|
Iran to zaskakujący kraj. Przynajmniej dla osoby takiej jak ja: bez przygotowania, jakie dają studia iranistyczne, za to z nadmiarem trudnego charakteru. Oczywiście przed wyjazdem spodziewałam się różnic kulturowych i nie tylko, ale zdecydowanie nie zdawałam sobie sprawy, że dwa tygodnie w tym państwie będą dla mnie pasmem nieustających niespodzianek. Ale zacznijmy od początku … Moja przygoda z Iranem rozpoczęła się tak…
Pewnej lipcowej nocy wylądowałyśmy na lotnisku w Teheranie- moja przewodniczka i zaprawiona w wojażach irańskich koleżanka i ja- kompletny żółtodziób. Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie rzeczywiście sprawę, że przez całe dwa tygodnie będę chodzić w mancie i z zakrytymi włosami. Wiem, wiem… rzecz niby banalna, ale dla mnie to już było poważne wyzwanie. Pomijając problem czysto estetyczny czyt. 14 dni w worku na kartofle i chustce, co łącznie daje efekt babuleńki lat osiemdziesiąt z hakiem, to pozostawało jeszcze dudniące gdzieś pod czaszką stwierdzenie, że nikt nie ma prawa mi mówić, co mogę nosić. No ale czego się nie robi dla chęci eksplorowania egzotycznych krajów, więc stłumiłam jakoś małego wrzeszczącego w mojej głowie dzieciaka, ubrałam przepisowy strój i wyruszyłam na spotkanie nieznanegoJ Później odkryłam, że jak odpowiednio założy się chustkę, do tego koniecznie duże okulary przeciwsłoneczne, to można to uznać za styl Jackie Kennedy, niestety z workiem na kartofle nie da się nic zrobić. Przyznam się też, że choć głos w mojej głowie nigdy nie ucichł i zdarzało mi się dawać upust swojemu niezadowoleniu, szczególnie w upalne dni, to z czasem przyzwyczaiłam się do wymaganego prawem ubioru i nawet w pewnych sytuacjach uważałam za nieodpowiednie pokazywanie się bez niego…dobrze…powiem...wyjątek stanowił czador. Raz założyłam, pod czaszką zawyły trąby i odmówiłam dalszej współpracy. W temacie ubioru, a może mówiąc ogólniej wizerunku, zaskoczył mnie wizerunek przeciętnej Iranki (myślę, że również odwrotnie- Irankę mógł zaskoczyć wizerunek przeciętnej Europejki, jeśli przyjąć, że z koleżanką mieścimy się jakoś w średniej). Przy Irankach wyglądałyśmy dosłownie jak ubogie krewne: z bardzo skąpym makijażem, w lnianych spodniach i koszulkach, które w żaden sposób nie nadawały się do publicznego pokazywania. Iranki miały dość często mocne makijaże w wyrazistych kolorach, idealnie ułożone fryzury, bardzo dbały o każdy szczegół swego ubioru. Chyba po prostu w sytuacji ograniczonej możliwości wyrażenia swojej odrębności i osobowości przez ubranie Iranki zmuszone są wykorzystywać zostawiony im margines w sposób najpełniejszy….a…. jeszcze jedno… nigdzie na świecie nie widziałam tylu kobiet po operacji nosa…tłumaczcie to sobie jak chcecieJ Wracając do mojego pierwszego dnia pobytu w Iranie nie mogę oczywiście pominąć traumy chyba każdego Europejczyka czyli łazienkiJ Szczegółów oszczędzę Szanownemu Czytelnikowi, ale powiem tylko jedno: nie miałam w tym względzie szczęścia. I czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego pod prysznicami nie ma tam nawet zasłonek i wiecznie wszystkie rzeczy miałam oblane wodą? A na koniec tematu łazienkowego ostrzeżenie: jeśli ten tekst czyta ktoś, kto nigdy nie był w Iranie, czy też innym kraju azjatyckim, w którym powszechne są inne typy toalet, proszę pamiętać o jednym: nie wiem czy to z powodu innej kanalizacji, czy też braku fachowców w tej dziedzinie, ale proszę nigdy, przenigdy nie korzystać z toalety europejskiej bez jej uprzedniego sprawdzenia „na sucho”. Przetestowałam na kilku: moment radości, że w końcu obcujemy z cywilizacją europejską, a potem katastrofa. Tamtejsze ubikacje są może mniej wygodne, lecz przynajmniej sprawdzone. Czy jest jeszcze coś, co Europejce rzuca się w oczy już pierwszego dnia pobytu? Oczywiście ruch samochodowy i zdolności kierowców irańskich. Takiej inwencji twórczej nie widziałam wcześniej nigdzie. Po 3-4 osoby na motocyklu, kierowanie nogą, jazda pod prąd, kompletna ignorancja dla znaków i zasad ruchu drogowego, o prędkości już nie wspomnę… jednym słowem ułańska fantazja… z mojej strony podziw i histeria w jednym… Właśnie w takim stylu, wąskimi i krętymi górskimi drogami dotarłyśmy nad morze. Przy okazji było wiele przygód. A na miejscu postanowiłam empirycznie udowodnić, że w Iranie możliwa jest kąpiel w morzu w stroju prawie takim jak na naszych plażach. Wprawdzie w tym wypadku „prawie” robi wielką różnicę, bo trwało to zaledwie chwilę, a na dodatek musiałam wejść do wody w spodniach i koszulce (nie polecam, nie da się w takim stroju pływać), ale jednak bez manta i chustki. Takie malutkie zwycięstwo głosu wrzeszczącego w głowie, nie mogłam się powstrzymać;) Jaki morał płynie z tej historyjki dla Ciebie Drogi Czytelniku? Dla chcącego nic trudnego, nawet w IranieJ A propos trudności: chcesz widzieć na twarzy Europejczyka skupienie porównywalne z tym widocznym przy rozwiązywaniu najtrudniejszego zadania matematycznego? Daj mu widelec i łyżkę i każ zjeść kurczaka pieczonego tak, żeby cała zwartość talerza wylądowała w żołądku, a nie na stole. MasakraJ Na początku nic nie pasuje, nic nie wychodzi, a presja ogromna, bo jednak to tylko sztućce, a wiek już nie najmłodszy i wstyd pokazać, że człowiek nie umie się nimi posługiwać. Ale warto się trochę pomęczyć, bo jedzenie bardzo dobre. I te owoce w nieprzebranych ilościach i rodzajach, na samo wspomnienie się rozmarzyłam… Bywało wprawdzie ciężko, bo czasami uważano nas chyba za tuczone gęsi, a odmowa kolejnej dokładki była praktycznie niemożliwa. Skończyło się na szczęście tylko mięsowstrętem przez kilka tygodni po powrocie. Na koniec coś pozytywnego, aby biedny Czytelnik nie myślał, że Iran był dla mnie jednym wielkim pasmem udręki. Otóż byłam szczerze zaskoczona ogromną gościnnością Irańczyków. Przy nich nawet nasze: gość w dom, Bóg w dom nie ma szans. W każdym mieście, w każdym domu przyjmowano nas z ogromną serdecznością, traktowano jak gości honorowych, obwożono po wszystkich zabytkach, pokazywano najpiękniejsze miejsca, a tych jest bardzo dużo: od Persepolis zaczynając, poprzez Hafezije, wszystkie piękne meczety, haramy i niezapomniane esfahańskie mosty. Muszę przyznać, że czułam się niemalże jak księżniczka. No dobrze… zdarzały się też chwile, że było mi bliżej raczej do obiektu muzealnego, niż koronowanej głowy, ale to też było ciekawe doświadczenie. Oczywiście Iran to nie tylko zabytki i przeszłość. To także teraźniejszość, może trochę inna niż nasza, bo bez alkoholu, dyskotek i większości tych rzeczy, które ludzie młodzi w naszym kręgu kulturowym uważają za normalne, ale jednak teraźniejszość. Są centra handlowe ze sklepami znanymi i nam, np. ZARA; są miejsca, jak np. Golestan w Teheranie i ulica Vali Asr, gdzie młodzież spotyka się jak u nas i stara się zachowywać jak my, wyróżniać się z ogółu jak my, wyglądać podobnie jak my- hit zeszłego lata: chłopak z fragmentem gumki od majtek wystającym ponad spodnieJ Przyznam się, iż chyba największą frajdę przez cały pobyt sprawiało mi właśnie obserwowanie ludzi młodych, tak różnych od nas i tak podobnych. Fascynował mnie ich wygląd, sposób myślenia i reakcja na otaczającą rzeczywistość, to jak się buntują, albo jak dostosowują, jak poznają nowych ludzi i jak umawiają się na randki. Fascynowały mnie nawet zaczepki na ulicy, bo były one inne: takie trochę do mnie i nie do mnie. Ten ktoś mówił i na mnie nie patrzył, jakby rozmawiał z powietrzem. Taka dziwna mieszanka bezczelności, strachu i szacunku. Mogłabym spędzić jeszcze wiele dni obserwując tych ludzi i ten kraj i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś mi się uda, ale jednak zawsze na koniec chciałabym wrócić do siebie, do naszych polskich ciekawostek i niedorzeczności.
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...