Strona Główna
Kurdyjska tożsamość (w prozie Salima Barakata) Drukuj
prof. Ewa Machut-Mendecka   
środa, 06/06/2007

Panorama z góry Nebo (fot. Marek Górecki)Nie ulega wątpliwości, że w arabskiej prozie współczesnej (rozwija się od II poł. XIX w.) większość postaci to Arabowie oraz muzułmanie, co jest mniej lub bardziej oczywiste, stanowi kanwę dla rozwoju fabuł i akcji, a rzadziej wynika stąd określony temat literacki. Bohaterowie tej prozy mają też zazwyczaj bardziej uszczegółowioną tożsamość:

fsą Egipcjanami (Mahmud Tajmur, Jusuf Idris), Irakijczykami (Abd ar-Rahman ar-Ruba’i), Syryjczykamo (Hanna Minna, Walid Ichlasi) czy Sudańczykami (At-Tajjib Salih). Inaczej dzieje się w świecie prozy Abd ar-Rahmana Munifa (zwłaszcza w powieściach z cyklu - pięcioksiągu „Miasta soli” - Mudun al-milh), Jordańczyka saudyjskiego pochodzenia, w którym przynależność wszystkich do arabskiego państwa nieokreślonego z nazwy, przesądza o ich tożsamości - należą do jednej wielkiej wspólnoty Arabów.

Mimo wszelkich problemów z tym związanych, może nawet pierwszoplanowych, w prozie Munifa chodzi o tożsamość z większością arabską na obszarach Bliskiego Wschodu, którą łączy język, tradycja i współczesne znaczenie. Inaczej mają się sprawy, gdy pisarz z tamtych stron zabiera głos w imieniu mniejszości, roztrząsając jej problemy, wówczas wzrasta znaczenie tożsamości, a związane z tym sposoby myślenia o sobie, o swoich i obcych w sposób naturalny pochłaniają uwagę: 

Jak pisze Amin Maaluf - libański pisarz francuskiego pochodzenia: „Fakt, że jestem chrześcijaninem i władam arabskim - świętym językiem islamu, w charakterze języka ojczystego, stał się jednym z podstawowych paradoksów, wykuwających moją tożsamość. Mówienie tym językiem wiąże mnie nierozerwalnie z tymi wszystkimi, którzy go używają w swych codziennych modlitwach i, w ogromnej większości, znają gorzej ode mnie. Gdy podczas podróży po Azji Środkowej uda nam się spotkać na progu madrasy starego erudytę, wystarczy odezwać się do niego po arabsku, aby z miejsca poczuł się na przyjaznym gruncie i mówił od serca, czego nigdy by nie zaryzykował, rozmawiając z kimś po rosyjsku lub angielsku. 

Arabski jest dla nas językiem wspólnym - dla niego, dla mnie i dla ponad miliarda ludzi.[1]” Niemniej pracy, z której pochodzi powyższy fragment autor nadał tytuł Zabójcze tożsamości (1998, Warszawa: PIW), co skłania tym bardziej do refleksji nad mniejszościami Bliskiego Wschodu.            

Kwestię tę podejmuje kurdyjski pisarz Salim Barakat, autor o wzrastającej sławie zarówno w świecie arabskim jak i na zachodzie. Takie jego powieści takie jak Żelazny Świerszcz (Al-Dżundub al-hadidi, Bejrut 1980), Zagraj głośno, zagraj tak głośno, jak tylko możesz (Hatihi alijjan, hat an-nafir ala achrihi , bejrut 1982) Astronomowie w dniu śmiertelnego wtorku. Przejście flamiga (Al-Falakijjun fi sulasa al-mawt. Ubur al-baszrur, Bejrut 1994), Ruiny drugiej wieczności (Ankad al-azal as-sani, Bejrut 1999 ) są kanwą dla tego artykułu.  

Urodzony (1951 r.) w północnej Syrii, dzisiejszy emigrant, przez wiele lat mieszkał w Libanie (gdzie zajmował się pracą wydawniczą), osiadły na Cyprze, a obecnie (w chwili pisania tego tekstu) zamieszkały w Szwecji pisarz i poeta, jak wielu innych twórców kurdyjskich włącza się ) Salim Barakat włącza się w nurt odnowy swojej kultury (przypadający na XIX i XX w.), pisząc w języku większości, którym włada od dziecka - a więc arabskim.  

W jego twórczości rozpościera się peryferyjny świat, niedopasowana czy luźno dopasowana do innych obszarów przestrzeń z jej mieszkańcami o zróznicowanej świadomości etnicznej czy narodowościowej, na plan pierwszy wysuwa się jednak tematyka kurdyjska. Z prozy Barakata wyłania się literackie studium kurdyjskości z uwzględnieniem odcieni i znaczeń tego pojęcia. Na świadomość tę składa się tu cała gama uczuć, zjawisk, sposobów rozumowania oraz niekończących się przeżyć i doświadczeń. Być Kurdem oznacza borykać się z geografią i historią, mieć i nie mieć dzieciństwa, dorastać i dojrzewać pojmując coraz bardziej skłóconą naturę otaczających zjawisk, pozostawać w symbiozie ze swoimi, odcinać się od nich - z własnej woli czy z musu- i pytać, kim oni są. Stąd wyłania się dylemat tożsamości, który obywatele owego świata mają we krwi, jako dynamiczny motyw zachęcający i zniechęcający do działania, do związku z miejscem urodzenia i do tułaczki.                       

Obywatelstwo pogranicza    

Świat Kurdów z prozy Barakata zakorzeniony w Kurdystanie, jakby nieświadom granic i podziałów, rozpościera się na pograniczu Syrii i Turcji, Iraku i Iranu jako kraina o zatartych konturach, w której zderzają się i przenikają obyczaje i tradycje i gdzie każdy zna swoje miejsce z dziada pradziada, dzięki chwiejnej, lecz trwałej stabilizacji swojej rodziny wśród wydarzeń tego zapalnego regionu. Słabo zróżnicowane w świadomości mieszkańców pogranicze zarysowane w Żelaznym świerszczu, jako obszar z Turcją za miedzą i setkami kilometrów do Damaszku, leży jednak po stronie syryjskiej i nazywane jest północą. Zaciera się tu granica państwowa między obydwoma, która na mapie tego regionu wyznaczyły mocarstwa kolonialne, kreska na piasku w pojęciu mieszkańców, którą bez trudu udaje im się przekraczać. Rodziny kurdyjskie rozrzucone są po obu jej stronach, krewni chętnie się odwiedzają, swoi ułatwiają sobie niezliczone interesy, niekoniecznie legalne w strefie przygranicznej, bez których trudno byłoby przetrwać na tej północy, poza miejscem do życia niewiele mającej do zaoferowania mieszkańcom. Na pograniczu panuje nieustanny ruch, stając się normą zapewniającą tutejszym rodzaj stabilizacji: „Nasze miasto leży na granicy tureckiej. Między nimi a nami rozciąga się szeroki pas drutów kolczastych, ale nie powstrzyma nas, gdy pragniemy dostać się do nieznanego kraju. Wchodzimy do Turcji w miejscu małego przerzedzenia drzew chinowca i krzaków dzikiej róży. Mały przewodnik (12 lat) , w tym samym wieku, co my wie, gdzie leżą miny, a Turcy nie bardzo potrafią je znaleźć...(....) Wchodzimy do Mardinu, miasta winogron i rodzynek. Wymieniamy daktyle na tytoń (nie ma palm w Turcji), a za kilogram daktyli dostaje się pięć pudełek znakomitego tytoniu. Gdy wrócimy, sprzedamy tytoń właścicielom sklepów po śmiesznej cenie”.[2]

 Żywe poczucie sąsiedztwa z obszarem położonym za tą granicą i jej mieszkańcami wzbogaca tutejszy świat i tak różnorodny i barwny, bo któż na owej północy nie mieszka!  Jej „wioski rozciągają się na tym samym obszarze geograficznym i dzielą ze sobą owoce oraz zwyczaje, poczynając od Asyryjczyków, a kończąc na Kurdach i Jazydach”. 

W powieści tej widać, jak żyją obok siebie różne środowiska (Jazydzi to w świecie naturalnym przede wszystkim Kurdowie, ale autor rozróżnia jednych i drugich w tej powieści), trzy mniejszości, które choć mają tak wiele ze sobą wspólnego, kultywują swoje obyczaje i zachowują odrębność: 

"Wioski asyryjskie były bezkonkurencyjne w uprawie winorośli, a wioski kurdyjskie i Jazydów słynęły z hodowli bydła i zwierząt domowych, udawały się im też małe uprawy cukinii i bawełny. To wszystko jednak traciło znaczenie w porównaniu z niezwykłymi obyczajami Jazydów. Byliśmy wtedy dziećmi, nie obchodziła nas historia, nie było ważne dlaczego Jazydzi stali się ugrupowaniem ezoterycznym ani sposób, w jaki ono powstało, ani też jaki wpływ miałaby Wielkiej Brytania na ich los, gdy uznała ich za mniejszość na wschodzie (.....)Ze zdumieniem patrzyliśmy na mężczyzn, splatających włosy w warkocze, jak kobiety i zapuszczających tak gęste wąsy, że nie widać było ust. Byli brudni, nie kapali się i czcili króla-pawia albo wielkiego szatana, jak powiadano”[4].  

