Strona Główna arrow Blog Marka Kubickiego arrow Zastanawiający spokój polskiego wojska
Zastanawiający spokój polskiego wojska Drukuj
marekkubicki   
piątek, 06/06/2008

Choć wypowiedź rzecznika partii Gulbuddina Hekmatiara o planach ataków na polskie wojska może być zwykłym blefem, o tyle przynajmniej w teorii ma on duże szanse na realizację zamachów. Z wielu powodów.

 

Po pierwsze, choć sam Hekmatiar urodził się w Kunduz, to już jego ojciec Ghulam Qader pochodzi z prowincji Ghazni. Tym samym klan ojca Hekmatiara potencjalnie może działań na szkodę polskich żołnierzy.

 

Po drugie jeszcze niedawno gubernatorem prowincji Ghazni był Faizanullah Faizan. Były komendant polowy Hekmatiara z dystryktu Andar w Ghazni, zwolennik wprowadzenia członków partii Gulbuddina do władz lokalnych prowincji. Trudno powiedzieć jak wielu byłych członków partii i stronników poumieszczał na różnych strategicznych pozycjach. Wiadomo jednak, że w lokalnej policji pracuje wielu byłych bojowników Hekmatiara, kilku zajmuje wysokie pozycje we władzach dystryktów w prowincji.

 

Po trzecie, niektórzy z delegatów Wolesi Dżirga z Ghazni (izba niższa parlamentu) także byli lokalnymi komendantami wojsk Hekmatiara, i nie przeszkodziło im to w uzyskaniu dużego poparcia miejscowej ludności. Warto wspomnieć np. o Al-haj Khyal Mohammad Husainim, który uzyskał piąty rezultat w wyborach powszechnych w prowincji (2,9% głosów). Przy bardzo rozdrobnionym głosowaniu nie był to wcale taki zły wynik (najwięcej głosów zdobył Sayed Mahmood Hasamuddeen Al-Gailani, wnuk Pir Gailaniego – 5,8%).

 

Po czwarte stopniowa likwidacja obozu dla uchodźców Jalozai w Pakistanie (bazy rekrutacyjnej Hekmatiara i ośrodka jego wpływów, obóz zlikwidowano na mocy porozumienia między UNHCR i rządem Pakistanu) przyczyniła się do powrotu do Afganistanu w ostatnich kilku miesiącach około 54.000 biednych, wykorzenionych Afgańczyków, którzy nie mają zbyt dużych szans na jakąkolwiek przyszłość. Choć większość z nich trafiła do takich prowincji jak: Nangarhar, Laghman i Kunar, to część dotarła i do Ghazni. Choć brzmi to okrutnie jest to doskonały materiał na zamachowców-samobójców.

 

Tym samym, chociażby z tych kilku powodów spokój polskich wojsk jest przynajmniej po części nieuzasadniony.

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
topol   |2008-06-06 17:24:22
Z całym szacunkiem, ale jak niby wojsko winno zareagować w tej sytuacji? Nawet
jeśli cała sytuacja wywołała niepokój w kontyngencie, to najgorszą możliwą
reakcją byłoby okazanie go publicznie. Co do osłony wywiadowczej, to zapewne i
tak koncentruje sie ona, przynajmniej w Ghazni, na tych samych ludziach.
Marek Kubicki   |2008-06-06 17:44:37
Chodzi mi o to, zeby jednak slowa rzecznika Hekmatiara brac powaznie do serca, a
nie traktowac je jako pusty gest. Oczywiscie wiadomo, ze i tak nic z tym nie
mozna zrobic tylko czekac.

I faktycznie nie ma co okazywac niepokoju
publicznie, a zwlaszcza na miejscu w Afganistanie przed mieszkancami lokalnymi,
ale jednak - slowa o tym, ze nic sie nie stalo moga sie obrocic przeciwko
politykom. Bo jak bedzie zamach to opinia publiczna rozszarpie zarowno MON, jak
i MSZ. Wydaje mi sie po prostu, ze lepiej jest mowic - tak zagrozenie wzroslo,
tak moga byc ataki. Ale taka jest nasza polityka wzgledem stronnictwa Hekmatiara
i nie mozemy postepowac inaczej. Mydlenie oczu, ze "nic sie nie stalo"
jest w mojej ocenie bardzo krotkowzroczne.
Marek Kubicki   |2008-06-06 17:53:54
A dokladniej chodzi mi o to, zeby nie mowic tak:

Cytat:
Nic się nie zmienia w
działalności Polskiego Kontyngentu Wojskowego (PKW)
po groźbach afgańskich radykałów - mówi major
Jacek Popławski, rzecznik PKW. - Nie ma meldunków
o nasileniu ataków na Polaków w Afganistanie - zapewnia szef
Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor.
i dalsze uspokajania, ze nic sie nie stalo.

tylko
tak (choc zamienilbym slowo "niczego"
na "niewiele"

Cytat:
Groźby wobec polskich żołnierzy należy brać na poważnie. Należy
się liczyć z tym, że nasi żołnierze zawsze będą
obiektem ataków i zawsze byli. W mojej ocenie ta
wypowiedź afgańskich radykałów niczego nie zmienia. Żołnierze
muszą być czujni - uważa gen. Waldemar Skrzypczak, dowódca
Wojsk Lądowych.
- i mowienie o tym, ze jednak jest niebezpiecznie

