|
Na stronie internetowej autorki „Ulicy Rajskich Dziewic” Barbary Wood czytamy, że jeden z krytyków gazety „Detroit Free Press” komentuje książkę jako „Wielką…Znakomitą…”. Uważa, że „powinna zostać bestsellerem”. Mogę zgodzić się jedynie z ostatnią częścią jego komentarza.
Jeśli ktoś śledzi perypetie bohaterów „Mody na sukces”, lubi intrygę, opowieści o mezaliansach, zdradzie, oszustwie, tajemnicy i morderstwie, to książka „Ulica Rajskich Dziewic” zaspokoi każdą z tych potrzeb. Dodatkowo autorka proponuje czytelnikowi modną ostatnio atmosferę orientu. Gdy zasiadałam do czytania ponad czterystustronicowego dzieła, życzyłam sobie, żeby nie było to „czytadło”, a więc kolejna dobrze czytająca się książka o skandalicznych dla zachodniego czytelnikach obyczajach i tradycjach świata arabskiego. Życzyłam sobie, żeby poruszane w niej kwestie opisywane były mądrze, krytycznie i wnikliwie. Fabuła powieści rozpoczyna się w 1945 roku i toczy wokół historii klanu Raszidów, wpływowej i bogatej kairskiej rodziny. Główny bohater, choć właściwie głównych bohaterów jest tu wielu – Ibrahim Raszid - jest nadwornym lekarzem króla Egiptu - Faruka. Jako głowa dość licznej rodziny, stara się o syna, który przedłużyłby linię Raszidów. Ponieważ Ibrahim zawsze pragnął dorównać swojemu okrytemu ogromną estymą zmarłemu ojcu, robi wszystko by był z niego dumny: gdy jego żona nie może urodzić syna, adoptuje (co w islamie nie jest sankcjonowane) syna pewnej wieśniaczki, po czym żeni się z kolejnymi kobietami w nadziei, że z którąś spłodzi męskiego potomka. W międzyczasie jego córki Yasmine (z matki Angielki) i Kamelia dorastają i odkrywają trudy bycia kobietą w Egipcie. Yasmine, która marzy o zawodzie lekarza, zostaje wydana za mąż za swojego agresywnego i samolubnego kuzyna Omara, który się nad nią znęca. Kamelia, zaś chce zostać tancerką. Piękne kobiety o nieskazitelnym sercu i sumieniu, postępują w pewnym momencie wbrew kodeksowi etycznemu i jedna z nich – Jasmine zostaje wyklęta z rodziny. Nie jest to zresztą jedyny przypadek wypędzania członka rodziny z domu Raszidów, gdyż wcześniej ,w niewiadomych okolicznościach „uznana za zmarłą” zostaje siostra Ibrahima - Fatima. Dopiero końcowe rozdziały wyjaśniają nam, co się stało z ową kobietą. Jedną z ważniejszych bohaterek jest również babka rodu- Amira, która nie może przypomnieć sobie, co wydarzyło się w jej przeszłości zanim wyszła za mąż. Niepokoją ją dziwne sny i wciąż ma wrażenie, że Bóg próbuje jej przez nie coś powiedzieć. Po przeczytaniu powieści zadałam sobie trzy pytania: Jaki obraz islamu prezentuje książka? Co daje czytelnikowi, który nie zna kultury arabsko-muzułmańskiej? Co daje czytelnikowi, który miał już kontakt z kulturą arabsko-muzułmańską i chciałby ją jeszcze lepiej poznać? Najpierw o obrazie islamu… W powieści „Ulica Rajskich Dziewic” islam jest okrutny, brutalny, krwawy i bezwzględny. Ludzie żyjący w tej kulturze odczuwają wiecznie frustrację związaną z niemożliwością spełniania swoich ambicji. Wiele z nich czuje się niekochanymi, szczególnie kobiety. Od dziecka uważane są one jedynie za potencjalne żony i matki. Jeśli dziewczyna urodzi się niepełnosprawna, np. kulawa, jej szanse na zamążpójście są bardzo nikłe. Dlatego przez rodzinę traktowana jest z pobłażaniem i litością. Nie podlega ona wtedy procedurze obrzezania, bo skoro z góry założono, że nie znajdzie męża, to nie ma takiej potrzeby. Reszta dziewcząt natomiast przechodzi ten rytuał, którego celem jest usunięcie „złego” i „rozpustnego” elementu ich ciała. A więc jaki jest obraz islamu w powieści – stereotypowy. Przejdźmy teraz do tego, co książka daje czytelnikom z różnym poziomem wiedzy o islamie. Czytelnik, który niejako zna realia i wie, że nie zawsze musi być tak, jak książka to opisuje, złapie się za głowę i zapewne nie dokończy lektury. Jednak ostrzegam, że powieść ta przysparza orientalistom dużo kłopotów. Otóż ileż to czytelników tej powieści będziemy musieli poprawiać! Ileż dodatkowej pracy i czasu będziemy musieli spędzić na wyjaśnianie meandrów religii Mahometa. Będziemy musieli tłumaczyć, że „przecież to nie jest cały islam. Rzadko kiedy się już tak robi, jedynie w pewnych kręgach” itd. itp. Chcę jednak usprawiedliwić autorkę. To nie jest wina producentów „Mody na Sukces”, że ją oglądamy. Gdyby nie było zapotrzebowania na takiego rodzaju rozrywkę, nie powstawałaby w tak przytłaczającej ilości. Zawsze z pewnym dystansem podchodziłam do pozycji traktujących o świecie, który jest mi obcy. Przecież, skoro nie wiem jak żyje się np. w Japonii, jestem skłonna uwierzyć we wszystko. To jest tak, jak z kuchnia chińską –dla nas sprawa zupełnie oczywista. Każdy Polak na ulicy znalazłby definicję terminu „kuchnia chińska”, poparłby ją co najmniej pięcioma przykładami i wskazał pytającemu najbliższe bary, w których można jej zakosztować. Otóż, byłam w szoku, kiedy się dowiedziałam ,że kuchnia chińska….nie istnieje. Tak, to prawda! Okazuje się, że Chiny są tak ogromne, że każda prowincja ma swoją osobną, dla niej tylko typową kuchnię, a dania, które są nam serwowane na Zachodzie to po prostu zwykły chwyt marketingowy i merytoryczne oszustwo. Należy więc zadać sobie pytanie, czy bardzo boli nas to, że zostaliśmy w ten sposób „oszukani”. Dla większości ludzi nie ma znaczenia, czy jedzą kurczaka po chińsku, czy po syczuańsku. Nie możemy zarzucać autorce że robi coś, czego sami – jako amatorzy i propagatorzy kultury arabsko-muzułmańskiej- się w pewnym sensie dopuszczamy. Przecież to nie lada zadanie mówić o islamie tak, aby głosić o nim prawdę i jednocześnie zachęcić słuchacza do sympatyzowania z nim. Dlatego idziemy często na łatwiznę i ograniczamy się do typowych „błyskotek” islamu, do pokazywania tego, co marketingowo jest jak najbardziej trafne, a niewiele wnosi do wiedzy na temat mieszkańców rejonu Półwyspu Arabskiego oraz Afryki Północnej. Barbara Wood zrobiła podobnie- skoro nie jest w stanie wyjść poza stereotyp, zostanie po jego stronie. Wydaje się więc, że w pewnym sensie jest to ów „orientalizm”, o którym mówi Edward Said w swoim dziele o tym właśnie tytule - moda, tendencja na to, co dalekie, orientalne i niebezpieczne. Zawsze w takich książkach „niebezpieczną i barbarzyńską” kulturę traktuje się z góry, bez zastanowienia i refleksji nad autentycznością podanych jak na tacy treści. Książka „Ulica rajskich Dziewic” nie wymaga od czytelnika niczego. Może oprócz wytrwałości, bo bardzo ciężko jest przebrnąć przez język, którym powieść została napisana. Z każdego słowa, z każdego zdania kapie patos. Język powieści jest według mnie nienaturalny, ciężki i łzawy. Znajdujemy tu wiele powtórzeń- zdań, które czytaliśmy wcześniej, sformułowanych w sposób prawie że identyczny. Odnosi się wrażenie, że autorka chciała po prostu jak najszybciej wypełnić białą przestrzeń papieru. Treści jest wiele - mnóstwo wątków, które się ze sobą w pewnym monecie splatają, historie ludzkie się powtarzają , a każdym bohaterem rzekomo kieruje Przeznaczenie. Przeznaczenie to jest tak silne, że w pewnym momencie Yasmine, która angażuje się w misję charytatywną w południowym Egipcie przypadkiem odnajduje w jaskini na pustyni swojego zaginionego brata… W książce brakowało mi pewnego „przyziemnego” rozwoju wypadków. Wiele wydarzeń jest tu tak przypadkowych, tak zupełnie abstrakcyjnych, że trudno brać tę pozycję na poważnie. Jest to właśnie charakterystyczne dla oper mydlanych, gdzie ojciec okazuje się własnym synem, a córka siostrą… Gdyby książka była krótsza, poleciłabym ją na nudną jazdę autobusem, ale ponieważ ma ponad 400 stron… szkoda oczu. *** B. Wood, Ulica rajskich dziewic, Książnica, Katowice 2006;
|
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...
Toruń w kręgu kultur...
hej -