|
Prawie zawsze, kiedy Mitra wraca do domu, chłopcy już czekają w przedpokoju. Gdy tylko słyszą, że ktoś otwiera drzwi, biegną zobaczyć kto przyszedł. Mitra zdejmuje obowiązkowy w Iranie płaszcz i szeroki, ciemny szal, który zasłania włosy. Po powrocie ze szkoły chłopcy nawet nie myślą o odrabianiu lekcji. Ganiają się wokół kanapy i krzyczą -„byliśmy dzisiaj w sklepie u pana Alego, kupiliśmy gumę do żucia”. Arja i młodszy o dwa lata Madżid prawie codziennie zaskakują mamę nowinami. Wczoraj Arja złapał motyla, którego potem trzymał w pudełku. Madżid chciał go wypuścić, no i skończyło się na kolejnej bijatyce. Opiekuje się nimi babcia. W białej chustce na głowie, siedzi na kanapie, robi na drutach i co jakiś czas pokrzykuje - „Na Allaha, czy wy się w końcu uspokoicie, czy któryś zacznie ćwiczyć na fortepianie. Jutro przychodzi nauczyciel!” Chłopcy jakby nie słyszeli, śmieją się i znowu wrzeszczą.
Niewielki dom koloru jasnego brązu nie wyróżnia się spośród wielu podobnych na tej ulicy. Z tyłu domu jest mały ogród, gdzie wszyscy spędzają dużo czasu, szczególnie gdy jest ciepło. Chłopcy wychodzą grać w piłkę albo puszczać latawca. Kolorowy, wzbija się ponad drzewa i krzewy. Razem z tatą robili go dobrych kilka godzin. Gdy wracają z ogrodu prawie zawsze zapominają zdjąć buty i wchodzą na czyściuteńki dywan. Babcia już wie, że musi ich ciągle pilnować ”Jak można w butach wchodzić na dywan” - nie może się nadziwić. Chłopcy czołgają się wtedy po pokoju, by butami nie dotknąć dywanu. Tata ma dla nich czas tylko w piątek. Kładzie się wtedy często na materacu, a chłopcy chodzą po nim. Małymi stopami robią mu masaż. To ich ulubiona zabawa. W październiku, perskim miesiącu mehr choć jest jeszcze ciepło, pada często deszcz. Ulewy zwiastują jesień, po suchym i gorącym lecie. Z centrum Teheranu do domu Mitry, który leży na obrzeżach stolicy Iranu, jest prawie pięćdziesiąt kilometrów. Tu powietrze jest bardziej czyste niż w samym Teheranie, a wodę można pić prosto z kranu. Matka Mitry codziennie rano napełnia nią duży czajnik, stawia go na małym palniku kuchenki, przykrywa małym czajniczkiem z herbatą, którą parzy potem długo na ledwie tlącym się ogniu. Teraz, gdy zaczyna się jesień, matka czasami rozpala piecyk w dużym pokoju. Na nim stawia czajnik i zaparzoną herbatę. Każdy z domowników może się napić zawsze ciepłej, z małych szklanek. Cukier w kostkach, ten najlepszy, który długo rozpuszcza się w ustach stoi w szafie, bo chłopcy by zjedli, nim by się ktoś spostrzegł. Dobrze, że matka wyręcza Mitrę w domowych obowiązkach. Nigdy nie pracowała, przywiązana do religii i tradycji całe życie poświęciła trójce dzieci, codziennej krzątaninie w domu. Jednak gdy Mitra zdecydowała, że pójdzie na studia była bardzo szczęśliwa i dumna. Zawsze pragnęła, żeby córka miała dobrą pracę, pieniądze. W czasie studiów Mitra poznała swojego przyszłego męża, przez znajomych, na jakimś spotkaniu. Przedstawiła go rodzicom. Zaakceptowali go, „bo jest człowiekiem” - jak mawia jej matka. Nie był bogaty, ale Mitra go kochała. Arasz - mąż Mitry kończył wtedy studia. On także wstaje bardzo wcześnie, by złapać autobus do Teheranu, tak jak żona pracuje w stolicy. Na przystanku jest zawsze długa kolejka czekających pasażerów, nikt nie wsiądzie do pojazdu, bo mu się udało przepchnąć. Nie często się to zdarza, wśród ludzi żyjących wokół, że mąż i żona jadą razem do pracy. Arasz docenia to, jest zadowolony z osiągnięć Mitry. Tak jak i z tego, że od pewnego czasu Mitra chodzi dwa razy w tygodniu na lekcje obsługi komputera. Wysoki młodzieniec po studiach, kuzyn - Ehsan, z uśmiechem tłumaczy jej nawet po kilka razy najłatwiejsze rzeczy. Jeszcze się nie ożenił, choć kandydatek nie brakuje. Wszystkie ciotki szukają odpowiedniej. „I co znalazłeś sobie już narzeczoną?” - żartuje Mitra. Ehsan żyje jednak bardziej w wirtualnym świecie. Informatyka to jego pasja, „a na miłość tak jak na poezję, zawsze w końcu przyjdzie czas” - śmieje się. To od niego dowiedziała się, że Szirin Ebadi została laureatką nagrody Nobla. Wiedział najwcześniej, bo znalazł informację w internecie. W piątek rano jak zwykle wpadła na lekcję do kuzyna. „Kto to jest ?” - spytała, „Ebadi ?” Mitra wiadomości w telewizji ogląda rzadko, wielu rzeczy dowiaduje się od męża albo ojca. Gazet prawie wcale nie czyta. „nie znajdzie się tam zbyt wiele” - tłumaczy Ehsanowi, „wolę pograć na fortepianie, jak już mam trochę czasu.” - przyznaje. Gdy wróciła do domu opowiedziała natychmiast matce o prawniczce i naukowcu z Teheranu. Matka zamyśliła się. Potem tylko machnęła ręką - „i tak jabłka nie stanieją i samochodu też nie kupicie”. Wstała z kanapy i poszła się pomodlić, jak zwykle koło południa. Tego dnia Mitra wyjęła z szafy ulubiony rupusz, rodzaj płaszcza, który Iranki zakładają na ulicę. Zrobiła go na drutach jej matka. Ciemnozielony, w sam raz na chłodniejsze dni. Wzbudza zainteresowanie wśród sąsiadek, bo takie nosi się na północy Teheranu, tam gdzie mieszkają najbogatsi. Długo zastanawiała się jaki szal na głowę jest odpowiedni, żeby pasował do rupusza. Sklepów z obowiązkowymi chustkami jest cała masa, na każdym kroku. Jedyna dostępna rozrywka - zakupy, czy może raczej chodzenie po sklepach i pasażach handlowych pochłania Irankom masę czasu. Przy okazji można wejść do cukierni lub restauracji, zjeść ulubiony smakołyk lub napić się lemoniady. Mitra zagląda do wielu sklepów, porównuje ceny. Najczęściej jednak kupuje u pana Sasana, którego zna od lat. Można wytargować dobrą cenę, albo zapłacić w ratach. „Ceny ciągle rosną, wszystko jest już takie drogie” - ciągle powtarza matka „powinniśmy jeść ryż i chleb”. Mitra postanowiła ostatnio, że zacznie się odchudzać. Po urodzeniu dzieci jej brzuch nie wygląda tak jak dawniej, jest duży i wystaje. Choć je codziennie dużo warzyw i owoców, jakoś nie udało jej się zrzucić zbędnych kilogramów. Pod rupuszem oczywiście nie widać, ale gdy chodzi po domu w dżinsach albo założy swoją ulubioną sukienkę, z dezaprobatą patrzy w lustro. „To wszystko po moich dwóch ciążach” - tłumaczy sobie i matce. „Może zacznę codzienną gimnastykę” - zastanawia się. Ojciec Mitry przychodzi do domu wieczorem, dużo czasu spędza u kolegów, jeździ do Teheranu by spotkać się ze znajomymi. Potem ogląda jak zwykle wieczorne wiadomości. Przychodzi wtedy Ehsan, jak zawsze w czwartki czy piątki, by oglądać razem w wujkiem telewizję lub pograć w szachy. Obaj z zainteresowaniem oglądali w piątek wiadomości, słuchali co mówi spikerka w czarnym czadorze. „Nobel dla Iranki, no i dobrze, może to coś zmieni, muzułmanie to przecież terroryści, tak przecież o nas mówią...” - skomentował ojciec Mitry. Wtedy jak zwykle wieczorem pomagała synom w odrabianiu lekcji. Tata - architekt dużo pracuje, także w domu. Rozkłada na stole ogromne kartony papieru, szkicuje. Bez znajomości i koneksji ciągle nie może znaleźć dobrze płatnej pracy. Rosnące bezrobocie daje się wszystkim we znaki. Nawet jeśli nie ma korków, powrót do domu zajmuje Mitrze prawie dwie godziny. Najpierw jedzie taksówką do Placu Wolności, tam potem przesiada się w autobus. Żaden napis ani symbol nie informuje, że właśnie tu zatrzymują się taksówki, które jadą na Plac. W jednym, nie wiadomo przez kogo wybranym miejscu taksówkarze pokrzykują Azadi, Azadi. Stoją przy swoich starych, rozklekotanych autach i czekają, aż samochód się wypełni. Zabierają czterech lub pięciu pasażerów. Ten, kto chce jechać sam, może oczywiście zażyczyć sobie dar bast (zamknięte drzwi), ale płaci wtedy dziesięć razy więcej. Mitry nigdy by nie było stać na taką sumę, poza tym to już przyzwyczajenie, że taksówka zawsze pełna, że ciągle się zatrzymuje, że zaraz ktoś wsiądzie, albo wysiądzie. Wieczorem taksówkarze migają światłami do ludzi na ulicach. A nuż ktoś zamacha ręką i zatrzyma samochód. Taksówki niczym szczególnym nie różnią się od całej masy prywatnych pojazdów, które wypełniają po brzegi ulice Teheranu. Mitra uczy języka rosyjskiego, prowadzi lekcje indywidualne i w grupach po kilka osób. Teraz w Iranie przydaje się nie tylko młodym, dobrze sytuowanym, którzy myślą o międzynarodowej karierze, ale także leciwym biznesmenom, chcącym jak najszybciej nauczyć się tego języka. Jeździ do Teheranu cztery razy w tygodniu, to się nie zdarza tutaj często, wśród jej znajomych i koleżanek. Skończyła studia, potem długo myślała czym się zająć, trudno było znaleźć pracę. Wpadła na pomysł, by dawać lekcje. „Kobietom znacznie trudniej znaleźć pracę, jak już znalazłam pracę w firmie, to zarbiam dwa razy mniej, niż mężczyzna na tym samym stanowisku” - opowiadała Mitrze koleżanka Jednak Mitra nie traciła nadziei. Gdy tylko dwaj synowie poszli do przedszkola, przez znajomych w Teheranie znalazła biuro, w którym odbywają się zajęcia. Wiedziała, że poprawi to ich domowy budżet. Bracia Mitry wyjechali, jeden jest w Kanadzie, drugi w Szwecji.
|
Irak
czesc jestem Polka mieszkam na stale ...
Seks w islamie
link:http://www.officialcapitalsjers...
IX Dni Arabskie w Ło...
Ciekawe spotkanie rowniez w Warszawie...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie - cd - W Warszawie ...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie o rewolucji arabski...