Pryw atnie
moge tylko dodac, ze ta wypowiedz ministra w mojej ocenie
jednak bedzie kosztowala zycie polskich zolnierzy.
topol   |2008-06-06 18:31:33
Oczywiscie rozumiem, że celem powyższego artykułu było przede wszystkim ukazanie
tła sytuacyjnego. Osobiście podoba mi się pomysł, oczywiście trochę ironiczny,
przekucia tego faux pas w sukces poprzez wciagniecie do współpracy na szerszą
skalę w Ghazni ludzi [sic] Hekmatjara, co oczywiscie wymaga inicjatywy władz
afgańskich. Co zaś do wymiaru politycznego na gruncie polskim, praktyka uczy, iz
wywolywanie tego rodzaju kwestii bezpieczeństwu żołnierzy nie służy. Na pewno
zaś go nie przydaje. A przygotowywanie społeczeństwa, nawet w "dobrej
wierze", na ofiary, zapewne stałoby się wstepem do takiej dyskusji.
marek kubicki   |2008-06-07 04:55:44
I tak skonczy sie na tym, ze predzej czy pozniej byli dowodcy Hekmatiara, jak i
byli Talibowie wejda do Afganskiego rzadu. Z dzisiejszym terrorysta jutro trzeba
bedzie wspolpracowac. Tak wyglada rzeczywistosc w Afganistanie. Kompletnie nie
rozumiem jak minister Sikorski, i to akurat on, ktory na Afganistanie powinien
sie znac powiedzial to, co powiedzial. To, ze ma racje odnosnie tego jakiego
rodzaju czlowiekiem jest Hekmatiar, wcale nie oznacza, ze musi cokolwiek
wyglaszac na konferencji prasowej.
topol   |2008-06-07 08:00:38
Ano racja. Tzn. odpowiednio: ludzie ci do władz prędzej czy później wejdą
[częściowo już są], zaś minister rację ma, ale nie musi i nie powinien o tym
głośno mówić, bo inna jest misja dziennikarza, a inna dyplomaty. Z drugiej
strony, i to ta gorsza wersja, takie stanowisko może być wyrazem przeświadczenia
strony polskiej o potencjalnym krótkotrwałym zaangażowaniu w Afganistanie.
Wersja gorsza, bo oznaczałaby brak polityki długofalowej, która w warunkach
afgańskich wydaje się jedyną skuteczną. Tylko w takim wypadku, po co ten cyrk z
PRT, na który, jak sie wydaje, nie jestesmy przygotowani ani logistycznie ani
moralnie [pod kątem nieuchronnych ofiar- vide doświadczenia Amerykanów z
Ghazni].
Szymon Skalski   |2008-06-07 09:02:14
Jesli wypowiedz Ministra nie miala na celu wywolania takiej reakcji po stronie
samego Hekmatjara i jego wspolpracownikow to swiadczy o kompletnym
nieprzygotoawniu i braku elementarnej wiedzy na temat wspolczesnego Afganistanu.
Oczywiscie rozumiem, ze sam Minister moze calkowicie inaczej oceniac sytuacje
prywatnie, niemniej gdzie sa jego doradcy? Gdzie jest caly sztab ludzi, ktory
teoretycznie powinien Go przygotowac do takiej wizyty i publicznych wystapien na
miejscu.
Wniosek - albo Minister swoja prywatna wendette stawia ponad racje
stanu albo w jego otoczeniu nie ma nikogo kto choc w elementarnym stopniu zna
Afganistan.
Szymon Skalski   |2008-06-07 09:54:49
I jeszcze jedna sprawa. W kontekscie sprawy wywolanej przez Ministra zastanawia
uparta gloryfikacja Massuda przez polskich oficjeli. Czemu tak na prawde sluza
kolejne wizyty w mauzoleum w Pandzszirze, gdzie pochowany zostal Massud? Czemu
sluza plomienne mowy wyglaszane przeciwko Pasztunowi, ktory bylo nie bylo cieszy
sie poparciem znacznej czesci mieszkancow prowincji , ktora przejmuja polskie
wojska? Do czego potrzebne sa Polsce i polskim wojskom wspaniale stosunki z
najwiekszymi wrogami komendantow z ktorymi przyjdzie sie zmierzyc polskiemu
wojsku w Ghazni? Mam wrazenie ze Minister nie zartowal... Jesli tak jest i
Polacy beda scigali w Ghazni ludzi Hekmatjara to raczej bez zgody rzadu w
Kabulu!

Czy wsrod doradcow i analitykow Ministra nie ma nikogo kto bylby w
stanie okreslic konkretne i spojne kierunki polskich dzialan politycznych w
Afganistanie?

I mozna by to wszystko pominac, czy posmiac sie z
"niefortunnej 4; wypowiedzi gdyby nie zaleazalo od niej ludzkie zycie.
gordix  - re:   |2008-06-08 07:09:12
"Czy wsrod doradcow i analitykow Ministra nie ma nikogo kto bylby w stanie
okreslic konkretne i spojne kierunki polskich dzialan politycznych w
Afganistanie?"
[/quote]
Czy jakikolwiek ewentualny doradca w sprawie
Afganistanu moze wiedziec o nim wiecej od samego Ministra? Wystarczy przeczytać
"Prochy świetych. Afganistan czas wojny" tegoż by uswiadomic sobie ze
kto jak kto, ale akurat Minister o Afganistanie wie wiele...
topol   |2008-06-07 10:14:05
To może jeszcze jedna refleksja: wydaje mi się, że trochę [albo nawet trochę
bardzo] przejmujemy amerykańskie podejście do misji. Chodzi mi o drogę na
skróty, próbę dostosowania rzeczywistosci do siebie, a nie siebie do
rzeczywistości. Amerykanow na to stać [w sensie strat]. "Tadżykocentryzm
" może mieć takie prozaiczne podłoże. Z Tadżykami po prostu łatwiej się
dogadac. Dosłownie. A Pasztunów z perspektywy Kabulu [tu powstaje także kwestia
współpracy MSZ-MON] widac jakby mniej.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
 
 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO