 To cytat z książki pt. "Zamach", która w październiku weszła na polski rynek. Jej autorem jest Mohammed Moulssehoul, kryjący się pod literackim pseudonimem Yasmina Khadra. Książka ta, podobnie jak film "Paradise Now" w reżyserii Hani Abu Assada pozwala wejść w świat codzienności konfliktu izraelsko-arabskiego, okupacji, upokorzeń i lęku. Film był nominowany do Oskara oraz został nagrodzony Złotym Globem 2006 w kategorii najlepszy film zagraniczny.
Siham jest dobrze sytuowaną Palestynką mieszkającą w Izraelu. Ma kochającego męża (też Palestyńczyka mieszkającego w Izraelu), piękny dom w eleganckiej dzielnicy, znajomych i przyjaciół rozsianych po całym świecie, również wśród Izraelczyków… i jeszcze jedno: skazę, jaką zostawiły przeżycia z dzieciństwa spędzonego pod izraelską okupacją. Książka skupia się przede wszystkim na losach jej męża, doktora Amina Dżafariego, który po ciężkim dniu pracy – cały dzień operuje ofiary zamachu przeprowadzonego w jednej z telawiwskich kawiarni – dowiaduje się, że jego żona nie żyje. I nie jest ofiarą zamachu, ale jego autorką. Amin postanawia wniknąć w utajone przed nim życie żony, jakie wiodła przygotowując się do zamachu. Odbywa podróż po terytoriach okupowanych, poznając przy okazji losy ludzi tam żyjących.
Khaled i Said są przyjaciółmi – obaj to bardzo szczupli, wysocy Palestyńczycy z kędzierzawymi czuprynami, ubrani biednie, ale w zachodnim stylu. Mieszkają w Nablusie, pod izraelską okupacją. Żyją w biedzie, ale nie w skrajnej nędzy, mają nawet pracę. To właściwie luksus, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że w Autonomii Palestyńskiej bezrobocie przekracza 60%, a 80% rodzin żyje poniżej granicy nędzy (na 6-osobową rodzinę przypada mniej niż 2,1$ dziennie). Ich życie codzienne, gdyby zdjąć ramy okupacji, pewnie nie różniłoby się znacznie od naszego. To nie są fanatyczni wyznawcy islamu, tak jak moglibyśmy sobie to wyobrażać. Film przedstawia 48 godzin z ich życia poprzedzające datę zamachu. Kiedy dowiadują się, że zostali wybrani do przeprowadzenia misji – ich drogi rozchodzą się, ich reakcja jest różna, bo też inaczej doświadczyła ich okupacja.
Obie historie przeczą szeroko rozpowszechnionemu poglądowi, że na samobójcze zamachy decydują się ludzie pozbawieni wszelkich perspektyw na przyszłość, żyjący w absolutnej nędzy. Dwa lata temu w trakcie przeglądu filmów o prawach człowieka organizowanego przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, jeden z dokumentów przedstawiał beznadzieję życia w Strefie Gazy. Młodzi ludzie bez szans na edukację, pracę, poprawę warunków życia cały dzień poświęcają grze w karty wytartą talią. Narasta w nich frustracja, winą obciążają Izrael – za zamknięcie szkół, za zamknięcie dróg, za pozbawienie szans na pracę (właśnie wybucha druga intifada – Palestyńczycy są zwalniani z pracy u izraelskich przedsiębiorców, właścicieli ziemi), za odcięcie od świata. Ciężko polemizować z tymi zarzutami. Dlatego łatwiej zrozumieć, że człowiek pozbawiony wszystkiego zdecyduje się na samobójczą śmierć, w końcu nie ma nic do stracenia. I właśnie w młodych ludziach z tego filmu można było zobaczyć potencjalnych samobójców.
Jednak temu obrazowi zaprzecza zarówno „Zamach”, jak i „Paradise now”. Abu Assad i Moulssehoula są Arabami żyjącymi w Europie, którzy dzięki „podwójnej tożsamości” mają większą szansę zrozumienia logiki palestyńskiego samobójcy i jednocześnie przekazania tego zachodniemu odbiorcy w sposób dla niego właściwy. Czy z tego korzystają? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Zacznijmy od formy. „Zamach” niestety męczy swoim językiem: metafory, które mają być wyszukane, są wręcz śmieszne, a dialogi mające oddawać napięcie i powagę chwili trącą budzącym uśmiech patosem. Ale po lekturze, kiedy już wyparuje wrażenie żałosnych zabiegów językowych, pozostaje nam materiał do przemyślenia. Jak to się stało, że osoba, która ma tak dużo, ze wszystkiego rezygnuje i decyduje się na atak terrorystyczny o wątpliwych efektach? – to pytanie stawia sobie nie tylko czytelnik, ale też główny bohater książki, mąż terrorystki, który postanawia zrozumieć jej motywy i odtworzyć przebieg wydarzeń poprzedzających zamach. Jego poszukiwania śledzi czytelnik i stopniowe odkrywanie prawdy pozwala też na powolne prześledzenie procesu. „Zamach” pokazuje kolejne etapy przez które przechodzi przyszły potencjalny zamachowiec, ale nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: co o tym przesądza? Jaki trybik w musi zaskoczyć, żeby zacząć kierować się taką logiką?
„Paradise now” zdecydowanie różni się formą, która jest prosta. Film nie stawia na otoczkę, ale na treść. Co wcale nie musi przemawiać na jego niekorzyść. Wręcz przeciwnie – prostota ułatwia odbiór. Zdjęcia podkreślają kontrast światów rozdzielonych izraelskim murem. Z jednej strony szklane drapacze chmur, nowoczesna, zachodnia architektura miejska, czyste, zadbane ulice. Z drugiej strony – skrajna bieda, brudne ulice i ruiny, zniszczenia, gruzy – na każdym niemal kroku. I mimo tego kontrastu, wciąż udaje się uchwycić piękno starego arabskiego miasta, położonego na niewysokich wzgórzach, z których rozpościera się nań widok. Kluczem w obu omawianych dziełach jest u p o k o r z e n i e. Choć dużo się o tym mówi, nie ma scen pokazujących odzieranie z godności ludzkiej. Ale to właśnie poczucie shańbienia i skazania na ciągłe przeżywanie tego samego ze strony okupanta, a nie bieda, są głównym motywem ludzi decydujących się na samobójczą śmierć w „Zamachu” i w „Paradise now”. Pisze o tym również Richard Ben Cramer, amerykański dziennikarz żydowskiego pochodzenia w książce „Dlaczego Izrael przegrał?”, która w tym roku ukazała się na polskim rynku (Wydawnictwo 1eden Świat): „A oto wielkie pytanie, na które jeszcze trudniej odpowiedzieć: skoro dwa pokolenia naukowców – zachodnich, arabskich, izraelskich – dostrzegły, że w społeczeństwie palestyńskim honor i rodzina są na pierwszym miejscu, (…) dlaczego armia Izraela i rząd Izraela zachowują się tak, jakby byli jedynymi, do których to nie dociera? (…) Badania izraelskie pokazują, że najczęstszym powodem samobójczych zamachów (przynajmniej tych, których udało się ująć, albowiem ci, którzy zamachu dokonują, nie biorą już udziału w ankietach) jest jakiś incydent z przeszłości zamachowca – śmierć brata, aresztowanie ojca, znieważenie przez żołnierzy matki lub siostry.” I tak też jest w „Paradise Now” – Said, który decyduje się na zamach, chce pomścić ojca zmuszonego przez Izrael do kolaboracji i rozstrzelanego później przez Palestyńczyków. Czyli upokorzenie członka rodziny.
Zarówno Abu Assad i Moulessehoul poświęcają miejsce na dyskurs dotyczący form oporu. W „Zamachu” doktor Amin Dżafari zostaje na końcu swojej drogi upodlony – tylko po to by mógł zrozumieć jak czują się ludzie żyjący na terytoriach okupowanych. Ale przez książkę przewijają się też dialogi z jego żydowskimi przyjaciółmi – wszyscy traktują to jako absurdalny przejaw zła, a ludzi zdolnych do takiego działania uważają za nieprzejednanych fanatyków – dlatego tak wielkim szokiem jest dla nich zamach Siham, żony doktora. W „Paradise now” natomiast reżyser wprowadza do akcji francuską Palestynkę - Suhe, wychowaną we Francji i Maroku, córkę bohatera – samobójcy. Suha wcale nie jest rzeczniczką takiej formy walki - twierdzi, że wolałaby mieć ojca żywego w domu. Kiedy odkrywa plany Khaleda i Saida, jest przerażona. Mówi o rzeczach, które dla nas są oczywiste, ale na polu walki stają się kontrowersyjne. Argumentuje, że liczy się walka o prawa człowieka, że samobójcze zamachy to tylko pretekst dla Izraela, by przeprowadzać akcje odwetowe, że to często tylko zemsta, a nie walka o niepodległość, że są inne metody. I oczywiście zarówno „Zamach”, jak i „Paradise Now” stawiają pytanie – a co z tymi, co zostają, co z rodzinami i bliskimi zamachowców?
Sam akt zamachu w obu przypadkach różni się pozornie detalem. W książce kobieta, która wysadza się w powietrze w restauracji zabija dzieci świętujące tam urodziny koleżanki. W filmie izraelskie dziecko, które wsiadło do autobusu powstrzymuje Saida przed zrealizowaniem „misji”. Książka nie tłumaczy tego, być może sam autor nie może pojąć, czemu dzieci ponoszą odpowiedzialność za zbrodnie dorosłych. Z drugiej strony ukazuje się zupełnie inna twarz – młodego chłopaka, który zdążył jeszcze się zakochać, targanego początkowo wątpliwościami, wcale niepozbawionego ludzkich uczuć. I nie jest to fanatyk religijny. Wcale nie czeka na raj, na nagrodę, nie modli się pięć razy dziennie ani nie nosi długiej brody – jak stereotypowo moglibyśmy go sobie odmalować.
Abu Assad mimo trudnego tematu filmu, pozwala widzowi na uśmiech. Groteskowo wyglądają dla nas przygotowania do zamachu – gdy struchlali chłopcy mają wybrać jedną z trzech wersji plakatu z ich zdjęciami już jako męczenników, gdy Khaledowi przez szyję przewieszają arafatkę, do prawej ręki dają kałasznikowa, a do lewej kartę z pożegnaniem, które czyta do zepsutej kamery, i gdy w trakcie czytania przerywa wzniosłą mowę, by powiedzieć mamie, jaki ma kupić filtry do wiecznie zanieczyszczonej wody.
Podsumowując, obie wizje częściowo się uzupełniają. Choć zdecydowanie wyżej oceniam „Paradise now”, obawiam się, że nie mogę polecać tego filmu, gdyż nie wszedł do polskich kin i niestety Kino Świat (dystrybutor filmu) nie planuje premiery kinowej. Natomiast w przyszłym roku film ma ukazać się na DVD.
„Zamach” literacko zawodzi, ale jest jednocześnie ciekawą próbą zrozumienia okrutnej machiny napędzającej ludzi do skrajnych działań. I co więcej, jest dostępny w polskich księgarniach.
Yasmina Khadra, "Zamach", Amber - Wydawnictwo Amber Sp. z o. o. Rok wydania: 2006 ISBN /ISSN: 83-241-2647-3
|
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...
Toruń w kręgu kultur...
hej -