Na północy mieszka też mniejszość żydowska, a kurdyjscy chłopcy z kolei podziwiają urodę młodych żydówek, z których każda "splata włosy w warkocz sięgający pośladków”[5].    

Beduini - Arabowie z krwi i kości niechętni życiu osiadłemu ze swoim ograniczonym stanem posiadania - z biedy, a także - aby nie krępować sobie ruchów w czasie wędrówek, i ze swoją bogatą kulturą, żyją po dawnemu z trudem asymilując się w czasach współczesnych 

"To nie rząd upadł ani rząd nie powstał. To Beduini zaatakowali kino Szeherezada, zaczęli szturmować miasto z każdej strony, szli piechotą, jechali na wózkach zaprzężonych w muły, na osłach i w wielkich, wyładowanych wozach.. Gdyby Beduini otrząsnęli się z kurzu, nad całą drogą zawisłaby wielka żółta chmura, tak że miasta nie byłoby widać przez na dwa dni.(....)Beduini są wszędzie, najwięcej z nich gromadzi się na chodniku prowadzącym do kina. Przychodzą rankiem i czekają do wieczora, kiedy wpuszcza się do tego przybytku bez dachu pierwszych widzów. Po wyjściu z kina śpią na chodniku, żeby rankiem udać się do swoich dalekich wiosek”[6]

Kurdowie - protagoniści tej prozy - próbują żyć i przetrwać na wspólnej ziemi jak inni; Asyryjczycy, Jazydzi, Beduini, żydzi, cyganie i wszyscy pozostali legitymując się wraz z nimi symbolicznym obywatelstwem północy. 

Wszyscy intuicyjnie rozpoznają swoich, wspólnoty trwają, za pan brat z przyrodą, liczą się z nią na każdym kroku, szanują jej uwarunkowania, wśród nich naturalne podziały regionu, bez tego szacunku, dawno groziłaby im zagłada, więc uświęcają swoje przekonania tradycją, niechętni zmianom niosącym zagrożenie. Po przodkach dziedziczą ziemię, która jest dla nich jednym wielkim Kurdystanem, nie pamiętając (czy nie do końca pamiętając), że dzisiaj to Irak, Turcja, Iran i że obszar ten znajduje swoje przedłużenie w północnych rejonach Syrii.

Kurdowie wciąż wędrują po tym bezkresnym Kurdystanie w Ruinach drugiej wieczności niepomni, czy są jeszcze w Iranie, czy już w Iraku szukając sposobów na przetrwanie: „Resztki zboża pozostałe po żniwach szły do brzuchów owiec, które rodziny pędziły stadami z brzegów Jeziora Uramijja najdalej na wschód wysuniętego miejsca w Kurdystanie irańskim. Pasterze szli tędy co roku, każdego lata, tylko nie tego, kiedy nie dawali rady, bo nagle spadł na nich upał. Łodyżki zboża złociły się wówczas na równinach i nie wytrzymywały tego nadmiaru złota, jakim raczyło ich oślepiające słońce. A przecież tuż tuz była wilgotna jesień, która wymową swoich barw spróbuje powstrzymać napór czasu”[7].     

Kurdowie z prozy Barakata są tak samo pewni swojej tożsamości, jak i jej zagrożeń, jest ona z jednej strony wartością bardzo trwałą, wydawałoby się niezniszczalną, z drugiej - na granicy rozpadu. Uchwycenie istoty owego zjawiska być może ułatwi język psychologii:   Jak pisze Hanna Malewska-Peyre:„ Tożsamością pozytywną nazwiemy, przekonanie, że posiadamy zalety i uzdolnienia; Że przynajmniej w pewnej mierze możemy wpływać na otoczenie i że porównania z innymi nie są dla nas niekorzystne. Ta „pozytywność” jest oznaką zdrowia psychicznego i dobrego przystosowania. Oczywiście poczucie własnej wartości podlega fluktuacjom”[8].    

Geografia w tej prozie jest główną płaszczyzną odniesienia dla  dylematu kurdyjskiej tożsamości. Wykładnią tej tożsamości pozostaje jeden wielki Kurdystan, jednolity teren naturalnych działań ludzkich, w wyniku których staje się krainą przeciwieństw - skrajnej prostoty i wysokiej sztuki, a interferencje tych zjawisk nadają jej znaczenie źródła kultury.     

Sztuka rozwija się w ostępach Kurdystanu (zwłaszcza Ankad al-azal as-sani), zdala od świata, gdzie pasterze mają dosyć wełny, aby zamienić ten obszar w jeden wielki warsztat tkacki i konkurować z ojca na syna pomysłowością i artyzmem swoich wytworów. Doprowadzają do perfekcjj wzory i barwy, tkaniny, jakie tworzą to prawdziwe arcydzieła, nie gorsze niż powstające w ich sąsiedztwie dywany tkane przez Persów. Tkactwo, przędzalnictwo jest chlubą Kurdystanu, im dalej na wschód tym bardziej przesiąkniętego tradycją irańską z wielkiej epoki Safawidów, kiedy rozkwitła kultura Iranu wciągając w swoją orbitę cały Bliski Wschód. Rzemieślnicy-artyści pracują z najwyższą pasją, oddani swojej sztuce, są wśród nich twórcy zdolni dla niej na wszystko, jak Jilmaz, który nie przestaje wyszywać w więzieniu, rysuje i pokrywa koralikami chustki, poszewki i ubrania więźniów:  .„Rysował hurysy o pełnych piersiach, kraby jak małe indyczki, ryby z twarzami dzieci-starców, oczy ptaków, mewy jak kreseczki na falach, statki większe niż samo morze z żaglami, które łopotały pod sufitem celi.”[9]

Po czym nie chciał opuścić więzienia i swojej sztuki, a zmuszony do tego: „Wyszywał dalej, a koraliki sypały się z worka na ziemię w ślad za nim. Wyszywał kręcąc się wokół własnej osi, idąc gdzieś po poboczach dróg, mijając rozstaje, zaczepiając o krzaki, jakby wyzywał samą wolność albo chciał ogarnąć przestrzeń, aż leciały jego koraliki jak świetliste robaczki z krzaków na równinę, ze zboczy górskich do wąwozów, ze szczytów do przepaści, od brzasku do zmierzchu. Przecinał Kurdystan turecki idąc w kierunku koryta Tygrysu, jakie sobie wyzłobił w południowej części Taurusu, gdzie przywarł do granicy syryjskiej, skąd popłynął do Iraku”[10]

Kurdystan z Astronomów... i Ruin drugiej wieczności, choć przezywa kataklizmy pod działaniem żywiołów, to szczęśliwa kraina wełny, przędzy i śpiewu, zachłystująca się pięknem swoich kilimów i muzyką. W porze wieczornej daleko rozbrzmiewają pieśni pasterzy po obu stronach Eufratu. W Ruinach drugiej wieczności rozwija się też świadomość, jak bezcenne jest to dziedzictwo przechowywane w ludzkiej pamięci, za wszelką cenę trzeba zebrać teksty piosenek - ludowej poezji, gdyż pójdą w zapomnienie, zwłaszcza że zbieracze dziedzictwa folkloru stają się przypadkowymi ofiarami prowadzonych walk.     

Kurdystan w XX w. trzyma się swoich prastarych praw, których z żelazną konsekwencją przestrzegają pasterze-tkacze -śpiewacy ze swoim nikłym poczuciem mijającego czasu, wypełniając go niestrudzoną pracą, przerywaną wspólnym piciem herbaty, zawsze o niebiańskim smaku, rytuał powtarzany co wieczór. I koniecznie trzeba być gotowym na świętą chwilę, w której zjawi się gość, aby sięgnąć po odpowiedni ozdobny imbryk jako nieodzowne naczynie liturgiczne: „W okienku izby gościnnej Karim trzymał wysoki imbryk zwężany w środku, o dziobku wygiętym jak dziób flaminga. Na jego powierzchni można się było doliczyć dziewiętnastu nacięć tak delikatnych, jak muśnięcie skrzydeł ruchem, który potrafi wykonać każde latające stworzenie od gawrona i wróbla po ćmę i szarańczę. Był to jedyny imbryk do gorzkiej kawy w całym domu, opuszczający swój ołtarzyk na półce tylko, gdy nadciągali obcy”[11]. Kurdowie z dziewiczego Kurdystanu są pewni swojej tożsamości. Kłopoty z nią oznacza w Ruinach drugiej wieczności wtargnięcie obcych i gdy wspólnota Kurdów straci swoją spójność na ziemiach pogranicza w pozostałych powieściach. Wśród obcych jest niebezpiecznie, można narazić na szwank honor i życie. Kraj Kurdów staje się miejscem koczowania po coraz to innej stronie granicy. Nadgranicznej tureckiej wiosce nie udaje się uniknąć ostrzału w czasie bombardowania swojej części Kurdystanu przez rząd iracki, a jedna z kurdyjskich kobiet zabiera siódemkę dzieci i ucieka do brata w Syrii, pozostawiając męża w Turcji.[12]

Kurdowie, niepewni własnego losu, żyjąc na wulkanie, zmieniają swój wizerunek w oczach świata i własnych. Krystalizuje się stan, który w języku psychologii określa się mianem tożsamości negatywnej, którą „... nazwiemy uczucie bezsilności, przykrości istnienia, przekonanie, że jest się gorszym od innych, że nasza aktywność jest niewiele warta, że brak nam zalet i uzdolnień. „ [13]

 Droga od tożsamości pozytywnej do negatywnej prowadzi z ostępów Kurdystanu na pogranicze, od najwcześniejszego dzieciństwa do chwili, w której świadomość staje się zdobyczą i balastem.  

Dzieciństwo-nie dzieciństwo 

W sercu Kurdystanu z Ruin drugiej wieczności dzieci kurdyjskie mają nie za długie dzieciństwo, szybko biorą się do pracy, trochę uczą, jeśli trafi się zapalony nauczyciel, miłośnik arabskiego i ksiąg jak Manu Saruchan, ledwie zdołają podrosnąć, a już zwyczaj każe się żenić czy wychodzić za mąż.

Ale dzieci te zapatrzone we wzory rodziców i krzepkich dziadków o żelaznej woli, wyrastają w końcu na dzielnych dorosłych, zasługujących na szacunek swoich wspólnot. 

W wioskach pogranicza Kurdowie od najmłodszych lat mają szersze horyzonty, wiedzą więcej niż tamci, wręcz uginają się pod naporem wiedzy napływającej ze wszystkich stron w postaci najrozmaitszych wierzeń zwyczajów i postaw cechujących otaczający wulkaniczny świat.  

W Żelaznym świerszczu, Zagraj głośno..., retrospektywnych obrazach syryjskiej wioski z Astronomów... przewijają się też postaci i wątki, których często nie da się przypisać do danej grupy ludności, nie wiadomo, na ile akcja luźnych opowieści wypełniających narrację toczy się w środowisku kurdyjskim, a na ile poza nim. W dwóch pierwszych powieściach wiele wydarzeń ma miejsce poprostu w mieście, do którego najróżniejszych zakątków dociera ruchliwy i sprytny chłopiec kurdyjski - protagonista z rówieśnikami, co stwarza pozory jego asymilacji w środowisku. W tym mieście dochodzi do integracji różnych grup ludności na zasadzie wspólnie przeżywanej nędzy, rozpanoszonej agresji i przemocy.

Jak pisze Nizar Aghri: "Dzieciństwo otwiera się na przemoc zatruwającą wszystko wokół. Dzieciństwo w pierwszej chwili wygląda jak niewinny kwiat, który rozkłada płatki Pierwsze, co widzi, to kawałek niepokornej ziemi zwanej północą, nieposłusznej geografii i ruchowi planet. Północ na wszystko obojętna przycupnęła niepewnie u stóp Taurusu, przyglądając się ludziom z upodobaniem przeżuwającym milczenie. Dzięki przypadkowi chłopiec musiał się urodzić w tym miejscu, gdzie świat przybiera skrajną postać.

Trudno znaleźć gorszy klimat, bardziej uparte tumany kurzu, większą nędzę, mocniejsze żarty i głośniejszy śmiech, mniej pokorne dusze i gorętszą krew wylewaną z żył. (....). Tu dziecko rozpoczyna dzieciństwo według prawa siły zapisanego głęboko w jego duszy i w wioskach północy”.[14]  Zgodnie z tym prawem warto niewidomemu ukraść laskę czy złamać róg kozła ,a "każde dziecko ma nóż” i wszystkie lubią ludzi skorych do walki[15]. W świecie otaczającym chłopca nie brakuje też kradzieży, zabójstw, gwałtów na dziewczynkach i kobietach czy porwań, przestępstw, których drastycznych opisów Barakat nie szczędzi w obu powieściach.

Śledząc brutalne sceny trudno uwierzyć, że wydarzeń tych doświadczył chłopiec, który mimo wszystkich przeżyć zdołał poradzić sobie z otaczającą go trudną rzeczywistości i po latach mówić o niej poetyckim, barwnym językiem. Dorastając te dzieci zmieniają się przecież i rozwijają. Uczucia zaczynają górować w zawadiackich naturach, przychodzi czas na miłość, co prowadzi do przerażających odkryć, z których świadomością słabi, bezsilni i bezradni chłopcy wkraczają w wiek męski. A jednak wystają pod szkołami dziewcząt, kszukając czegos, czym dałoby się im zaimponować:" A więc mamy pokazać, że nas naprawdę na coś stać, mówimy jeden do drugiego, a potem ktoś zaczyna się zastanawiać: A na co nas stać? Czy mamy coś takiego, na czym wartoby zatrzymać wzrok? Nie do pokazania są noże pod koszulą. Czy mamy pochwalić się, że posypujemy kurom ziarna, żeby je zwabić i ukraść? Nie, nie ma się czym chwalić.....”[16]

Tak czy inaczej miłość ma niewielkie szanse na tle nieubłaganego zwyczaju aranżowania małżeństw, a pewni swoich decyzji dorośli nie ulegają zakochanym, nawet gdy ci popierają swoje konkury najbardziej heroicznymi czynami.. Ojciec dziewczyny nie przejął się wcale, ze zakochany w niej Dinu po wielkich trudach został nauczycielem, mial więc już ten sam status społeczny, co dziewczyna, ale i tak przypadła w udziale komus innemu. W małżeństwie aranżowanym przede wszystkim pożądany jest związek kuzyna z kuzynką, to święte prawo pogranicza (popularne zresztą w całym świecie arabskim), od dawien dawna panuje tu endogamia, stryjeczni, cioteczni są sobie przeznaczeni od urodzeni, co traci znaczenie, jeżeli okażą się mlecznym rodzeństwem, i gdy nagle w jednym z epizodów (Zagraj głośno... ) wychodzi to na jaw chłopak popada w rozpacz, bo przecież związek, do którego się szykował, byłby kazirodczy.  Ojcowie i matki popędzają dzieci do małżeństwa, jak chce tradycja, która nie dopuszcza, aby potrzeby dojrzewającego ciała nie sprawiały kłopoty rodzinie czy współplemieńcom. Nikt nie boleje, jeśli okaże że chłopiec nie dał sobie rady w noc poślubną, choć jest to przedmiotem żartów, synowi wówczas pomaga wywiązać się z obowiązków małżeńskich niezbyt zdesperowany ojciec. (Żelazny Świerszcz, s. 94).

Starsi mężczyźni w majestacie poligamii chętnie żenią się z młodziutkimi dziewczętami, takimi jak szesnastoletnia żona Daradża, której ten pełen wigoru bogaty czterdziestolatek omal nie zabija swoją siłą witalną. Najmłodszą mężatką w tej prozie jest jedenastoletnia dziewczynka, wydana za niezbyt rozgarniętego pasterza, zupełnie nieświadoma swojej nocy poślubnej, o której opowiada wszystkim wokół.  Wśród gorzkich refleksji z balastem za ciężkich doświadczeń kurdyjskie dzieci pragną się wyzwolić od swojego dzieciństwa - nie dzieciństwa brnąc w świat dorosłych, aby go potem rozsadzać i scalać.           

Świat dorosłych Trudny świat z Żelaznego świerszcza i Zagraj głosno... zdołał przetrwać prawdopodobnie dlatego, że miał też swoje codzienne życie poza nurtem przemocy, ulegając jej wprawdzie raz po raz , ale które mógł wieść na sposób odziedziczony po przodkach, kultywując obyczaje, ciężko pracując, świętując gdy nadchodziła pora, oddając się wierzeniom i opowieściom. Pogranicze obejmuje świat islamu, jako religia większości i różnych mniejszości, w tym Kurdów. Religia ta zajmuje poczesne miejsce w życiu tamtejszych wspólnot, nieodzowny jest meczet z jego opiekunem - imamem prowadzącym modły, ale i przewodnikiem duchowym, osobistością miejscowego życia, a więc wdzięcznym tematem anegdot.  Barakat odwołuje się tu wraz z innymi pisarzami arabskimi (m.in. Abd ar-Rahman Munif, Hasan Ibn Usman, Jusuf Idris, At-Tajjib Salih), do znaczenia meczetu jako wszechobecnej instytucji społecznej, miejsca, z którego rozlega się azan -nawoływanie do modlitwy przypominając, że żyje się w świecie islamu i który jest ośrodkiem życia wioski, dzielnicy czy miasta. Imam powinien być człowiekiem nieskazitelnym pod względem moralnym i jako autorytet wyższego rzędu odznaczać się wiedzą.

Jeśli odstaje od tego wzoru, jest słaby i śmieszny a arabscy pisarze chętnie karykaturyzują tę postać. Interesuje się więc kobietami (nie musi pozostać w stanie bezżennym), u Jusufa Idrisa podgląda dziewczynę (Czy musiałaś, Lili, zapalać światło...;Akana la budda, ja Lili, and tadi’ an-nur)[17] w powieści Hasana Ibn Usmana ma dwie żony w (Loteria Brumuspur; Brumusbur ) nie zważając na to, że w Tunezji zakazano poligamii, u Tajjiba Saliha zaskakuje umierając w czasie pielgrzymki do Mekki (Bandarszah), u Abd ar-Rahmana Munifa opuszcza swoją społeczność w potrzebie (Miasta soli; Mudun milh). I podobnie zachowują się imamowie w twórczości Barakata. Jeden z nich ogląda z upodobaniem zdjęcia pięknych kobiet w czasopismach (Żelazny świerszcz ), inny (Astronomowie... ) piastując z godnością urząd po ojcu, recytując odziedziczone po nim kazania nie chce przyznać się, że nie potrafi przeczytać ani jednej litery, jest analfabetą! W Żelaznym świerszczu spotykamy dwóch skłóconych, rywalizujących ze sobą pretendentów do funkcji imama w nowowybudowanym miejskim meczecie, z których każdy ma zwolenników i przeciwników, a toczący się konflikt podnosi temperaturę dzielnicy.  W prozie Barakata niebagatelne znaczenie ma też islam ludowy, którego pogranicze zajmuje sufizm jako gorąca, szczera wiara bez reszty wciągając wyznawców - mieszkańców pogranicza, którzy chętnie i z łatwością poddają się jej hipnotyzującemu działaniu. 

Mistrzowie bractw sufickich, pobożni i szanowani szajchowie ze swoimi adeptami czyli muridami przyciągają rytuałem zikru, w czasie którego słychać modlitwy, poezję i bębenki, a widać kołyszących się do taktu ludzi, niektórzy zatracają się całkowicie w mistycznym przeżyciu i wówczas w ekstazie padają nieprzytomni na ziemię.[18] Te rytuały przybierają na sile w mroźne dni, gdy daje się we znaki głód, modły mają zażegnać nadciągającą klęskę. Sufi z opowieści Salima Barakata pomagają też ludziom bardziej dosłownie, rozdając twardy jęczmienny chleb, który nie jest szczególnym przysmakiem, ale stanowi rodzaj posiłku.

Sufizm w powieściach Barakata jest krańcowym przeciwieństwem przemocy i siły, miłość do świata, przyjaźń wobec ludzi, przyświeca działaniom mistyków. Sufi tworzą szczególny, przepojony liryką klimat miasta, szukając w otaczającej rzeczywistości znaków i symboli metafizycznego bytu i wskazując je ludziom, odwodzą ich od poczucia nędznej egzystencji. " Znaliśmy go jako Sufiego i nie pamiętaliśmy, jak miał na imię. Jedynie na wiosnę był całkowicie pochłonięty szukaniem wielkich znaków. Przez trzy miesiące w ciągu roku wpatrywał się w otwartą księgę niebios po horyzont, szukał znaków w zwierzętach, krokach ludzi, obłokach oraz porach, o których zachodziła płacząca gwiazda znikająca w pobliżu gwiazdy porannej”.[19]

 Sufizm odwodził od codziennych udręk, prowadząc na granice rzeczywistości, gdzie rozciągał się inny niepojęty, tajemniczy, obiecujący święty świat, o którym można mówić jedynie ekspresywnym, poetyckim językiem. Tym bardziej prozaiczne wydawały się leżące na pograniczu miasta i wioski z ich mimetycznym ujęciem, pełnym pasji i rozmachu, jakby pisarz za wszelką cenę chciał opowiedzieć całą prawdę o tych miejscach i obawiał się cokolwiek ze swojej wizji przemilczeć, nie szczędząc zarówno ujęć na poły socjologicznych jak i drastycznych szczegółów. Bez swoich nauczycieli, lekarzy, sprzedawców i włóczęgów te miejsca nie byłyby sobą, tak jak bez szpitalnej, nieco frywolnej pielęgniarki panującej nad tłumem pacjentów, obwinionej przez jedno z tutejszych plemion o śmierć matki i bestialsko zamordowanej. Te miejsca straciłyby sens bez takich piekarzy jak Muradu, Basziru i stale nieobecny Basil, którzy utrzymują się ze swoich niesamowitych dymiących pieców.

Po ulicach muszą tam krążyć drobni handlarze i wózki zaprzężone w muły, rozwożąc czerwony proszek dobry do wyrobu cegieł, jaki mężczyźni wykopują z ziemi, znajdując ten jedyny w swoim rodzaju sposób zarobkowania na utrzymanie. (Zagraj głośno ) Pasterze są tu wszędzie u siebie, podobnie jak rzeźnicy, którzy nie szczędzą nikomu widoku krwi. Te miasta i wioski tak bardzo by poszarzały, gdyby pozbawić je żebraków, czyścibutów, bezrobotnych i prostytutek - a także opowieści.  Świat pogranicza istnieje jako rzeczywisty i opowiedziany, jako teren życia mieszkańców i przedmiot ich fantazji, przy czym oba te wymiary łączą się ze sobą i przechodzą jeden w drugi. Salim Barakat włącza się w szeroki nurt współczesnych pisarzy arabskich, dla których anegdotyczność jest podstawowym sposobem konstruowania rzeczywistości przedstawionej. W Brifie kolejne pokolenia opowiadają sobie legendy o najdziwniejszych odmieńcach i odszczepieńcach, jak potężny Bughi pochłaniający skrzynkę chleba za jednym razem, zawsze z psem wielkości osła przy nodze, i to ten właśnie olbrzym zakłada wioskę, wytyczając jej granice, by potem spocząć na jednym z jej wzgórz i przejść do legendy[20].

Wciąż budzi podziw Hasan as-Sujufi czyli Hasan Miecznik, dzielny myśliwy, który po dwugodzinnej walce na śmierć i życie zdołał pokonać szakala zaczajonego w pobliżu drogi[21]. A ileż to historii się opowiada o niewidomym Abu, o jego dwóch żonach -żebraczkach i ich kłótniach, o tym jak domaga się od bywalców kawiarni zwrotu nieistniejącego długu, a wyproszone pieniądze wydaje na kino dla siebie i okolicznych dzieci, które opowiadają mu wyświetlane filmy. (Zagraj głośno ) Po codziennych trudach, nawet tak bardzo urozmaicanych dziesiątkami opowieści nadchodzi wyczekiwany czas świąteczny, którego preludium są żniwa, po czym następuje radosna pora łuskania pszenicy. Rozpoczynają się festiwale i wielki rytuał gotowania pszenicy na burghul (specjalny rodzaj kaszy), na zakończenie cała dzielnica przystępuje do wielkiej, wspólnej uczty, ludzie będą mieli o czym opowiadać przez następne miesiące.[22] Wesela są tu huczne i trwają po siedem dni, ile mniejszości etnicznych na pograniczu, tyle uroczystych obrzędów, nie brakuje też uroczystości państwowych, odbywanych pod sztandarem patriotyzmu, gdzie szczególnie gorliwi zapaleńcy gotowi są przeżyć swoje wielkie chwile: '

"Baghdi miał też inne zadanie, organizował obchody świąt narodowych. A ileż jest okazji do takich uroczystości na północy! Obchodzi się tu porażki i zwycięstwa, święta wojen, które się zdarzyły i tych które się nie zdarzyły, organizowane są uroczystości na cześć bohaterów pozostałych przy życiu, ale zapomnianych, a także tych za sprytnych na bohaterstwo i uciekinierów. Święta z okazji świąt i uroczystości dla uczczenia uroczystości. Na kolejne wielkie dni Baghdi przygotowuje spektakle teatralne, a pomaga mu Ibrahim, domokrążny sprzedawca (to znaczy sprzedawca pestek melona, pistacji, cieciorki itd.). Ibrahim najczęściej staje ze swoim ozdobnym wózkiem na dwóch kółkach przed sklepem, jakby się zawsze naradzali. W ich spektaklu są tylko dwie role: kolonizatora, którą gra garbaty Baghdi i bojownika obsadzoną przez domokrążcę. Umieją na pamięć swoje role znane od lat, ale kłócą się o szczegóły.”[23]

 Święta państwowe, tak jak żniwa i gotowanie pszenicy są dla wszystkich, w czasie festynów i festiwali, dzieci i dorośli z różnych grup etnicznych razem weselą się, przeżywają uniesienia i zbliżają może bardziej niż zwykle, by wracać do swoich codziennych zajęć i miejsc uświęconych tradycją, odrębności, wzajemnej tolerancji i nietolerancji.            

 Być Kurdem na północy 

Ludzie pogranicza z Żelaznego Świerszcza i Zagraj głośno... żyją niejako podwójnym życiem - regionu i własnej wspólnoty etnicznej do momentu, w którym postrzegani są jako odrębna grupa etniczna, obcy dla innych. Nie wypierają się tej przynależności, Kurdowie świadomi swojej kurdyjskości oczekują dla niej uznania, dla siebie aplauzu. Ale to niełatwe, ich sytuacja, w świecie prozy Barakata, jest dwuznaczna, gdyż stanowią wspólnotę na poły większościową i na poły mniejszościową. Są mniejszością w państwach, w których żyją, ale na swoim (przez Barakata nie dopowiedzianym pod względem geograficznym terenie) stanowią większość, w wyniku interferencji tych dwóch stanów, wydawałoby się nie do pogodzenia status Kurdów na zamieszkałych przez nich ziemiach jest szczególnie skomplikowany. 

''Dzieciństwo staje się trudne i trudny staje się początek: zacząłem uświadamiać sobie coś nowego, czego nie brałem pod uwagę, coś wstrząsającego, co krzyczy do mnie na cały głos: Jesteś Kurdem. Kurdowie są niebezpieczni. Nie wolno rozmawiać w szkole po kurdyjsku. To coś nowego, ponieważ wiesz, że trzy czwarte mieszkańców tego miasta na krańcach Taurusu to Kurdowie.” [24]

 W świetle tego wyznania udziela się poczucie zaburzonej logiki, któremu daje wyraz chłopiec - protagonista z Żelaznego świerszcza i Zagraj głośno, gdy dziwi się ograniczonym prawom większości. I jako jednostka i jako uczestnik grupy odczuwa dyskryminację, co skłania go by sobie powiedzieć: ''Jesteś dzieckiem, ale nie jesteś ślepy. Oni z góry cię nienawidzą, nie wiesz dlaczego . Nienawidzi cię nauczyciel, urzędnik państwowy i policjant .”[25]  Nie dziwi reakcja i w niej też tkwi jądro problemu, przemocy, nadużywania siły fizycznej i brutalności otoczenia, w jakim kształtuje się dziecięca i młodzieńcza mentalność. Świadomy postawy nauczyciela, urzędnika i policjanta chłopiec powiada sobie:

'' A więc takie są warunki. Muszę więc używać siły, posługiwać się siłą bardziej niż należy wobec tego szatańskiego szturmu, jaki na mnie przypuszczano”.[26]

 Dyskryminowany chłopiec jest w szkole mniej przyjaźnie traktowany niż dzieci beduińskie, których dziwne fryzury oraz tatuaże na policzkach, rękach, czy piersiach podkreślają w sposób przesadny ich pochodzenie, co stwarza ogromny dystans między nimi, a szkolnym środowiskiem. A jednak kurdyjskie dziecko czuje się tu gorzej niż oni, za co bezwiednie obarcza ich odpowiedzialnością i wyładowuje na nich swoją agresją. Zaczepny i napastliwy ściąga na siebie gniew dyrektora, który wzywa ojca chłopca. Dwaj mężczyźni nie zdołają się porozumieć: wykształcony urzędnik swoją antykurdyjską fobię rozciąga na dorosłych, i wystarczy już tylko kurdyjski akcent, aby nasiliła się niechęć. Ale dumny Kurd nie da za wygraną, mimo wszystko jest u siebie, dzięki temu i dzięki pomocy swoich daje sobie radę nie tylko z obraźliwym urzędnikiem, ale również z policją, a także naczelnikiem administracji okręgu i odnosi pełne zwycięstwo nad przeciwnikiem-szkolnym dyrektorem, po czym dalej żyje swoim życiem. 

''Ale dzieciństwo jest piekłem”- odnotuje swoją myśl z tamtych czasów chłopiec-protagonista (Zelazny świerszcz).[27]

  Postawę obronną zachowuje od najmłodszych lat po wiek młodzieńczy, jakkolwiek wtapia się w otaczający świat, w którym gubią się wątki kurdyjskie jego biografii w klimacie wielokulurowego regionu; jak on Kurdowie z prozy Barakata bronią się przez cały czas jako jednostki i jako naród.   Kurdyjskość dochodzi z całą mocą do głosu w zakończeniu Zagraj głośno, kiedy chłopiec-protagonista dorasta i wydobywa się tłumu rówieśników, z którymi przez lata spontanicznie chłonął świat swobodnie obracając się w różnych środowiskach, teraz jako prawie dorosły mężczyzna, próbujący pracować, zdeterminowany jest przetrwać i iść naprzód. .Dzięki tej postawie on-dziecko z tradycyjnej rodziny, nie najlepiej postrzegane w szkole, po raz pierwszy styka się z pewna nowoczesnością (pralka, radio). Dawniej buńczuczny, skłonny do psot i bójek, teraz pozwala pochłonąć się pracy, jak wielu jego pobratymców z północy wykonuje najcięższe zajęcia. I wreszcie na zakończenie Zagraj głosno... , jakby już w pełni świadom swojej tożsamości i pochodzenia opisuje sam siebie, swoje miejsce i zapowiada swoja przyszłość: 

" Suluww jest mężczyzną. Suluww to ja, Salimu Bawi Ghazw, syn mułły Barakata to ja. Mały człowiek, uciekinier, dokładny kontroler wielkich rachunków na północy. To ja. "[28]  

Być Kurdem na północy to mieć świadomość zagrożenia, odwagę i determinację, aby żyć wśród swoich i aby od nich odejść. To także tułać się samotnie i z poczuciem goryczy, czasem tylko spotykając pobratymców jak kurdyjski emigrant z Astronomów..., jak domyślamy się uchodźca, przemierzający Europę wzdłuż i wszerz, przerzucany z kraju do kraju, z prześladującym go widmem pociągu i mapy jako symbolami tułaczki Być Kurdem to budować i odbudowywać swój wspólny z innymi świat, odwoływać się do tradycji i wymogów dnia dzisiejszego, borykać nie tylko z geografią, ale z historią.            

Okruchy pereł i historii 

Barakat nie przywołuje w swoich powieściach walecznego Saladyna, pogromcy krzyżowców, który był przecież Kurdem ani dynastii światłych kurdyjskich władców Iranu z dynastii Zand (II poł. XVIII w.). Nie wspomina, że Kurdowie na swoich ziemiach żyją od niepamiętnych czasów, są ludem starożytnym, ongiś zależnym od cesarstwa perskiego, który na skutek ekspansji arabsko-muzułmańskiej znalazł się w obrębie państwa islamu. W Astronomach... Kurdowie są starsi, ich żywot sięga legendarnych czasów, prehistorii, do których zdołała sięgnąć jedynie wiara religijna: „Szahbur dał znam koniowi, bez słowa uderzył go piętą w bok.

Koń zsunął się z usypiska do wody o srebrzystej barwie życia. Jechał teraz korytem rzeki, uważnie wypatrując śladów na jej kamienistych brzegach. W wilgotnym podmuchu wiatru przemknęło siedem tysięcy dziewic o migotliwych ciałach jak pierwsza perła wyrzucona z wieczności. Szahbur zaciągnął się zapachem henny z ich stóp, która poruszyła jego wyobraźnię. Namiestnicy dżinnów prowadzili ten tłum dziewic jak spadające gwiazdy z różnych krajów Europy rozłożonych po obu stronach jej rzek, zmierzając do królestwa Salomona. Te dziewice miały służyć przyjemności ich pana, a kiedy dowiedzieli się, żywot króla dobiegł kresu poślubili je , a one urodziły im Kurdów. Taki był początek tej historii u zbiegu mostów. Owe górskie wilki i owo granie wiatru w przełęczach pochodzą od Kurdów. Oni są ludem powstającym z perły, którą ptak od dziewięciuset tysięcy lat nosi na swoim grzbiecie. Gdy perła ta została stworzona, Kurdowie poprzez jej ścianki wpatrywali się w świat o twarzy nabiegłej krwią.”[29].  Nic dziwnego, że wobec monumetalnej tradycji epoki tracą znaczenie, a historia, której podstawą są zjawiska tak nikłe na tym tle, jak wydarzenia, wydaje się przytłumiona.

Skarby Kurdystanu: jego legendy, sztuka i muzyka o wartości ponadczasowej i archetypowej są depozytem, którego należy pokornie strzec. I tym wartościom wydał wojnę groźny wiek XX zmieniając Kurdystan po większej części w pogranicze, gdzie zaczęła brutalnie rozwijać się historia. Na wspólnej przestrzeni z Arabami wciągnęła Kurdów historia arabska: „Szaleje wzburzony tłum, lecą drewniane sztachety jedna za drugą, rozwścieczeni ludzie wdzierają się do wnętrz, wpadają do wesołego miasteczka, niosąc pałki, kamienie, jeśli ktoś nie ma pod ręką żadnej z tych rzeczy, wystarczy rozwinąć skórzany pas .  W przeddzień, pod wpływem wiatru wiejącego uporczywie z jednego kierunku, wskaźnik historii drgnął, dokładnie jak wiatrometr na dachu magistratu.Do tej pory nie wiadomo, skąd się wziął na dachu tego budynku, którego urzędnicy konfiskowali miedziane wagi i odważniki do arbuzów.  W przeddzień tej awantury historia założyła swój surowy mundur, a jej dokumenty i pisma zapełniły się niezliczonymi przemówieniami nawołującymi świat arabski do odzyskania mocy, którą stracił, tak jak my tracimy czas klucząc po ulicach zamiast iść do domu - do naszych domów wyniosłych jak gliniany posąg bożka z gliny,.

 Ale historia miała swój dzień i więcej - historia straciła równowagę i ruszyła do galopu wraz z rozpędzonym tłumem rozbijającym płot wesołego miasteczka.”[30] .  Rozpoczyna się wielkie, antykolonialne powstanie arabskie l. 20. w Syrii, zawierucha ogarnia pogranicze, szaleją partie walcząc o wyborców, powstają i upadają rządy. Śmiech wtóruje rządowym przemówieniom jako że wielu mieszkańców pogranicza nie zna arabskiego w stopniu wystarczającym, aby zrozumieć retorykę polityków. (Zagaraj głośno ). Nie dla nich dziejowy patos tych czasów, jako główne wydarzenie zapamiętają atak rozwścieczonego tłumu na wesołe miasteczko z jego niewinnym wyposażeniem i miejscowymi prostytutkami, od których odżegnują się ze zgrozą gniewne kurdyjskie matki i żony. Tak rozwijająca się historia przybiera formy karykaturalne i dla najlepiej zorientowanych ma wymiar hybrydyczny, toteż wszyscy ze wzruszeniem ramion wracają na swoje kurdyjskie (lub inne ) opłotki.

Tam konsolidują negatywną tożsamość odrzuconych na margines wydarzeń, ci dla których jest to nie do przyjęcia, opuszczają pogranicze i ruszają w świat. Jeśli gdzieś w świecie się zejdą i trochę pozbierają, tworzą diasporę. Świadomą swojej kurdyjskości wspólnotę na uchodźstwie, która może zechce rozwijać historię. Pod przewodnictwem legendarnego Mustafy Barzaniego (do dziś jego ród obok Talibanich skupia przecież w swoim ręku władzę w Kurdystanie) Kurdowie próbują stworzyć państwo poza Kurdystanem.(Ruiny drugiej wieczności ).Ale na razie nie mogą liczyć na samodzielność. Uniezależniając się od mocarstw zachodu i szukając pomocy u Stalina, powołują (1946 r.) republikę na obszarze irańskiego Mahabadu, która upada, gdy satrapa wycofuje się ze swoich obietnic[31]. Barzani nie chce utworzyć rządu na uchodźstwie w stalinowskim państwie i zostaje tam wagowym obsługując rosyjskie kobiety. W Teheranie trwa pogrom ludności kurdyjskiej, miejscowy watażka jednym ciosem miecza ścina głowę kurdyjskiej dziewczynie, byłej moskiewskiej studentce o pięknym głosie, jakby rozprawiał się z nową historią i starym muzycznym dziedzictwem Kurdów.

Grupa kurdyjskich uciekinierów z Iranu brnie przez stepy Azji, na tych obszarach mieszają się języki i narodowości - Kurdowie, Tatarzy, Turcy, Arabowie i Irańczycy porozumiewają są ze sobą krótkimi zdaniami, które są kodem przyjętym w tym wschodnim tyglu, stale w stanie wrzenia. Ale uciekinierzy i ścigający docierają do Kurdystanu i tam zaburzają senne, baśniowe życie tkaczy i pasterzy, pościg kończy się nie tylko masakrą rewolucjonistów i dygnitarzy zbiegłych z Mahabadu, ale i całej wioski zagubionej na brzegach Eufratu., niechcący uwikłanej w bieg wydarzeń. Ta zagłada na tle dramatycznych porachunków w Iranie, jest kataklizmem na miarę XX w, i uzmysławia, ze Kurdowie na dobre wkroczyli do współczesnej historii. Jak pisze Roland Barthes: „Świat dostarcza mitowi rzeczywistości historycznej, określonej - jak okiem sięgnąć - przez sposób jej wytwarzania lub wykorzystywania przez ludzi; mit natomiast przywraca obraz naturalny tej rzeczywistości. I jak mieszczaństwo określa się przez odstąpienie od nazwy mieszczaństwa, tak mit tworzy się poprzez odebranie rzeczom historyczności: rzeczy tracą w nim pamięć swojego wytwarzania. Świat wkracza w język jako dialektyczna relacja czynności ludzkich działań - wychodzi z mitu jako harmonijny obraz esencji. Dokonał się pewien rodzaj kuglarstwa, które odwróciło rzeczywistość, opróżniło ją z historii i wypełniło naturą, które wyciągnęło z rzeczy ich ludzki sens w taki sposób, żeby musiały oznaczać brak ludzkiego znaczenia. Funkcją mitu jest usunięcie rzeczywistości: jest on, dosłownie, nieustannym upływem, krwotokiem lub, jak kto woli, wyparowywaniem, krótko mówiąc wyczuwalną nieobecnością” [32]  

Z twórczości Barakata wynika, że za Kurdami nie stoi państwo - lecz pojęty w kategoriach Barthesa mit jako słowo odpolitycznione, w ramach którego tym bardziej uwydatnia się fenomen spójności kurdyjskiej wspólnoty poza historią, czasem i przyczynowością. Kurdowie są tu obecni jak bogowie i nieobecni w strumieniu czasu, bez etapowości wyznaczającej historię. Mit zarysowujący się w tej prozie wydobywa archetypowe znaczenie ludu Kurdów.   Na podstawie tej prozy można zadać (lub nie, autor nie nalega) pytanie: co będzie dalej- z geografią i historią. Problem, czy historia przywdziewając szaty swoich czasów nie ugnie się pod naporem przeszłości wylęgłej z perły, nurtuje w jakiś sposób świat przedstawiony tej prozy. Ruiny drugiej wieczności nie wróżą tu nic dobrego, tytuł powieści wydaje się parabolą nieudanej próby stworzenia nowej kurdyjskiej legendy naszych czasów.

Ale widać też, że kokon legendarnej tkanki ma swoje słabe punkty - wtedy, gdy wcale nie mamy ochoty roztkliwiać się nad postacią starego, bezdzietnego sufiego, który stojąc nad grobem, opłakuje pełen goryczy swoje odchodzące pokolenie z jego główną pociechą, jaką było potomstwo. (Zagraj głośno). Młodzi w tradycyjnym środowisku kurdyjskim wyczuwają, że coś jest nie porządku w ich świecie, gdy powiadają:: " Nie zrozumiemy poety Dżakachujna w tym życiu, nie zrozumie go Zinu i nasi konserwatywni ojcowie"[33]. Można domniemywać, że podskórnym nurtem rozwija się myśl kurdyjska, tracąc swój niepodważalny charakter i autorytatywny styl, bardziej zatrwożona o przyszłość niż przeszłość.

Świat nie całkiem rzeczywisty  

Świat prozy Barakata jest pomyślany jako miejsce prostego życia,, blisko natury, choć ten naturalny bieg rzeczy deformuje się raz po raz: w wyniku instynktów i popędów natury ludzkiej oraz zewnętrznych uwikłań. Ów świat raz wydaje się realny i przystępny, kiedy indziej nierzeczywisty, sztuczny i skonwencjonalizowany jako labirynt znaczeń wynikających z poetyckiego języka i zastanawiających układów rzeczywistości przedstawionej. O właściwości fikcji literackiej Michał Głowiński pisze: „ Ujmować je można w rozmaitych przekrojach, a więc przeciwstawiać fikcję o charakterze mimetycznym fikcji o charakterze kreacyjnym (wówczas przedmiotem opowiadania może być samo jej tworzenie). Fikcję, która przyznaje faktom, o jakich się opowiada w jej obrębie, nie dającą się zakwestionować realność - fikcji traktowanej jako opowieść o światach możliwych, domenie przypuszczeń i domysłów, a także - sferę ekspresji” (Głowiński, 2001, s. 27-28) [34]

  W twórczości Barakata rzeczywistości tej opartej na zasadzie mimesis przeciwstawia się rzeczywistość wykreowana jako nowa jakość. Oba światy, choć eządzą się innymi prawami, stają się dla siebie nawzajem rodzajem głównego intetekstu. Fikcja o charakterze mimetycznym przeważa. Przeważa na ogół czas linearny, w którym łańcuch spójnych wydarzeń przerywają niekiedy retrospekcje czy jakiś przypadek, aby potem powrócić do głównego nurtu. Ale ta przestrzeń jest rozciagnięta wzdłuż linii czasu jest żywotna i dynamiczna. Jej interferencje wynikają z przeciwstawienia świata opisanego i wyobrażonego, obraz powstaje na poły w tekście, na poły w umyśle czytelnika, tak jak w ujęciu Brify, wioski z pogranicza, gdzie toczy się monotonnie i awanturnicze życie: (Żelazny świerszcz)  „Czym jesteś Brifo? Jesteś ubitą gliną. Czy jesteś grudką gliny i jej zbłąkanym sercem, pełnym kurzu ? Jesteś szańcem wiosek Brifo, szary, wynędzniały obłoku. Wstydliwie dotykasz ziemi i ustawiasz dom po domu wokół niewidocznego punktu ulepionego z kurzu i zmęczenia. Czy rzeczywiście jeteś wioską? Czy może wołaniem w mroku, gdy po raz pierwszy rozległo się na ziemi, ponieważ narodziła się trwoga? Jesteś w rozterce Brifo, jakbyś nagle w którymś z luster, w których zwykły przeglądać się wioski zobaczyła własne odbicie i dostrzegła tam stwora bez nóg pełzającego wśród drzew chlebowych i trufli z wyciągniętymi rękoma, w ostatnim błaganiu do niewiadomego z jego zastępami niepokonanych złudzeń. Ach Brifo, majaku wioski, przez kurz spoglądasz w kurz.”[35]  

Obraz Brify wynikający z przeciwstawienia rzeczywistości i jej poetyckiego ujęcia wchodzi też w interferencje z tradycja arabską, w której kult słowa wysuwa się na poczesne miejsce. Kult ten sięga jeszcze przecież czasów przed islamem i trwa w klasycznej kulturze muzułmańskiej, gdy Arabowie rozmiłowali się w poezji, chciwie słuchali wieczornych opowieści i zaczytywali w opasłych tomach dzieł, których mądrości by nie uznali, gdyby nie zachwycili się ich językiem. Ma się wrażenie, że Barakat wzorem dawnych narratorów - ich twórczość jest tak ważnym intertekstem jego prozy - stara się przekazać prawdę o rzeczywistości (trzymając się zasady mimesis) i tak jak oni ubarwia opowieść ozdobnym poetyckim stylem, który przez wieki przyciągał słuchaczy. I tak jak oni raz po raz sięga po anegdotę, w której - nieważne czy opowiada o wielkich czy drobnych wydarzeniach - liczy się konflikt, walka jako żywioł wciągający obserwatorów, zamieszkujących świat bez takich upiększeń, i bez nich być może za trudny do życia:  „Oto my w naszych małych kunbazach [rodzaj ubioru, przyp. mój] tłoczymy się wokół dwóch indyków. Czy wiecie jak, wygląda indyk ze swoim rozpostartym ogonem, jak wielki wachlarz i potrząsając koralami? Czy znacie tego księcia, którego samica znosi jaja, każde wielkości trzech jaj kurzych. Jedno nich, sowicie nakrapiane wystarczyłoby, żeby nakarmić głodne dziecko, takie jak ja. Czy jest coś piękniejszego niż indyk ze swoją samicą? I czy jest coś piękniejszego niż ta milcząca walka miedzy dwoma indykami?

Oto słuchamy łopotu skrzydeł i walenia dziobów, dźwięków, jakie wydają te dwa samce u szczytu swojej męskości. Obaj wiedzą, że to bezwzględna walka. Ta walka jest czymś więcej niż zabawą, jest samym życiem, jakie wynika z zabawy. Dlatego coraz głośniej łopoczą skrzydła, czerwienieją korale, stroszą się pióra. My coś szepczemy, a potem zaczynamy krzyczeć.Jeden indyk zbliża się do drugiego i wyciąga szyję, zaraz dziobnie go w głowę. Lecą pióra, latają oczy. Stuk, stuk - walą dzioby, ogony zasłaniają świat, skrzydła prawie dotykają ziemi, opuszczone jak ręce wojowników przed walką. - No już Ruszaj się psi synu! - wołamy.            

Indyki trochę odchodzą od siebie, jakby każdy szykował się do decydującego ciosu. Ruszaj się psi synu! Kiedy trochę tracą animusz, popychamy je do siebie, a potem ciągniemy z całej siły i walka zaczyna się na nowo” [36].  Świat tej prozy trwa w nieustannym napięciu dzięki ścieraniu się przeciwstawnych wartości, takich opozycji jak kurdyjski-arabski, kurdyjski-irański, kurdyjski-europejski (zachodni, choć nie da się pominąć tu zaakcentowanej roli Stalina w dziejach Kurdów), występny na codzień - niewinny w marzeniach (kurdyjscy nastolatkowie), legendarny i ponadczasowy - historyczny, codzienny- świąteczny oraz wyłaniające się z porównania obu tych szeregów podsumowanie swój-obcy. Dzięki interferencji tych dychotomicznych zjawisk zmuszonych do współistnienia dynamika rzeczywistości nasycona jest niepokojem. Życie Kurdów tak bliskie natury ( bez wygód i wielkich słów) stale się komplikuje na wielu płaszczyznach - geograficznej, historycznej, od dzieciństwa poprzez okres dojrzewania aż po niepewny byt dorosłych mężczyzn i na dalszym planie kobiet.  Trud i niepokój, w jakim żyje ów świat osiąga apokaliptyczne rozmiary pod wpływem cechującej go brutalności oraz interferencji tego zjawiska z agresywnym stosunkiem otaczającego świata do tożsamości kurdyjskiej, stąd wynika jego dramat, tym większy, że toczy się stale, bez żadnego końca w perspektywie.

 Świat rzeczywisty odchodzi od podporządkowania mimesis w kierunku kreacjonizmu nie tylko pod wpływem biologicznych ujęć. Miejscami fikcja rozprawia się z prawami natury i stara im umknąć. Mimetyczność i kreacyjność przeciwstawiają się sobie w Astronomach..., walcząc o uwagę czytelnika i każąc mu głowić się (może przez chwilę) nad wynikającym stąd znaczeniem spójnego tekstu powieści. Czytelnik reaguje w pierwszym rzędzie emocjonalnie: odczuwa, że logika faktów załamuje się, losy dwóch kurdyjskich emigrantów - jednego z Syrii, drugiego z Turcji - są tak niezwykłe, że aż absurdalne. Czystym absurdem jest to co spotyka pierwszego z nich (relacja pierwszoosobowa): błąkając się po świecie - z miejsca na miejsce po Europie, docierając do Szwecji, tam jakby przypadkiem wysłany na Cypr, gdzie osiądzie..I będzie trwał nadal w swoim absurdzie czyli w pustce dziewięciu bezczynnych lat, po stracie pracy przesiedzianych w miejscowej kawiarni. Panuje tu atmosfera, przypominająca nastrój w stylu Becketta, Ionesco czy Kafki. W kawiarni Apostolego i jej okolicach niby nic się nie dzieje i tym bardziej na każdym kroku czai się groza, czterej mężczyźni każdy z przepaską na jednym oku noszoną mimo dobrego wzroku, przynoszą upolowane zwierzęta; angielska malarka bezskutecznie próbuje narysować rosnące nieopodal drzewo chlebowe, pracujące w pobliżu betoniarki z niewiadomych powodów tracą cień.

Zawala się nowozbudowane muzeum w kształcie statku - rodzaj arki przymierza, w której umieszczono posążki zwierząt wyrzeźbione przez artystów według oryginałów starannie hodowanych przez tutejszych inżynierów. W umysł protagonisty zapada motto wyczytane w starej księdze: „Łuk jest tragedią geometrii” być może jako kaprys natury na tle linii i kątów pobudzający fantazję w sposób niedopuszczalny dla tej nauki. Poza fizycznym światem da się więc zobaczyć wiele innych rzeczy. Może nieoczekiwanych jak to przeżycie protagonisty:  „Kiedy obudziłem się w południe, poczułem zawrót głowy. Poszedłem do lodówki po wodę. Kiedy otworzyłem drzwiczki, wypadła góra warzyw, których tam nie wkładałem, w każdym razie sobie nie przypominam.. Były ich niezliczone rodzaje: rzodkiewki, bób, bakłażany, ogórki, seler i por, grzyby, rzeżucha i inne. Wszystko to lodówka wyrzucała i wyrzucała z siebie. Włożyłem rękę do środka, żeby je uporządkować, jakbym sięgał do wielkiego magazynu. Rozkładałem na podłodze góry roślin, jakie tylko Pan Bóg stworzył. I wciąż nie mogłem natrafić na którąś z trzech ścian lodówki. Nie przestawałem gorączkowo szukać wody. Wydobywałem zaczarowane rośliny, o jakich mówi „Księga wielkiego stworzenia” opisane pod zagadkowymi nazwami „włos dżinna”, „broda osła”, znalazłem też dwie wiązki „bezmyślnego oczka’.           

Gdy wziąłem do prawej ręki zielę blekotu poczułem w opuszkach palców delikatny, lekki ból, nieznacznie osłabiający czucie. Zadałem sobie wówczas pytanie: dlaczego wydaje mi się, że w lewej ręce czuję orzeźwiający ból? Dlaczego właśnie ból? Nie przypominałem sobie podobnego uczucia, byłem zdrowy, w moim ciele nie było niczego, co mogłoby mnie boleć.Nie byłem pewien czy już coś takiego czułem. Czy to był w ogóle ból?

 Błysnęła butelka - okrągłą, wilgotna i połyskliwa . „jej otwór przypomina oko Dżanu” [drugiego z Kurdów, przyp. mój] - pomyślałem.”[37]

 Protagonista wzruszając ramionami wraca do swojej „,mimetycznej” rzeczywistości, która za jakiś czas - na zakończenie powieści znów zmienia swoją naturę - na bardziej umowną czy symboliczną.           

W okrągłym budynku bez okien i drzwi, w widmowej scenerii odżywa motyw dawnej lecz nie przebrzmiałej zbrodni, śmierć od kuli w mrocznym korytarzu jest karą za nią lub za coś innego, może symbolem przypadkowej ofiary bez winy. W przejściu od realności do absurdu widać szamotanie się z niemożnością, beznadziejnością, skraj pustki czy nicości Ciąży doświadczenie egzystencji, a zarazem świadomość, że budowla zawaliła się przecież z powodu błędu konstrukcyjnego, za który odpowiedzialny jest kurdyjski inżynier - turecki imigrant na Cyprze.. Absurd egzystencji i polityki nie po raz pierwszy splata się na przestrzeni współczesnej literatury arabskiej w jedną całość[38], interferencje obu zjawisk tworzą pole znaczeń, w których na plan pierwszy wysuwa się poczucie bezsilności, cierpienia, i beznadziejności. Widać te stany zwłaszcza w twórczości koryfeuszy dramaturgii arabskiej - Jusufa Idrisa (Egipt, wspomniany na wstępie prozaik) i Sad Allaha Wannusa (Syria), których protagoniści są dziwaczni i nerwowi. W Błaznach (Il-Farafir, 1963/64) pierwszego z nich Pan i Błazen, którzy nie znalazłszy ani odpowiedniej profesji ani zadowalającego ustroju popełniają bez żalu samobójstwo, aby pozostać w tej samej relacji wzajemnej zależności przez całą wieczność. W twórczości Wannusa człowiek-balon przekłuwa się szpilką Zabawa ze szpilkami (Lubat ad-dababis, 1965 ) w niejasnej atmosferze grozy i cieprpienia, tytułowy Biedny sprzedawca melasy (Masat ba’i ad-dibs l-fakir, 1965 ) z innego dramatu tego autora, raz po raz inwigilowany, niknie coraz bardziej, aż zadeptuje go galopujący tłum. W prozie arabskiej biologizmem i absurdem szafuje zwłaszcza Syryjczyk Zakarijja Tamir, w którego opowiadaniach z tomów Tygrysy dziesiątego dnia (An-numur fi al-jaum al-aszir, 1994), Damaszek w o ogniu (Dimaszk al-hara’ik, 1995) nie brak krwawych wydarzeń, aktów przemocy, krzyczących scen, przejmujących zwrotów akcji niosących poczucie wielkiego dyskomfortu, za którym w przeciwieństwie do niego kryje się możliwość harmonii, ładu - tego innego, lepszego świata. Interferencje opisanej rzeczywistości z jego przypuszczalnym istnieniem i nieistnieniem tworzą tu podstawową wiązkę znaczeń. Jest to znamienne dla współczesnej literatury arabskiej. Proza Barakata nie odbiega od tej poetyki, chociaż pasja, z autor ten Barakat tworzy literackie studium kurdyjskiej tożsamości zapewnia mu oryginalne i szczególne miejsce w gronie arabskojęzycznych twórców.

 

Artykuł ukazał się w czasopiśmie "Bliski Wschód: społeczeństwa - polityka - tradycje", nr 2 (2005). 


[1] A. Maaluf, Zabójcze tożsamości, PIW, Warszawa 1998, s. 24.

[2] ibid., s. 40-41

[3]S. Barakat, As-Siratani. Al-Dżundub al-hadidi. Hathi alijjan, hat an-nafir ala achirih, Bejrut 1998, Dar al-Dżadid, s. 61.

 [4] ibid., s. 61-62.

[5] ibid., s. 212-213.

[6] ibid., s. 207

[7] S. Barakat, Ankad al-azal as-sani, Bejrut 1999, s. 56.

[8] H. Malewska-Peyre, Ja wśród swoich i obcych w: Boski P., Jarymowicz M., Malewska-Peyre H. Tożsamość a odmienność kulturowa, Warszawa: Instytut Psychologii PAN, 1992, s. 45.

[9] S. Barakat, Ankad…, op cit., s. 50

[10]S. Barakat , Falakijjun sulasa al-mawt: Ubur al-baszrur, Bejrut 1994, s. 50-52.

[11]S. Barakat , Ankad...,op.cit., s. 61. [12] S. Barakat , Falakijjun, op cit., s. 209.

[13] H. Malewska-Peyre, op.cit., s. 45

[14] N. Aghri, As-Siratani li Salim Barakat: Kitaban an at-tufula min at-tufula ada’i’a wa-at-tajsz al-anif, „Al.-Hayat”, 7.02.1998, nr 1275, Bejrut.

[15] S. Barakat, As-Siratani…, op cit., s. 13 i 27.

[16] ibid., s. 269.

[17] Por. J. Bielawski, K. Bocheńska, J. Jasińska, Nowa i współczesna literatura arabska 19 i 20 w. Literatura arabskiego Wschodu. Warszawa 1978, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, s. 442

[18] S. Barakat, Al.-Falakijjun,  s. 87.

[19] S. Barakat, As-Siratan, op cit, s. 166,

[20] Ibid, s. 70.

[21] Ibid., s. 47.

[22] ibid., s.124.

[23] S. S.Barakat, Hatihi ,s. 157.

[24] S. Barakat, As-Siratan, op cit., s. 28

[25] ibid., s. 28[26] ibid., s.69.

[27] ibid., s.69.

[28] S. Barakat, op.cit. s, 287.

[29] S. Barakat, Al-Falakijjun, op. cit., s. 114.

[30] S. Barakat, As-Siratani..., s, 113-114.

[31] por. F. Jomma, Kurdowie i Kurdystan, Gdańsk: Wydawnictwo L&L-i DJ, 2001, s. 83

[32] M. Barthes, Mitologie, Warszawa, Wydawnictwo KR, 2000, s. 277

[33]S. Barakat,  As-Siratani, op cit.,  287.

[34] M. Głowiński, Narratologia - dzisiaj i nieco dawniej, Teksty Drugie, 5/2001, s. 27-28.

[35] S. Barakat, Al-dzundub al-hadidi, op. cit., s. 67.

[36] S. Barakat, As-Siratani, op cit., s. 38-39

[37] S. Barakat , Falakijjun , op. cit., s. 1145-146

[38] Por. E. Machut-Mendecka, The absurdity of politics and the absurdity of existence. The case of Syrian drama, Studia Arabistyczne I Islamistyczne, 1/1993.

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej