Strona Główna arrow Współczesna proza arrow Bahram Bejzai Samotny junak. Scenariusz, fragment[*]
Bahram Bejzai Samotny junak. Scenariusz, fragment[*] Drukuj
tłum. Ivonna Nowicka   
poniedziałek, 04/02/2008
(...) Przed domem. Dzień. Na dworze i w środku

Drzwi otwierają się i Żołnierz staje w drzwiach; za nim Junak i Dziewczyna, konno.
Żołnierz:        Oto mieszkanie wuja. Tuśmy dorastali z Maral.
Głos ze środka:    Kto tam?
Widok z naprzeciwka. W tle ktoś przychodzi, zagląda i odchodzi.
Żołnierz:        (do pozostałej dwójki na dworze) Zaraz im się języki rozwiążą! Przyglądajcie im się pilnie. Ta, co do mnie nie podejdzie, to moja narzeczona.
Dla żartu stuka kołatką. Junak zsiada z konia, nie bardzo rozumie.
Junak:            Ta, co nie podejdzie?
Dziewczyna:        (przyciszonym głosem) Panny są wstydliwe.
Junak patrzy na nią. Nagle ze środka domu wybiega w kierunku Żołnierza kilka kobiet i mężczyzn, dużych i małych, młodych i starych, w różnym stopniu zaskoczonych, uszczęśliwienionych, podekscytowanych i pełnych niewiary. Obstępują go. Wrzaski, krzyki i rozmowy mieszają się ze sobą i nie wiadomo dokładnie, kto co mówi.
Żołnierz:        (szczęśliwy, woła) Witaj wuju, witaj matko (tuli wszystkich do siebie). Dziękuję wam! Czyżbyście się cieszyli, żeśmy się tyle czasu nie widzieli?
Matka:            Gdzieś ty był, ja tu umierałam z niepokoju o ciebie. (z płaczem) Serce ty moje.
Wuj:            (klepie go po ramieniu) Coś ty porabiał? Zmężniałeś!
Żołnierz:        (śmiejąc się) Zestarzałem się!
Staruszek:        Nabrałeś krzepy!
Matka:            Daj, niech się na ciebie napatrzę. Jeszcze nie mogę w to uwierzyć. Dzięki ci, wielki Boże!
Wuj:            Zwątpiliśmy już, czy jeszcze kiedy cię zobaczymy. W naszych sercach zbierały się łzy i westchnienia. Tyle ślubowań, tyle błagalnych modlitw!
Staruszka:        Witaj w domu.
Matka:            Gdybyśmy mieli przynajmniej pewność, żeś żyw.
Żołnierz:        (do dzieci, które go oblepiły gromadką i wspinają mu się na barana) Tak żeście podrośli, że was nie rozpoznaję. Kto jest kim?
Matka:            (płacząc) Cały czas się modliłam!
Żołnierz:        (uśmiecha się) Całe noce i całe dnie! Gdzie Maral?
Staruszka:        (do dzieci) Odsuńcie się, raz dwa, już was nie ma.
Dzieci odsuwają się o krok, a dorośli z czułością i miłością patrzą na Żołniarza i Maral. Żołnierz mija zebraną wokół siebie grupkę i powoli idzie w kierunku dziewczyny, która stoi sama pod ścianą, onieśmielona.
Żołnierz:        Witam.
Dziewczyna:        (z rozpromienionymi oczami) To ja ciebie witam. (rozpiera ją radość) No, (w końcu patrzy na niego), dobrze, że jesteś!
Żołnierz:        Wiele im o tobie opowiadałem. Chodź, chodź, poznasz moich towarzyszy podróży! Ugość ich. Długą drogę żeśmy razem przebyli. Niebezpiecznie było, oj niebezpiecznie...
Przerywa w pół zdania. Spostrzega, że Junak i Dziewczyna odeszli.
Wuj:            Gdzie, gdzie oni są?
Żołnierz:        Pytał o dowódcę twierdzy i głównodowodzącego stacjonującego tu oddziału zbrojnych. (...)

Duży plac targowy. Dzień. Na zewnątrz

Wuj i Żołnierz idą obok siebie przez tłum. Na całym placu porozstawiane są budy jarmarczne, w nich sprzedawcy najrozmaitszych tkanin, ubrań i jedzenia, pomiędzy nimi kręcą się handlarze obnośni. W jednym rogu siłacz z obnażonym torsem prezentuje swoją moc i zręczność podnieconym widzom, którzy otoczyli go zwartym kołem.
Wuj:            Mój chłopcze, musi nastać sposobna pora. Sposobna pora, powiadam. Przeznaczyli was sobie aniołowie w niebie[**], co do tego nie ma żadnych wątpliwości! Ale musimy przygotować na wasz ślub złoto, atłasy, brokaty, jedwabie...
Żołnierz:        Darujmy sobie huczną ucztę i ciżbę gości, darujmy sobie posag. My się kochamy, wuju. Niech wuj da mi przyzwolenie, żebym uratował ją od nieszczęścia.
Wuj:            Jakiego znowu nieszczęścia? Tatarzy jadą w przeciwnym kierunku. Ze wszystkich stron nadchodzą dobre wieści. (...)

Podwórze domu. Dzień. Na zewnątrz

Siłacz, dysząc ciężko, podchodzi do sadzawki i siada na miękkich nogach. W wodzie pojawia się odbicie jego żony. Siłacz odwraca głowę i patrzy na nią. Kobieta podchodzi bliżej.
Żona:            Co mi dasz w zamian za dobre wieści? Wyobraź sobie, że po tych wszystkich błaganiach i zaklęciach w końcu zaszłam w ciążę. Nie wierzysz? Bóg obdarował nas dzieckiem.
Siłacz:            (łapie oddech, bezgranicznie zdumiony) Dzieckiem?
Żona:            (drgnęła) Nie cieszysz się?
Mężczyzna wpatruje się w nią, jednocześnie wstrząsa nim bezgłośny szloch. Nagle kobieta nadstawia uszu. Z daleka słychać zgiełk, wrzaski, to atak Mongołów. Dopiero teraz pojmuje, dlaczego mąż płacze. Przerażona kładzie dłonie na brzuchu, z jej piersi wydobywa się ryk.

Inna uliczka. Dzień. Na zewnątrz.

Żołnierz chwycił Maral za rękę i ciągnie ją za sobą. W tle przejeżdżają jeźdźcy. Kilku pieszych mija ich z krzykiem. Dziewczyna, przestraszona.
Maral:            Co robisz? Dokąd idziemy?
Żołnierz wciąga ją do jakiegoś składu, w którym najwyraźniej nie ma nikogo.
Żołnierz:        Chodź, no chodź.
Maral:            Po co? Co to za miejsce?

Skład. Dzień. Wewnątrz

Żołnierz wprowadza oporną Maral do składu i nagle przyciąga ją do siebie. Dziewczyna opiera się i odpycha go, chwilami jej opór słabnie, potem znów go odsuwa.
Żołnierz:        Za późno już, żeby ratować się ucieczką! Nie widzisz, że panuje totalny chaos? Przyjechali Mongołowie! Mongołowie!
Maral:            Nie w ten sposób! Nie tutaj!
Żołnierz:        Nie kochasz mnie?
Maral:            Ależ kocham... kocham...
Żołnierz:        Dla ciebie tu przyjechałem. Sądziłem, że mnie kochasz!
Maral:            Kocham cię nad życie. Ale nie powinniśmy tego robić w ten sposób!
Żołnierz:        Wszystkie drogi ucieczki są zamknięte, to już koniec. Niech to przynajmniej będzie dla nas słodki koniec!
Maral:            Czekałam dwa lata, nie spodziewałam się czegoś takiego.
Żołnierz:        (wrzeszczy) Najechali nas Mongołowie, nie rozumiesz?!
Maral:            Nie, kochany, błagam cię. Nie rób czegoś, czego bym miała później żałować. Zawsze strzegłam swojej cnoty.
Żołnierz:        Gdy trafisz do jasyru, będziesz żałowała jeszcze stokrotnie bardziej, jeżeli mi odmówisz!
Maral:            Nie przyrównuj się do wroga. To wróg i uczucie wrogość. To dla mnie jasne. Przecież taki wróg mnie nie kocha.
Żołnierz puszcza ją zawstydzony, chwilę stoi bez ruchu. Potem zabiera się do wyjścia. Ale przy drzwiach podejmuje nagle decyzję.
Żołnierz:        Wyobraź sobie, że jestem wrogiem... (idzie w stronę Maral mocnym krokiem) Wróg nie czeka, nie błaga! (dziko) Jeśli wrogowi przysługuje prawo, które nie przysługuje mnie, to jakże świetnie jest być wrogiem! Tak, jestem wrogiem!... (skacze w jej stronę) Co powiesz teraz? Jestem wrogiem!
Maral krzyknęła i uciekła w róg. Żołnierz dopada jej.
Żołnierz:        Dokąd to, ślicznotko? Jestem wrogiem, co zrobisz z wrogiem?
Słowa zamierają mu w gardle, z niedowierzaniem, dźgnięty, puszcza Maral. Jej mały kindżał tkwi w jego brzuchu. Robi krok do tyłu, kindżał zostaje w dłoni dziewczyny. Z otwartymi ustami osuwa się na ziemię u jej stóp. Maral mimo woli wydaje z siebie okrzyk przerażenia i ciska kindżał precz. Jakiś Mongoł biegnie akurat uliczką i ściągnięty jej głosem, zagląda do środka. Maral odwraca się spanikowana i staje z nim twarzą w twarz. Mongoł rechocze uradowany. Pod dziewczyną uginają się nogi, w tej chwili on chwyta ją w swoje łapska. Nachyla się nad nią i oboje znikają z obrazu. (...)
przekład z języka perskiego Ivonna Nowicka


O reżyserze

 Bahram Bejzai (1938, Teheran), irański reżyser, dramaturg, wykładowca, publicysta. Współzałożyciel i członek irańskiego stowarzyszenia pisarzy Kanun-e Newisandegan-e Iran (1968). Wykładał w Zakładzie Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Teherańskiego. W przeddzień rewolucji był jednym z prelegentów podczas słynnych upolitycznionych „Dziesięciu Nocy” organizowanych w Teheranie przez pisarzy i intelektualistów irańskich. Artykuły o filmoznawstwie i irańskich formach teatralnych, m.in misteriach pasyjnych „ta’zije”, opracowania naukowe o teatrze japońskim i chińskim. Ze względu na zainteresowania przedmuzułmańską Persją i przeszłością swojego kraju wiele sztuk i filmów osadza w czasach historycznych. Sztuki: „Qorub dar darja-je qarib” (Zachód słońca nad obcym morzem, 1962), „Qesse-je mah-e penhan” (Historia ukrytego Księżyca, 1962) – obie wystawione w 1964 w teatrze im. Sary Bernhardt w Paryżu, nadto „Hasztomin safar-e Sendbad” (Ósma podróż Sindbada, 1964), „Marg-e Jazdagerd” (Śmierć Jazdagerda, 1979; na jej podstawie nakręcony w 1981 r. film), „Szab-e hezār-o-jekom” (Noc tysięczna pierwsza, wyd. 3. 2006) i inne. Najważniejsze filmy: pierwszy, kultowy „Ragbar” (Ulewa, 1971), w którym objawiła się już jego dojrzała stylistyka, „Ruz-e waqe’e” („Dzień sądu ostatecznego”, scenariusz z 1982), „Szajad waqti digar” (Może kiedy indziej, 1987), wyświetlane w telewizji polskiej „Baszu – mały obcy” (Baszu, qaribe-je kuczak, 1985) i „Podróżni” (Mosaferan, 1991) oraz niedawny „Sagkoszan” (Zabijanie psów). Większości swoich wizji filmowych nie zdołał zrealizować, więc scenariusze wielu z nich wydał w postaci książkowej: właśnie „Samotny junak” (Ajjar-e tanha, napisane 1970, wyd. 1994), o zagładzie, jaką przyniósł zwykłym ludziom najazd hord mongolskich na Persję z pocz. XIII w., „Qesseha-je mir-e Kafanpusz” (Opowieści amira Odzianego w Całun; napisane 1979, wyd. 1984), „Tumar-e szejch-e Szarzin” (Zwój szejcha Szarzina, 1979, wyd. 1986), „Tarich-e serri-je soltan dar Abeskun” (Tajna historia sułtana w Abeskunie, 1983, wyd. 1986).
    Należy zauważyć, że ze względu na ograniczony dostęp Irańczyków do kina światowego wydawanie scenariuszy jest tam bardzo popularne i wiele znanych obrazów dotarło do odbiorców właśnie w formie drukowanej (w tym „Trzy kolory” Krzysztofa Kieślowskiego i „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego).
I.N.


Przypisy

* Powyższy przekład wraz z notą biograficzną o Bahramie Bejzaim ukazał się po raz pierwszy w książce: „Mała antologia literatury perskiej”, praca zbiorowa pod redakcją Katarzyny Javaheri, Kraków, Persepolis 2006, s. 96-100. Tu minimalnie podretuszowane, (przyp. I.N.).
** W Persji/Iranie małżeństwa krewniacze ciotecznego i stryjecznego rodzeństwa od starożytności uważane były za związki z góry zawiązane w niebie i szczególnie błogosławione. Praktykowane są do dziś dnia, (przyp. I.N.).
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej