|
Zjadły mnie wyrzuty sumienia z powodu niepisania, wracam więc skruszona i spieszę w skrócie zrelacjonować, co słychać w Jemenie. A słychać całkiem sporo.
Pierwsza ważna wiadomość: do Jemenu chce się wracać! Spędziłam w Polsce Boże Narodzenie i po kilku tygodniach swobody z radością, dużą dawką energii i optymizmu wróciłam w skromne progi naszego domu w Starej Sanie. Niby nic się nie zmieniło, ludzie tacy sami, ale... Druga ważna wiadomość: na północy Jemenu znowu wybuchła wojna. W Sadzie. To teren niepokorny od wieków, zamieszkany przez radykalnych zajdytów, którzy głoszą antyizraelskie i antyamerykańskie hasła i buntują się przeciw władzy centralnej. Na co władza odpowiada bombardowaniem Sady i okolicznych górskich wiosek. Warto przy tym zaznaczyć, że prezydent Saleh także jest zajdytą, więc nie szyicki odłam religijny jest podłożem konfliktu, a fundamentalistyczne nastawienie północnych plemion i wpływowej rodziny Al-Hutich. W Sanie jest teraz więcej wojska, słychać samoloty lecące na północ, ale poza tym spokojnie. Ludzie na starym mieście, gdzie mieszkamy, zaakceptowali nas, jesteśmy już "sąsiadami z krwi i kości", a Polska to najbardziej lubiany europejski kraj w okolicy. Wieści szybko się rozchodzą i nieraz jesteśmy zaskakiwani przez nieznajomych Jemeńczyków pytanio-stwierdzeniem: "A, to wy wynajmujecie dom od Alego przy Bab al-Jemen?".
Studia na uniwersytecie to całkowita porażka. Z zajęć na tutejszej arabistyce zrezygnowaliśmy dość szybko - nie mogliśmy liczyć na pomoc i wyrozumiałość wykładowców. Kurs języka arabskiego został dla nas zorganizowany na wariackich papierach. Uczy nas przemiła studentka anglistyki, ale zajęcia odbywają się sporadycznie - często nie ma dla nas sali. Uniwersytet w Sanie absolutnie nie jest przygotowany do przyjęcia zagranicznych studentów na kursy języka arabskiego, o czym powinni wiedzieć przyszli stypendyści, sam uniwersytet, a także nasze ministerstwo edukacji, które funduje stypendia. Aaaaaaby nie mieć więc poczucia straconego czasu, można robić trzy rzeczy: uczyć się języka na własną rękę, czytać książki oraz podróżować. Wynajęcie prywatnego nauczyciela języka arabskiego w Sanie to koszt około 100 dolarów miesięcznie (godzina, pięć razy w tygodniu). Ja zapisałam się do prywatnej szkoły językowej, gdzie zajęcia mam codziennie po 4 godziny i o zbijaniu bąków mowy nie ma. Od jutra mam dziesięciodniowe wakacje, jadę więc ze znajomymi do Hadramawtu i na południowe wybrzeże, może uda nam się nawet zahaczyć o granicę z Omanem. Tak, podróżowanie to najprzyjemniejsza część naszego stypendium! ;)
Bardzo dziękuję Wam za wszystkie maile, komentarze i pytania. Czekam na kolejne!
|
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...
Toruń w kręgu kultur...
hej -