Strona Główna arrow Korespondencja arrow Taksówkarz z Sanandadżu czyli... o irańskiej gościnności słów kilka
Taksówkarz z Sanandadżu czyli... o irańskiej gościnności słów kilka Drukuj
Małgorzata Wróblewska   
niedziela, 05/11/2006

Była druga nad ranem, kiedy wysiedliśmy z autobusu w Sanandadżu. Kolejne miasto na trasie naszej podróży. Do dyspozycji mieliśmy co prawda mało przejrzystą, a w dodatku niezbyt dokładną mapkę w naszym przewodniku, ale i ona na niewiele by się  zdała w tych ciemnościach. Przygotowaliśmy sobie wcześniej plan, że od razu z dworca weźmiemy taksówkę i pojedziemy szukać miejsca w polecanych przez nasz przewodnik hotelach.

Ze znalezieniem samochodu, jak zwykle nie było większego problemu. Na dworcach, nawet w środku nocy jest istne zatrzęsienie taksówkarzy. Pan kierowca okazał się bardzo sympatyczny i bardzo szybko wywiązała się między nami ciekawa rozmowa. Niestety miny zaczęły nam rzednąć, kiedy w kolejnym już hotelu z naszej listy, powiedziano nam, że nie ma wolnych miejsc. Z każdym następnym było podobnie, powoli zaczynaliśmy tracić nadzieję, że cokolwiek znajdziemy. Nie mieliśmy wyjścia i lepszego pomysłu, poprosiliśmy pana kierowcę, żeby zawiózł nas do jakiegoś większego parku. Zdeterminowani byliśmy, tam doczekać świtu, a później raz jeszcze spróbować znaleźć jakiś hotel. Wtedy kierowca powiedział, że zna jeszcze jedno miejsce, gdzie możemy się zatrzymać i zaproponował, że nas tam zawiezie. W zasadzie nie wierzyliśmy, że uda nam się tam zatrzymać. Niby dlaczego? Przecież próbowaliśmy w tylu miejscach. Ponieważ nie mieliśmy nic do stracenia, postanowiliśmy jednak zaufać kierowcy. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się przed małym domkiem. Pan kierowca powiedział, że jesteśmy na miejscu. Poprosił, żebyśmy wzięli rzeczy i udali się za nim. Byliśmy troszkę zdziwieni, bo skąd pewność, że akurat tutaj będziemy mogli się zatrzymać. Dziwne było również to, że na domku nie było żadnego szyldu. Zrozumieliśmy, kiedy pan wyjął z kieszeni klucze i zaczął otwierać drzwi. To było jego własne mieszkanie. Powiedział, że nie może pozwolić, żebyśmy zostali na noc w parku. Tłumaczył, że tutaj z pewnością będzie nam wygodniej, szczególnie, że mieszkanie stoi puste, bo on pracuje całymi nocami, a żona z dzieckiem aktualnie przebywają w szpitalu. Byliśmy w szoku, ten człowiek znał nas około pół godziny, po czym zdecydował się zostawić nas samych w swoim mieszkaniu z całym dobytkiem życia. Zostawił nam również klucze, żebyśmy mogli zamknąć drzwi od wewnątrz. Sam miał wrócić rankiem i zadzwonić, żebyśmy mu otworzyli. Po przebudzeniu, kiedy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam naszego gospodarza, śpiącego w samochodzie przed domem. Zawołaliśmy go pytając, dlaczego nas nie obudził, wyjaśnił, że nie chciał nam przeszkadzać...

Tego dnia ostatecznie udało nam się znaleźć miejsce w hotelu. Kiedy żegnaliśmy się z naszym panem taksówkarzem, oprócz tego, że oczywiście gorąco dziękowaliśmy za jego ogromną pomoc, próbowaliśmy również zapłacić za nocleg. Po kilku próbach, udało nam się jedynie, namówić go, żeby przyjął pieniądze należne za taksówkę. Ostatecznie zgodził się , ale próby zapłaty za udzielenie noclegu uciął tylko, krótkim stwierdzeniem : wożenie ludzi to moja praca, ale w moim domu byliście przecież moimi gośćmi, obrażacie mnie proponując bym przyjął za to pieniądze...

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej