Strona Główna
Internetowa herbatka z intelektualistami: Irańskie artystki część I Drukuj
I.N.   
piątek, 15/12/2006

     Internetowa herbatka z intelektualistami

Irańskie malarki

Rozmowa z Faride Laszai

Przeprowadziła (i przełożyła) Ivonna Nowicka 

 

Faride Laszai (ur. 1944 w Raszcie), malarka i tłumaczka irańska. Ukończyła  Akademię Sztuk Pięknych w Wiedniu. Miała 24 wystawy indywidualne i 70 wystaw grupowych w Iranie i za granicą. Jest współzałożycielką powstałej w 2001 roku grupy Dena, zrzeszającej obecnie dziewięć malarek irańskich w różnym wieku. Przetłumaczyła z niemieckiego sztuki Bertolta Brechta Dobry człowiek z Seczuanu (Tehran, 1968), Pan Puntila i jego sługa Matti (wyd. 2. 1976), Dni Komuny (1978).

Od września do listopada 2006 odbywała się ekspozycja obrazów artystek z grupy Dena w Galerii Azjatyckiej przy ul. Freta 5 w Warszawie. Z tej okazji 8 września rozmawiałam z Faride Laszai w kawiarni „To Lubię” na warszawskiej Starówce. Rozmowa odbywała się po persku; artystka wstawiała czasem słowa angielskie, które w przekładzie zachowuję.

I.N.

[Od nadwornej malareczki do artystki Rosenthala] 

 

Ivonna Nowicka: Czy może pani przedstawić swoją drogę artystyczną. Jak i kiedy postanowiła pani zostać malarką?

 

Faride Laszai: Jeszcze kiedy byłam mała, gdy miałam sześć lat, dorośli nazywali mnie ‘nadworną malareczką’ (naqqaszbāszi). Widocznie już wtedy rysowałam. Sama nie pamiętam, ale mam wrażenie, że malowałam od zawsze. Potem od dziesiątego roku życia chodziłam na lekcje malarstwa, bo lubiłam to, rodzice mnie zapisali. Od tego czasu regularnie rysowałam i malowałam, ze dwa razy zmieniłam nauczyciela, a po ukończeniu szkoły średniej pojechałam do Niemiec, gdzie wstąpiłam na wydział sztuk pięknych tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych...

 

Nowicka: W jakim mieście?

 

Laszai: W Monachium. Studiowałam tu ze dwa semestry, ale potem przerwałam studia i po prostu malowałam prywatnie, w Paryżu, Londynie, w różnych miastach. Odwiedzałam różne galerie, uczęszczałam na różne kursy. Potem wróciłam do Iranu, gdzie dyrektor dużej fabryki kryształów Lieder [pisownia?; uwagi w nawiasach kwadratowych – I.N.] z Kufstein na południu Austrii, czy na północy Austrii, nie wiem dokładnie, w każdym razie niedaleko Monachium, w Tyrolu, zobaczył moje prace i powiedział, że są świetne, żebym przyjechała i została ‘designerką’, projektantką malarstwa na szkle. Stwierdził, że moje prace są ‘luminous’, że bije z nich światło, a więc nadają się dobrze na szkło. Wobec tego pojechałam tam i zaprojektowałam dla nich wiele rzeczy. W tym czasie przyjeżdżała tam pracować pewna wykładowczyni Uniwersytetu Wiedeńskiego. Zaproponowała mi, bym uczęszczała na jej zajęcia. Więc ze dwa trzy lata tam się uczyłam, zdobyłam magisterium na kierunku malarstwa na szkle i prac związanych ze szkłem. Bardzo mnie to zainteresowało i w Iranie też się tym zajmuję. Ale cóż, nie mamy takich warunków, jakie były w Austrii, choć mamy nasze tradycyjne szkła, z którymi wiele robiłam.

Od tego więc czasu pochłonęło mnie malarstwo i szkło. Choć tak naprawdę bardziej od malarstwa kocham literaturę. W dalszym ciągu jest mi ona bardzo bliska. Malowanie jest dla mnie jak, na przykład jak jedzenie, jak zwykłe codzienne zajęcia, bo bardzo dużo się tym zajmuję, codziennie... 

 

Nowicka: Codziennie?

 

Laszai: Tak, można powiedzieć, że codziennie maluję.

 

Nowicka: Ktoś powiedział: „Dwa procent to talent, reszta to pot.” Czy to prawda?

 

Laszai: Moim zdaniem to bardzo ważne. A więc maluję codziennie, z tego się utrzymuję, z tego żyjemy, ja i moja córka. Bo rozeszłam się [z mężem], gdy miała roczek. Teraz ma dwadzieścia pięć lat. Obie żyjemy z mojego malarstwa, ale poza tym interesuję się bardzo literaturą. 

 

Nowicka: Właśnie o to chciałam zapytać – co jest dla pani źródłem inspiracji? Czy obrazy innych artystów, czy też unika pani raczej ich oglądania, by nie znaleźć się pod ich wpływem... 

Laszai: Nie.

 

Nowicka: Czy też raczej literatura albo właśne pani życie wewnętrzne? 

 

Laszai: Moim zdaniem to nic nie szkodzi, jeżeli znajdę się pod czyimś wpływem, bo my wszyscy – dokładnie tak jak gatunek ludzki stopniowo przeżywał ‘development’, rozwój, jak krok po kroczku człowiek stawał się człowiekiem, poczynając od ryby przeszedł ewolucję do istoty ludzkiej – moim zdaniem w malarstwie zachodzi analogiczny proces. Tworzymy razem łańcuch, wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w Iranie, czy gdzieś indziej, moim zdaniem artyści z każdej dziedziny są ze sobą w specyficzny sposób związani. Bardzo to dziwne. Na przykład robi coś pani (coś odwraca uwagę artystki)...

Więc jesteśmy połączeni ze sobą i ja nie widzę nic złego w przyjmowaniu wpływu od innych. Na przykład w moich obrazach... Oczywiście to oddziaływanie odbywa się na poziomie nieświadomym, nigdy bezpośrednio nie próbowałam kopiować cudzych dzieł ani naśladować innych malarzy, ale po mojej pierwszej wystawie autorskiej w Selp [?] w Niemczech, miałam wtedy dziewiętnaście lat i jedna z galerii Rosenthala zorganizowała wystawę moich prac...

 

Nowicka: Na szkle?

 

Laszai: Nie, obrazów. Oczywiście potem malowałam też ceramikę u Rosenthala. Do dziś figuruje ona w ich katalogu pod nazwą „Farideh Lashai Vases”. Ale wracając do tych moich obrazów, ktoś napisał w jednej z tamtejszych gazet, mam jeszcze ten wycinek, że autorką jest Japonka. Bo ja osobiście na wystawie się nie pojawiłam, więc mnie nie widział i autor tego artykułu odniósł wrażenie, że to prace japońskie. Do tamtej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jest mi bliski styl Japończyków. I Chińczyków. Nie wiedziałam tego. Ale pod wpływem tego artykułu przyjrzałam się swoim obrazom i istotnie, dostrzegłam intrygujące podobieństwo. [Ta sztuka] rzeczywiście mnie w pewnym stopniu fascynuje. Tak naprawdę bowiem nasze miniatury są związane z malarstwiem chińskim czy japońskim. Twarze na miniaturach są zupełnie mongolskie, chińskie...

 

Nowicka: Chmurki...

 

Laszai: Chmurki i tak dalej, cała przestrzeń. Wydaje mi się, że w jakiś sposób ten wpływ kulturowy oddziaływuje na jednostkę. Mamy wielkiego nieżyjącego już malarza, Sohraba Sepehriego [1928-1979], w swojej twórczości był on bardzo bliski malarstwu chińskiemu i był z tego znany w Iranie. Potem spostrzegłam, jak bliska jestem też jemu, choć nigdy nie miałam takiego zamiaru. Choć nie miałam takiego zamiaru, moje pierwsze pracy bardzo go przypominały... Jest jeden zasadniczy element wspólny nam obojgu – ja maluję tylko drzewa, to znaczy, prawie tylko drzewa, a o nim też można powiedzieć, że malował niemal wyłącznie drzewa. Skąd to zainteresowanie, nie wiem... Wiele osób zajmuje się drzewami, ale w jakiś sposób moje malarstwo jest bardzo zbliżone do jego dzieł, zachodzi ‘similarity’, podobieństwo w tematyce, jaką sobie obraliśmy, a także w nawiązywaniu do sztuki...

 

Nowicka: Wschodu, Japonii...

 

Laszai: Japonii, Chin itd. W moim wypadku dokonało się to bardzo nieświadomie, choć u niego mógł to być proces jak najbardziej świadomy. Bo on był zenistą. Ja nie jestem. Ale on był zenistą, nie tyle buddystą, ale wiele ćwiczył praktyki zen, w ogóle jego wiersze, wszystkie jego prace bardzo pachną zenem.

 

Nowicka: Wie Pani, że końcu dziewiętnastego wieku niektórzy poeci francuscy głosili hasło „sztuka dla sztuki”? Jak pani się na to zapatruje? Czy na przykład pani malarstwo jest taką „sztuką dla sztuki”?

 

Laszai: To był pogląd dziewiętnastowieczny, który potem uległ zmianie. Wielu ludzi wystąpiło przeciw niemu, bo potem rozpoczął się okres licznych rewolucji myślowych, na przykład pojawił się ruch marksistów [niewyraźne], którzy byli dokładną ich przeciwnością, głosząc hasło: „Sztuka dla społeczeństwa”. W Iranie też toczył się na ten temat zażarty spór. Wtedy byłam jeszcze bardzo młoda. Teraz znów, odkąd pojawił się postmodernizm, ta dyskusja odnośnie sztuki dla sztuki czy sztuki dla społeczeństwa itd. została w pewnym sensie rozstrzygnięta na korzyść sztuki. Sztuka dla sztuki też ma rozmaite znaczenia. To nie jest prosta kwestia. Nie chodzi o to, by artyści lekką ręką odsuwali od siebie sprawy ideologiczne, by mówili, że „sztuka jest dla sztuki”, a więc twórca dzieł sztuki ma zaszyć się w wieży z kości słoniowej i nie zwracać na nic uwagi. Zaliczano do nich na przykład, na przykład Prousta. Takiego człowieka, jak Proust. Pamiętam nawet, że nie czytaliśmy go w latach mojej młodości. Uważaliśmy, że to ktoś, kto pracował tylko dla siebie, nikim innym się nie zajmował. Tymczasem dziś okazuje się, że dzięki niemu przed naszymi oczami maluje się jak żywa pewna epoka. Gdyby nie tacy twórcy jak Proust, świat byłby według mnie uboższy. Literatura, historia sztuki światowej coś by straciła, gdyby go nie było.

Uważam, że to już przestarzałe dyskusje. Na ich temat już..., należą do...

 

Nowicka: To spytam inaczej, o pani obrazy. Czy to są bardziej dzieła tworzone w imię sztuki, czy w zamierzeniu mają raczej wywierać wpływ na patrzących albo służyć wyrażeniu jakiegoś przesłania, sensu?

 

Laszai: Oczywiście, że służą wyrażeniu jakiegoś sensu. Człowiek zawsze kieruje się w życiu jakimś sensem. W jego imię przekazuje to wszystko. W końcu nawet gdy nie jesteśmy tego świadomi, też przekazujemy jakąś treść, choćby samym życiem. Samo życie nadaje wszystkiemu sens.

Ale staram się nie pracować pod kątem tych, którzy oglądają moje obrazy. Staram się raczej mówić to, co sama naprawdę mam, czym jestem, niż wyrażać jakieś treści po to, by zwrócić uwagę innych albo by coś zmienić. To wszystko dzieje się w środku we mnie.

 

Nowicka: Gdybym panią spytała, jakie jest pani hasło odnośnie malarstwa?

 

Laszai: Myślę, że odnalezienie samego siebie to bardzo trudna rzecz. Powinniśmy poszukiwać tego naszego własnego języka, pozostającego w związku ze światem. Musimy uświadomić sobie, jakie miejsce zajmujemy w obliczu świata jako jednostka. To wszystko dokonuje się samoczynnie, w całym społeczeństwie, poprzez wydarzenia na świecie. Jak by nie było, znajdujemy się w takiej sytuacji, że zachodzą wokół nas [różne] wydarzenia, a te, robiące największe wrażenie, wywierają na nas wpływ, nawet jeśli byśmy tego nie chcieli. To prawda, że nie przedstawiam teraz na swoich obrazów scen z wojny iracko-irańskiej, tych dzieci w Iraku, ale przecież – jestem człowiekiem, odczuwam to, ta kwestia bardzo mnie porusza. To oddziaływanie na pewno dochodzi do głosu nawet w charakterze linii, jaką kreślę. Nie jest tak, że muszę koniecznie... Uważam, że w epoce, w której pojawiła się fotografia, malarstwo niejako oddzieliło się od kwestii bezpośrednio związanych z polityką. Bo fotografia może je w tym zakresie zastąpić w znacznie lepszy sposób, takim, jakiego ono by nie osiągnęłoby. Malarstwo może znaleźć wyraz tylko poprzez ekspresję uczuć wzbudzonych w człowieku w wyniku usłyszenia o czymś. Rozumiesz? Jego [malarza] zadaniem nie jest opowiadanie bezpośrednio jakiejś historii wojennej. Opowiada o wpływie, jaki wywiera na niego ta historia, to jest, chcąc nie chcąc go wyraża.

Uważam, że musimy uświadomić sobie różnicę między malarstwem a fotografią w tym zakresie. Moim zdaniem fotograficy świetnie wypełniają tę rolę, wywierają ten wpływ na ludzi, o jakim mówimy, zmieniają ich. Natomiast nasza praca jest bardzo powolna i spokojna, to malarstwo. Dokonuje się niezwykle powoli i jego wpływ stanie się być może widoczny gdzieś po stu latach. Malarstwo nigdy nie oddziaływuje błyskawicznie. Wpływa bardzo powoli, ale za to głębiej, to znaczy zmienia zapatrywania człowieka, przekształca jego punkt widzenia.

Dlatego coś dokonujemy, to znaczy, nasze dzieło nie idzie na marne, to rysowanie jednej linii za drugą.

 

Nowicka: Któregoś razu jeden z polskich malarzy dziewiętnastowiecznych, Józef Chełmoński, który malował w stylu realistycznym i chętnie sięgał do natury, wysłał swoje obrazy na ekspozycję [Towarzystwa Zachęty Sztuk Polskich] w Warszawie. Ale prace nie zostały przyjęte. Otrzymał odpowiedź odmowną, a w liście do niego organizatorzy napisali: Szanowny panie, informujemy, że „obraz pański, przestawiający cztery psy i jednego konia, nie został przyjęty na wystawę”. Na to odpowiedział: „Obywatele! Mylicie się, obraz przedstawia cztery konie i jednego psa!”, a nie jednego konia i cztery psy. Z drugiej strony Picasso, którego styl różnił się oczywiście od realizmu tego polskiego artysty, więc Picasso powiedział: „wszyscy próbują zrozumieć malarstwo, dlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?”

 

Laszai: Ooh, bardzo pięknie to ujął.

 

Nowicka: Tak, to słowa Picassa. Jak jest pani zdaniem?

 

Laszai: Moim zdaniem dokładnie tak jest. To bardzo ładne słowa. (śmiech) Ludzie chcą tak rozumieć, chcą, by im dano wyjaśnienie. By im powiedzieć, to jest to, zrobiłam to w takim a takim celu. Ale na szczęście... W Iranie ciągle jeszcze pokutuje to podejście, bardzo silnie. Ludzie mówią, co jest obrazem, a co nie, że to nie żaden obraz, wciąż toczą się te dyskusje. Ale na szczęście w końcu na świecie zaistniał prąd, w którym nie kładzie się na to zbytniego nacisku i ludzie nawet tego nie rozumiejąc, zaakceptowali ten stan rzeczy. To znaczy, że też zaczęli tak patrzeć [na sztukę]. Trzeba ich przyzwyczaić do tego, by byli zmuszeni tak ją widzieć. To dokonuje się pod wpływem powtarzania, przyzwyczajenia, powstawania [nowych] dzieł, czy to im się podoba, czy nie. To tak jak z językiem. Gdy człowiek się go nasłucha, w końcu nauczy się jego melodii. Malarstwo przyrównuję właśnie do muzyki. Co jest do wyjaśniania w muzyce? Nie ma żadnego wyjaśnienia, tylko tyle, że człowiek w jakiś sposób ją odbiera, bez słów, bez mówienia i czerpie z niej przyjemność. Bądź to wpada w gniew, bądź to ogarnia go podniecenie. Muzyka ma przecież ogromną moc zasmucania czy rozweselania. W odniesieniu do malarstwa trzeba przyzwyczaić ludzi do tego samego. Żeby bez języka, bez pośrednictwa słów mogli pojmować w sposób bezpośredni te [słowo niezrozumiałe], linie, tę perspektywę, atmosferę, te kolory itp. 

 

Nowicka: Czy dlatego właśnie, jak się przekonałam na tej wystawie, niektóre pani pracą nie mają tytułu?

 

Laszai: Żadne nie mają tytułu! Tak, dokładnie dlatego. Chcę, moim zdaniem to bardzo błędne podejście, żeby patrzącemu dawać jakiś trop, żeby mu mówić, „mój styl jest taki a taki, to jest na przykład kwiatek”, albo „to czerwona róża”. Może on będzie chciał odebrać tę czerwień jako ekscytację, a może ogień. Może jako tancerkę albo żadną z tych rzeczy. No i musimy mu pozostawić tę swobodę, żeby miał swoją ‘interpretation’. Dzięki temu moje obrazy stają się bardziej bogate, ‘rich’, obfitsze. Bo patrzący nadaje im inny, dodatkowy sens. Moim zdaniem to świetna sprawa. Jeżeli uda nam się znaleźć dobrych odbiorców naszych prac, to my się od nich uczymy. I nasze późniejsze obrazy dotrą do większego kręgu właśnie dzięki kontaktowi z takimi ludźmi. To bardzo ważne w wypadku modernistycznego malarstwa. Bo w przeszłości malarz mówił odbiorcy swojego dzieła: „To dom”, czy choćby „to pies z czterema końmi”. Ale teraz już tego nie robimy. Teraz pozostawiamy mu swobodę, niech czuje to, co mu podpowiada serce. Może te cztery konie z jednym psem odbierze jako obraz o przyjaźni, może odczuje jako atmosferę życzliwą albo scenę wojenną czy niedolę. To już zależy od emocji samego patrzącego. 

 

Nowicka: Wydaje się więc, że ten nowoczesny odbiorca powinien być bardziej dojrzały.

 

Laszai: To bardzo ważne. Zdecydowanie musi być bardziej dojrzały! I w dużym stopniu współpracuje z artystą. Według mnie zbliża się bardzo do artysty. Naprawdę potrzebujemy nowych odbiorców na świecie. Ci odbiorcy są dla nas niezwykle ważni.

 

Nowicka: Artysta jest przecież twórczy, zatem ta osoba patrząca też staje się twórcza?

 

Laszai: Tak staje się twórcza. Moim zdaniem tak właśnie się dzieje.

  

[Staccatowe rytmy irańskiego malarstwa dziś] 

 

Nowicka: Chciałabym porozmawiać teraz o sztuce irańskiej. Kiedy patrzy się na malarstwo irańskie, widać że od miniatury, która...

 

Laszai: Od której się ono zaczyna, choć oczywiście przed nią...

 

Nowicka: Która stanowi podstawowy nurt malarstwa perskiego, w wieku dwudziestym pod wływem sztuki zachodniej dokonały się w nim wielkie przemiany. Czy pani zdaniem to malarstwo irańskie, chodzi mi oczywiście o nowoczesne malarstwo irańskie, czy reprezentuje ono poziom światowy, czy też...

 

Laszai: Tak się składa, że podczas mojego wykładu dziś [w Galerii Azjatyckiej] zamierzam poruszyć ten właśnie problem. Pani się na niego wybiera. Uważam, że wszyscy zmierzamy w kierunku globalizacji. Ale jednocześnie musimy zachować naszą własną tożsamość. W przeciwnym razie rozpłyniemy się w światowym nurcie. A gdy się rozpłyniemy, to ten, kto sprawuje hegemonię – a oczywiście teraz sprawuje ją na świecie sztuka Zachodu, to ona dyktuje, co jej się podoba, bo ma w ręku rynki, pieniądze, ma muzea. My ich nie mamy, w stosunku do Zachodu jesteśmy bardzo na uboczu, jak inne zmarginalizowane sztuki, jak nasza sztuka. Żeby móc wejść do tego [dominującego kręgu], musimy bardzo wzmocnić nasz język, jeszcze raz odkryć naszą tożsamość, abyśmy mogli wnieść coś nowego.W każdym razie sztuka irańska ruszyła do przodu. Trzeba poczekać, by się przekonać, dokąd dojdzie. Próbujemy. To, czy i jak dalece uda nam się odegrać w niej [w sztuce światowej] jakąś rolę, pokaże przyszłość. Bo to się niedawno zaczęło. Gdzieś od, hm, tysiąc osiemset siedemdziesiątego, jakoś tak, tysiąc dziewięćsetnego, tysiąc dziewięćset czterdziestego siódmego, o tak. W tym tysiąc dziewięćset czterdziestym siódmym roku wróciła z Europy pierwsza grupa studentów irańskich, którzy po raz pierwszy w Iranie zaczęli malować w stylu europejskim i od tego właśnie momentu malarstwo irańskie zbliżyło się bardzo do malarstwa europejskiego, które do niego przeniknęło. To znaczy, do tamtej pory malarstwo europejskie... nasze zetknięcie z nim dokonało się dość nagle w siedemnastym wieku, ale... 

 

Nowicka: To znaczy pani zdaniem to, co robił Kamal al-Molk* nie przyjęło się w takim stopniu? 

 

Laszai: Ależ nie, on wywarł bardzo duży wpływ. Niestety wywarł duży wpływ. Bo gdy się pojawił, w tysiąc dziewięćsetnym roku, nie pamiętam dokładnej daty, ale w każdym razie to były lata panowania szacha Rezy [i wcześniej] szacha Naseroddina. Wtedy wrócił do Persji, przywożąc ze sobą sztukę europejską, jak najbardziej. Ale po nim przyjechali jeszcze inni. W każdym razie sztuka europejska w tej postaci, a na początku przejęliśmy jej postać klasyczną... Tymczasm Kamal al-Molk bawił w Europie w latach, gdy pojawił się impersjonizm, różne nowoczesne nurty, ale on żadnego z nich nie przejął, zapożyczył styl klasyczny, to nim się interesował, jego lubił i rozpowszechnił w Iranie. To dowodzi, że bardzo późno zaczęliśmy zmierzać w kierunku dołączenia do nowoczesnej sztuki światowej.

Ale potem ten proces stopniowo się dokonywał, aż nagle jakieś pięćdziesiąt lat temu osiągnął swoje apogeum. Zaczęła się sztuka nowoczesna, sztuka „saqqachane”, była taka grupa artystyczna w Iranie, skupiająca najlepszych malarzy awangardowych kraju. Kilku z nich jeszcze żyje. A potem, jak na razie kontakty z Zachodem bardzo się nasiliły, znacznie lepiej go poznano i teraz właśnie malarstwo [irańskie] dołącza do malarstwa światowego. Ale uważam, że naprawdę musimy znaleźć jakiś język, żeby naszą tożsamość... żebyśmy się za bardzo nie stopili. Żebyśmy nie dążyli do tego, by przejąć wszystkie elementy tamtej strony, bo jeżeli Zachód w ten sposób nas do siebie przyciągnie, to rozpłyniemy się i staniemy się tacy jak on. Czyli nie wniesiemy nic od siebie. Tymczasem według mnie każda kultura dodaje coś do światowej skarbnicy, pod warunkiem, że [umiejętnie] kontynuuje własną tradycję. Pod warunkiem, że się całkowicie nie upodobni. Niech czerpie, ale sama też niech coś daje.

 

Nowicka: Czy pani zdaniem współczesne malarstwo irańskie wykazuje jakieś cechy charakterystyczne, które byłyby właściwe tylko Iranowi?

 

Laszai: Z pewnością. W malarstwie irańskim pozostajemy pod silnym wpływem liryzmu, lirycznego sposobu myślenia przejętego z literatury. Bo literatura, poezja odgrywała w sztuce perskiej rolę dominującą. Malarstwo perskie bardzo... na przykład wszystkie nasze miniatury były malowane w książkach, [artyści] pracowali do wierszy. Tego rodzaju liryczne spojrzenie uformowało podwaliny całej sztuki perskiej. To stanowi o jej unikalności. Myślę, że w ten sposób przez obserwowanie, przez bezpośrednią styczność z naszą własną bogatą sztuką, przez jej interioryzację, wchłanianie naszego liryzmu w naszych pracach jak najbardziej możemy wnieść coś od siebie. Sądzę bowiem, że tego rodzaju spojrzenie jest specyfiką Iranu. 

 

Nowicka: W tym nowoczesnym malarstwie irańskim na pewno wykształciły się jakieś kierunki?

 

Laszai: Cóż, teraz jest taki okres, że...

 

Nowicka: Nawiązała pani do tego kierunku saqqachane.

 

Laszai: To już sprawa przeszłości.

 

Nowicka: To był właśnie kierunek, jakaś szkoła?

 

Laszai: Tak, szkoła saqqachane. To znaczy, oni usiłowali stworzyć pewną szkołę. Ale w Iranie jest ten problem, że wciąż urywa się ciągłość. Dlaczego? Mamy bardzo niewielu krytyków sztuki, ludzi zajmujących się analizą. Mamy bardzo mało periodyków poświęconych tematyce artystycznej. Mamy mało prób uogólnień. Nasze możliwości przedstawiania własnej sztuki, żebyśmy z nią mieli wyjść w świat i ją zaprezentować, są niezwykle skromne. Nie możemy bez problemu polerować naszych dzieł tak jak by tego wymagały, pokazywać ich jak należy. Do tego potrzeba dużego zaplecza ludzi, potrzeba muzeów, wielkich podmiotów, które łożyłyby kapitał na te cele. Nie mamy tego. Co najwyżej w nader ograniczonym zakresie. Mamy jedno muzeum, które oczywiście wiele zrobiło, bardzo wiele...

 

Nowicka: Muzeum Sztuki Współczesnej.

 

Laszai: Ale to było mało. Jedno jedyne muzeum nie załatwia sprawy, gdy chodzi o cały naród. Nie jest w stanie rozpropagować jego sztuki. Skutkiem tego... Kiedy zaistnieją te warunki, pomogą trochę zapewnić ciągłość malarstwa. Bowiem ono ustawicznie się urywa. Przez jakiś czas się rozwija, potem znów cięcie, następnie znów przyjmuje jakąś konkretną formę. Ale jeżeli uda nam się... Ta kontynuacja powstaje dzięki krytyce. Dzięki krytyce, wyjaśnianiu, bo każde dzieło sztuki wymaga tego, by poddano je krytyce. To warunek jego rozwoju. Kiedy nie ma krytyki, nie może rosnąć; kiedy nie ma prób uogólnień, nie może rosnąć. Zostaje pozostawione samo sobie. Rozumiesz? Dlatego właśnie potrzebujemy tego. To jedna z przyczyn [nieukonstytuowania się kierunków artystycznych].

Inna przyczyna jest taka, że ulegliśmy silnej fascynacji Zachodem, zbyt silnej. Uczyniliśmy go naszym wzorcem. Teraz w sztuce perskiej młodzież jest zapatrzona w nowe nurty artystyczne. Samo w sobie to nic złego, ale moim zdaniem musi ona jeszcze wzbogacić to o swój własny język.

 

Nowicka: Kiedy patrzę na malarstwo irańskie, widzę, że jeden malarz inspiruje się na przykład sztuką doby kadżarskiej [1796-1890], w tej manierze ukazuje twarze kobiet czy maluje wnętrza pałaców szachowskich. Inny znów [Ali Akbar Sadeqi] przedstawia ruiny z czasów achemenidzkich... To znaczy każdy idzie własną drogą. Na przykład pani prace są abstrakcyjne.

 

Laszai: Zgadza się....

 

Nowicka: Każdy ma swoją...

 

Laszai: Specyfikę. Tak. Chodzi mi o to, że... Ma pani rację. Ale mnie nie chodzi o to, żeby na nowo odradzać miniaturę, tyle że przy użyciu nowych środków. Moim zdaniem trzeba [uchwycić] ducha miniatury, jej lirycznego ducha. To jest główna rzecz w sztuce perskiej, oczywiście według mnie.Zarazem stare sztuki perskie, rzemiosła, takie jak kobiernictwo, kaligrafia, muzułmańskie arabeski, wszystkie one są w sztuce perskiej bardzo bliskie abstrakcji. Właściwie możemy tę sztukę z powodzeniem uznać za sztukę abstrakcyjną. Na przykład nasze wyobrażenia na płytkach ceramicznych są bardzo zbliżone do abstrakcyjnej sztuki zachodniej i można je w ogóle zaklasyfikwać jako abstakcję.Mamy więc podłoże do tego, by łatwo nawiązać kontakt z nowoczesną sztuką światową. Musimy je zinternalizować. Sądzę, że obecnie wiele uwagi poświęca się tej sprawie. 

Nowicka: A pani należy do jakiejś szkoły?

 

Laszai: Słucham?

 

Nowicka: Czy należy pani do jakiejś szkoły?

 

Laszai: Nie należę do żadnej szkoły. Obecnie w ścisłym znaczeniu tego słowa żadna szkoła nie...

 

Nowicka: Do jakiegoś nurtu?

 

Laszai: Do nurtu, tak. Tworzymy nurt, ale nie szkołę,.

 

Nowicka: Jaki?

 

Laszai: Do nurtu, jak by to ująć, dzieł, prac modernistycznych i postmodernistycznych. Wszystkie do niego należymy.

 

Nowicka: Wszystkie?

 

Laszai: Wszystkie te artystki, których prace biorą udział w tej wystawie [grupy Dena w Galerii Azjatyckiej]. Wszystkie w ten czy inny sposób tworzą sztukę modernistyczną. Nawet miniatury, które maluje pani Osuli, można włączyć do kategorii prac modernistycznych. Bo to nie są obrazy tradycyjne sensu stricto, ona też starała się znaleźć sposoby... Albo obrazy pani Gizelli Sinai, czy [niezrozumiałe], mimo że te malarki zwrócone są ku przeszłości, to jednocześnie przyszłość też biorą pod uwagę. 

 

Nowicka: W polskim folderze informującym o waszej wystawie napisane jest, że jedną z przyczyn, dla których tych dziewięć malarek utworzyło wspólną grupę, była nadzieja, iż razem będzie im łatwiej istnieć.

 

Laszai: Tak, to prawda.

 

Nowicka: Czy to oczekiwanie się spełniło?

 

Laszai: Jak najbardziej. Bardzo się ono spełnia, coraz lepiej, bo udaje nam się dotrzeć do wielu miejsc na świecie. Zostałyśmy niezwyle dobrze przyjęte, dobrze nam się pracujemy i teraz z każdym dniem same coraz wyraźniej  widzimy, że musimy być razem. Bo na początku nie byłyśmy tego takie pewne, miałyśmy wątpliwości, jak to będzie, ale teraz przekonujemy się, że bardzo wiele zyskałyśmy. Jeździmy do wielu miejsc na świecie, poznajemy teraz szutkę innych miejsc i staramy się nawiązywać kontakt z artystami z innych krajów. Zawsze zapraszamy jakiegoś gościa, niestety tym razem tego nie zrobiłyśmy. Zawsze umieszczamy kogoś z odwiedzanego kraju... 

 

Nowicka: Acha, na wystawie? 

 

Laszai: Tak, na wystawie, zawsze zapraszamy kogoś z danego kraju do współpracy z nami. I teraz nawet gdy malujemy, z każdego kraju, wszędzie, gdzie mamy ekspozycje, staramy się razem z naszymi pracami pokazać obrazy kogoś innego, żeby osiągnąć coś światowego, żeby w ten sposób wytworzyć jakiś kontakt. Uważam, że to bardzo dobra idea.

 

Nowicka: Zatem poza granicami Iranu [stworzenie grupy Dena] wam pomogło. A jak to wygląda w samym Iranie? 

 

Laszai: W Iranie nie mamy problemów. Łatwo nam pracować ze sobą, choć w Iranie działamy raczej osobno, nie w grupie. Każda z nas ma tę możliwość i wystawia swoje prace na licznych wystawach indywidualnych, bo zajmujemy się malarstwem profesjonalnie.

 

Nowicka: Wszystkie panie?

 

Laszai: Tak, my wszystkie. To znaczy, z tego się utrzymujemy, w większym czy mniejszym zakresie. Zaś za granicą staramy się...

 

Nowicka: A po Polsce gdzie będą panie miały wystawę?

 

Laszai: Po Polsce mamy wystawę w Dubaju, po Dubaju z dużym prawdopodobieństwem w Pakistanie. W chwili obecnej chcemy pokazać się aktywniej w sąsiednich państwach. Stąd zaś... Jeden chłopak jest naszym menadżerem, może pani o to spytać tę ładną panią...

 

Nowicka: Karolinę.

 

Laszai: Tak, ona jest naszą menadżerką w [tym] rejonie. Przedtem zorganizowała wystawę naszych obrazów w Krakowie. Teraz, jak się zdaje, chce jeszcze wystawić je w dwu innych miastach.

 

Nowicka: W Polsce?!

 

Laszai: Tak, tak, a potem może zawiezie je do Wiednia. Mamy też kogoś, kto robi dla nas to samo w Niemczech. Wysyłamy nasze prace w różne miejsca. Teraz w Dubaju... miałyśmy wystawę w Abu Zabi, nasze obrazy zostały sprzedane, znów pracowałyśmy, teraz będziemy miały wystawę w Dubaju. Potem w Pakistanie, zostałyśmy tam zaproszone. Tam też ktoś się zajmuje promowaniem nas. W chwili obecnej mamy jakichś trzech, czterech menadżerów, którzy prezentują nasze prace w różnych miejscach na świecie.

 

Nowicka: Czy są panie zadowolone z tej liczby obrazów, jaka została tu pokazana, pani prac jest na przykład trzy?

 

Laszai: Ja jestem bardzo zadowolona. Zostały bardzo ładnie wystawione, ekipa się bardzo postarała i miejsce też ładne.

 

Nowicka: Ale na pewno wystawiają panie więcej obrazów, tylko że tu było mało miejsca?

 

Laszai: Nie nie, na razie te prace są tutaj, wysłałyśmy też coś do innych miast. Wszędzie, gdzie ktoś będzie gotowy je... A jak się uda coś sprzedać, to dosyłamy nowe obrazy na miejsce tych sprzedanych.

 

Nowicka: Jeżeli chce pani coś dodać o grupie Dena, to bardzo proszę.

 

Laszai: Na temat Deny może pani porozmawiać z panią Mitrą Kawian, która też tu przyjechała.

 

  [W czym się Jaś nie rozsmakuje...] 

 

Nowicka: Dobrze. Zatem moje przedostatnie chyba pytanie, z innej zupełnie beczki: Gdyby mogła pani zabrać głos w sprawie opracowywania programu nauki irańskich szkół, na poziomie podstawowym, gimnazjalnym, licealnym, co by pani zmieniła, co dodała?

 

Laszai: Do zajęć z rysunku? To bardzo dobre pytanie. Po pierwsze starałabym się zapoznać dzieci z oglądaniem, z patrzeniem na malarstwo. Tego jest bardzo mało w irańskich szkołach. Tymczasem oglądanie to bardzo ważna rzecz. W Europie widzę, że przyprowadza się takie pięciolatki z przedszkoli, zabiera je do Luwru. To wspaniałe. W ten sposób człowiek się z tym oswaja. To naprawdę zupełnie jak z muzyką. Bo od małego człowiek wyrasta w jakiejś muzyce i potem taką właśnie muzykę lubi. Słucha jej i się z nią zapoznaje. Z patrzeniem jest tak samo. Trzeba tyle oglądać, trzeba bardziej przyzwyczaić dzieci do oglądania, a potem, potem przychodzi reszta.

 

Nowicka: Do oglądania zarówno sztuki perskiej, jak i zachodniej? Czy też należałoby zacząć najpierw od perskiej, a potem wprowadzić tę zachodnią?

 

Laszai: Myślę, że to bez różnicy. Zawsze można przecież wyjaśnić. Na pierwszym etapie można na przykład prowadzić dzieci do zabytków, jakie mamy u nas, choćby do meczetów, tych w Isfahanie. Pani je odwiedziła?

 

Nowicka: Tak.

 

Laszai: To piękne budowle. I wyjaśniać. Żeby zobaczyły nasze płytki ceramiczne pełne światła, architekturę w świetle, to wpadające naturalnie światło, ono bardzo pięknie pojawia się w starej sztuce perskiej. Starą sztukę perską oświetla mocne, piękne światło, od strony architektonicznej to bardzo ładne budowle. Możemy zapoznawać dzieci z tymi zabytkami, które dostępne są na miejscu. Potem powinniśmy im pokazać skarby sztuki światowej na przykład na slajdach.

 

Nowicka: Czy możemy zamieścić na tej stronie internetowej [dla której przeprowadzam rozmowę] jedno ze zdjęć pani obrazów?

 

Laszai: Będzie mi bardzo miło.

 

Nowicka: Dziękuję pięknie za rozmowę.

 

Laszai: To ja dziękuję.

 



* Kamal al-Molk (ca 1847/48 – 1940), tytuł pod jakim znany jest słynny irański malarz Mohammad Qaffari. W młodości został nadwornym malarzem (naqqaszbaszi) szacha Naser ad-Dina z dynastii Kadżarów. Na początku panowania Mozaffar ad-Dina (rządził 1896-1907) odbył trzyletnią podróż do Europy. W Luwrze, Wersalu i w Rzymie studiował i kopiował malarstwo europejskie. Szczególnie cenił Tycjana, Rubensa, Rembrandta. Po powrocie do kraju założył Szkołę Sztuk Pięknych, w której nauczał i którą prowadził do 1927 r. Ostatnie lata życia spędził z dala od światowego zgiełku we wsi koło Niszapuru. W Iranie ceniony jest jako pierwszy malarz, który wprowadził styl europejski; (przyp. I.N.).

 

W przygotowaniu:

 

- wywiad z druga malarką z grupy Dena, Mitrą Kawian;

- wywiad z irańską śpiewaczką muzyki tradycyjnej (głównie z Gilanu), Ruhangiz

- wywiad z irańskim rezyserem Mohammadem Szirwanim 

 

Wystawy grupy Dena  

2006 

Muzeum Azji i Pacyfiku, Warszawa, Polska

Fundacja Kultury, Abu Zabi, ZEA

Galeria Persja i Dwa Światy, Kraków, Polska

2005 

marzec                       

Art Space Gallery, Dubaj, ZEA

listopad          

Ludwig Museum, Koblencja, Niemcy

2004 

lipiec              

Instytu Zaawansowanych Studiów nad Podstawowymi Naukami, Zandżan, Iran

2003 

styczeń                       

gmach parlamentu UE, Bruksela, Belgia

luty                 

 Haagse Kunstkring Gallery, Haga, Holandia

luty                 

Kokkola Museum, Kokkola, Finlandia

marzec                       

Festival Femmes en Iran, ratusz w Evry, Francja

kwiecień         

Ośrodek Kultury Caisa, Helsinki, Finlandia

kwiecień         

Sala Uno Gallery, Rzym, Włochy

maj                

galeria w ratuszu, Randhuset, Oslo, Norwegia

maj                

Muzeum Sztuki Współczesnej w Isfahanie, Isfahan, Iran

październik    

Dom Artystów w Jazdzie, Jazd, Iran

grudzień         

Muzeum Sztuki Hubei, Wuhan, Chiny

grudzień         

Muzeum Sztuki Liu-Haisu, Szanghaj, Chiny

 2002 

styczeń                       

Villa del Cardinale, Neapol, Włochy

maj                

Instytu Zaawansowanych Studiów nad Podstawowymi Naukami, Zandżan, Iran

czerwiec         

Sztuki Piękne Fabien Fryns, Marbella, Hiszpania

lipiec              

Palazzo Reale di Napoli, Neapol, Włochy

lipiec              

gmach ONZ, Genewa, Szwajcaria

sierpień          

Galeria Vigado, Budapesz, Węgdy

październik    

Amber Gallery & Caro Gallery, Lejda, Holandia 2001 

październik    

Galeria Klasyczna, Isfahan, Iran

listopad          

Galeria Kawir, Rafsandżan, Iran

 

www.denaartgroup.com

e-mail: Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript by go zobaczyć

 

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo IO UW logo unesco_logo
© 2004 - 2011 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej Współpracujemy z Wydziałem Orientalistycznym UW partner PK ds. UNESCO