Strona Główna
Recenzja: Złodzieje z Bagdadu Drukuj
Jacek Kaczmarek   
poniedziałek, 29/01/2007

M.Bogdanos, Złodzieje z BagdaduPo książkę Bogdanosa sięgnąłem z ogromnym zainteresowaniem. Splądrowanie Irackiego Muzeum w Bagdadzie odbiło się głośnym echem na całym świecie, ale wciąż niewiele wiemy o tym, co tam się naprawdę stało. Moja ciekawość była tym większa, że w kwietniu 2003 roku byłem w rozkradanym wówczas muzeum jako korespondent Polskiego Radia i do dziś staram się poskładać w całość mnogość relacji, jakie wtedy zebrałem od pracowników muzeum czy przypadkowych świadków zdarzeń.

Nie zraziło mnie nawet to, że autor książki jest amerykańskim żołnierzem. Czyli jednym z tych, którzy do grabieży dopuścili. Przynajmniej teoretycznie. W praktyce Bogdanos przybył do Bagdadu jednak w kilka dni po splądrowaniu placówki. Nie mieliśmy zatem szans spotkać się w tamtych dniach, ale nie trafiłem na niego również wtedy, gdy pół roku później po raz kolejny zawitałem do Bagdadu i do Muzeum. Docierały do mnie jednak informacje na temat jego pracy. Zbyt zdawkowe, aby wyrobić sobie na ten temat jakieś zdanie.

Matthew Bogdanos, Grek z pochodzenia, skończył prawo na wojskowej czelni. Skąd ja to znam? Dla rzeszy emigrantów, również z Europy Wschodniej, to jeden z nielicznych sposobów na studia. Chłopcy "na zielonych kartach" zaciągają się do armii, bo wtedy rząd płaci za edukację. Niestety rząd może (i często to robi) w każdej chwili wezwać takiego do służby i tak jest też z Bogdanosem. W cywilu prokurator na Manhattanie, właśnie skończył (bez sukcesu) najważniejszą wydaje się sprawę w życiu. Doprowadził do postawienia zarzutów mega gwieździe hip-hopu - Paff Daddy'iemu - raperowi zamieszanemu w strzelaninę pod jednym z klubów w Nowym Jorku. Jednak ława przysięgłych i sąd nie podziela jego ocen i Paff Daddy zostaje uniewinniony. Zaraz później jest 11 września i Bogdanos wraca do wojska. Jedzie do Afganistanu, a później do Iraku. Staje na czele stworzonej wedle własnego pomysłu struktury - specjalnej ponadresortowej jednostki, która ma zająć się poszukiwaniem między Tygrysem a Eufratem zakazanej broni i źródeł finansowania terroryzmu. Bagdanos przemilcza w książce ewentualne sukcesy w tym względzie. Chyba nikogo to dziś nie dziwi. Zamiast tego pułkownik marines podejmuje się próby zmycia blamażuy jakim było dopuszczenie przez wojsko amerykańskie do splądrowania muzeum.

Ile eksponatów zniknęło? Ile ich było w muzeum przed rabunkiem? W bardzo szczegółowy sposób autor książki opisuje swoją własną wersję wydarzeń. Z zacięciem śledczego bada wszystkie tropy, próbuje odtworzyć przebieg wypadków. I ja też dopinguje jego pracę na każdej stronie książki. Czasami zżymam się, kiedy na siłę usprawiedliwia wojskowych, którzy nie zabezpieczyli obiektu i pozwolili splądrować Muzeum. Jemu może jest łatwiej, bo przecież zna sprawę z raportów. Zna nazwiska wojskowych od kaprala po generała. Zna ich zadania i wie, że żaden z nich nie zrobiłby nic ponad instrukcje jakie otrzymał. Ta część książki budzi moje największe wątpliwości. W innych miejscach jest znacznie lepiej. Nie tylko dlatego, że w doskonały sposób radzi sobie z opisem charakterologicznym pracowników Muzeum. Analizuje ich wzajemne relacje, poziom kompetencji, a także motywy, które kierowały nimi w "gorących dniach". Działa jak prokurator, korzysta ze sztuczek, które opanował na sprawach ściśle kryminalnych i powoli składa puzzle do siebie. Odzyskuje też zrabowane zabytki. Potrafi zarazić swoim zapałem towarzyszący mu zespół, a także niechętnych i często kryjących swoje małe tajemnice muzealników. Efekt? Jest. Być może niewspółmierny do błędów, jakie popełnili inni wojskowi, ale Bogdanosowi nie da się odmówić determinacji w dotarciu do prawdy, a także zagarniętej własności. Czasami wyzłośliwia się na dziennikarzy, których "nieścisłe" teksty jego zespół wygrzebuje pracowicie z internetu. Ale potrafi też korzystać z wiedzy, jaką przynoszą prasowe, czy telewizyjne relacje, szczególnie te z udziałem świadków. Trudno go oszukać bo jest dokładny i pracowity. Każdego kto zna realia świata arabskiego bawią jego opisy zmagań z powszechnym "innym" poczuciem czasu. Ale też potrafi sobie to wytłumaczyć innym momentem startu zegara.

Swoją pracę w Iraku i książkę Bogdanos kończy w 2005 roku. Ciekawe, czy dziś byłby nadal tak optymistycznie nastawiony do działań USA w tym kraju? Jego osobiste doświadczenie jest jednak ujmujące. Zapewne dlatego, że z pochodzenia jest Grekiem i ma świadomość dziejową inną od pozostałych amerykańskich wojskowych.

I na koniec: Jest jeszcze jedna część książki, o której warto wspomnieć: Jest nią ciekawa analiza świata handlarzy i kolekcjonerów dzieł sztuki. Ocean bezprawia na którym próżno szukać zasad moralnych, ale i instrumentów wypracowanych przez wspólnotę międzynarodową dla powstrzymania procederu nielegalnego obrotu skradzionymi dziełami sztuki.

Książkę polecam tym wszystkim, którzy ekscytowali się wydarzeniami kwietnia 2003 roku w Irackim Muzeum. Zagadka nie została może w pełni rozwiązana, ale ta relacja pozwala zrozumieć dużo więcej.

***
M.Bogdanos, Złodzieje z Bagdadu, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań.

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
grzegorz  - trafna ocena   |2009-10-24 12:30:09
TRAFNA OCENA ksiazki .czytajac zdziwilem sie ze amerykanski pulkownik
marines moze byc erudyta ,zwykle inny z filmow dokumentow itp jest obraz
zawodowych wojskowych USA
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO