Wśród wielu książek o tematyce podróżniczo – etnograficznej, które zdarzyło mi się poznać, ta ma znaczenie szczególne. Przyczyna tkwi nie tylko w nacechowanym emocjonalnie stosunku do przedstawionych miejsc, ale także w geniuszu literackim Ewy Szumańskiej, znanej pisarki, felietonistki „Tygodnika Powszechnego”, autorki reportaży i serii słynnych radiowych programów satyrycznych „Z pamiętnika młodej lekarki”.
„Nie wierzę w książkę o jakimś kraju ani nawet w rzetelny reportaż po trzytygodniowym pobycie. Próba ustawienia się w pozycji człowieka, który wie, musi skończyć się fiaskiem. Wyjdzie na jaw cała powierzchowność i cała fragmentaryczność przeżyć, obnażą się wszystkie luki, łatane wiadomościami z prospektów turystycznych i przypadkowo zebrane informacje, które mogłyby być zupełnie inne, gdyby trafiło się na innego rozmówcę. Wierzę jednak w możliwość napisania wiernego dziennika podróży, gdzie wszystko będzie subiektywne i gdzie z galopu przeżyć i wzruszeń ocalić będzie można chociaż jedno: podskórny rytm tego kraju, jego nastrój, to, co Francuzi nazywają ambiance – a więc też jakąś prawdę o nim.”
Z tej wiary, tak różnej od celu, jaki przyświeca autorom kolorowych przewodników, narodziła się osobista opowieść o Tunezji sprzed niespełna trzydziestu lat. Im bardziej emocjonalne podejście do książki, tym trudniej pisać o niej w sposób wiarygodny. Każdy, kto poczuł na własnej skórze magiczny dotyk miejsca, które go naznaczyło zrozumie, jak ciężko oddzielić sferę wewnętrznych przeżyć autorki od przeżyć własnych. To niewidzialne piętno pozostawione przez kraj ciągle obecny w myślach, powoduje przypływ nagłej tęsknoty, gdy odżywają w wyobraźni dachy mediny Tunisu zwanego z dawna Tunes, ciemne uliczki, wieże meczetów i wszechobecne zapachy.
„Słodkawa woń oliwy z beczek, w których pływają śliskie owocki. Dojrzałe pomarańcze, ułożone w piramidy wzdłuż muru, sprawiające, że mur ten wygląda, jakby oświetliło go słońce tuż przed zachodem. Harissa, paląca żywym ogniem przyprawa, której zapach przepełnia wnętrza malutkich jadłodajni. A potem werbena, róża, jaśmin, goździki, kamfora, ambra – wszystkie zapachy Arabii szczęśliwej. Weszłam w trzynastowieczny Souk des Parfumiers”.
W wędrówkach po tunezyjskich drogach i bezdrożach, czasem samotnych, innym razem z francuskim duchownym i arabistą Pere Louisem w roli towarzysza, uderza kontrast między Tunezją ówczesną a dzisiejszą. Wydawać by się mogło, że dwadzieścia osiem lat to niewiele znaczący okres w dziejach kraju, który pamięta czasy Kartaginy. Nic bardziej mylnego - Tunezja nie zdemoralizowana przez turystów i nie zdominowana przez hotelowe kompleksy jawi się jako dziewicza, nie odkryta, zdecydowanie bardziej egzotyczna niż w chwili obecnej. Szlak podróży Szumańskiej wiedzie do miejsc, które dopiero odradzają się z ruin, by z czasem urosnąć do rangi narodowego symbolu (El Jem, Dougga) do opuszczonych miast, wymarłych wiosek, nieznanych jeszcze ksarów i pustynnych oaz, do gościnnych domostw życzliwych ludzi, gdzie czas przystanął na chwilę zamknięty w starożytnych kolumnach i ocalałych fragmentach mozaik.
„(...)Tragiczne są słupy z drutami elektrycznymi, przecinające surowy, pierwotny pejzaż i wybuchająca karbidówka w mieszkaniu dyrektora szkoły, i bruzdy, które jej światło rysuje na twarzach, łagodnych dotąd i zamglonych w migotliwym blasku lampy oliwnej. Wiem, co można mi na to odpowiedzieć. Że to są żale sentymentalnego turysty, który przyjeżdża tu na krótko i nie chce, żeby mu zepsuto krajobraz. Człowieka, który ma w domu tostery, pralki i centralne ogrzewanie, który uważa, że mu się należą, ale odmawia ich innym, bo chce, żeby byli inni, bo przybył po porcję inności, bo cieszy go prymityw noclegu w jaskini i niezrozumiały obrzęd – ale potem wróci – tak wróci z ulga do pralek i tosterów.”
Echa tamtej Tunezji można wszakże odnaleźć w Tunezji dzisiejszej – uczucie zachwytu, z jakim przyjezdny opuszcza ten kraj pozostaje niezmienione, to w nim przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Gdy koła samolotu, którym Szumańska wraca do Polski odrywają się od pasa startowego, niezmieniony pozostaje również żal z powodu rozstania, nie tylko z Tunezją, ale również z książką.
*
Ewa Szumańska, Tunes Tunes, seria Naokoło Świata, Iskry, Warszawa 1979
|
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...
Toruń w kręgu kultur...
hej -