|
Tragiczna rzeczywistość jawi się niekiedy jako film rysunkowy, częściej jednak jako ponury thriller – to jedno ze zdań książki Seierstad, która zmierzyła się z opisem Afganistanu po upadku talibów. Książkę określono literaturą faktu, sagą z niekomentującym narratorem olimpijskim. Nadto wydawca rekomenduje powieść jako powstałą z obserwacji, opowieść w stylu reporterskim przedstawiającą historię narodu.
Jednak gdy uważniej przyjrzeć się tej zgrabnie skonstruowanej – nie da się ukryć wciągającej – powieści (brawa dla tłumaczki Anny Marciniakówny) można dostrzec pewne zastanawiające zabiegi. W odautorskim wstępie Seierstad wskazuje na siebie – dziennikarkę, która była TAM, poznała ludzi i ich życie. Wskazuje na rzetelność swej pracy, podkreślając, że konfrontuje zasłyszane historie (sama skupia uwagę na rodzinie tytułowego bohatera). Seierstad mówi o swoim zaangażowaniu. Podkreśla to, że bardzo dobrze czuła się w rodzinie, u której zamieszkała, którą opisywała, że zawarła przyjaźnie... Mimo to w tekście właściwie nie odnajduję jej samej. Powstaje pytanie: czy czyszczenie opowieści z faktów, mikrohistorii interakcji, kontaktów jej – Europejki z Afgańczykami ma dodać tekstowi wiarygodności. Moim zdaniem, nie. Dodatkowo autorka wyznaje, że nie zna języka dari, a w rozmowach posługiwała się językiem angielskim, jakby nie dostrzegając, że w tłumaczeniach gubią się sensy, pierwotne znaczenia. Drobne lecz znaczące elementy tej prozy wskazują, że autorce nie udało się przekroczyć etnocentryzmu. I tak np. założenie przez nią burki ma sugerować, że „wczuła” się w Afganki. W tekście znajdujemy wręcz wypowiedź, że burka odbiera osobowość, a kobiety zostały przedstawione jako „nasze burki”, „inne odziane w burki ciała” (s. 110). Z kolei styl opisu sytuacji (wyrażenie myśli, uczuć), w której jedna z kobiet stara się o zgodę na podjęcie pracy nauczycielki (s. 210), nasuwa skojarzenie, że takie oceny są właściwe nie bohaterce a osobie, która ją na stronach powieści tworzy. Ocena sytuacji, styl tej kreacji przypomina postawę sfrustrowanej kobiety Zachodu. Dość szokujące wydaje się mówienie o kupowaniu kobiet. Jest to skrajnie etnocentryczne ukazanie zagadnienia, z wykluczeniem jakiejkolwiek próby naświetlenia kontekstu. A taka próba określenia istoty płatności małżeńskich w Afganistanie, mogłaby przybliżyć czytelnikom kulturę tego kraju. Podobny wydźwięk ma opisywanie roli, znaczenia uczuć, emocji w tej kulturze: to co pozbawione „zachodniej romantyczności” wydaje się autorce co najmniej naganne! Niewątpliwą wartość powieści stanowią próby ukazania stosunków wewnątrzrodzinnych, światów kobiet oraz mężczyzn (także w obrębie kultur Afganistanu niejednoznacznych), ludzi biednych i bogatych. Konstrukcja powieści przypomina patchwork: opowieść o rodzinie tytułowego bohatera przeplatana jest wyjątkami z ustaw, elementami historii islamu, burki czy historią spotkania z watażką (przypominająca doniesienia z zachodnich gazet). Seierstad prezentuje siebie jako dostawcę prawdy, gdy opisuje doświadczenia Afgańczyków. Wskazując w przedmowie na swój warsztat, ustala swój autorytet. Nie sposób nie zauważyć walorów tej książki: nieuciekanie od tematów trudnych czy kontrowersyjnych (prostytucji, uzależnień, homoseksualizmu, kryzysu wartości), zmysłu obserwacyjnego czy umiejętności tworzenia rzeczywistości literackiej. To zalety warsztatu tej dziennikarki. Pamiętając także o jego ograniczeniach, przyjętych technikach pisania, trzeba przyznać, że autorka umiejętnie i interesująco Afganistan, jakim się on jej jawi. pierwotnie recenzja ukazała się na stronie www.refugee.pl
|
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...
Toruń w kręgu kultur...
hej -