|
Trzeba mieć olbrzymią odwagę cywilną i bardzo silny kręgosłup by po wpadce z Hekmatiarem odwiedzić grób Masuda i złożyć hołd legendarnemu przywódcy Sojuszu Północnego. Ktoś inny pewnie wykonałby jakiś gest w kierunku Pasztunów, starał się w jakiś sposób pokazać, że Polska nie tylko popiera rząd centralny Karzaja, nie tylko wspiera członków byłego Sojuszu Północnego, ale jest otwarta na Gilzajów (z tego plemienia, a raczej grupy plemion pochodzi m.in. Hekmatiar i spora część przywódców Talibów), którzy – niestety dla nas – zamieszkują także region stacjonowania polskich wojsk – czyli są zarówno w Ghazni, jak i w Kandaharze. Ewentualnie mógłby także spotkać się, z którymś z liderów Hazarów, którzy stanowią mniej więcej połowę mieszkańców Ghazni.
Jednak minister przedłożył swój honor i mówienie tego co myśli, nad polityczną poprawność i tym samym bezpieczeństwo żołnierzy. Problemem może być tylko to, że mówienie Karzajowi co ma robić powoduje najczęściej skutek odwrotny, bo obecny prezydent Afganistanu jest bardzo czuły na krytykę i nienawidzi jak opozycja nazywa go „marionetką”, a jego rząd „marionetkowym rządem, który robi to co Zachód chce”. Niedawno przekonał się o tym minister spraw zagranicznych Kanady Maxime Bernier, który podczas swojej wizyty w Afganistanie 14 kwietnia i rozmowy z prezydentem Karzajem zasugerował mu, że gubernator Kandaharu Asadullah Khalid powinien być wyrzucony ze stanowiska, bo wstrzymuje działania Kanadyjczyków, jest skorumpowany i łamie prawa człowieka. Dodam, że wszystko to było prawdą i minister miał pełne moralne prawo to powiedzieć. Jednak po tym jak wiadomość ta została upubliczniona na konferencji prasowej okazało się, że decyzja o odwołaniu gubernatora została wstrzymana, a jak powiedział jeden z parlamentarzystów afgańskich: „Wypowiedź kanadyjskiego ministra spraw zagranicznych nie zostawiła prezydentowi Karzajowi innego wyboru, niż pozostawienie Asadullaha na stanowisku”. Rząd kanadyjski szybko zadeklarował, że była to „pomyłka” i „niezręczność” ministra a współpraca Kanady i władz lokalnych jest i była doskonała. 22 kwietnia zadowolony gubernator Kandaharu przechadzając się z kanadyjskimi urzędnikami po swojej prowincji mógł ze spokojem udzielać wywiadu kanadyjskim dziennikarzom, mówiąc, że „pomyłka ministra została już wyjaśniona”, a „taki drobiazg” nie może zaważyć na wspaniałej współpracy z Kanadą. Właśnie w tym, że minister Sikorski znał wpadkę swojego kanadyjskiego odpowiednika widzę jedyną nadzieję, na sukces. Być może powiedzenie, że Karzaj ma ukarać Hekmatiara ma zmusić afgański rząd centralny do przyśpieszenia negocjacji i zawarcia pokoju z tym watażką, a także wprowadzenie jego ludzi do rządu. W końcu Karzaj nie może sobie pozwolić na to, by nie tylko Amerykanie, czy Brytyjczycy, ale i Polska mówili mu co ma robić. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi zapewniamy sobie bezpieczeństwo w Ghazni, bo zakładam, że w wyniku porozumienia na czele prowincji będzie stał stronnik Hekmatiara, którego oczywiście przeprosimy. Więcej o wpadce Kanadyjczyka: http://www.cbc.ca/world/story/2008/04/22/afghan-cda.html
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...