Wyjazd do Bandar-e Anzali trzeba dobrze zaplanować. Z kilku powodów. Żeby w pełni wykorzystać walory portu nad Morzem Kaspijskim trzeba tam jechać wczesnym latem, w drugiej połowie czerwca lub lipcu. Warto zarezerwować wcześniej nocleg oraz bilet powrotny – wydostanie się stamtąd w sezonie, zwłaszcza autobusami na dłuższych dystansach, nie jest wcale taką łatwą sprawą. Pojechaliśmy z Mirkiem malowniczą trasą z Ghazwinu, przecinając góry Alborzu serpentynami szosy. Większość spotkanych wcześniej turystów zadawała nam tylko jedno pytanie: po co w ogóle jechać do najbardziej deszczowego miasta w Iranie i największego portu na północy kraju?
Bandar-e Anzali, przez Rosjan nazwane Enzeli, a przed islamską rewolucją noszące miano Bandar-e Pahlawi założone zostało niemal 500 lat temu przez dynastię Safawidów. W 1805 r. Rosjanie zrównali miasto z ziemią i na jego miejsce wybudowali od podstaw nowoczesne miasto z portem handlowym i pierwszą w Iranie biblioteką publiczną. W czasie pierwszej wojny światowej miasto było ogniskiem malarii, która dziesiątkowała mieszkańców. Ze względu na strategiczne położenie było też bazą wypadową do działań wojskowych na terenach Kaukazu. W czasie kolejnej wojny “gościła” tu przez chwilę armia Andersa, pod miastem znajduje się jeden z największych w Iranie cmentarzy polskich. O neokolonialnej przeszłości portu Enzeli świadczą zniszczone fasady rosyjskich domów przy placu imama Chomejniego i często zamknięty armeński kościół. Nieco na uboczu stoi pałac szacha zamieniony dziś w muzeum wojskowe. Trudno określić te miejsca mianem zabytków... Do miasta dojechaliśmy późnym wieczorem. Pierwszym problemem okazało się znalezienie noclegu – przez chwilę byliśmy zdesperowani zapłacić niemal 23$ za pokój z widokiem na morze w hotelu Gol-e Sang. Ale tylko przez chwilę... Udało nam się znaleźć pokoik w niewielkim nieoznaczonym hoteliku nad główną ulicą. Właściciel oddał nam swój pokój, bo inne były zajęte – dzięki temu mieliśmy dostęp nawet do lodówki. Od razu wrzuciliśmy tam jedzenie, a w zamrażarce odkryliśmy tajemniczą piersiówkę. Zmieszany gospodarz zgłosił się po nią z samego rana, a tego samego wieczora mieliśmy okazję spróbować jej zawartości. Mieszkańcy Anzali, chyba poprzez częste w przeszłości kontakty z Rosjanami zachowali część dawnych, przedrewolucyjnych zwyczajów. Alkohol produkują i sprzedają liczni w mieście Ormianie, aż dziw bierze jak często można go tu spotkać. Własną piersiówkę ma chyba każdy dorosły Irańczyk – wódki dolewa się do herbaty, albo pije po kryjomu z kubków. Właśnie w Anzali spotkaliśmy się z największą nostalgią za czasami szacha – wtedy kwitł tu biznes z Rosjanami, wielu z nich przyjeżdżało na wakacje i zostawiało pieniądze. Teraz pozostało jedynie spore w tym regionie bezrobocie i wszechogarniający marazm. 
To jednak nie kolonialna przeszłość miasta, ani historyczne zabytki świadczą o walorach tego miejsca. Bandar-e Anzali ma olbrzymią, przepiękną lagunę, którą wczesnym latem pokrywa dywan różnokolorowych kwiatów, zwłaszcza lilii wodnych. Wśród wysepek laguny wybudowano na palach restauracje i zwykłe domy, przypominające trochę panoramę Bangkoku. Gęste trzcinowiska porastające wysepki laguny są domem dziesiątek gatunków ptaków – to prawdziwy raj dla ornitologów. W krystalicznych wodach laguny pływają setki ryb, choć obiad w rybnej restauracji był dość miernym przeżyciem kulinarnym. Czekaliśmy długo, ryba nie miała smaku, a kosztowała tyle, ile puszka kawioru. No właśnie – Anzali jest też znane z fabryki tego wykwintnego przysmaku. Niestety niemal całość produkcji przeznaczana jest na eksport, tak więc kupienie kawioru na miejscu graniczy z cudem. Można zwiedzić fabrykę, ale kupić kawioru się nie da. Wycieczka łodzią na wielobarwną lagunę warta była jednak wszystkich niedogodności. Spacer zadbaną miejską promenadą byłby zapewne przyjemniejszy, gdyby nie widok na tętniący życiem olbrzymi port, ale i tak poczuliśmy się niemal jak w Nicei. Niemal na końcu nadbrzeżnego bulwaru znajdują się miejsca skąd można wypłynąć w “rejs”: albo wiosłową łodzią rybacką, ale wówczas traci się cały dzień, albo łodzią motorową. Wybraliśmy wariant szybszy i głośniejszy, głównie dlatego, że nie interesowało nas podglądanie ptactwa. Miejscowi wynajmują najczęściej kajaki. Kobiety w chustach i kapokach wiosłujące w kajakowych jedynkach to niezapomniany i dość surrealistyczny widok. Z Anzali pochodzi cała kadra narodowa irańskich sportów wodnych. To zresztą w ogóle bardzo usportowione miasto – olimpijczykami byli także wychowankowie tutejszych klubów karate, a piłkarski klub Malawan jest zawsze w czołówce tabeli. Tak, czy inaczej przejażdżka łodzią wśród falującego dywanu kwiatów to prawdziwa chwila relaksu. Zwłaszcza kiedy po powrocie można się napić dobrze schłodzonego... Tego samego wieczoru chcieliśmy kupić bilety na następny dzień do Teheranu. Brak miejsc na najbliższe trzy dni. Do Ghazwinu najwcześniej za dwa. Do Tabrizu nam nie po drodze. W końcu, po długich negocjacjach i kilku telefonach udało się znaleźć autobus z Rasztu, ale dopiero o 22.00. Cały następny dzień znów w Anzali. Tym razem spełniły się przepowiednie – cały dzień lało. A mieliśmy ochotę choćby rzucić okiem na jedyną na irańskiej północy, dobrze strzeżoną plażę dla kobiet...
|
Irak
czesc jestem Polka mieszkam na stale ...
Seks w islamie
link:http://www.officialcapitalsjers...
IX Dni Arabskie w Ło...
Ciekawe spotkanie rowniez w Warszawie...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie - cd - W Warszawie ...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie o rewolucji arabski...