Strona Główna arrow Blog z Jemenu arrow Sana, 24 marca: Umarł blog. Niech żyje blog!
Sana, 24 marca: Umarł blog. Niech żyje blog! Drukuj
piątek, 23/03/2007

 Zjadły mnie wyrzuty sumienia z powodu niepisania, wracam więc skruszona i spieszę w skrócie zrelacjonować, co słychać w Jemenie. A słychać całkiem sporo.

Pierwsza ważna wiadomość: do Jemenu chce się wracać! Spędziłam w Polsce Boże Narodzenie i po kilku tygodniach swobody z radością, dużą dawką energii i optymizmu wróciłam w skromne progi naszego domu w Starej Sanie. Niby nic się nie zmieniło, ludzie tacy sami, ale...

Druga ważna wiadomość: na północy Jemenu znowu wybuchła wojna. W Sadzie. To teren niepokorny od wieków, zamieszkany przez radykalnych zajdytów, którzy głoszą antyizraelskie i antyamerykańskie hasła i buntują się przeciw władzy centralnej. Na co władza odpowiada bombardowaniem Sady i okolicznych górskich wiosek. Warto przy tym zaznaczyć, że prezydent Saleh także jest zajdytą, więc nie szyicki odłam religijny jest podłożem konfliktu, a fundamentalistyczne nastawienie północnych plemion i wpływowej rodziny Al-Hutich.

 W Sanie jest teraz więcej wojska, słychać samoloty lecące na północ, ale poza tym spokojnie. Ludzie na starym mieście, gdzie mieszkamy, zaakceptowali nas, jesteśmy już "sąsiadami z krwi i kości", a Polska to najbardziej lubiany europejski kraj w okolicy. Wieści szybko się rozchodzą i nieraz jesteśmy zaskakiwani przez nieznajomych Jemeńczyków pytanio-stwierdzeniem: "A, to wy wynajmujecie dom od Alego przy Bab al-Jemen?".

Studia na uniwersytecie to całkowita porażka. Z zajęć na tutejszej arabistyce zrezygnowaliśmy dość szybko - nie mogliśmy liczyć na pomoc i wyrozumiałość wykładowców. Kurs języka arabskiego został dla nas zorganizowany na wariackich papierach. Uczy nas przemiła studentka anglistyki, ale zajęcia odbywają się sporadycznie - często nie ma dla nas sali. Uniwersytet w Sanie absolutnie nie jest przygotowany do przyjęcia zagranicznych studentów na kursy języka arabskiego, o czym powinni wiedzieć przyszli stypendyści, sam uniwersytet, a także nasze ministerstwo edukacji, które funduje stypendia.

 Aaaaaaby nie mieć więc poczucia straconego czasu, można robić trzy rzeczy: uczyć się języka na własną rękę, czytać książki oraz podróżować. Wynajęcie prywatnego nauczyciela języka arabskiego w Sanie to koszt około 100 dolarów miesięcznie (godzina, pięć razy w tygodniu). Ja zapisałam się do prywatnej szkoły językowej, gdzie zajęcia mam codziennie po 4 godziny i o zbijaniu bąków mowy nie ma. Od jutra mam dziesięciodniowe wakacje, jadę więc ze znajomymi do Hadramawtu i na południowe wybrzeże, może uda nam się nawet zahaczyć o granicę z Omanem. Tak, podróżowanie to najprzyjemniejsza część naszego stypendium! ;)   

 

Bardzo dziękuję Wam za wszystkie maile, komentarze i pytania. Czekam na kolejne!

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
 
 

Komentowane

CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej