|
Nadszedł jakże oczekiwany początek września, czas szykowania się do odlotu na stypendium do Kuwejtu. Początkowo dniem D miał być 6 września, ale okazało się, że Państwo Kuwejt zapłaci nam za bilety tylko, że nie wiemy jeszcze kiedy. Perspektywa lotu za pieniądze Uniwersytetu kuwejckiego mnie bardzo ucieszyła, choć z bólem musiałem oddać mojemu przewoźnikowi – Tureckim Liniom Lotniczym – co do nich należało.
Fatygowanie THY kosztuje około 500 złotych niestety. Ale nic to. W końcu lecę do Kuwejtu na stypendium. Choć to chyba zbyt optymistycznie by brzmiało, że wiem już wszystko. W okolicach 10 września dowiedzieliśmy się o sobie samych. Do czasu odpowiedzi ze strony kuwejckiej dane personalne polskich kandydatów były tajne, niemniej tydzień przed wylotem wiedziałem, ze wyjeżdżam z dwoma dziewczynami. Polska Ambasada, której serdecznie dziękuje za pomoc i wyrozumiałość, starała się poprowadzić naszą sprawę jak najprężniej. Swoje jednak musieliśmy odczekać. Informacja o poprawności rezerwacji dokonanej przez Kuwejtczyków dotarła do nas w piątek około godziny 13, lot zaś zaplanowany był na 7.30 w sobotę. Na szczęście byliśmy gotowi do drogi. Lecimy…
Lot do Kuwejtu odbywał się przez Londyn i sadziliśmy, że nie będzie kłopotów z komunikacją między jednym za drugim lotem. 1 godz i 15 minut między jednym a drugim samolotem wydawało nam się wystarczające. Wydawało, bowiem samolot na lotnisku Heathrow miał 30 minut opóźnienia, odprawa celna trwała wieczność i dobiegliśmy wręcz do Gate 20 w Terminalu 3 na ostatnią chwilę, nie zdążywszy nawet przejść przez check-in. Ale zdążyliśmy i to się liczy. W Kuwejckich Liniach Lotniczych – tymi bowiem lecieliśmy – przywitano nas bardzo serdecznie. Podróż przebiegała bez żadnych problemów. Kłopoty jednak pojawiły się po wylądowaniu na kuwejckiej ziemi. Myśmy zdążyli na lot w Londynie, niestety nasze bagaże nie miały tyle szczęścia i zostały na Heathrow. Podobnie mam wrażenie było z wizami, które również musiały „dojechać” skądś. Ale pełni optymizmu, ubezpieczeni w cierpliwość czekaliśmy na naszą kolej, i insza allah uda nam się jak najszybciej dotrzeć do akademików. W międzyczasie okazało się, że na lotnisku w Kuwejcie pracuje nasza rodaczka. Pani Basia jest w Kuwejcie od 17 lat i zdobyła już kuwejckie obywatelstwo. Oczekiwanie zatem upłynęło nam na miłej pogawędce z krajanką. Po załatwieniu wszystkich formalności z wizą, zagubionym bagażem udało nam się wydostać z terminalu i … . No właśnie, oczekiwaliśmy na „kogoś” z Uniwersytetu i na szczęście Sajjid Nadżib się pojawił. Wsiedliśmy do uniwersyteckiego busika i odwieźliśmy dziewczyny do akademika – okrzykniętego zakonem w związku z regułami w nim panującymi. Ja zaś razem z sajjidem Nadżibem pojechałem do męskiego akademika w Szuwejchu. Pokój, cóż jak na kraj stojący na ropie naftowej bardzo skromny, ale nic to niewiele może mnie zniechęcić do tego co ma nastać. Pierwszy dzień w Kuwejcie
Droga, samochód i telefon komórkowy – tak można by określić codzienność Kuwejtczyka. Auta przeróżnego rodzaju, choć ku mojemu zaskoczeniu amerykańskie pojazdy są wypierane przez produkcje japońskie: Toyoty, Nissany, Mazdy oraz GMC, Jeep i oczywiście Chevrolette, gdzieniegdzie pojawi się jakiś europejczyk jak np. Jaguar, Mercedes, Porsche choć ku mojemu zdziwieniu widziałem niedawno Skodę Oktavię. W sytuacji kiedy litr paliwa kosztuje 60 filsów- (1 KD – 1000 fils, 1 KD = 11 PLN) można spokojnie rozkoszować się urokiem podróżowania po kuwejckich drogach. Miasto i kraj jednocześnie sprawia wrażenie jednej wielkiej drogi. Podzielone na pierścienie, poprzecinane autostradami w środku aglomeracji aż prosi aby po nim jeździć. Te prośby jednak zmieniają swój charakter kiedy przychodzi godzina 13-14. Kiedy spaceruje się po dzielnicach mieszkalnych, nie sposób nie zauważyć parkingów dla samochodów. 5-6 i więcej to prawie norma, stad korki w mieście bywają zmorą. Na szczęście kierowcy busików uniwersyteckich, przeważnie Hindusi, mają doskonałe umiejętności pokonywania korków chodnikami lub innymi im tylko znanymi zakamarkami miasta. Telefon to chyba najlepszy przyjaciel Kuwejtczyka. Jest z nim wszędzie i zawsze. I rzadko kiedy pozwala mu odpocząć od rozmowy – cóż, postindustrialne społeczeństwo. Uniwersytet
Na szczęście z Kampusu Szuwejch jest do Markaz Lurat (Centrum Językowego) bardzo blisko, tak więc nie muszę odstawać w korkach tego co jest makabrą innych studentów – przeważnie dziewcząt. Ale skąd te korki? Otóż Kuwejccy studenci nie mogą nie przyjechać, każdy osobno swoim samochodem. Kampus Uniwersytetu w Szuwejchu to w ½ parking dla samochodów a w drugiej połowie budynki. Dla porównania, przede wszystkim dla studiujących w Łodzi, gdybyśmy połączyli Wydział Zarządzania z Biblioteką i Wydziałem Fizyki, udałoby się osiągnąć trzykondygnacyjny parking. Żeby czasem nie było zbyt mało miejsc parkingowych Uniwersytet buduje kolejny olbrzymi parking. Budynki, w których dane jest studiować są równie monumentalne jak parkingi oto Biblioteka, Wydział Nauk Społecznych i drobne acz istotne Centrum Językowe. Centrum, które robi bardzo pozytywne, pierwsze wrażenie. Zupełny brak założenia, że cudzoziemiec nie może się nauczyć języka arabskiego a co więcej lektor zarzucił grupie, że jeśli się nie będzie przygotowywać na zajęcia on ją po prostu zostawi. Rejestracja
Insza allah uda się kiedyś, ale cóż jestem przygotowany na tego typu sytuacje i nie ma co się złościć, że nie wiem kiedy dostanę legitymacje i będę mógł spokojnie korzystać np. z biblioteki, że spotkania są notorycznie odkładane na inną godzinę, na jutro, a następny tydzień. Do uzyskania dokumentów potrzebne są badania lekarskie i 20 zdjęć, będzie się działo. Dziś czwartek, 21 września – początek weekendu. Zaprawiony wypadem do Polskiej Ambasady – konia z rzędem, temu kto trafi tam najszybciej – nie jadąc taksówką oczywiście, udałem się na obchód mojej dzielnicy. I? tu dopiero widać prawdziwą arabskość tych ludzi. Żadnego skrępowania jakimikolwiek zachowaniami, bezproblemowość i otwartość. O szczegółach postaram się napisać następnym razem. Studenci
Narażę się teraz damskiej części ewentualnych czytelników, ale nie mogę tego nie napisać. Z wyjątkami rzecz jasna, ale tak ogromnej liczby atrakcyjnych kobiet skoncentrowanych w jednym miejscu nie wiedziałem. Rzesza studentek jest ogromna, co cieszy oko niezmiernie. Mam wrażenie, że około ¾ studentów to kobiety a zaledwie ¼ to mężczyźni, choć co trzeba dodać jest zdecydowana większość mężczyzn wśród wykładowców i pracowników administracyjnych. Więcej zdjęć z Kuwejtu znajduje się w Galerii ARABII.pl.
|
Podróż do Iranu czyl...
mieszkam w thr - witam mieszkam w ...
Seks w islamie
link:http://www.officialheatjerseysh...
Katar
Al-Gulf, czy mógłbyś proszę podać kon...
Irak
Do Anonimowy - Anonimowy:-) Probuje d...
Toruń w kręgu kultur...
hej -