Dawno nie byłam na filmie, na którym publiczność w kinie reagowałaby tak spontanicznie na to co, co widzi na ekranie. I nie sądzę, żeby jedynym powodem takiego stanu rzeczy był fakt, że na sali siedziały same kobiety – płeć znana oczywiście ze swej bardziej emocjonalnej natury...
Karmel miałam okazję, wraz z kilkoma innymi Paniami z ARABII, obejrzeć w ramach kobiecych wieczorków organizowanych prze Kinotekę. Stąd na seansie nie był obecny żaden mężczyzna. Łatwo się domyślić, że Karmel nie został przez organizatorów wybrany przypadkowo. Film ten opowiada o kobietach z kobiecego punktu widzenia. Wszystkie główne postaci są płci żeńskiej, reżyserem Karmelu jest zaś Libanka, Nadine Labaki.
Bohaterki łączy salon kosmetyczny Si Belle. Niektóre w nim pracują, inne są jego stałymi bywalczyniami. Tutaj obnażają nie tylko swoje ciała, ale i dusze – rozmawiają o swoich problemach, przeżywają osobiste dramaty, szukają wsparcia. Każda z nich ma swój dylemat, którego rozwiązanie nie jest wcale proste. A kto zrozumie je lepiej niż inne kobiety?
Jedna z nich ma romans z żonatym mężczyzną, druga po rozwodzie z mężem próbuje znów poczuć się atrakcyjną, młodą kobietą i rozpocząć karierę gwiazdy showbiznesu, trzecia wychodzi wkrótce za mąż, a nie jest dziewicą, czwarta to starsza kobieta, która swoje życie poświęciła chorej psychicznie siostrze i nie wie, co ma uczynić z zalecającym się do niej mężczyzną, w końcu piąta odkrywa w sobie homoseksualne skłonności... Wydawałoby się zatem, że właściwie dla wszystkich z nich prowokatorami życiowych kłopotów są mężczyźni. Ale czy na pewno? Kto kazał Layale wiązać się z żonatym mężczyzną? Czy nie mogła spodziewać się tego, iż związek z nim nie będzie łatwy? Czy Jamale sama nie wpędziła się w szalony pęd za przemijającą urodą? Czy narzeczony Nisrine na pewno miałby pretensje o to, że nie jest dziewicą? Czy Nisrine nie wiedziała wcześniej, że nie dochowując ‘czystości’ do ślubu, będzie miała problem przy zamążpójściu? Czy ktokolwiek wymagał od Rose poświęcenia swojego życia dla chorej Lili czy też to ona sama przyjęła na siebie ten obowiązek? I czy zakochany w niej, miły starszy pan, który przychodzi do jej punktu krawieckiego nie jest raczej błogosławieństwem niż kłopotem? I kto inny niż sama Rima powinien zadecydować o tym, czy interesują ją mężczyźni?
Mężczyźni, o których mowa w filmie, albo nie pojawiają się na ekranie wcale, albo też są sympatycznymi bohaterami, którym tak naprawdę trudno coś zarzucić. Nie jest to zatem film piętnujący mężczyzn, a raczej ukazujący uwikłanie kobiet w trzymanie się norm społecznych, ślepe dążenie do idealnego wyglądu i dziwnej mieszanki ich własnych emocji i narzucanych sobie wymagań. Na pewno nie bez znaczenia pozostaje fakt, że akcja filmu ma miejsce w Libanie, a konkretnie w Bejrucie.
Miasto i jego życie zostało pokazane w sposób realistyczny. Tak, w Bejrucie mandaty znalezione za wycieraczkami samochodów naprawdę nie stanowią niczego ważniejszego od błąkających się po ulicach papierów...
Realizm filmu jest zapewne również wynikiem specyficznego doboru aktorek. Nie są to profesjonalistki, a zwyczajne kobiety znalezione przez reżyserkę i dobrane pod kątem dopasowania do ról, które Nadine Labaki wcześniej opracowała. Sama reżyserka gra Layale, właścicielkę salonu.
Mimo kobiecej tematyki film można polecić również mężczyznom. Mogą oni obejrzeć świat płci przeciwnej od dość intymnej strony, od samego wnętrza, do którego panowie nieczęsto są wpuszczani. Wystarczy przypomnieć sobie scenę z filmu, gdy do salonu kosmetycznego wchodzi mężczyzna... Jego zagubienie i zdziwienie obecnych w salonie klientek mówią wszystko.
To świat kobiet, w którym kobiety czują się swobodnie. Tu nikt nie wstydzi się zapytać, czy siedząca obok dziewczyna nie ma przy sobie podpaski. Tu nie trzeba niczym przed mężczyznami grać chodzącego ideału – można się popłakać, można w końcu nie udawać, że każda kobieta rodzi się bez owłosienia na nogach, i przyznać, że pewnym wieku należy stanąć przed faktem, że na naszych twarzach pojawiają się z czasem zmarszczki.
Podsumowując, film jest po prostu świetny. Nie tylko nam, członkiniom ARABII przypadł do gustu – to akurat można byłoby zrzucić na karb naszych specyficznych zainteresowań. Na spotkaniu po seansie pytałam wielu kobiet, czy podobał im się Karmel. Wszystkie zgodnie przyznały, że film jest rewelacyjny. Biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, jak rzadko filmy arabskie trafiają do naszych kin, naprawdę warto przekonać się o tym samemu.
P.S Karmel z tytułu filmu jest swoistego rodzaju symbolem – z jednej strony dokonuje się nim w tym regionie geograficznym depilacji, a więc zadaje ból. Z drugiej strony zaś ma on słodki smak...
Film rzeczywiście rewelacyjny. Chętnie po jakimś czasie obejrzę go jeszcze raz, żeby uchwycić więcej szczegółów i wsłuchać się w uroczy dialekt libański. Mam nadzieję, że zapowiada narodziny nowego kina arabskiego, które jak do tej pory pozostaje o lata świetlne za kinem irańskim.
Można sobie tylko życzyć, żeby ten film obejrzeli niektórzy "znawcy" i "znawczynie" obyczajów arabskich z forum Arabii i nie tylko, święcie przekonani, że kobiety arabskie (wszystkie jak leci) są zahukane i stłamszone, i oczywiście wszystkie muszą się szczelnie zakrywać
Niestety, organizatorzy (Kinoteka) nie grzeszą nadmiarem wyobraźni, zakładając, że publiczność ze sporej sali kinowej można upchnąć na poczęstunek w maleńkiej kawiarence. Ale to taka uboczna uwaga.
kgs
- siła wyższa
|2007-11-12 09:56:56
To niestety siła wyższa - otwarcie festiwalu filmów rosyjskich.
Swoją drogą szkoda, żeśmy się nie spotkały
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...
Toruń w kręgu kultur...
hej -