Strona Główna
Recenzja: Hizam znaczy pas Drukuj
Izabela Szybilska   
wtorek, 30/01/2007
A.Abodehman, Hizam znaczy pas

Długo zabierałam się do lektury tej książki, bo choć żadna z dotychczasowych pozycji wydanych przez DIALOG w tzw. „serii frankofońskiej” mnie nie rozczarowała, to jednak „Hizam…” wydawał mi się jakimś kuriozum. Saudyjczyk piszący po francusku? O ile łatwo zrozumieć, dlaczego Algierczycy czy Marokańczycy piszą po francusku, to Ahmed Abodehman, rodowity Saudyjczyk, jakoś mi nie pasował do tego modelu, a sama saudyjska literatura bardziej kojarzyła się – może trochę niesprawiedliwie i stereotypowo – z drukowanymi hurtowo komentarzami do Koranu.

Tymczasem już sam autor przygotował ripostę na moje wątpliwości. We wstępie pisze: „Wybrałem kraj Aragona, Eluarda i Préverta. To już wyjaśnia, dlaczego opisałem swoją wioskę po francusku i dlaczego jestem pierwszym pisarzem na całym Półwyspie Arabskim tworzącym w tym języku, co niewątpliwie spodoba się niektórym Francuzom, a nie spodoba niektórym Arabom!”. I … arabistom – chciałoby się dodać. Po tak rzuconym wyzwaniu postanowiłam zaryzykować lekturę.

 

Nie zawiodłam się. „Hizam…” to niezwykła książka. Można na nią spojrzeć dwojako: albo dać się pochłonąć zatopionemu w poezji mikroświatu małej saudyjskiej wioski i wydobywać w niej niesłychane ciekawostki etnograficzne, zupełnie nieprzystające do współczesnego wizerunku Arabii Saudyjskiej albo uznać książkę za liryczny komentarz do nieuchronnej siły globalizacji.

 

Narrator, którego osoby trudno nie utożsamiać z autorem, snuje opowieść o swoim dzieciństwie w zagubionej gdzieś na wyżynach Nadżdu (chyba) wiosce, przedstawionej niczym jedna z tych znanych z literatury europejskiej „małych ojczyzn”, światów najpierwszych i najbliższych, lecz skazanych na zatopienie przez falę globalizacji. Do wioski Abodehmana fala ta jeszcze nie dotarła, ale już czuć, że nadciąga. Rękojmią dawnych czasów, tych, które niedługo pewnie odejdą w zapomnienie, jest Hizam – starszy mężczyzna, przywiązany do tradycji i darzący wioskę miłością „twardą” i bezwarunkową. Hizam to pomost wiodący – chciałoby się rzec – aż do czasów wartości przedmuzułmańskich, to ideał tzw. staroarabskiej „muruwwy” (męstwa). „Według jego przekonań, brzuch mężczyzny powinien być płaski jak u wilka. Hizam zawsze chodził boso, aby nigdy nie stracić kontaktu z ziemią, nawet na grubość zelówki. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że można być zakochanym lub skarżyć się na ból czy zmęczenie. Nie tolerował, abyśmy siedzieli bezczynnie pod drzewem, przejadali się, wstawali późno lub zbyt głośno się śmiali. (…) a już najbardziej raził go widok młodzieńca za kierownicą samochodu”.

 

Obok świata Hizama istnieje też świat małego chłopca (narratora), który otoczenie postrzega przez pryzmat poezji, legend i pieśni. Jednocześnie jego opowieść obfituje w ogromną ilość rzeczowych informacji na temat saudyjskich obrzędów ludowych i innych etnologicznych ciekawostek. Co ciekawe, mimo że rytuały są nieodłącznie związane z islamem, tutaj wydają się tak niezwykle przemieszane z tradycją ludową i niezwykłymi legendami (na przykład o początku tęczy, o dżinnach), że trudno dopatrzeć się w nich jakichkolwiek konotacji religijnych. I tak na przykład obrzezanie postrzega się tu jako próbę męstwa. Młody mężczyzna w czasie zabiegu musi recytować pochodzenie swoich przodków i zachwalać ich czyny. (Trochę się to kojarzy z indiańskim „tańcem słońca”, tym bardziej że chłopcy krzyżują nad głowami dwa sztylety).

 

Kwintesencją książki jednak jest zetknięcie tego świata – a może światka – przekonanego o swojej niepowtarzalności i wspaniałości ze światem, który jest od niego większy i potężniejszy. Do wioski trafiają nauczyciele, lekarze, samochody; jej mieszkańcy zaś zaczynają migrować do stolicy. Wydaje się, że wioska – mimo prób ocalenia własnej tożsamości – jest skazana na wchłonięcie przez „wielki świat”, a sama książka to elegia na jej koniec. Jej koniec wydaje się zresztą przesądzony już w chwili, gdy bohater zwierza się, że chciałby zostać królem. Nie marzy już tak jak jego kolega o tym, żeby umrzeć ze swoim stadem owiec. W starciu ambicja kontra tradycja, górę bierze ambicja.

 

A. Abodehman, „Hizam znaczy pas”, tłum. Jadwiga Abraham, DIALOG, Warszawa 2006

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO