Strona Główna arrow O Afganistanie arrow Korespondencja z Afganistanu: Tepe Tadż Beg
Korespondencja z Afganistanu: Tepe Tadż Beg Drukuj
Szurawi   
czwartek, 08/02/2007

 W okresie panowania imperatora, jego wysokości Timura Szacha Durani, dzięki zaledwie jednemu słowu władcy założono działy zawodowe i techniczne. Jednym z działów zawodowych był dom krawca, który wykorzystując swe nieprzeciętne zdolności zaopatrywał w odzież córkę i żonę imperatora, jego dowódców, armię, służbę pałacową i wiele innych powiązanych z władcą osób.

Do obowiązków krawca należało, również prasowanie królewskiego odzienia. Zacny imperator był dumny, że może nosić tak piękne, bogato przyozdabiane drogocennymi kamieniami szaty. Wraz z zakończeniem przenoszenia stolicy z Kandaharu do Kabulu w 1187 roku, sławny krawiec Hasanghali Beg, przymuszony do przeprowadzki udał się śladami dworu. Wtedy to właśnie imperator postanowił, że jedno z otaczających wzgórz odda w darze swojemu krawcowi. Mahmud Husein Beg i Razaghali Beg byli potomkami wielkiego mistrza igły i nici Hasanghali Bega, który wyemigrował ze zachodniej części imperium. Jego synowie i wnukowie korzystając z danej im szansy przyczynili się do rozsławienia nazwiska Beg, służąc wiernie jako kucharze, jubilerzy, artyści, koronkarze itd. Cały ród sławnego krawca osiedlił się na wzgórzu Tadż Beg i służył narodowi afgańskiemu przez długie lata....

Na jednym z południowych wzgórz Kabulu wznosi się imponujący, utrzymany w brytyjskim kolonialnym stylu pałac o nazwie Tepe Tadż Beg.  Niegdyś jego dach pomalowany na ciemnoniebiesko, ożywiał i rozbudzał pustynną okolicę. Budowa Tepe Tadż Beg trwała kilka długich lat. Około roku 1926 roku prace zbliżały się ku końcowi. Miał to być drugi wspaniały pałac króla Amanullaha. Niestety jego pęd ku zmianom i próba przeistoczenia w ciągu kilku lat Afganistanu w państwo europejskie, doprowadziły do zamieszek w kraju i ucieczki króla-reformatora do Indii. Jego miejsce na kilka miesięcy zajął syn nosiwody - Bacza Sako.

 

Amanullah nie zdążył zobaczyć na własne oczy pałacu Tepe Tadż Beg w pełnej krasie. Zadanie dokończenia budynku spadło na kolejnych władców zasiadających na tronie w Kabulu. Według doniesień naocznych świadków wnętrza pałacu były bogato zdobione pięknym afgańskim lapisem. Padyszach podczas swojej podróży po Europie (odwiedził również Polskę, gdzie spotkał się z Piłsudskim) zakupił przepiękne meble właśnie z myślą o tym pałacu. Podobno do dziś część z tych zakupów kryje się w jednym z magazynów przypałacowych. Chciałbym, aby ta legenda jak każda inna kryła w sobie ziarnko prawdy...

 

Ściany pałacu także zostały udekorowane w nietuzinkowym guście, a na każdej z nich umieszczono osobisty emblematem króla. Do roku 1964 Tepe Tadż Beg używano jako szpitala przy Ministerstwie Prac Publicznych, następnie zaś podjęto decyzję o przeniesieniu do jego sal sztabu generalnego Centralnych Sił miasta Kabul.

 

Pałac ten w przeciwieństwie do innych kabulskich budowli nie ucierpiał zbytnio podczas walk mudżahedinów o władzę. A nawet został częściowo odnowiony przez talibów, którzy zajmowali miasto od 1996 roku. Historia budynku związana jest również z kampanią przeciwko dżihadowi. Nieco przed ogłoszeniem wojny z terroryzmem islamskim talibowie rozpoczęli restaurację Tepe Tadż Beg, który w ich założeniu miał podobno posłużyć jako guest house dla specjalnych osób należących do Al - Kaidy. 

 

Po rozpoczęciu operacji wojskowych przez wojska amerykańskie pałac Tepe Tadz Beg slużył przez pewien okres, jako siedziba wojsk Koalicji. Zanim przejdę do początku mojego reportażu, zachęcam do obejrzenia dwóch zdjęć zamieszczonych na stronie: http://drm.williams.edu/cdm4/results.php?CISOOP1=any&CISOFIELD1=CISOSEARCHALL&CISOROOT=/wamp&CISOBOX1=Taj.

 

Na pierwszym z nich znajduje się królewska para. Podobno jest to ostatnie zdjęcie króla Amanullaha i jego żony Soraji, przed opuszczeniem Afganistanu. Na ich twarzach dostrzec można raczej królewski, dostojny spokój niż strach przed przyszłością. Zdjęcie zostało zrobione w ogrodach pałacu Tepe Tadż Beg w 1928 roku.

 

Drugie zdjęcie również zostało zrobione w Tepe Tadż Beg. Uważny obserwator dostrzeże to miejsce na fotografiach zrobionych przeze mnie dokładnie w 80 lat później. Tytuł zdjęcia: Negah-e nur as-Seradż w Darulaman. Nur as-Seradż to oficjalny tytuł Raziji, córki Amira Habibullaha i bliskiej przyjaciółki królowej Soraji. Oprócz niej na zdjęciu znaleźli się: Muhammad Ali Homaira, Chairija, Zajnab, Sardar Enajatullah, Abdul Madżid, Mastura, Tawab Tarzai, żona Neematullaha- najstarszego syna Amanullaha.

 

***

 

Dopiero około godziny jedenastej udało się dojść ze wszystkim do ładu. Postanowiłem, że to będzie dobry dzień na odwiedzenie meczetu Szah-e do-Szamszir (czyli Królewskiego Meczetu Dwóch Mieczy) oraz zwiedzenie wspaniałego pałacu Dar-e Aman (dalej będę jednak posługiwał się prostszą wersją Darulaman). Nazwa tego pałacu oznacza tyle, co „siedziba spokoju”. Do pałacu nie jest tak łatwo dojechać, ponieważ znajduje się na obrzeżach miasta. Według zamysłu Amanullaha pałac wraz z innymi wspaniałymi budowlami miał odzwierciedlać nowe, reformatorskie oblicze Afganistanu. Miejsce na przeprowadzenie takiego wielkiego zamierzenia architektonicznego zostało wybrane idealnie. Równina z dwoma wzgórzami i wielkimi, skalistymi górami w tle. Tak miał wyglądać początek nowego Kabulu. Dzielnicy urzędów i ambasad. Po drodze do Darulaman minąłem byłe centrum kultury rosyjskiej. Wielki, niszczejący budynek o dziwnych kształtach. Całkowicie zrujnowany i rozgrabiony. Według mojego afgańskiego przyjaciela było to miejsce niesamowite, obfitujące w wydarzenia kulturalne, przyciągające tłumy ciekawskich Afgańczyków.

 

Do Darulaman prowadziła długa, prosta jak drut droga. Po jej obu stronach miały znajdować się wspaniałe nowoczesne gmachy, tymczasem ja widziałem zniszczone budynki przypominające o ciężkich czasach. Nazwa pałacu nie zdołała sprawić „czaru”. Złośliwy uśmiech historii sprawił, że ziemia ta przez ostanie trzy dekady nie miała nic wspólnego ze spokojem i bezpieczeństwem. Ironia losu...

           

Historię Darulaman przedstawię w innym reportażu. Teraz zaś przejdę do przygody z drugim pałacem – Tepe Tadż Beg. O istnieniu pałacu dowiedziałem się przypadkowo. Tzn. zbliżając się do pałacu Darulaman moim oczom ukazał się drugi pałac. Zacząłem szukać w pamięci wszelkich informacji o tym miejscu i jakoś nie mogłem sobie niczego przypomnieć o istnieniu drugiego wspaniałego pałacu. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że o Afganistanie nie wiem jeszcze bardzo wiele. Oczywiście zaraz postanowiłem, że trzeba się tam jak najszybciej dostać. Znalezienie drogi nie było proste. Najpierw zwyczajem afgańskim trochę pobłądzilem. W końcu dzięki uprzejmości Hazarów zamieszkujących tę okolicę dowiedziałem się, że zabieram się do tego pałacu od „złej” strony. Odnalazlem drogę.

 

W miarę zbliżania się do pałacu ciśnienie rosło. Wszystko, co mnie otaczało związane było z wojskiem. Samochody, dziwny „spokój” w powietrzu i oczywiście sami żołnierze maszerujący gdzieś w oddali. Tyle, że zamiast oddalać się zbliżalem się do nich. Po kilku minutach powolnej jazdy z prawej strony ujrzałem złomowisko radzieckiego wyposażenia wojskowego. Postanowilem nieco się tam rozejrzeć. Niestety zwiedzanie złomowiska przerwała interwencja żołnierzy afgańskiej armii, którzy wzięli mnie za terrorystę robiącego zdjęcia pobliskim koszarom... żołnierze zbliżył się do samochodu pozostawionego na poboczu drogi. Stwierdziłem, że należy jak najszybciej wrócić po śladach do punktu wyjścia. Obok samochodu stało już kilku panów w zielonych kurteczkach z kałaszami u boku. Po ich minach nie wiedziałem, co stanie się zaraz. Cóż miałem robić widząc żołnierzy obok samochodu? Tylko jedno przyszło mi do głowy – podszedłem z uśmiechem do pierwszego i podałem mu rękę. Uśmiech mój nie mógł być większy i bardziej przyjazny. Przynajmniej tak sobie to dziś przypominam. Następnie zacząłem mówić. Ale, o czym, może rozmawiać facet z facetem-żołnierzem jak nie o... broni! Zdanie, jakie wypowiedziałem skladało się z kilku słów, których zdążyłem nauczyć się w dari. Co do jednego nie byłem pewien. Nie bylem pewien, czy moje próby odniosły jakikolwiek skutek. Prostym żołnierzom musiał starczyć uśmiech i próby wskazania na helikoptery, czołgi i samoloty zgromadzone na sąsiednim złomowisku. Zrobiło się dziwnie. W końcu do akcji przeszedł mój afgański znajomy. Człowiek bardzo miły i uprzejmy, ale nieodpowiedni do załatwiania czegokolwiek z ludźmi z Ak-47 u boku. Po krótkim wyjaśnieniu kim jestem i czym się zajmuje, mój afgański przyjaciel przekazał mi, iż przez chwilę podejrzewano mnie o szpiegostwo. Oj łyso mi się nagle zrobiło! Postanowiłem jak najszybciej zmyć się stamtąd, gdy nagle...

 

Nagle jeden z żołnierzy stanął przed maską samochodu i zaczął klepać się po ramieniu dwoma palcami i wskazywać na kogoś. Nie wiedziałem na początku o co chodzi. Po kilku sekundach zrozumiałem. Wszystko wyjaśniło się aż zanadto. Czasami bowiem, lepiej pozostawiać pewne rzeczy niedopowiedziane. Postacią, na którą wskazywał młody żołnierz był oficer. Starszy, niski pan o zafarbowanej henną brodzie zwyczajem afgańskim postanowił wziąć udział w „zebraniu”. Henna i wyczuwalny akcent w dari jednoznacznie wskazywały, że był Pusztunem. W jednej chwili myślałem, że moje kłopoty zaczną się dopiero teraz. Nie wiedziałem czego się po nim spodziewać.

 

Oficer przemówił. Okazało się, że zamiast sztorcować ciekawskiego zagraniczniaka, zaproponował mi zwiedzenie pałacu w jego osobistym towarzystwie! Zapytał się czy jesteśmy zainteresowani? „mirim?”- zapytał. Odpowiedzialem - „mirim!” – jedziemy! To, co się stało za chwile zatrzymało na chwile bieg krwi w moich żyłach. Do mojego samochodu wpakowało się dwóch żołnierzy z bronią i wskazali kierunek ku koszarom.. Pomyślałem - żyje się dla chwili! To była jedna z tych chwil. Za pięć minut miałem wylądować w pałacu Tepe Tadż Beg!

 

 Zapewne jestem jedną z kilu osób z Europy, które jakimś cudem trafiły tam w przeciągu kilku ostatnich lat. Lub może jestem jedyną osobą, której to się udało. Spróbujcie znaleźć zdjęcia Tepe Tadż Beg w internecie?! Nie ma niczego! Kompletnie niczego! Te zdjęcia, które oglądacie są moim zdaniem unikatowe. Muszę jednak przestrzec, że to, co zobaczycie nie powali was na kolana. Wrażenia nie zrobi na was ani odrapana ściana, ani zniszczona łazienka, ani szarawy korytarz. Musicie użyć wyobraźni, żeby zrozumieć niepowtarzalną siłę tych ujęć!

 

Wsiedliśmy do samochodu Na pierwszym punkcie kontrolnym żołnierz wysiadł. Przez kolejne udało mi się przejechać, dzięki obecności oficera w środku. Na części check pointów szeregowi głupieli – rzadko pojawiał się tam cywil. Po kilku minutach zbliżyliśmy się do pałacu. Podjechaliśmy do niego od wschodniej strony. Wielkie kolumny wydawały się ogromne, gdy patrzyłem na nie z dołu. Taka perspektywa nadawała wyjątkowo smukłych kształtów Tepe Tadż Beg. Do pałacu prowadziła oblodzona, spiralna droga. Każdy pokonany łuk wzbudzał we mnie coraz większy zachwyt. Samochód pokonał ostatni zakręt i przejechał przed głównym wejściem do pałacu.  Przez chwilę poczułem się jak sam król Amanullah, podjeżdżający do swojego pałacu czarną limuzyną. Rozkaz oficera, aby zatrzymać się obok zachodniego skrzydła budynku, został przyjęty przez mnie bez najmniejszego sprzeciwu... 

 

 Wysiedliśmy. Oficer nie kazał nam długo czekać. Po chwili znalazłem się w środku pałacu. Totalnie zrujnowanego pałacu. Serce ścisnęło mi z żalu. Do drugiej sali dostaliśmy się przez dziurę w ścianie... Moje oczy nie odnalazły drzwi. Pokonywałem kolejne sale. Następnie udałem się na dwa kolejne piętra budynku.

 

 Widok z okna była niesamowity. Z jednej strony widok na Darulaman, z drugiej na pobliskie wioski, a z trzeciej na góry i... bazę wojskową. Tego akurat nie wolno mi było fotografować. Na pierwszym piętrze odnalazłem salę balową. Jeszcze dziś robi wrażenie, pomimo tego, że okna były zabite dechami, a na ścianach ktoś coś powypisywał. Tepe Tadż Beg, czyli „Wzgórze Korony Pana/Szacha/Bega/Władcy”, w środku zasmucało.

 

 Niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego nikt jeszcze tego budynku nie zechciał odremontować i przerobić na hotel czy siedzibę rządu afgańskiego! Zapewne duuuuuużoo pieniędzy należałoby na to przeznaczyć, ale zadanie to można by było zrealizować.

 

W pałacu siedziałem ponad pół godziny. Starałem się robić zdjęcia wszystkiemu w ilościach nierozsądnych, ponieważ rozum mi podpowiadał, że w miejscu tym jestem po raz pierwszy i ostatni raz. Zapraszam więc do oglądania zdjęć. Porzucam słowo i w zamian oferuję obraz. Fair trade.

 

 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Dawid  - Pałac   |2009-09-09 09:42:46
Po pierwsze muszę powiedzieć,że bardzo fajny artykuł i fajne zdjęcia . Nie
wiem czy wiesz, że na budowę tego pałacu, która trwała "7 - 10 lat"
zużyto całą produkcje marmuru który był wytwarzany w Afghanistanie. Bardzo
zasmucające jest to że przez te 8-9 lat nic nie zrobili aby odbudować ten pałac,
tylko zajmują się wypychaniem własnych kieszeni dolarami i euro. pozdrawiam
Dawid
babur   |2010-01-29 15:09:31
bardzo ciekawy artykuł. dobre wprowadzenie historyczne. ale autor albo nie ma
wiedzy pratycznej, albo cierpi na megalomanie. przesadzil i to bardzo z
wyjatkowoscia swojej wizyty. obydwa palace sa obiektem czestych wizyt bardzo
wielu obcokrajowcow przebywajacych w kabulu. brak jest tez wzmianek o losach
palacu za talibow i ambitnych planach odbudowy. W razie potrzeby, gdyby autor
chcial wzbogacic swoje artykuly o rzetelne informacje, sluze pomoca

bardzo
dobrze, ze ktos wreszcie zwriocil uwage na zabytki afganistanu, a nie tylko na
bolesne swiadectwa jego obecnej nedzy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej