|
Wywiad z Akbarem Gandżim Jestem przeciwko atakowi militarnemu na mój kraj (26.01.2007) Akbar Gandżi (ur. 1959) to czołowy irański dysydencki dziennikarz, pisarz. Z wykształcenia magister komunikacji. Mówi otwarcie co myśli, nie boi się kwestionować fundamentalnej zasady, na której opiera się cały obecny reżim, zasady tabu, za której krytykę można zapłacić głową – welajat-e faqih, władzy uczonego w prawie (w oparciu o nią państwem steruje postawiony ponad prezydentem przywódca; najpierw był to Chomeini, obcnie – Chamenei).
Za udział w zorganizowanej przez Fundację Heinricha Bölla konferencji w Berlinie „Iran po Wyborach” (7-8.04.2000) Gandżi został aresztowany w kwietniu 2000 roku pod zarzutem „szkodzenia bezpieczeństwu narodowemu”. Podobny los spotkał i innych jej uczestników, choćby przyszłą irańską nobliskę Szirin Ebadi, prawniczkę Mehrangiz Kar i duchownego intelektualistę Hasana Jusefi Eszkewariego. Gandżi siedział w osławionym więzieniu Ewin. Pisał tu listy i książki. W 2005 roku przeprowadził trwający 80 dni strajk głodowy. O to, by go wreszcie przerwał i zaczął jeść, apelował nawet dysydencki duchowny, niedoszły następca Chomeiniego ajatollah Hosejn Ali Montazeri. W liście do Gandżiego wyraził zaniepokojenie jego psychicznym i fizycznym stanem, stwierdzając, że ewentualny tragiczny koniec tego strajku byłby nieszczęściem tak dla przyjaciół, jak i dla wrogów dziennikarza. Podczas przepustki z lipca 2005 roku Gandżi wezwał do ogólnokrajowego referendum w kwestii tego, czy utrzymać stanowisko najwyższego przywódcy religijnego państwa. Na wolność wyszedł 18 marca 2006 roku po pięciu latach więzienia.
Podczas pobytu Gandżiego w więzieniu, 15 listopada 2005 roku, zrzeszające 18°000 tytułów Światowe Stowarzyszenie Gazet przyznało mu prestiżową Nagrodę Złotego Pióra Wolności za walkę o wolność prasy. Po wyjściu na wolność Gandżi pojechał do Moskwy ją odebrać (5 czerwca 2006). Od czasu tego wyjazdu na zaproszenie Irańczyków i ośrodków uniwersyteckich podróżuje po świecie, spotykając się z rodakami, wygłaszając odczyty i udzielając wywiadów. Czternastego lipca 2006 roku Gandżi ogłosił trzydniowy strajk głodowy, wzywając Irańczyków z całego świata do głodowania przed ambasadami IRI w imię uwolnienia więźniów politycznych Iranu. Strajk nie był masowy, ale odegrał inną ważną rolę – była „to pierwsza kampania od trzydziestu lat, w której Irańczycy reprezentujący różne poglądy polityczne i różne afiliacje społeczne złączyli siły we wspólnym proteście przeciwko prześladowaniu aktywistów, studentów i innych osób, występujących w obronie praw człowieka” w Iranie. Dzieła: Lochy duchów wydane na początku 2000 roku, w których Gandżi wiąże postać byłego prezydenta Akbara Haszemiego Rafsandżaniego i innych konserwatywnych polityków z tak zwanymi seryjnymi zabójstwami, których ofiarą padło pięciu pisarzy i intelektualistów. Inne książki Gandżiego to Czerwona eminencja, szare eminencje oraz 3 Manifesty republikańskie (napisane w więzieniu), w których przedstawia swoją propozyję na wprowadzenie demokratycznej republiki w Iranie, dowodząc na przykład, że wszelkie wybory prezydenckie w tym kraju należy bojkotować. Dwudziestego dziewiątego stycznia 2007 roku w Toronto Gandśi udzielił wywiadu Radio Zamaneh. Jego treść zamieszczamy poniżej. Tytuł zmieniono, by był aktualniejszy. Jestem przeciwko atakowi militarnemu na mój kraj wywiad z Akbarem Gandżim przeprowadziła Nazi Kamuri 29 styczeń 2007 Nazi Kamuri z Radia Zamane: Dzień dobry. Słuchacie mnie z mroźnego Toronto. Mam na imi Nazi i po raz pierwszy jestem do usług drogich słuchaczy Radia Zamane. Cóż poradzić, globalizacja nastąpiła także w naszym wypadku i Słońce po tej stronie kuli ziemskiej zlodowaciało w połowie drogi między ziemią a niebem. Gdy robi się zimno, ludzi wciąga polityka, dlatego i my przez dwadzieścia pięć minut będziemy z wami ze specjalnym programem z okazji przyjazdu Akbara Gandżiego do Toronto po odbiór Międzynarodowej Nagrody Wolności Prasy. Wprawdzie przyznano mu ją w 2001 roku, ale do jej wręczenia trzeba było poczekać aż sześć lat, do wczoraj. Niektórzy zwolennicy Akbara Gandżiego mówią, że już od wielu lat występuje w obronie swoich poglądów, a nieposłuszeństwo, czy jak żartują jego przyjaciele, jego twardogłowy charakter, jest znacznie wcześniejsze niż jego udział w berlińskiej konferencji. Dla zilustrowania tego powołują się na fakt, że mimo zdymisjonowania ajatollaha Montazerigo z funkcji [oficjalnego] następcy [Chomeiniego na urzędzie] welajat-e faqih pod koniec lat osiemdziesiątych Gandżi nigdy nie zgodził się zdjąć fotografii duchownego ze ściany swojego biura w ambasadzie Islamskiej Republiki Iranu w Turcji. Spytałam go o to. Akbar Gandżi: Po pierwsze musiałem zapłacić za to pewną cenę. Po drugie chodziło o to, że w owym czasie pan Montazeri bronił słusznej, jak uważałem, sprawy. Co krytykował? Jedna rzecz, to były niezliczone egzekucje więźniów w roku 88, druga – kwestia więźniów w latach osiemdziesiątych. Wówczas często dochodziło do nadużyć prawnych i pan Montazeri się temu sprzeciwiał. Dlatego właśnie go odsunęli. Ja natomiast uważałem, że sam sposób zdymisjonowania go był niewłaściwe. Był bezprawny, bo to nie pan Chomeini wybrał Montazeriego, żeby teraz miał prawo go odsuwać, wybrało go Zgromadzenie Ekspertów. Gdyby trzeba było Montazeriego odsunąć, to organem kompetentnym do odebrania mu tytułu przyszłego przywódcy państwa było właśnie Zgromadzenie Eskpertów. To była istotna sprawa. Pragnę dodać, że nigdy nie popierałem teorii welajat-e faqih i jej nie akceptuję. Radio Zamane: Panie Akbarze, bardzo wielu ludzi uważa, że krytyka, jakiej poddaje pan sposób wdrażania reform w Iranie jest nie fair i że nie docenia pan osiągnięć tego ruchu reformistycznego. Akbar Gandżi: Po pierwsze sam byłem jedną z osobów aktywnie zaangażowanych w ten ruch w tym okresie, zwanym „okresem reform” [lata prezydentury Chatamiego (1997-2005)]. Każda walka, każda działalność reformatorska przyczynia się do demokratyzacji Iranu, jestem o tym głęboko przekonany. Twierdzę jedynie, że nie da się przejść do demokracji w obrębie ram wyznaczonych przez konstytucję Islamskiej Republiki Iranu, nie neguję jednak samej możliwości zaprowadzenia w Iranie demokracji. Uważam, że można tego w Iranie dokonać i właśnie o to prowadzę moją walkę. Musimy walczyć o przejście do demokracji. Ale jeżeli ktoś powie, że chce przeprowadzić demokratyzację w ramach ustawy zasadniczej Islamskiej Republiki Iranu oraz praw obowiązujących w tym kraju, odpowiem mu, że to jest niemożliwe. Taka jest moja teza i moja krytyka dotyczy właśnie tej kwestii, a nie czegoś innego. Są też tacy ludzie jak Hadżdżarian, który posługuje się pojęciami porządku rzeczywistego i porządku prawnego i mówi, że to nie prawa determinują rzeczywistość społeczną. Akbar Gandżi: Jeżeli ktoś twierdzi, że liczy się porządek rzeczywisty, a nie prawny, akceptuję to. Ale ci drodzy przyjaciele, którzy utworzyli teraz w Iranie Front Demokracji i Praw Człowieka czy partię, oni od początku mówią, że chcą dokonać tego po pierwsze w zgodzie z islamem, a po drugie w ramach systemu prawnego. Właśnie to jest moim zdaniem niewykonalne. Gdyby ktoś mi powiedział, że w swojej walce respektuje prawo, odparłbym, że tego się nie da zrobić. Nie wolno nam wprowadzać ludzi w błąd. Odrzucamy przemoc, mówimy, że nasza walka jest walką prowadzoną przy pomocy środków pokojowych, ale pokojowa walka nie oznacza walki zgodnej z prawem. Można prowadzić pokojową walkę, negując jednocześnie niesprawiedliwe prawa. A jeżeli nie chce ich się negować, to co się właściwie w kraju nie podoba! Przecież my krytykujemy właśnie te niesprawiedliwe prawa. To na ich podstawie stworzono niesprawiedliwy ustrój. Ja też się zgadzam, że jeśli zaczną się jakieś zmiany na dole, to by posłużyć się terminologoią marksistowską – zwalona zostanie nadbudowa prawna. No ale trzeba być tego świadomym. To znaczy, jeżeli ktoś mówi, że ta struktura prawna jest nieważna, w porządku. Ale to bycie nieważnym musi przekładać się też na zasady walki. Jeżeli mówi, ta struktura prawna jest nieważna, ale zaraz potem stwierdza, że jest obowiązany jej przestrzegać i trzymać się jej ram, to staje się jasne, że ta struktura jest jednak niego ważna. W tym punkcie to jego sposób rozumowania jest paradoksalny, nie mój! Ja mówię, że ten system prawny nie jest ważny, wobec tego także w praktyce, w walce nie jest on dla mnie ważny. Ma pan jeszcze poważniejszą krytyczną uwagę co do etyki działania polityków z Islamskiej Republiki, a zwłaszcza reformatorów. Proszę powiedzieć nam coś więcej na ten temat. Akbar Gandżi: Ktoś może powiedzieć: Panie, dla polityka nie liczy się etyka, wolno mu zwodzić, wolno mu zastraszać, okłamywać. Nie! To niezwykle ważna kwestia. Myśmy kłamali! Myśmy kłamali, mówiąc, że szachowska władza przetrzymuje sto pięćdziesiąt tysięcy więźniów politycznych. To była nieprawda. Dziś musimy przepradzić samokrytykę w tej sprawie, to znaczy my sami i wszyscy ci, którzy rozpowszechniali te nieprawdziwe informacje. Kłamaliśmy, mówiąc, że reżim szachowski zabił Samada Behrangiego, kłamaliśmy, mówiąc, że reżim szachowski zabił Sadeqa Hedajata, kłamaliśmy, mówiąc, że reżim szachowski zabił doktora Szariatiego. Powtarzaliśmy te wszystkie sfabrykowane fakty, co więcej, powtarzaliśmy je świadomie. Trzeba to poddać krytyce. Ktoś, kto chcąc wygrać, posługuje się kłamstwem, łże również po dojściu do władzy. Po to, żeby utrzymać się na pozycji siły, dopuszcza się jeszcze ogólniejszych i większych kłamstw. Te metody trzeba potępić. Metody działania to ważna sprawa, muszą być całkowiciecałkowicie humanitarne. Tymczasem myśmy nie działali zgodnie z zasadami etyki. Żeby świadomie rozpowszechniać fałszywe informacje, mówić, że zdarzyło się coś, co się wcale nie zdarzyło, tłumacząc się, że to dlatego, iż teraz prowadzimy walkę z tym reżimem i chcemy go zniszczyć – przy takim podejściu nie da się potem zbudować demokracji, nie da się zaprowadzić wolności i praw człowieka. Takie metody to fundament dyktatury, to kładzenie podwalin pod dyktaturę. etyczne i W drodze do demokracji nawołuje pan do nieposłuszeństwa obywatelskiego. Czy według pana za to płacić trzeba małą cenę? Akbar Gandżi: Proszę pani, moje twierdzenie jest niezwykle proste, to nic skomplikowanego ani żadne filozofowanie. Mówię, że nic na tym świecie nie jest za darmo, demokracja też nie. Musicie za te sprawy ponieść jakąś cenę, musicie o nie walczyć. Po pierwsze mam do czynienia z represyjną i bezwzględną władzą, która nakłada na mnie tę dużą cenę, jaką trzeba płacić. Po drugie mam do czynienia z ludźmi, których strasznie łatwo przeciwko mnie zaagitować. To znaczy, gdy domagam się wolności słowa i wolności politycznej, ta władza w odpowiedzi na to mówi: „Ludzie, to fagas Ameryki, szpicel Mosadu, wtyczka KGB, on dostał kasę z zagranicy, ma powiązania z takim czy siakim organem, to ateista. Ludzie, tak w ogóle to on chce odebrać wam waszą wiarę, kłamie, gdy mówi, że chodzi mu o wolność, w rzeczywistości chce zdemoralizować społeczeństwo, chce powiedzieć, że każda kobieta może utrzymywać stosunki z każdym mężczyzną i odwrotnie.” To nie są moje wymysły, tak się naprawdę dzieje w takim społeczeństwie jak nasze. Zatem cena, jaką w tej kwestii płacę, jest znacznie wyższa niż cena, jaką się płaci w polityce. Czy ktoś może tego nie wiedzieć, gdy wkroczył na arenę polityki? Jeżeli ktoś chce się w Iranie parać polityką, to jest to równie oczywiste, jak to, że dwa razy dwa to cztery. Widzę, że po pierwsze władza może mnie oczernić w oczach ludzi. Na przykład przyjeżdżam tu i spotykam się z panią. Pani mnie pyta, weźmy na to, „Jakie jest pana zdanie w kwestii homoseksualistów i ich praw?”. A ja odpowiem na przykład: „Tak, uważam to i to.” Potem władza mówi ludziom, że ten Akbar Gandżi jest na przykład gayem. Oto cena, jaką człowiek musi płacić za takie rzeczy. Albo spytają mnie, weźmy na to, „Co myślisz o bahaitach?”. Odpowiem, że w społeczeństwie irańskim bahaici nie korzystają z najmniejszych nawet praw, ten reżim podeptał wszelkie należne im prawa. Na to władza uda się do niektórych warstw religijnych, które być może uważają nawet, że demokracja to coś dobrego, ale są przewrażliwione na punkcie religii bahai i mówi im: „Patrzcie, a nie mówiliśmy, on chce zbahaizować społeczeństwo.” To cena, jaką muszę płacić w Iranie. To sięga jeszcze dalej. Gdybym na przykład udzielił wywiadu jakiejś stacji telewizyjnej. Oni odebrali mi wszelkie środki, nie mam sposobu, żeby rozmawiać ze społeczeństwem. Wyobraźmy sobie, że pójdę do „Voice of America”, żeby przeprowadzili ze mną wywiad. Wtedy władza powie ludziom: „Widzicie, przecież mówiliśmy, to sługus Ameryki i bierze od niej pieniądze. Macie dowód.” To właśnie cena, jaką trzeba płacić. Za demokrację trzeba płacić, za prawa człowieka i wolność trzeba płacić. Trzeba za nie ponieść jakiś koszt, to cena, jaką określam. Tą ceną jest więzienie, oczernienie, wyrzucenie z pracy. Nikt przecież nie chce iść do więzienia. Nikt przecież nie mówi... toż ja nie poszedłem pod bramy więzienia i nie waliłem do drzwi, krzycząc: „Panie, otwórz pan te drzwi, przyszedłem tu się dostać do środka.” Ja nie chcę trafić do więzienia, mnie tam zabierają, za to, co mówię, za to, co robię. Nie można tego odwrócić i powiedzieć, że skoro zabierają mnie za kratki, gdy mówię, co mówię, to powinieniem siedzieć cicho. Przy takim podejściu już nikt by niczego nie musiał robić i proces demokratyzacji też by stracił wszelki sens. Trzeba walczyć i ta walka ma swoją cenę. Ta cena to może być więzienia, ale nie sprowadza się tylko do pozbawienia wolności. Istnieje wiele różnych skutków, jakie człowiek za to ponosi, nie tylko więzienie. Niektórzy odnoszą się krytycznie do pana obecności w Ameryce i uważają, że być może jako przeciwnik Islamskiej Republiki pomaga pan imperialistycznej polityce Ameryki w rejonie, a zwłaszcza w Iranie. Jaka jest pana odpowiedź na tę krytykę? Akbar Gandżi: Widzi pani, według mnie trzeba tu oddzielić od siebie kilka rzeczy. Po pierwsze ta dyskusja, ta teoria o imperializmie przypomina marę nocną, która nas przygniata i żadnym sposobem nie możemy jej z siebie zrzucić. Dokądkolwiek bym się nie udał, ta mara nas przydusza. Musimy wreszcie zabrać się do określenia, czym jest polityka imperialistyczna, a czym nieimperialistyczna. Jeżeli potem powiem coś, co będzie odpowiadało tej polityce imperialistycznej, stanie się jasne, że dałem się omamić ideologii imperialistycznej i że ją realizuję. Ale jeżeli wszystko, co mówię, jest z nią sprzeczne, a mimo to ktoś stwierdza, że mam imperialistyczne poglądy, nie mam już żadnej drogi ucieczki [przed pomówieniami o imperalistyczność]. Jak jeszcze mogę udowodnić, że tak nie jest. Od pierwszego dnia tej podróży głoszę, że jestem przeciwnikiem militaryzmu na całym świecie i w moim przekonaniu nie osiągnie się przy jego pomocy ani praw człowieka, ani wolności, ani demokracji. Absolutnie nie popieram, z całą mocą jestem przeciwko atakowi militarnemu na mój kraj. Decyzję ustanowienia 75-milionowego budżetu potępiłem w artykule w „New York Timesie”. Napisałem tam, że jej nie popieram i to samo powtarzam w wypowiedziach ustnych. Sprzeciwiam się temu, co mówi rząd Stanów Zjednoczonych, że chce obalić irański reżim. Przechodzenie do demokracji to zadanie dla nas, Irańczyków, to nie jest sprawa Stanów. Jest jeszcze wiele innych rzeczy, które krytykuję, między innymi odnośnie linii politycznej amerykańskiego rządu. Swoje poglądy wyraziłem i wypowiedziałem. Jeśli mimo tego wszystkiego, co mówię, zarzuca mi się imperialistyczność, nie mogę się w żaden sposób bronić. Jest jeszcze jedna sprawa, o której chciałem powiedzieć. Że ja nie jestem ani jakąś partią, ani organizacją polityczną, ani nie dążę do zgromadzenia wokół siebie zwolenników. Jestem człowiekiem, kimś myślącym inaczej i mam pewne poglądu, które wyrażam. Nie chodzi mi o pozyskiwanie stronników, mam coś do powiedzenia i to mówię. Myślę na głos. Czasami samotnie obracam myśli w głowie, kiedy indziej znów myślę na głos. Żeby inni też uczestniczyli w tym moim samotnym myśleniu i mi pomogli. Wszystko, co w życiu mówiłem, było takim głośnym myśleniem i w żadnej kwestii nie mam ostatecznej i absolutnej pewności. Jeżeli przez te moje słowa inni się ode mnie odsuwają, nie szkodzi, zresztą trzeba pani wiedzieć, że znajomi zawsze zarzucali mi to, że chodzę własnymi drogami. Gdybym chciał dać się wiązać takim sprawom, musiałbym zaakceptować wiele ograniczeń, nie mówić tego, żeby ten się przejął, nie robić owego, żeby tamego nie zdenerwować. Jeśli dojdę do wniosku, że coś jest właściwe, robię to. Kiedy miałem jechać do Ameryki, wielu przyjaciół ze Stanów i Europy mówiło mi z całą stanowczością, żebym tam nie jechał. Nie widziałem żadnego powodu, by się tam nie wybrać, nie wydawało mi się, by to było... że to jakieś bagno i że jeżeli tam pojadę, to w nim ugrzęznę. Poleciałem, zatrzymałem się w Stanach trochę ponad miesiąc i wcale nie utonąłem w tym jeziorze. Jak i... niektórzy z przyjaciół, którzy mi to mówili, sami od pięćdziesięciu, czterdziestu, trzydziestu czy dwudziestu lat mieszkają sobie w Ameryce. Przecież jeżeli to takie cuchnące bagnisko, nie powinni tam żyć, niech zaszczycą swoją obecnością Iran i w nim zamieszkają. Wszyscy się zastanawiają, czy ten Akbar Gandżi wróci do Iranu, czy nie. Akbar Gandżi: Proszę pani, przecież moja żona, córki, rodzina wszyscy są w Iranie i gdybym planował zostać za granicą, powinienem był albo wysłać je wcześniej przed własnym wyjazdem, albo zabrać ze sobą. To oczywiste, że ludzie, którzy wyjechali i zostali tu na stałe, bo im się wydawało, że mogą dostać zakaz opuszczania Iranu, tak właśnie postąpili. Ja w żadnym wypadku nie miałem takich planów. Żona i córka studiują na uniwersytecie, a młodsza córka zalicza zajęcia przeduniwersyteckie. Żona nie jest zainteresowana wyjazdem za granicą. Ja też uważam, że tam [w Iranie] jest główne miejsce do działania i do walki i z nim się wiążę. Teraz wyjechałem tymczasowo z kraju i wiele mi to dało. Za dwa tygodnie minie osiem miesięcy, jak jestem za granicą. Przez tych osiem miesięcy sam się wiele nauczyłem, poznałem rozmaite kręgi Irańczyków w różnych krajach świata, rozmawiałem z nimi i dowiedziałem się, jakie są ich punkty widzenia, a oni wysłuchali moich słów. Już same te kontakty, jakie nawiązałem, są niezwykle ważne. Nieważny jest podział na „tu” i „tam”. Ważne jest uświadomić sobie, gdzie można coś zdziałać. To się liczy. To znaczy, jeżeli... dla mnie ważna jest demokracja dla Iranu, dla mnie ważne są wolność i prawa człowieka dla Iranu. Nie zajmuję się Ameryką czy Kanadą, nie obchodzi mnie, jaki jest kanadyjsky rząd. Oczywiście w pewnym sensie ważni są wszyscy ludzie, ale jeśli mogę coś zrobić, świetnie, zrobię to. Jeśli stwierdzę, że pozostając w Kanadzie mogę przyczynić się jakoś dla sprawy demokracji, wolności i praw człowieka w Iranie, że mogę się przyczynić nawet lepiej niż w samym Iranie, to zostanę tu i będę działał. Ale tak nie uważam. Piętnastego bahmana [4 lutego] minie osiem miesięcy od czasu, jak opuściłem Iran. Wyjechałem piętnastego chordada [5 czerwca], więc piętnastego bahmana upłynie osiem miesięcy. Co się takiego dzieje, gdy ktoś na osiem miesięcy wyjeżdża z kraju, jakie zmiany następują? To część mojej walki. Co w tym złego? Załóżmy, że za dwa miesiące wrócę do Iranu. Co w tym niezwykłego? Żona, dzieci są w Iranie i tam zamierzają pozostać i ja też muszę wrócić. Sam tak postanowiłem i zdanie żony jest dla mnie bardzo ważne. Ona nie chce wyjechać, pragnie mieszkać w Iranie i mówi mi, że muszę przyjechać do Iranu, żebyśmy byli blisko siebie. Bardzo kocham żonę, mnóstwo dla mnie zrobiła i rozłąka z nią, z żoną i z dziećmi, jest dla mnie nie do pomyślenia. Skoro one zamierzają żyć w Iranie... Żona nie zgodziła się wyjechać za granicę nawet na dwa tygodnie, gdy jej zaproponowałem, żebyśmy razem się wybrali. Więc muszę wrócić do Iran, żeby być przy niej. W każdym artykule, jaki się ukazuje na pana temat, obok pana jest pani Ma’sume Szafi’i. Sprzeciwia się, zabiera głos i martwi się o pana zdrowie. Kim jest Ma’sume Szafi’i co ona dla pana znaczy? Akbar Gandżi: I co ja mam na to odpowiedzieć? Trudne pytania mi pani zadaje... Kim jest? No, jest moją żoną, ale abstrahując od tego sama ma osobowość, jest silną osobowością i mówię przyjaciołom, że Ma’sume Szafi’i nie ugina się tak łatwo pod presją i w każdej sytuacji, w której będzie się jej wydawało, że coś jest narzucane siłą, sprzeciwia się temu. Jak by nie było dla mnie też dużo zrobiła i przez cały okres, gdy byłem w więzieniu, walczyła odważnie i nie poddawała się. Ja sam poddaję zdecydowanej krytyce prawa obowiązujące w Iranie. Są strasznie dyskryminujące w stosunku do kobiet i koniecznie powinny zostać zreformowane, zawsze to zresztą mówiłem. Nawet moja żona może służyć jako przykład kobiet z naszego społeczeństwa, sama pani widziała, w tych trudnych warunkach była silna, nie poddała się, walczyła dzielnie i możliwe, że wielu mężczyzn z naszego społeczeństwa by się na to nie zdobyło. Teraz Iranki prowadzą taką walkę we wszystkich sferach, tak że moja żona nie jest tutaj wyjątkiem. W najgorszym okresie mojego strajku głodowego i w tym ostatnim roku, gdy miała dużo problemów i masę obowiązków, przystąpiła do egzaminu na studia magisterskie i zajęła osiemnaste miejsce w kraju. Teraz jest na Uniwersytecie Teherańskim na gender studies, kierunku, który cieszy się zainteresowaniem irańskich feministek. Były na jej głowie wszystkie sprawy związane z domem, były na jej głowie obowiązki związane z prowadzeniem domu i w chwili obecnej też tak jest. W każdym razie liczymy się ze sobą i jesteśmy bardzo do siebie przywiązani. Czy lubi pan muzykę? Jakiej muzyki chętnie pan słucha? Akbar Gandżi: Lubię Szadżariana, Szahrama Nazeriego i Eftechariego. Chętnie też słucham muzyki tradycyjnej. Bardzo lubię Farhada. Nikt nie jest dla mnie taki jak on, bo on budzi we mnie i w moim pokoleniu nostalgię. Jeśli chodzi o piosenki Gugusz, podoba mi się bardzo jej „Kiu kiu, bang, bang”. Radio Zamane: „Kiu kiu, bang, bang” [Pif paf], tylko pamiętajcie, że Gandżi wierzy oczywiście w nieposłuszeństwo społeczne bez użycia przemocy. Teraz zaczyna liczyć na wolę ludzi. Zabrałam z sobą kolegę z Radia Zamane, Farida i poszliśmy na miasto, przekonać się, ile w ludziach samozaparcia. Jest po popołudniu, gryzący mróz, przyszliśmy do dzielnicy irańskiej w Toronto, żeby przekonać się, czy ludzie w ogóle znają Gandżiego i czy są gotowi zapłacić jakąś cenę w imię jego celów i ideałów? Nie muszą to być oczywiście tylko cele Gandżiego, chodzi o najlepszą sytuację dla Irańczyków w Iranie. [Pytania do ludzi:] Radio Zamane: Czy mogę zadać kilka pytań? Jesteśmy z Radia Zamane nadawanego z Amsterdamu. Czy zna pan Akbara Gandżiego? Osoba 1 (mężczyzna): To ten co go zatrzymali i teraz siedzi w więzieniu. To ten dziennikarz z więzienia. Był w więzieniu. Już wyszedł na wolność. Czy orientuje się pan, co on robi, jakie mu przyświecają cele? Osoba 1: Eh, nie. Osoba 2 (kobieta): Wiem, że to ktoś, kto siedział w więzieniu, w Iranie, za swoje poglądy polityczne. Wiem tylko, że został zwolniony. A co, ma tu przyjechać? Osoba 3 (młody mężczyzna): Znam to nazwisko z radia, z prasy. Czy wie pan, że przedtem siedział w więzieniu i został zwolniony i dziś jest w Toronto? Osoba 3: Nie, nie wiem. Czy jest pani gotowa ponieść jakąś cenę w imię zmian w Iranie? Osoba 2: No, pojawiało się wielu ludzi, dużo gadali, zorganizowali wiele konferencji, napisali książki i co tam jeszcze..., ale nic konkretnego z tego nie wynikło. Wciąż jesteśmy na początku drogi, jak zwykle. Dlatego ludzie stracili trochę zaufanie, już nie mogą ufać, że mogą na przykład coś zrobić, pomóc albo posunąć się o krok do przodu. Osoba 1: Nie wiem, czego potrzeba, nie wiem, jak można by pomóc. Osoba 4: Jak najbardziej, jeżeli chodzi o przekazanie pieniędzy, czy poświęcenie czasu, jestem gotowy ją zapłacić. Osoba 1: Tak, jasne! Osoba 2: Moim zdaniem to bardzo trudne, żeby człowiek chciał płacić jakąś cenę. Według mnie może są teraz ludzie, którzy byliby gotowi ponieść cenę i finansową, i psychiczną, żeby coś robić, myśleć, pisać. Osoba 5: Jestem gotowy zrobić wszystko, co mogę, nie wiem. Przyszła tu pani na przemówienie Gandżiego. Chciałabym się dowiedzieć, kim on dla pani jest? Osoba 6 (młoda kobieta): Kiedy byłam w Iranie, słyszałam bardzo dużo o Akbarze Gandżim i cały czas śledziłam jego wypowiedzi i to, co się z nim działo. A kiedy się dowiedziałam, że ma się tu odbyć z nim spotkanie jako intelektualistą, który walczył i który siedział w więzieniu, przyszłam posłuchać tej rozmowy. Osoba 7 (młody mężczyzna): Akbar Gandżi kojarzy mi się z tą konferencją w Berlinie, z książkami, jakie przekazywaliśmy sobie na uniwerku z rąk do rąk i czytaliśmy, z jego odręcznymi odezwami, któreśmy drukowali i czytali. Osoba 8 (młody mężczyzna): Dla mnie Gandżi to te wszystkie wspomnienia z moich dwóch i pół lat studiów w Iranie na Uniwersytecie Teherańskim. Jak o nim myślę, przypominają mi się te wszystkie artykuły, te czasy, gdy codziennie chodziliśmy kupować gazety w nadziei, że będzie w nich coś, co on napisał. Osoba 9 (mężczyzna): Moim zdaniem Gandżi jest taką liczbą pi w odniesieniu do naszej sytuacji społecznej, tą liczbą z matematyki, w której wszyscy są zawarci, religijni, świeccy, lewicowcy, artyści i myśliciele. Akbar Gandżi wierzy, że musimy zapłacić jakąś cenę w imię tego, by w Iranie zapanowała demokracja. Czy jest pan gotowy zapłacić cenę, a jeżeli tak, to jaką? Osoba 10 (młody mężczyzna): Prawdę mówiąc to brzmi bardzo poważnie. Kiedy sprawa zaczyna dotyczyć człowieka osobiście, a niedawno byłem studentem i zawsze, gdy coś się działo, chciałem się o tym dowiedzieć, ale sam nigdy nie poszedłem na sam przód [demonstracji], gdzie wszystkich aresztowali. Dlatego nie sądzę, żeby większość Irańczyków mogła albo chciała ponieść jakąś cenę w imię tych spraw. Osoba 8: Osobiście uważam, że lepiej nie żyć w Iranie. Jeżeli już się musi tam mieszkać, to też i cenę przychodzi płacić. Osoba 9: Wiecie, to dla mnie trochę trudne mówić o płaceniu jakiejś ceny tutaj, po tej stronie globu, gdzie największym moim zmartwieniem jest dwudziestostopniowy mróz. Jak na razie widzę to tak, że gdy tylko skończę studia i wrócę i nie dadzą mi stworzyć teatru, wtedy może zbiorę w sobie siły i zapłacę jakąś cenę. Osoba 10: Kiedy tylko ludzie będą gotowi, kiedy zapragną wolności, demokracji, praw człowieka, równouprawnienia kobiet, na pewno będą gotowi za to płacić. oprac. A.B. na podstawie http://www.radiozamaneh.org
|
Bez lichwy. Czy możn...
reply this post - When you are in the...
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...