Strona Główna
 
feed image
Recenzja: Kair-historia pewnej kamienicy Drukuj
Marta Minakowska   
sobota, 05/04/2008

A. Al-Aswany, Kair. Historia pewnej kamienicy Alaa Al Aswany napisał książkę, której nie da się przeczytać. Ją się pochłania. Ostrzegam, jeśli macie mało czasu, nawet nie zaczynajcie czytać – od pierwszej strony nie będziecie bowiem mogli się od niej oderwać.

 

Kair – historia pewnej kamienicy to bardzo interesujące studium kondycji społeczeństwa egipskiego i samego Egiptu. Przez pryzmat bohaterów książki, sąsiadów z jednego budynku, poznajemy główne problemy, które nękają mieszkańców tego kraju. Wszystkie one łączą się mniej lub bardziej z panującą w kraju sytuacją polityczną – korupcja sprawia, iż przeciętny obywatel nie jest w stanie załatwić niczego bez wejścia w układ z rządzącymi. Wszyscy drżą ze strachu przed policją polityczną, której macki zdają się sięgać wszędzie. Rozbudowana biurokracja paraliżuje sprawne działanie administracji - jest też doskonałym wentylem dla przedłużania i naginania procedur do własnych zapotrzebowań. Egipcjanie wydają się prowadzić swoje życie w ramach jakiejś niesamowicie skomplikowanej i niebezpiecznej gry, której zasad nawet oni sami do końca nie pojmują.

 

Rozmowy bohaterów na temat polityki przedstawiają różne poglądy obywateli w jej kwestii – różne opinie na temat okresu władzy Nasera, Sadata, sprzyjanie demokratyzacji kraju lub komunizmowi, w końcu poszukiwanie rozwiązania w zwrocie ku islamowi. Wszyscy oni zdają się jednak twierdzić jedno – Egipt potrzebuje zmian. Tylko każdy z nich chciałby go popchnąć w innym kierunku.

 

Ale póki co Egipt stoi czy też biegnie swoim dziwacznym torem życia, w którym bohaterowie muszą się odnaleźć.

 

I tak Czytelnik poznaje prominentne persony, które załatwiają pokątnie swoje interesy, rozdając jednocześnie pieniądze na cele charytatywne. Kupowanie miejsca w parlamencie, ukrywanie drugiej żony przed pierwszą, zmuszanie żony do aborcji – oto Azzam, typ Egipcjanina przedsiębiorczego. Jednak na pewnym etapie i on zaczyna się bać tych, którzy są jeszcze więksi od niego.

 

Inny starszy mężczyzna opisany w książce, Zaki, to podrywacz, którego urok zaczyna powoli blednąć wraz z przemijającą młodością. Popadając w śmieszność ugania się za kolejnymi kochankami, aby odnaleźć to, co w życiu najważniejsze. Tylko czy nie zbyt późno?

 

Wiecznie poszukuje miłości także Hatim. Wyzwolony homoseksualista, uznany dziennikarz, zaciąga do łóżka kolejnych młodych chłopców. Jednakże jeden z nich, Abduh, staje się dla niego kimś znacznie ważniejszym. Tyle, że Abduh nie jest sam...

 

Mamy również dwójkę młodych bohaterów – z początku zakochanych w sobie Busejnę i Tahę. Ich drogi jednak nie mogą się zejść. Busejna musi pomagać w utrzymaniu swojej rodziny. Ciężka praca nie jest jednak jej jedynym źródłem dochodów – istnieją przecież znacznie łatwiejsze drogi zarobku, zwłaszcza dla młodej, atrakcyjnej dziewczyny...

 

Zaś na przykładzie Tahy autor doskonale pokazuje Czytelnikowi, jak działa mechanizm nakłaniania młodych ludzi do wstąpienia do organizacji terrorystycznych. Taha nie jest z natury zły – wręcz przeciwnie. Na tle pozostałych bohaterów jest wręcz czysty jak łza. Jednakże niska pozycja społeczna jego ojca zamyka mu drogę do realizacji własnych marzeń i wyrwania się do lepszej warstwy społeczeństwa. Nieważne, jak bardzo się będzie starał, Taha zawsze pozostanie tylko synem portiera. Rosnąca frustracja i konfrontacja z policją wywołuje u Tahy chęć zemsty. A tacy właśnie ludzie są najlepszym kąskiem dla fundamentalistycznych organizacji terrorystycznych. Autor pokazał również sposób działania samych obozów szkoleniowych takich ugrupowań – pisząc o pobycie Tahy w jednym z nich m.in., iż tempo żołnierskiego życia było zawrotne i Taha nie miał w ciągu dnia ani chwili na rozmyślanie. (str. 263).

 

Ale Kair-historia pewnej kamienicy poza słabościami Egipcjan pokazuje również ich dobre cechy – np. poczucie społecznej solidarności. W obliczu tragedii Abduha wszyscy sąsiedzi modlą się i starają się być dla niego psychicznym oparciem (str. 270). Kolektywistyczny charakter egipskiego życia ma zatem także swoje niezaprzeczalne zalety.

 

Podsumowując, książka jest naprawdę świetna. Oto polski Czytelnik, jak napisano z tyłu okładki, może poznać kraj kojarzący mu się z atrakcyjnymi wakacjami od zupełnie innej strony. Egipt jest piękny, Egipt fascynuje – ale Egipt potrzebuje też zmian. O tym, w jakim kierunku one pójdą, zadecydują sami Egipcjanie. Należy życzyć im powodzenia.

 

Na podstawie książki powstał równie głośny jak literacki pierwowzór film Imaret Yacoubian. Będzie go można obejrzeć m.in. w ramach zbliżającego się III Festiwalu Filmów Afrykańskich AfryKamera 2008.

 

Alaa Al Aswany, Kair-historia pewnej kamienicy, Media Lazar Capricorn, Warszawa 2008. (przeł. z arabskiego Agnieszka Piotrowska)

 

 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
bahar   |2008-04-06 19:44:40
Czytam ja właśnie w wolnej chwili. Też polecam!
macięty   |2008-04-07 17:03:17
szkoda tylko, że wersja polska i język polski tej książki tak kuleje. jest
słabsza zdecydowanie od niemieckiego tłumaczenia i dziwię się tłumaczce, która
tak radykalnie zmieniła niektóre rzeczy jakie są w wersji oryginalnej, chociażby
imiona. myślę, że czasem dla "zwykłego" czytelnika może brakować
przypisów.
zastanawialiśmy się z pewnym tłumaczem z arabskiego czemu imię i
nazwisko autora zostało przetranskybowane w tak dziwny sposób. zaczerpnięta
wersja pochodzi pewnie z angielskiego. lecz to już wina wydawnictwa. może kupiło
prawa do wydania książki od anglików.
Agnieszka Piotrowska   |2008-04-09 10:43:06
Szanowny Panie, ponieważ krytyka bez przykładów to żadna krytyka, a dodatkowo to
nieelegancko, b proszę o przytoczenie tych radykalnie zmienionych rzeczy oraz
imion. Chętnie podyskutuję o przekładzie. Zarzucano już tłumaczeniu, że za
bardzo trzyma się oryginału, przez co jest trudne do ogarnięcia dla polskiego
czytelnika; odwrotnej wersji jeszcze nie słyszałam. Dodatkowo, z tego co wiem,
przekład był recenzowany przez arabskojęzycznego specjalistę, gwarantuję, nie
dopuściłby on do takich błędów. Przyznam, że nic nie wiem o niem przekładzie.
Rozumiem, że Pana doskonała znajomość obu języków pozwala Panu na dokonanie
takiej oceny. Znam jedynie ang i zapewniam, polska wersja opatrzona jest większą
ilością przypisów (aut. i wyd). Poza tym ten świetny przekład Daviesa również
znajduje swoich krytyków na forach. Niech Pana i tłumacza nie dziwi zapis
nazwiska autora. Proszę zerknąć na inne tłumaczenia (np hiszp, norw, duń,
franc), nazwisko zapisano w ten sam sposób. Sądzę, że tym kierował się wydawca;
nazwisko znane w takiej formie w dużej części świata, miało być rozpoznawalne.
Proszę również pamiętać, że przekład to w dużej mierze praca zbiorowa
(korekta!); za ogólny sznyt książki i zmianę tytułu odpowiada wydawca - po
prostu chwyt marketingowy. Oczywiście są również i niedopatrzenia. Je mogę
zrzucić już tylko na fakt własnego debiutu i ciągłe doskonalenie języka. Z
pozdr.,
hajota   |2008-04-09 11:47:17
Ja dodam, że dość często spotykam się na różnych forach z argumentem, że
"polskie tłumaczenie jest do kitu, natomiast angielskie (niemieckie,
francuskie - niepotrzebne skreślić) - świetne" (chodzi oczywiście o rozmaite
książki). Mam wtedy ochotę zapytać, czy osoba formułująca taki sąd naprawdę tak
perfekcyjnie zna język angielski itd. jak ojczysty, że jest w stanie to
kompetentnie ocenić. Niech się Pani nie przejmuje, Pani Agnieszko. Wiadomo, że
tłumacz to chłopiec/dziewczynka do bicia, a jak coś zrobi dobrze, to nikt tego
przeważnie nie dostrzega. Pozdrowienia od starej tłumaczki
kgs   |2008-04-09 12:43:40
A ja jeszcze dodam że ten typ chyba tak ma (że tylko krytykuje) - proszę
poczytać inne wątki o dużej liczbie komentarzy
Rafath   |2008-04-09 13:02:23
Ta ksiazka zostala zekranizowana w filmie Yacoubian Building, przynajmniej
receznja bardzo dokladnie pasuje do filmu, ktory posiadam..
bahar   |2008-04-09 20:00:30
Czyta sie (polyka sie ) swietnie, wiec do glowy nie przyszlo mi narzekac na
tlumaczke. Tez mnie zazwyczaj denerwuja dziwne transkrypcje i przeinaczenia
tureckich imion, nazw, ale przypadek tej ksiazki (jesli tam rzeczywiscie az tak
jest cos z tymi nazwami nie tak) przekonuje mnie,ze moze nie jest to az tak
istotna kwestia... W koncu to nie praca jezykoznawcza. Gratuluje autorowi i
tlumaczce rowniez.
macięty   |2008-04-10 16:18:26
pani doktor kgs proszę przeczytać to co krytykuję, a nie krytykuję wszystkiego i
proszę mnie nie nazywać, że ten typ tak ma. jesli pani mnie nie zna, proszę się
na mój temat nie wypowiadać w taki sposób. po pierwsze nie krytykuję, tylko
wyrażam swoją opinię. jesli się komuś nie podoba, to nie znaczy, że należy
zaczynac obrażać druga osobę, czyli tutaj mnie. jestem ciekaw czy w świecie
realnym byłaby pani doktor w stanie powiedzieć mi to w oczy. pewnie nie. szkoda
tylko, że doktor sgh, o której zawsze miałem dobre zdanie nagle pisze - ten typ
tak ma. kulturoznawczyni bez poznania wydała osąd. gratuluję. na temat pani
ksiązki się nie wypowiadam, bo jeśli się na czymś jakkolwiek nie znam, nie
osądzam, a pani nie zna się na mnie.
w jakich wątkach pisałem - arabistyka.
coś jeszcze? bo ja nie pamiętam.

jeśli chodzi teraz o tłumaczkę i mam
nadzieję, że się do niej zwracam a zarazem bardzo się cieszę - moim największym
zastrzeżeniem jest imię i nazwisko autora - czemu tak? nie wypłynęło to ode
mnie, tylko prawdę mówiąc od osoby, która panią zna perfekcyjnie a tym bardziej
mówi o pani języku arabskim jako bardzo dobry. czy wydawnictwo kupiło prawa do
książki w języku angielskim?
po drugie czy zaki bek ad-dassuki to zaki bej
ad-dassuki?? tutaj pojawia się jedynie z mojej strony spostrzeżenie, że
wystarczyło sięgnąć po tłumaczenie prof. daneckiego 'dom niespełnionych marzeń;
i jak dobrze pamiętam na pierwszych kilku stronach pojawia się czymże jest bek.
bo zaki nie był bejem. taka mała uwaga, któa zraziła mnie od razu. co do reszty
imion - panienaka kamila czy jak jej tam było? pani chyba brała to z
angielskiego. tak mi się wydaje. więcej nie pamiętam, bo jestem za daleko od
polski, by sięgnąć po książkę.
a ksiązka dla zwykłego czytelnika nie zawsze
może być łatwa do zrozumienia. mimo wszystko przypisów w niej brakuje. kiedy
czytała ją moja mama pytała się co kilka stron o co chodzi z tym czy z tamtym,
gdyż ona nie zna się na islamie, czy życiu codziennym w krajach arabskich. a to,
że wydawnictwo mówi, iż jest dużo przypisów - oni zawsze tak mówią. ja raczej
proponowałbym odejść od tekstu, ale nie w taki sposób, że gdy jest opis arabski
nauki seksu zakiego, na pół strony, pani skraca do paru zdań i 'trochę' wygładza
język.
czy pani boi się krytyki? mimo wszystko wchłonęłem tę książkę, ale
niemiecką wersję także.
pewnie teraz posypią się na mnie gromy z 'kółka
wspólnego uwielbienia' arabii.pl ale proszę bardzo. proszę o krytykę mojej
osoby.
jeśli ma pani ochotę dalej ze mną polemizować poproszę na mejla
klimac@interia.p l
kgs   |2008-04-10 19:28:11
Nie nazywam, a zauważam - bazując na swoim własnym oglądzie i dodając słowo
'chyba' (a do tego mam chyba prawo). W trzech wątkach - tym, arabistycznym Marka
(o wybielaniu etc) i gdyńskim zauważyłam opinie wyłącznie na nie. Dla mnie to
jest przejaw krytyki.
Nie spodziewałam się, że mój komentarz nt krytykowania
może pana obrazić. Jeżeli tak to przepraszam.
Kulturoznawczynią nie jestem. W
realu mówię sporo rzeczy wprost (tu jak rozumiem bazuje Pan tym razem na swoim
osądzie, zakładając że tak nie jest - tyle że ja o to nie mam pretensji).
loczek   |2008-04-10 16:27:16
Czytalem jedynie polskie tlumaczenie i bylo ono b 'drewniane'. Ksiazka moze byc
dokumentem, ale nie przykladem pieknej prozy.
macięty   |2008-04-10 16:38:28
zapomniałem dodać, że sam polecam tę ksiązkę, ale niestety słyszę później złe
komentarze o języku tej pozycji. a nie o treści. może polacy i ja odzwyczajamy
się od tego typu ksiązek. takich historyjek nijakich językowo...
geje?? a kogo
to teraz rusza. w syrii każdy wie, gdzie się spotykają. hipokryzja?
lulu   |2008-04-10 17:11:29
gdyby tak jelinek tłumaczyli to nikt by jej nie kupował
macięty   |2008-04-10 17:18:08
ach pani agnieszko, moja krytyka przyczyni się jedynie do wzrostu sprzedaży.
proponuję jeszcze poinformowac organizacje gejowskie o tejże publikacji.

będzie dodruk!!
Azja   |2008-04-10 17:36:51
WPani
dr Agnieszka Piotrowska
_________ ______________


Sza nowna Pani,
z
przykrością czytam dyskusję Pani oraz jakiegoś młodego człowieka, który być może
zna arabski lub wersje książki, o której mowa wydane w językach
"kongresowych 4;. Zaskakuje mnie brak pokory w w/w dyskusji, wszak
"cnota raduje się, gdy wystawiona jest na próbę". A tu wystawiane na
swoistą "próbę" czytelników są Pani cnoty, jako tłumaczki. Skoro zarzuty
ma jedna osoba, warto się nad nimi zastanowić. Jeśli bowiem napisała tu jedna,
podobne uwagi może mieć pięciu, albo dziesięciu czytających. Nie każdy zaś zna
Egipt tak jak Pani, i nie dla każdego niektóre sprawy są oczywiste.
Z radością
przyjąłbym wyjaśnienie, dlaczego niektóre rzeczy ujęto w ten a nie inny
sposób...zaś zwroty jednej z osób popierających Panią w dyskusji typu "ten
typ", uważam za niegodne dyskusji bądź co bądź naukowej. Argumentum ad
personam wyciąga się bowiem wtedy, gdy brak wszelkich innych. A o to wszak Pani
nie posądzam.
Łączę wyrazy szacunku,
Azja
macięty   |2008-04-10 17:51:45
pani agnieszka chyba nie jest doktorem.
doktorem jes pani kgs

w ogóle
już nic nie skomentuję. bo jak coś napiszę to od razu się ludzie zbiegają...
dan   |2008-04-10 21:33:34
uuu, widzę, że ego pana maciętego rośnie i rośnie, niestety odwrotnie
proporcjonalnie do poczucia humoru. proponuję zimny prysznic. orzeźwia.
macięty   |2008-04-11 15:00:10
moje ego nie urosło, tylko mnie już przerosło, ciąży mi i nade mną, dodatkowo
jestem w ciąży. a poczucia humoru to ja nigdy nie miałem.
najbardziej lubię
zamknąć się w domu i czytać książki. potem piszę krytyczne prace na ich temat.
tak krytyczne, że mnie ludzie prześladują i grożą.
muszę uciekać regularnie z
polski, ścigają mnie. moje życie jest strasznie podłe...

***
wid zę, że nie
można nigdy nikomu zarzucić tutaj kilku rzeczy. jak już napisałem - kółko
wspólnego uwielbienia.
dan   |2008-04-11 17:48:47
co też maciety z tą ciążą? rozumiem, ze maciety ma na myśli kółko wzajemnej
adoracji, a nie uwielbienia (bo zapewne chciał maciety użyć eufemizmu)? cóż
chciałbym, by agnieszka piotrowska mnie uwielbiała, ale od kółka wolałbym raczej
trójkąt. a jak macięty?
Zumurrud   |2008-05-05 12:05:45
Czyta się doskonale. Jest parę potknięć transkrypcyjnych, ale reszta bez zarzutu
A książka sama w sobie całkiem niezła (tak samo zresztą jak film).
One   |2009-04-09 14:13:34
Fakt. Dobra książka.
Gdyby ktoś pytał to książkę można kupić na Allegro.
abu shamaqmaq   |2010-01-16 18:45:22
Obawiam się, że macięty to jednak najbardziej lubi zamknąć się w domu z jakimś
sympatycznym chłopcem.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO