Strona Główna
Wielka Brytania i brytyjska propaganda na Półwyspie Arabskim Drukuj
czwartek, 21/12/2006
Tekst ten traktuje o nawiązywaniu kontaktów przez Wielką Brytanię z „przywódcami arabskimi” (czy może o wykreowaniu ich; nowej politycznej elity, która pod panowaniem osmańskim miała pomniejsze znaczenie) w czasie I wojny światowej. W okresie, kiedy nie była ona już ograniczona poprzez „neutralne stanowisko”, które z natury różnych postanowień i porozumień, zajmowała przed wybuchem wojny.

 

Postać Ibn Sauda w tym tekście należy postrzegać jako pewien przykład zdobywania sobie przychylności pomniejszego wodza przez wielkie kolonialne imperium. Wielka Brytania usiłowała na różne sposoby (poprzez przekupienie, demonstrację siły, potęgi, różnego rodzaju obietnice) przeciągnąć go na swoją stronę.

Należy również zwrócić uwagę w tym artykule na to, jak funkcjonowała brytyjska propaganda „panarabizmu”. Brytyjscy intelektualiści tworzyli ideologię. Agenci operujący w terenie spotykali się i przekazywali ją „arabskim przywódcom”, wodzom plemiennym, rodowym. Ich rola natomiast sprowadzała się do rozpropagowania ideologii pośród ludu (potwierdza to zdanie, jakie pojawia się w tekście: ...które miały być powtarzane i omawiane przy każdym ognisku obozu).

Wynika również z tego tekstu, że szumne hasła panarabizmu – „rasa arabska”, „naród arabski” - od samego początku swojego istnienia, służyły wyłącznie interesom poszczególnych zainteresowanych – będących u władzy. Nie zmienia to jednak faktu, że znalazły one podatny grunt na Półwyspie Arabskim, pośród pewnej części ludności – Beduinów (która stanowiła idealny wojowniczy „materiał” do indoktrynacji).    

Wojna arabska – rozdział czwarty

IV. Ibn Saud

Biuletyn Arabski, 12 styczeń, 1917

Tłumaczył; Antoni Kosowski

Wizyta w Basrze Ibn Sauda, która miała miejsce 27 listopada, stanowiła epizod w kampanii mezopotamskiej; była tak barwna dla jej obserwatorów, jak doniosła dla tych, którzy studiowali kierunek arabskiej polityki.

Przez ostatnie stulecie historia wnętrza półwyspu ( tj. Półwyspu Arabskiego) skupiała się wokół rywalizacji pomiędzy emirami Północnego i Południowego Nedżdu - Ibn Raszidem a Ibn Saudem.        

Kiedy Abdul Aziz – obecny przedstawiciel domu Saudów – był piętnastoletnim chłopcem, władza Raszidów osiągnęła swój zenit; wielki emir Mohammed – skąpy gospodarz Doughty’iego – wygnał Sauda i okupował jego stolicę (Rijad).   

Przez jedenaście lat Abdul Aziz jadł chleb przeciwności losu, ale w 1902 roku Szejch Kuwejtu (w Zatoce Perskiej) - osobiście będąc we wrogich stosunkach z Raszidami - zobaczył w młodym emirze obiecującą broń i dał mu szansę.      

Dysponując siłą około osiemdziesięciu jeźdźców na wielbłądach, których dostarczył Kuwejt, Abdul Aziz (dosłownie) rzucił się, spadł na Rijad. Zaskoczył garnizon Ibn Raszida, zabił jego przedstawicieli i ogłosił objęcie przez siebie władzy nad odbitym miastem.

Opowieść o tej przygodzie stanowi część beduińskiego repertuaru wspominania – przybycie niewielkiej grupy o zmierzchu do ogrodów palmowych (położonych w południowej części miasta), postój trwający aż do nastania nocy, wspinanie się Abdul Aziza i ośmiu starannie dobranych jego zwolenników na mur pałacu, błysk stali, który pojawia się i ucisza śpiącego wroga i - o świcie – otwarcie bram miasta towarzyszom zwycięzcy. Walka nie dobiegła końca wraz z zajęciem Rijadu.

W rok później ponownie wybuchły walki i Abdul Aziz odzyskał ziemie swoich ojców. Jego imię natomiast (reputacja jaką sobie stworzył) odbiło się (szerokim) echem na pustyni.           

W końcu, w 1913 roku, jego niespożyta energia sprowadziła go na pola „szerszego (tj. bardziej doniosłego) politycznego znaczenia”.   

Zajął „turecką prowincję” Hasa, która uprzednio stanowiła apanaż Rijadu; opuściły ją osmańskie garnizony i ulokowały się na wybrzeżu Zatoki Perskiej.  

Abdul Aziz był w zażyłych stosunkach – bliskiej przyjaźni z kapitanem Shakespear’em (naszym politycznym agentem w Kuwejcie). Nic nie było bardziej pewne, niż to, że jego pojawienie się na wybrzeżu ostatecznie doprowadzi do nawiązania kontaktu z Wielką Brytanią; ale zanim zostało postawione pytanie o jego dokładną więź z Konstantynopolem, wybuchła wojna z Turcją, która zwolniła nas z obowiązku zachowania neutralnej postawy (stanowiska). W zimie 1914/1915 roku kapitan Shakespear po raz drugi udał się do Nedżdu i dołączył do Ibn Sauda. Maszerował on wówczas (wraz ze swoimi ludźmi) na północ, by odeprzeć atak Ibn Raszida, uzbrojonego (zaopatrzonego) i wspieranego przez „Turków”. 

Dwie siły zmierzyły się w Sedeir. Była to nierozstrzygnięta potyczka, podczas której kapitan Shakespear (pomimo tego, że nie brał udziału w walce; was present as a non-combatant) został zraniony i zabity. 

Straciliśmy w jego osobie odważnego oficera, którego wiedza o środkowej Arabii i rzadko spotykany talent zjednywania sobie członków plemion, sprawiały, że był użyteczny a jego kariera była wyróżniająca się (na tle innych karier). Jego czyny żyły po jego śmierci.

Związek Ibn Sauda z nami otrzymał publiczne potwierdzenie w durbarze arabskich szejchów, który miał miejsce 20 listopada (podczas którego został on obdarzony K.C.I.E). W czasie tego pamiętnego wydarzenia trzech arabskich wodzów – Szejch Muhammerah (pomimo tego, że był perskim poddanym - miał arabskie pochodzenie), Szejch Kuwejtu i Ibn Saud, Hakim z Nedżdu – wszyscy stali ramię w ramię, byli w dobrych stosunkach i ogłosili swoje przywiązanie do sprawy brytyjskiej.    

W przemówieniu (które było tak spontaniczne, jak nieoczekiwane) Ibn Saud wskazał na to, że podczas gdy rząd osmański usiłował dokonać rozbioru i osłabić „naród arabski”, polityka brytyjska miała na celu jednoczyć i wzmacniać przywódców. Według niego - Chief Political Officer słysząc te słowa, które miały być powtarzane i omawiane przy każdym ognisku obozu, musi spojrzeć na lata wytrwałej pracy i przyznać, że było one dobre. 

Gertruda Bell pisze również, że najważniejszym celem kuwejckiego durbaru było uznanie przez zgromadzonych tam arabskich wodzów dobrej woli Wielkiej Brytanii względem ich rasy. W "Arabie z Mezopotamii" Gertruda opisała wizytę szejka Abdelaziza Ibn Sauda, późniejszego założyciela i pierwszego króla Arabii Saudyjskiej, w oddziałach brytyjskich stacjonujących w Mezopotamii. Anglicy pokazali gościowi z pustyni możliwości samolotów bojowych, wozów opancerzonych i nowoczesnego uzbrojenia[1]:

(...)

W ciągu kilku godzin najnowsza maszyneria ataku (tj. ofensywna) defilowała przed nim. Oglądał odpalanie ładunków wybuchowych w specjalnie przygotowanym do tego rowie i (słyszał odgłos) rozrywających się na czystym niebie przeciwlotniczych pocisków. Podróżował linią kolejową, która istniała od zaledwie sześciu miesięcy i przemierzył szybko pustynię w zmechanizowanym pojeździe; dotarł na pole walki Szajbah (gdzie przeprowadzał inspekcję brytyjskiej piechoty i indyjskiej kawalerii i widział baterię brytyjskiej artylerii w akcji).   

W jednym ze szpitali znajdujących się w bazie (w pałacu naszego dobrego przyjaciela Szejcha Muhammerah), pokazano mu - dzięki promieniom rentgena - kości jego własnej ręki.

Przeszedł się po przystani (zbudowanej) na wybrzeżu Szatt el – Arab – zobaczył tam przepełnione składy (zaopatrzenia), z których armia pobierała ubrania i żywność. Widział również tam wzbijający się w powietrze samolot (podczas gdy niebo było puste).  

Spoglądał na to wszystko ze zdziwieniem, ale zainteresowanie - jakie okazał w  mechanizmie działań wojennych – to było zainteresowanie człowieka, który chce się czegoś nauczyć, a nie tego - kto stoi zmieszany;

i nieświadomie dowodził swoją postawą, że (prawdą było to), co sądzili o nim oficerowie, którzy byli jego gospodarzami, potwierdził swoją reptuację, jaką zdobył w Arabii – człowieka o zdrowym zmyśle i wyróżniającym się (na tle innych rodowych przywódców) zachowaniu.         

„To jest dobre dla nas” – powiedział Szejch Muhammerah w czasie, gdy dwaj przywódcy mieli już się pożegnać – „widzieć waszą potęgę”.

Ci, którzy go słyszeli mogli odczytać ich myśli, które nawiązywały (powracały) do - być może – znacznie większej i bardziej pewnej (potęgi), niż ta – najwyższego wojskowego dowódcy (dosł. Pana Wojny - War Lord) i spodziewali się oni zapewne, że (kiedyś) nastanie dzień, w którym przedstawimy naukę pokoju zamiast nauki zniszczenia.       

G. L. B.


[1] Monika Słowakiewicz, Historia Iraku: Gertruda Bell, podróżniczka i szpieg [w] Gazeta Wyborcza, 6 maja 2002

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO