że nagle znaleźli się gdzieś indziej, bo podziemne szczury postanowiły się trochę przemieścić – to co, jak ująć takie opowiadanie?

            Nie wiem, dlaczego innych oczarował realizm magiczny i dlaczego potem go zarzucili, ale ja przez to właśnie okno patrzę na świat opowiadań.

 

♣ W latach ‘80 należała pani do nielicznego grona pisarek w Iranie i była głosem kobiet, od lat ‘80 przez’90 i następne. Co sprawiło, że teraz pojawiło się tyle piszących kobiet i to tak dużo, że niekiedy na listach laureatów nagród literackich jest więcej pań niż panów?

 

Rawani Pur: Duża presja. Presja jawna i ukryta, zamknięcie wszystkich drzwi – te czynniki zmusiły większą liczbę pań do sięgnięcia po pióro. Do tego dochodzi chęć spodobania się. Ale w pierwszym rzędzie to poczucie tkwienia w więzieniu pchnęło kobiety do pisania, pragnienie życia. Chcą przemówić przeciw tej sytuacji. Tylko że wiele z nich ze strachu przed konfrontacją z zagrożeniem pisze tak, żeby nikomu się nie narazić. Ten strach przed zniesławieniem, zatrzymaniem, zepchnięciem na margines sprawił, że niektóre z powstających opowiadań są bezpłciowe, a inne – lizusowskie. To smutne. Zawsze powtarzam, że literatura nie jest niegroźną zapałką. Piszemy o naszym życiu, o życiu pełnym ryzyka i niebezpieczeństw.

 

♣ W życiorysie Moniru zajęcia ze sztuki pisania opowiadań „Kouliha” (Cyganki) zajmują ważne miejsce. Traktowała pani uczenie młodych ludzi bardzo poważnie. Do jakiego stopnia to doświadczenie wywarło wpływ na pani pracę i na ile przydaje się w tym, czym się pani obecnie zajmuje?

 

Rawani Pur: Warsztaty „Kouliha” to jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Mija rok, jak jestem daleko od moich ukochanych uczniów, ale jak tylko się tu trochę zadomowię, zacznę od nowa. Internet mi to ułatwi, choć sama obecność każdego z nich była dla mnie bardzo cenna. Na tych zajęciach uczyłam się, jak myśli pokolenie ludzi młodszych. Teraz po to, by ich poznać, śledzę blogi.

 

Źródło: www.bbc.co.uk/persian/arts/story/2008/02/080129_an-aa-moniro.shtml

 

Przypisy (dodała I. N.):

 

(1) Wydane po polsku opowiadania Moniru Rawani Pur to:

„Diabelskie skałki” (Sangha-je szejtan; ze zbioru pod tym samym tytułem), tłum. Ivonna Nowicka, „Przegląd Orientalistyczny” 3-4, 1996, s. 166-173;

„Krzyki nocy” (Szab-e boland), w: „Kolacja cyprysu i ognia. Współczesne opowiadania irańskie”, wybór, przedmowa i tłumaczenie Ivonna Nowicka, Warszawa 2002, s. 258-265;

„Smutna opowieść o miłości” (Qesse-je qamangiz-e eszq), tłum. Ivonna Nowicka, „Przegląd Orientalistyczny” 1-2 (184-185), 1998, s. 71-74; oraz „Kolacja cyprysu i ognia...”, s. 254-257.

 

(2) Chajjamchani – zwyczaj na południu Iranu, głównie w porcie Buszehr nad Zatoką Perską i w okolicy. Od wieków ludzie spotykają się tam i recytują dla przyjemności czterowiersze (rubajjaty) perskiego poety i astronoma Omara Chajjama z XI w., a także dwuwersy (dobejti) Baba Tahera Oriana z XI w. i Fa’eza Dasztestaniego. Ponieważ Moniru Rawani Pur urodziła się właśnie w tym mieście, obyczaj ten jest jej bliski.

 

(3) Pełno było papieru dlatego, że wzdłuż ulicy Enqelab, czyli Rewolucji, przy której mieści się Uniwersytet Teherański, ciągną się księgarnie, do tego przed nimi rozkładają na tekturze swoje skarby uliczni handlarze książkami.
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Łukasz   |2009-12-02 08:39:17
Bardzo ciekawy wywiad, pozdrawiam serdecznie
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO