|
Isfahan – jedno z najpiękniejszych miast Iranu, przyciąga jak magnes. Uwielbiam je za atmosferę, wspaniałe bazary, cudowne zabytki Safawidzkiej architektury i tę bezinteresowną gościnność mieszkańców. Najpełniej daje ona o sobie znać w piątki, kiedy Irańczycy całymi rodzinami wyruszają na piknik. A gdzie przyjemniej spędzić dzień, niż nad orzeźwiająco chłodną i leniwie płynącą rzeką Zajande.
Mosty Isfahanu są dziełami sztuki, wyrastającymi z rzecznego nurtu pomnikami dawnej chwały Safawidzkiej dynastii. Niestety problemem Isfahanu jest często niski poziom wody na rzece Zajande. Wiele uroku traci wówczas całe nadbrzeże, kiedy przęsła wystają z brunatnego błota i ledwie cieknącej strużki. Znacznie bardziej urokliwie jest wiosną, gdy rzekę zasilają topniejące śniegi z Zagrosu, lub jesienią po obfitych opadach deszczu. By zobaczyć mosty w pełnej krasie latem, trzeba mieć nieco szczęścia. Do nas się uśmiechnęło. Zaczęliśmy od najdłuższego i centralnie położonego Mostu 33 Łuków (Si-o-se pol). 298 metrów jest przeznaczonych tylko dla pieszych. Oprócz głównej drogi, można także przemknąć ocienionymi arkadami po obu bokach mostu, gdzie pozostawiono specjalne przejścia. W arkadach często przesiadują Irańczycy, zapatrzeni w nurt wody i własne myśli. Ceglany most przez trzy lata budowano z inicjatywy generała szacha Abbasa I – Allahwerdi Chana. Do dziś służy on nie tylko jako główne przejście piesze przez Zajande, ale także jako tama regulująca stan wody na rzece. Nocą Si-o-se pol jest bajecznie oświetlony, widok ostrołukowych arkad odbijających się w wodzie Zajande przywodził mi na myśl „Baśnie z tysiąca i jednej nocy”. Po rzece płynęła perska muzyka dochodząca z dwóch czajchan położonych w dolnych łukach mostu na jego obu krańcach. Muzyka i gwar zachęcały do ich odwiedzenia. Niestety latem nie można do woli rozkoszować się tam herbatą i ghaljunem (fajką wodną) – chętnych jest tak wielu, że płaci się za czas wykorzystania stolika, przeciętnie 15 minut. Na ścianach wiszą kilimy, dekoracyjne tkaniny, plansze z wierszami Hafeza, malowane skóry, portrety imama Alego i miedziane naczynia. Chaos, który wraz z pluskiem przelewającej się gdzieś pod stopami wody, aromatycznym zapachem tytoniu i gwarem rozmów tworzy niezapomnianą atmosferę. Trochę jak w dawnych czasach, wszystko wydaje się tu przesiąknięte tradycją; nawet takie drobnostki, jak kandyzowany cukier, który Irańczycy wkładają do ust, by jego słodycz uwalniała się powoli wraz z przelewającą się przez gardło gorącą herbatą. Długi na 150 metrów, wsparty na 21 łukach most Chubi stoi kawałek dalej. Szach Abbas II kazał go zbudować w 1665 r., jako część systemu irygacyjnego zasilającego pałacowe ogrody i fontanny. Dziś w jego okolicach kąpią się dzieciaki. Most dzielą na trzy części dwa pawilony położone tuż nad poziomem wody, w których często ucztował i bawił się szach wraz z dworem. Dziś w jednej z nich otworzono kolejną czajchanę – małą, przytulną i kameralną. Wnętrze urządzone jest z perskim przepychem, ale gustownie, filiżanka herbaty jest tu chyba najdroższa w całym Isfahanie, ale nigdzie nie smakuje tak dobrze. Mógłbym tam spędzić wieczność, ale Mirek wybudził mnie z marzeń i siłą wypchnął w dalszą drogę. Odbiłem sobie następnego wieczoru... Zaraz za zakrętem rzeki stoi most Chadżu, przez wielu uważany za najpiękniejszy. Szach Abbas II wybudował go w 1650 r., zachwycony ponoć widokiem zachodu słońca, który ujrzał z tego miejsca podczas przejażdżki łodzią. Inni mówią, że już Tamerlan przekraczał tędy rzekę w drodze na zachód. Jakkolwiek by było, most jest przede wszystkim tamą, podobnie jak Si-o-se pol regulującą poziom rzeki. Na dolnym poziomie arkad kryjącym urządzenia inżynieryjne nadbudowano drugi poziom. Tu także wzorowano się na Moście 33 Łuków – obok głównej arterii zaprojektowano po bokach arkady, połączone wąskimi przejściami. To tu znalazłem paskudne perskie graffiti „Reza Hamid tu był” – głupota ludzka jest uniwersalna. Głównym wyróżnikiem mostu stał się centralny, oktagonalny pawilon, z którego szach oglądał czerwone słońce skąpane w nurcie Zajande i zachodzące za odległymi górami. Pawilon i ostrołukowe zwieńczenia arkad obłożono wzorzystą, geometryczną mozaiką, która do dziś cieszy oko, są nawet oryginalne fragmenty. Na moście odbywały się także uczty dworskie, krańce przesłaniano wówczas wzorzystymi tkaninami, ustawiano misy z jadłem i patery owoców, zaś dworzanie spacerowali niespiesznie obserwując pokazy sztukmistrzów i wsłuchując się w muzykę grajków. Kto wie ile intryg uknuto i ile decyzji politycznych zapadło na tym właśnie moście? Ostatni z historycznych mostów Isfahanu jest oddalony od pozostałych o niemal 3 kilometry. Spacer będzie zapewne milszy w przyszłości, jako że obecnie nadbrzeżna promenada, którą z przyjemnością dotychczas dreptaliśmy, kończy się w połowie drogi. Najstarszy i najmniejszy most Szachrestan nie dał się łatwo odnaleźć. Łączy on bowiem brzeg rzeki z wyspą znajdującą się dziś pośrodku nurtu – można go więc dostrzec jedynie z północnego brzegu. Od południa widok przesłania ogrodzony park rozrywki i rozstawiane latem namioty. Można się tam dostać jedynie wąską, ażurową kładką, która bynajmniej nie zachęca do jej wypróbowania. Kiedy już odnaleźliśmy most Szachrestan, ukazała nam się konstrukcja wsparta na 11 łukach. Stoi ponoć na podporach z XII wieku, pozostała część była jednak tak często przebudowywana i restaurowana, że nie wygląda na wybitnie zabytkową. Może się jednak nie znam... Większość trasy prowadziła nas z Mirkiem zadbaną promenadą. Wzdłuż ułożonego z kostki chodnika stały rzędem zielone latarnie i co jakiś czas kamienne ławki. Gdzieniegdzie wybudowano fontanny dekorowane nowoczesną rzeźbą. Na zadbanych trawnikach rozłożyły się z piknikiem całe rodziny. Co chwila zapraszano nas gestami na filiżankę herbaty i krótką pogawędkę. Mirek wymienił tego dnia z Irańczykami chyba 20 adresów, a większość zaproszeń „na herbatkę” musieliśmy z braku czasu odrzucić. Nasza „wycieczka po mostach” utwierdziła mnie w przekonaniu, że Irańczycy to gościnny i serdeczny naród. Zmęczyłem się dopiero wieczorem, kiedy całe życie Isfahanu skupiło się właśnie nad rzeką. Gwar, tłok, śmiechy. Bo gdzie przyjemniej spędzić wieczór, niż nad orzeźwiająco chłodną i leniwie płynącą rzeką Zajande...
|
Irak
czesc jestem Polka mieszkam na stale ...
Seks w islamie
link:http://www.officialcapitalsjers...
IX Dni Arabskie w Ło...
Ciekawe spotkanie rowniez w Warszawie...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie - cd - W Warszawie ...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie o rewolucji arabski...